Ukraińskie drony nad Moskwą. Rosja mówi o ofiarach śmiertelnych
Ukraińskie bezzałogowce znów sięgnęły w głąb Rosji. W atakach na obwód moskiewski zginęły co najmniej trzy osoby, a pięć zostało rannych. Rosyjska obrona miała zestrzelić nad rejonem stolicy 81 dronów. To pokazuje, jak daleko od linii frontu toczy się dziś ta wojna.
Uderzenie w rejon stolicy
Jak podał Polsat News, powołując się na rosyjskie władze, nad obwodem moskiewskim strącono 81 bezzałogowych aparatów. Bilans ofiar to co najmniej trzech zabitych i pięcioro rannych. Rosyjska strona nie sprecyzowała, czy zginęli cywile, czy osoby związane z wojskiem. Sama liczba przechwyconych maszyn mówi o rozmachu operacji. Kilkadziesiąt dronów w jednym nalocie to nie pojedyncze ukłucie, lecz zaplanowane, nasycone uderzenie w zaplecze przeciwnika.
Moskwa leży setki kilometrów od linii styczności wojsk. To, że drony docierają nad sam rejon stolicy, jest dla Kremla kłopotem militarnym i wizerunkowym zarazem. Rosyjska propaganda od początku inwazji sprzedaje obraz wojny toczonej gdzieś daleko, poza codziennością zwykłych obywateli. Naloty na obwód moskiewski ten obraz rozbijają.
Pożar w Kraju Stawropolskim
Ukraińskie drony uderzyły także w strefę przemysłową w Kraju Stawropolskim na południu Rosji. Doszło tam do pożaru zbiorników z paliwem. Cel nie jest przypadkowy. Ukraina od miesięcy konsekwentnie bierze na muszkę rosyjską infrastrukturę paliwową i energetyczną, od rafinerii po składy. Płonący magazyn paliwa to strata, którą trudno szybko odtworzyć, a jego zniszczenie odbija się na logistyce dużo dalej niż sam obwód, w którym leży.
Logika jest prosta. Armia bez paliwa staje. Uderzenia w magazyny i przerób ropy godzą w to, co napędza rosyjską machinę wojenną, a przy okazji w budżet finansujący front. To wojna na wyczerpanie zaplecza, prowadzona tanim, masowo produkowanym sprzętem przeciwko drogiej i trudnej do odtworzenia infrastrukturze.
Wojna wraca do agresora
Przez pierwszy rok pełnoskalowej inwazji to Rosja dyktowała, gdzie spadają rakiety. Dziś coraz częściej stroną, która sięga w głąb terytorium przeciwnika, jest Ukraina. Zmiana jest znacząca. Państwo napadnięte pokazuje, że potrafi przenieść koszt wojny tam, skąd ją wywołano.
Dla Polski nie jest to odległy epizod. Słabnące zaplecze rosyjskiej armii i rosnące koszty agresji leżą w polskiej racji stanu, bo to na wschodniej flance NATO najmocniej odczulibyśmy skutki rosyjskiego zwycięstwa. Każdy taki nalot przypomina zarazem, że pełnowymiarowa wojna toczy się kilkaset kilometrów od naszej granicy i że jej dynamika bezpośrednio dotyka bezpieczeństwa regionu.
Ofiary śmiertelne, nawet po stronie agresora, są realną ceną tej wojny. Jak długo Kreml jest w stanie udawać przed własnym społeczeństwem, że wojna go nie dotyczy?
Źródło: Polsat News
Czytaj też

Putin grozi Ukrainie coraz silniejszymi uderzeniami. Tłem ukraińskie drony w głębi Rosji
Władimir Putin zapowiedział, że rosyjskie uderzenia na Ukrainę będą wielokrotnie mocniejsze, a Kijów odczuje je na coraz większą s…

Trump dzwoni do Moskwy i Kijowa. Wojnę ma zakończyć szczyt w Ankarze
Donald Trump w ciągu jednej soboty odbył rozmowy telefoniczne z Wołodymyrem Zełenskim i z Władimirem Putinem. Prezydent USA znów u…

Węgry: nowa większość Magyara odwołuje prezydenta. Orbán ogłasza „śmierć demokracji”
Węgierski parlament przyjął poprawkę do konstytucji, która odwołuje prezydenta. To pierwszy tak twardy ruch nowej większości premi…

B. szef EBC: „Iluzja, że Unia Europejska jest graczem na scenie międzynarodowej, wyparowała”
Mario Draghi znów wchodzi na scenę europejskiej debaty i stawia tezę, która dla wielu brzmi jak zimny prysznic: Unia przestała być…

