Kasparow ostrzega przed testem NATO. Polska musi patrzeć trzeźwo
Garri Kasparow ostrzega, że Władimir Putin może próbować sprawdzić realną wolę obrony w NATO, najpewniej na lądowej granicy Sojuszu. W jego prognozie Polska nie jest pierwszym celem, ale polska stawka jest oczywista: jeśli Kreml będzie badał słabość Zachodu, zrobi to tam, gdzie uzna odpowiedź za najmniej pewną.
Kasparow: test nie musi być wielką inwazją
Garri Kasparow, były mistrz świata w szachach i jeden z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich przeciwników Kremla, znów mówi o zagrożeniu bez dyplomatycznej waty. W rozmowie z Kanałem Zero przekonywał, że celem Putina pozostaje likwidacja niepodległej Ukrainy oraz odbudowa rosyjskiej strefy wpływów. To jest język imperialny, a nie język pokoju.
W Polsat News Kasparow mówił, że Rosja może przekroczyć lądową granicę NATO, nie po to, by zająć całe państwo bałtyckie, lecz by pokazać, że Sojusz nie działa. Onet przytoczył jego doprecyzowanie: obecna prognoza nie dotyczy Polski, ale raczej Estonii albo Łotwy, być może z użyciem rakiet lub dronów przeciw miastu takiemu jak Dyneburg. To ostrzeżenie trzeba czytać chłodno. Nie jako przepowiednię, ale jako opis sposobu myślenia Kremla.
Dla Polski głos Garriego Kasparowa jest ważny, bo płynie od człowieka, który od lat nie miał złudzeń wobec putinowskiej Rosji. Jego teza jest prosta: Moskwa eskaluje, gdy czuje presję, a Zachód często budzi się dopiero po fakcie.
Polska i Bałtowie na tej samej mapie ryzyka
Ostrzeżenia Kasparowa nie wiszą w próżni. Associated Press pisała, że prezydent Litwy Gitanas Nausėda mówił o ocenach wywiadowczych wskazujących na możliwe rosyjskie działania przeciw infrastrukturze krytycznej w państwach bałtyckich lub w Polsce. Nie wskazano miejsca ani terminu. Wskazano typ zagrożenia: ograniczone operacje kinetyczne, presję hybrydową, uderzenia w transport i energetykę.
To jest dokładnie ten obszar, w którym Polska musi mieć nerwy ze stali i państwo działające bez improwizacji. Granica, koleje, porty, energetyka, łączność, magazyny paliw i amunicji nie są technicznym dodatkiem do obronności. Są kręgosłupem przetrwania. Jeśli wróg chce sprawdzić państwo, uderza w miejsce, gdzie chaos kosztuje najwięcej.
Dlatego niedawne ostrzeżenia o możliwym rosyjskim teście NATO, opisywane już na łamach DN w tekście o tym, że amerykański wywiad ostrzega przed rosyjskim testem Sojuszu, trzeba traktować jako element większej układanki. Nie chodzi o panikę. Chodzi o gotowość.
Artykuł 5 nie zwalnia z własnej siły
W polskiej debacie zbyt często mówi się o NATO jak o automacie. Tymczasem oficjalne wyjaśnienie NATO przypomina, że artykuł 5 oznacza uznanie zbrojnego ataku na jednego sojusznika za atak na wszystkich, ale pomoc może przyjmować różne formy, zależnie od decyzji państw członkowskich. To jest gwarancja polityczno-wojskowa, a nie magiczny przycisk.
Właśnie w tej luce może próbować działać Kreml. Nie frontalną wojną od pierwszej godziny, lecz prowokacją, sabotażem, dronem, cyberatakiem, presją na infrastrukturę albo ruchem poniżej progu oczywistej wojny. Test nie musi wyglądać jak czołgi jadące na Warszawę. Może wyglądać jak seria incydentów, które mają podzielić sojuszników i zmusić rządy do sporu o definicję ataku.
Dla polskiej prawicy wniosek powinien być twardy. Sojusze są potrzebne, ale suwerenność zaczyna się od własnych zdolności: obrony powietrznej, produkcji amunicji, rezerw, odporności energetycznej i sprawnej administracji kryzysowej. Państwo, które oddaje odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo wyłącznie cudzym stolicom, samo prosi się o test.
Koniec złudzeń wobec Kremla
Kasparow nie odkrywa, że Rosja jest agresywna. On przypomina, że Rosja Putina kalkuluje słabość. Po 24 lutego 2022 roku nikt w Warszawie nie ma prawa udawać, że imperialna polityka Moskwy kończy się na granicach Ukrainy. Jeśli Ukraina słabnie, rośnie presja na wschodnią flankę NATO. Jeśli Zachód wysyła sprzeczne sygnały, Kreml szuka pęknięcia.
Polska odpowiedź musi być narodowa i realistyczna. Mniej zaklęć o europejskiej solidarności, więcej twardych decyzji o wojsku, przemyśle, infrastrukturze i ochronie granic. Brukselskie komunikaty nie zatrzymają rosyjskiego drona. Zrobią to radar, rakieta, żołnierz, sprawny rozkaz i państwo, które wie, że bezpieczeństwo Polaków jest pierwszym obowiązkiem władzy.
Źródła: Kanał Zero, Polsat News, Onet, Associated Press, NATO.
Czytaj też

Tusk ostrzega przed Rosją. Ataki są coraz bliżej polskiej granicy
Premier Donald Tusk ostrzegł we wtorek 29 września, że najbliższe tygodnie i miesiące będą dla Polski wymagające. Powodem są coraz…

Rosja nasila prowokacje. Tusk ostrzega przed wymagającymi miesiącami
Donald Tusk ocenił we wtorek 29 września, że Polaków czekają wymagające tygodnie i miesiące z powodu coraz bardziej agresywnych dz…

Rosja znów uderzyła przy Dorohusku. Tusk: ataki są permanentne
Rosyjski dron uderzył w poniedziałek 28 września w pobliżu przejścia Jagodzin-Dorohusk, według premiera około kilometra od przejśc…

Narwa i Dyneburg pod presją Rosji. Szybka reakcja NATO ma zatrzymać Putina
Estonia i Łotwa od lat przygotowują obronę Narwy i Dyneburga przed możliwą rosyjską prowokacją, a Zbigniew Parafianowicz ocenił 29…
