USS Abraham Lincoln: rodziny marynarzy punktują Navy
Około 200 rodzin marynarzy i marines z USS Abraham Lincoln 6 sierpnia w San Diego skonfrontowało p.o. sekretarza marynarki USA Hunga Cao. Według relacji mediów załoga liczy około 5000 osób, a rejs trwa bez jasnej daty powrotu. Wniosek jest prosty: nawet supermocarstwo płaci cenę za przeciągniętą projekcję siły.
Rodziny pytają o ludzi, nie o slogany
Spotkanie w Naval Air Station North Island miało dać rodzinom odpowiedzi. Zamiast tego pokazało narastającą frustrację wobec dowództwa. Według relacji Anadolu opartej na materiale MS NOW, około 200 bliskich marynarzy i marines pytało Hunga Cao o przemęczenie, wsparcie psychiczne, dostawy żywności, wodę, toalety, bezpieczeństwo i opóźnienia poczty.
To nie jest techniczny drobiazg z dalekiego okrętu. To pytanie o państwo, które wysyła ludzi na wielomiesięczną służbę, a potem musi umieć zadbać o ich zdrowie, rodziny i podstawowe warunki życia. Armia bez logistyki jest tylko hasłem. Flota bez odpoczynku dla załóg zaczyna zużywać własnych ludzi szybciej niż przeciwnik zużywa jej sprzęt.
259 dni misji i brak daty powrotu
USS Abraham Lincoln wyszedł z San Diego 21 listopada 2025 roku. Jak podaje Anadolu, 7 sierpnia okręt miał za sobą 259 dni obecnego rozmieszczenia. W tym czasie miał tylko dwa postoje, w tym krótki pobyt w Omanie 7 lipca, po 208 dniach na morzu. Na pokładzie służy około 5000 marynarzy i marines.
Cao powiedział rodzinom, że marynarka przygotowuje grupę uderzeniową lotniskowca USS Theodore Roosevelt do wysłania na Bliski Wschód, aby docelowo odciążyć USS Abraham Lincoln. Nie podał jednak daty. Zasłonił się bezpieczeństwem operacyjnym. Z punktu widzenia sztabu to argument zrozumiały. Z punktu widzenia żony, matki albo ojca czekających miesiącami na powrót bliskiej osoby brzmi jak kolejna ściana.
W tle jest wojna z Iranem i presja na amerykańską obecność w regionie. Pisaliśmy już, że amerykańscy dowódcy ostrzegają Pentagon przed brakiem okrętów do obrony Izraela. Teraz widać drugi wymiar tego samego problemu: wielka flota może mieć za mało jednostek, za mało czasu i za mało rezerwy ludzkiej, aby bez końca utrzymywać tempo operacji.
Pleśń, toalety, poczta i morale
Według relacji rodzin problemy dotyczyły także warunków codziennego życia na okręcie. W mediach pojawiały się informacje o podejrzewanej pleśni lub zawilgoceniu w prysznicach, niesprawnych toaletach, brakach w dostawach, opóźnieniach poczty i zmęczeniu załogi. Dowództwo marynarki odpowiadało, że w jednej części okrętu chodziło o uporczywe zatkanie toalet, a problem z prysznicami mógł wynikać z wentylacji i wilgoci.
Wiceadmirał Douglas Verissimo przyznał, że po rozpoczęciu walk powstały poważne zatory logistyczne związane z Bahrajnem. Marynarka miała priorytetowo traktować dostawy żywności. Z kolei wiceadmirał Joseph Cahill mówił, że dowództwo rozumie wpływ sytuacji na rodziny, żołnierzy i długofalową zdolność utrzymania sił.
To dobrze, że dowódcy nie udają, iż problem nie istnieje. Ale samo przyznanie racji rodzinom nie rozwiązuje sprawy. Na lotniskowcu każdy błąd może mieć konsekwencje większe niż w koszarach. Zmęczony marynarz, przeciążony mechanik, zestresowany członek załogi i niesprawna instalacja sanitarna nie są prywatnym kłopotem. To element gotowości bojowej.
Lekcja dla Polski
Dla Polski ta historia jest trzeźwiąca. Łatwo zachwycać się tonami stali, lotniskowcami i rakietami. Trudniej zbudować system, w którym sprzęt ma ludzi, ludzie mają zaplecze, a rodziny nie są traktowane jak przeszkoda w komunikacie prasowym. Państwo poważne mierzy siłę armii nie tylko liczbą platform bojowych, lecz także zdolnością do utrzymania ich w ruchu przez miesiące.
To ważne także u nas, gdy trwa przyspieszona modernizacja wojska, kupowane są czołgi, artyleria, samoloty i systemy obrony powietrznej. Polska potrzebuje twardej armii, bo za wschodnią granicą trwa wojna, a Rosja rozumie tylko język siły. Ale siła nie polega na samym zakupie sprzętu. Polega na szkoleniu, rezerwach, remoncie, magazynach, rodzinach żołnierzy i uczciwym mówieniu o kosztach.
Supermocarstwo też ma ograniczenia
Sprawa USS Abraham Lincoln pokazuje, że nawet Stany Zjednoczone nie są wolne od prostych praw wojskowej rzeczywistości. Okręt może być atomowy, ale człowiek na pokładzie nie jest niewyczerpalny. Łańcuch dostaw może obsługiwać globalną flotę, ale przerwany w kilku miejscach natychmiast schodzi do poziomu mydła, jedzenia, toalety i poczty.
Polska prawica powinna patrzeć na tę historię bez antyamerykańskiej satysfakcji i bez ślepego zachwytu. Sojusz z USA jest ważny dla bezpieczeństwa Polski. Właśnie dlatego trzeba widzieć realia, a nie obrazek z folderu. Silna armia zaczyna się od prawdy o własnych możliwościach.
Źródło: Anadolu Agency, The Guardian, MS NOW.
Czytaj też

Putin stawia na długowieczność. Rosja przeznaczy prawie 18 mld rubli
Władimir Putin kieruje Rosję ku badaniom nad długowiecznością: w projekcie budżetu na lata 2027–2029 zapisano 17,954 mld rubli na…

USS „Theodore Roosevelt” płynie na Bliski Wschód. USA wzmacniają flotę
Lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt” opuścił San Diego 27 września i zmierza na Bliski Wschód, gdzie ma zastąpić USS „George Wash…

Władimir Putin daje 18 mld rubli na rosyjskie technologie długowieczności
Władimir Putin firmuje program, na który rosyjski rząd zapisał 17,954 mld rubli w latach 2027–2029. Pieniądze mają finansować nowe…

Ukraina odzyskała 140 km². Zełenski: Putin odpowiada nową doktryną
Ukraina odzyskała około 140 km² we wschodnim Donbasie w ramach operacji „Vivaldi”, a miesięczne straty Rosji mają sięgać około 42…
