środa, 23 września 2026 Imieniny: Tekli, Bogusława·Święto: dzień powszedni NewsletterWesprzyj ♥
Pilne
Rosyjskie nawozy płynęły do Polski. Służby ostrzegały przed dywersją – ilustracja
Ilustracja wygenerowana za pomocą AI

Rosyjskie nawozy płynęły do Polski. Służby ostrzegały przed dywersją

Redakcja Dziennika Narodowego · 23.09.2026 · 4 min czytania

Polskie i europejskie podmioty kupowały po 24 lutego 2022 roku nawozy od rosyjskich koncernów powiązanych z dostawami chemikaliów dla przemysłu zbrojeniowego. Według Wirtualnej Polski handel przyniósł im w czasie wojny nawet 7 mld euro, a ABW ostrzegała przed możliwą dywersją w rejonie terminalu LNG w Świnoujściu.

Rosyjskie koncerny zarabiały podczas wojny

Wirtualna Polska ustaliła, że europejskie, w tym polskie, firmy kupowały mocznik i saletrę amonową od koncernów Uralchem i Eurochem także po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Według portalu oba podmioty należą do grupy pięciu producentów odpowiadających za ponad 75 proc. chemikaliów potrzebnych rosyjskiemu przemysłowi do wytwarzania materiałów wybuchowych. Odbiorcą części tych surowców w Rosji miała być spółka Specchimia należąca do państwowego koncernu Rostec.

Skala interesu była ogromna. Z ustaleń WP wynika, że w latach 2020–2026 rosyjskie koncerny chemiczne uzyskały ze sprzedaży nawozów do państw Unii Europejskiej od 8,5 do 10 mld euro. Od 6,5 do 7 mld euro przypadło na okres po rosyjskim ataku z 24 lutego 2022 roku. Państwa deklarowały solidarność z napadniętą Ukrainą, lecz pieniądze nadal płynęły do sektora powiązanego z rosyjską machiną wojenną.

Polska luka w sankcjach

ABW i Krajowa Administracja Skarbowa interesowały się polskimi podmiotami współpracującymi z rosyjskimi dostawcami. Służby nie mogły jednak po prostu zatrzymać handlu. Właściciele koncernów byli objęci ograniczeniami, lecz same Uralchem i Eurochem nie znalazły się na unijnej liście sankcyjnej. Na krajowej liście prowadzonej przez MSWiA umieszczono w kwietniu 2022 roku Eurochem Polska. Decyzję wydano na wniosek szefa ABW.

Według WP od połowy 2022 roku do Polski sprowadzono ponad jedną czwartą rosyjskich nawozów trafiających na rynek unijny od firm uczestniczących w łańcuchu produkcji materiałów wybuchowych. Były prezes Grupy Azoty Andrzej Skolimowski podał portalowi, że import nawozów z Rosji i Białorusi wzrósł z 300 tys. ton rocznie w latach 2009–2016 do miliona ton w latach 2022–2023. W kolejnym roku miało to być 1,5 mln ton, a w pierwszym półroczu 2025 roku kolejny milion.

Cła i kontyngenty wprowadzono dopiero później. Zanim uszczelniono przepisy, powstało szerokie okno dla rekordowego importu. To przykład sankcji zbudowanych tak, że formalne ograniczenia wobec właściciela nie musiały zatrzymywać obrotu z jego sektorem.

Ostrzeżenie dotyczące Świnoujścia

Najpoważniejszy wątek dotyczy bezpieczeństwa portów. Z informacji WP wynika, że ABW ostrzegała władze przed scenariuszem dywersji z wykorzystaniem saletry amonowej. Służby brały pod uwagę eksplozję w pobliżu terminalu LNG w Świnoujściu albo detonację składu towarowego przez osoby werbowane za pośrednictwem Telegramu. Nie oznacza to, że taki zamach został przeprowadzony. Pokazuje jednak, jakiego rodzaju ryzyko analizowało państwo.

Punktem odniesienia była katastrofa w Bejrucie z 4 sierpnia 2020 roku. Wybuch 2750 ton saletry amonowej w porcie zabił 218 osób i ranił około 7,5 tys. ludzi. Rozmówca WP związany z polskimi służbami zwrócił uwagę, że statek handlowy może przewozić od kilkuset do 30 tys. ton tej substancji.

Polska infrastruktura krytyczna już znajduje się pod presją rosyjskich działań hybrydowych. BBN ostrzegało również przed zagrożeniem dla szlaków pomocy kierowanej na Ukrainę, a europejskie służby sygnalizowały możliwość testowania granic NATO przez Rosję. W tym kontekście kontrola ładunków, portów i powiązań handlowych nie jest biurokratycznym dodatkiem. To element obrony państwa.

Interes narodowy wymaga szczelnych reguł

Dla Polski stawka jest podwójna. Chodzi o pieniądze, które przez europejski rynek mogły zasilać rosyjski przemysł pracujący na potrzeby armii, oraz o bezpieczeństwo portów i terminali energetycznych. Państwo nie może zadowalać się sprawdzeniem, czy nazwa konkretnej spółki widnieje w unijnym wykazie. Musi badać właścicieli, odbiorców, pośredników i faktyczny przepływ towarów.

Brukselski system sankcyjny okazał się zbyt łatwy do obchodzenia. Polska nie powinna czekać, aż unijna procedura dogoni zagrożenie. Suwerenność zaczyna się od zdolności do samodzielnego zamknięcia luki, gdy handel uderza w bezpieczeństwo kraju i pośrednio wzmacnia państwo prowadzące wojnę tuż za naszą granicą.

Źródło: Wirtualna Polska, Interia Wydarzenia

Źródło: Interia Wydarzenia

DN

Zespół redakcyjny portalu narodowo-konserwatywnego. Piszemy zgodnie z naszymi standardami redakcyjnymi.

Czytaj też