Niemcy: 217 tysięcy brutalnych przestępstw. Rekord od kilkunastu lat
Niemiecka policja zamknęła 2024 rok najgorszym od kilkunastu lat bilansem przemocy. Statystyka kryminalna odnotowała ponad 217 tysięcy brutalnych czynów, z rosnącą liczbą gwałtów i ataków nożem. Zza Odry coraz głośniej powraca pytanie, ile z tej fali państwo niemieckie zawdzięcza własnej polityce otwartych granic.
Najgorszy bilans od kilkunastu lat
Niemiecka Policyjna Statystyka Przestępczości (PKS) podsumowała 2024 rok liczbą, którą politycy w Berlinie woleliby przemilczeć. Jak podaje serwis Magna Polonia, powołując się na PKS, odnotowano ponad 217 tysięcy przestępstw z użyciem przemocy. To o około 1,5 procent więcej niż rok wcześniej i zarazem najwyższy wynik od kilkunastu lat. W górę poszły kategorie najcięższe, w tym gwałty i ciężkie uszkodzenia ciała. Niemcy długo uchodziły za wzór uporządkowanego państwa. Tegoroczne dane ten obraz podważają, bo opisują kraj, w którym brutalna przestępczość stała się częścią codzienności, a nie marginesem.
Nóż wraca do policyjnych kronik
Osobno rośnie liczba przestępstw popełnianych z użyciem noża. To właśnie ta pozycja najmocniej porusza niemiecką opinię publiczną. Ataki nożownicze w niemieckich miastach przestały być zdarzeniem opisywanym z niedowierzaniem i weszły na stałe do policyjnych kronik. Debata o Messerkriminalität, jak Niemcy nazywają przestępczość nożową, dawno wyszła poza rubryki kryminalne i trafiła do języka wielkiej polityki. Każdy nowy przypadek odżywia spór, który klasa polityczna próbowała latami wyciszać. Za każdym razem powraca to samo pytanie o to, kto sięga po nóż na niemieckiej ulicy i dlaczego państwo nie potrafi temu zapobiec.
Policja mówi dość
Nastroje w szeregach funkcjonariuszy oddaje już sam ton niemieckich doniesień. Policjanci coraz otwarciej przyznają, że mają dość. Chodzi o rosnące obciążenie służby, poczucie, że system ich nie chroni, i wrażenie, że bezpieczeństwo obywateli ustępuje przed polityczną ostrożnością. Związki zawodowe policji od lat ostrzegają przed przeciążeniem i brakami kadrowymi. Bilans za 2024 rok tylko potwierdza te ostrzeżenia.
Cena polityki otwartych granic
Niemiecka debata o przemocy niezmiennie schodzi na temat imigracji. Kraj, który przez dekadę przyjmował migrantów na masową skalę, mierzy się dziś z rachunkiem, jakiego wcześniej nie chciał dostrzegać. Obrońcy dotychczasowego kursu tłumaczą wzrost liczb czynnikami społecznymi i demografią. Krytycy odpowiadają, że państwo straciło kontrolę nad tym, kogo wpuszcza, a potem nie potrafi wydalić nawet skazanych. Berlin od miesięcy zapowiada zaostrzenie przepisów o wydaleniach, lecz deklaracje wyprzedzają realne skutki. Temat bezpieczeństwa napędza dziś siły, które jeszcze niedawno spychano na margines, a dawne tabu wokół krytyki polityki migracyjnej pęka.
Dla Polski niemiecki bilans jest ostrzeżeniem, nie egzotyczną ciekawostką zza Odry. Skoro najbogatsze państwo kontynentu nie panuje nad skutkami własnej polityki migracyjnej, to jakim prawem miałoby wyznaczać tę samą drogę innym?
Czytaj też

Afera Szpitala Południowego. Tusk stawia termin, krzesła w rządzie stoją pewnie
Donald Tusk zareagował na aferę wokół warszawskiego Szpitala Południowego. Na konferencji prasowej premier dał minister zdrowia i…

Zmarł samotnie w szpitalnej łazience. Kanał Zero ujawnił wstrząsające taśmy z prosektorium
Kanał Zero ujawnił nagrania z prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego: pacjent zmarł bez obserwacji, sekcja bez prokuratu…

Polska na celowniku Kremla. Sikorski: Putina zatrzyma dopiero porażka Rosji
Tylko militarna porażka Rosji zmusi Władimira Putina do zakończenia wojny. Tak ocenił wicepremier i minister spraw zagranicznych R…

Tomasz Dorosz mobilizuje Częstochowę do referendum. Narodowcy w pierwszym szeregu
Tomasz Dorosz z Ruchu Narodowego mobilizuje Częstochowę do referendum ws. odwołania prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka i Rady Mia…

