Tusk po alarmach: Rosja prowadzi wojnę hybrydową. Polska musi być gotowa
Donald Tusk 17 września, po alarmach w województwach lubelskim i podkarpackim, oświadczył, że Rosja prowadzi przeciw Polsce wojnę hybrydową. Premier zapowiedział stanowczą odpowiedź Polski i sojuszników na ewentualny atak. Dla Polaków oznacza to konieczność realnej obrony granic, odporności państwa i jasnych procedur alarmowych.
Alarmy na wschodzie i słowa premiera
Po rosyjskich atakach na zachodzie Ukrainy Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alerty, a w województwach lubelskim i podkarpackim uruchomiono syreny. Polskie lotnictwo wojskowe zostało poderwane. Tego samego dnia Donald Tusk opublikował nagranie, w którym połączył bieżące zagrożenie z rocznicą sowieckiej napaści na Polskę z 17 września 1939 roku.
Premier powiedział, że Polska nie szuka wojny, ale odpowie wraz z sojusznikami, jeśli zostanie zaatakowana. Wskazał na sabotaż, dezinformację i użycie dronów jako narzędzia rosyjskiej presji. Według informacji przekazanych przez szefa rządu w kolejnych miesiącach możliwe są dalsze prowokacje wymierzone w państwa wspierające Ukrainę.
Ostrzeżenia nie można zbyć jako partyjnej retoryki. Rosyjskie uderzenia przy polskiej granicy już wcześniej zmuszały Warszawę do narad i działań ochronnych. Imperium testuje odporność sąsiadów tam, gdzie widzi chaos, słabą komunikację i brak zdecydowania.
Sześć przejść z rozbudowaną obroną
W oficjalnej informacji Kancelarii Prezesa Rady Ministrów podano, że obrona przeciwlotnicza została rozwinięta na sześciu przejściach granicznych. System uzupełniono o kolejne stanowisko dowodzenia i radiolokacyjne. W gotowości pozostają wojska inżynieryjne oraz 16. Batalion Remontu Lotnisk, który może zostać użyty po ataku na infrastrukturę w rejonie granicy.
To są konkrety ważniejsze od politycznych deklaracji. Państwo ma wykryć zagrożenie, ostrzec mieszkańców i ograniczyć skutki uderzenia. Każdy alarm powinien uruchamiać zrozumiałą procedurę, bo syrena bez jasnej informacji może wywołać dezorientację albo zostać zlekceważona. Bezpieczeństwo Polaków zaczyna się na poziomie gminy, telefonu i najbliższego schronienia, a nie przy sejmowej mównicy.
Twarde stanowisko wobec Rosji przedstawił też prezydent Karol Nawrocki. W tej sprawie państwo powinno mówić spójnie. Podział kompetencji między rządem, prezydentem, wojskiem i służbami nie może prowadzić do konkurencji komunikatów w godzinie zagrożenia.
Sojusze są narzędziem, Polska pozostaje celem
Tusk przypomniał, że w 1939 roku sojusznicze gwarancje nie uchroniły Polski przed rozbiorem. Dziś położenie jest inne dzięki NATO, obecności wojsk sojuszniczych i znacznie większym wydatkom na obronność. Premier wskazał, że Polska przeznacza na ten cel niemal 5 proc. PKB.
Szef rządu mówił również o 44 mld euro z programu SAFE. Trzeba dopowiedzieć to, czego polityczny przekaz często nie eksponuje: środki nie są prezentem. Rada UE zatwierdziła dla Polski pożyczkę do 43,73 mld euro, przeznaczoną na inwestycje obronne. Sprzęt i infrastruktura są potrzebne, lecz ich koszt, udział polskiego przemysłu oraz warunki spłaty muszą podlegać twardej kontroli.
Sojusze wzmacniają Polskę, ale nie zastępują narodowej zdolności do obrony. Artykuł 5 NATO jest bezcenny wtedy, gdy państwo potrafi przetrwać pierwsze godziny kryzysu, chronić ludność i utrzymać dowodzenie. Warszawa musi więc budować własne rozpoznanie, obronę powietrzną, zapasy i bezpieczną łączność. Zapowiedź polskiego systemu łączności satelitarnej pokazuje właściwy kierunek, o ile skończy się produktem, a nie konferencją prasową.
Bezpieczeństwo nie może być testem partyjnej lojalności
Premier zaapelował, by nie podważać sojuszy i nie wzmacniać rosyjskiej propagandy. Słuszny postulat walki z dezinformacją nie daje jednak rządowi prawa do uznawania każdej krytyki Unii Europejskiej, polityki wobec Ukrainy czy przygotowania państwa za działanie na rzecz Moskwy. Taka retoryka zamyka debatę, której Polska właśnie potrzebuje.
Można popierać NATO i jednocześnie żądać rozliczenia zaniedbań. Można pomagać Ukrainie i stawiać warunki zgodne z polskim interesem narodowym. Można krytykować federalizację UE bez służenia Kremlowi. Suwerenne państwo nie oddaje nikomu prawa do określania granic własnej debaty.
Stawka jest prosta: życie Polaków, ciągłość państwa i wolność podejmowania własnych decyzji. Rosyjskie zagrożenie jest realne, a słowa Tuska w tej części należy potraktować poważnie. O wiarygodności rządu zdecydują jednak działające radary, gotowe schrony, sprawne alarmy i broń w rękach polskiego żołnierza.
Źródło: Wirtualna Polska, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Źródło: WP Wiadomości
Czytaj też

AfD chce policji deportacyjnej. Polska nie odda Niemcom swoich funkcjonariuszy
AfD chce po wyborach 20 września utworzyć w Meklemburgii-Pomorzu Przednim policję graniczną i deportacyjną, korzystając także ze w…

Z więzienia w Chełmie za granicę. Dwaj cudzoziemcy wydaleni z Polski
Straż Graniczna wydaliła z Polski 28-letniego obywatela Ukrainy i 32-letniego obywatela Gruzji po odbyciu przez nich kar w Zakładz…

Korwin-Mikke pozdrowił z Moskwy 17 września. Prowokacja szkodzi Polsce
Janusz Korwin-Mikke opublikował 17 września wpis „Pozdrawiam z Moskwy”, wywołując oburzenie polityków. Data była szczególnie boles…

Tusk starł się z Nawrockim. Za sporem o słowa stoją ceny paliw
Donald Tusk 17 września wezwał Karola Nawrockiego do usunięcia wpisu po przemówieniu prezydenta we Włodawie. Nawrocki odpowiedział…
