3 kwietnia 2025
Wydarzenia

“Symbol dominacji, niezależności i kontroli” czyli samochód jako opresyjne narzędzie patriarchatu

Nowa lewicowa krucjata właśnie wjechała na czerwonym świetle do debaty publicznej. Tym razem celownikiem „postępowych” ideologów stał się… samochód.

Tak, dobrze czytacie. Nie silnik spalinowy, nie korki, nie drogi w fatalnym stanie – tylko samo istnienie auta jako „narzędzia patriarchatu”. Tak przynajmniej twierdzi Boris von Heesen, samozwańczy „doradca ds. mężczyzn”, który w wywiadzie dla Der Spiegel odkrył nowy front walki z toksyczną męskością: ruch drogowy.

Według von Heesena samochód to „symbol dominacji, niezależności i kontroli” – czyli wszystko to, co należy zburzyć w imię postępu. A skoro mężczyźni częściej prowadzą, częściej powodują wypadki, jeżdżą szybciej i więcej, to oznacza, że czas z nimi skończyć. Z mężczyznami za kierownicą, rzecz jasna.

Nie, to nie jest parodia. Von Heesen serio postuluje, by „płeć została uwzględniona w planowaniu mobilności” – tłumacząc, że miasta powinny być projektowane bardziej „dla kobiet”, czyli wokół pieszych, rowerów i transportu publicznego. Po męsku: żadnych parkingów, żadnej przestrzeni do jazdy, zero wygody. Bo wszystko, co związane z autem, to – jego zdaniem – skutek „kultury męskiej dominacji”.

Idąc dalej, twierdzi też, że mężczyźni nie jeżdżą autem dlatego, że muszą, tylko dlatego, że chcą – i że to właśnie stanowi problem. W jego świecie decyzja, by wsiąść w auto i pojechać dokąd się chce, to przejaw egoizmu i społecznej szkodliwości. Bo przecież prawdziwy obywatel (czytaj: kobieta, ewentualnie mężczyzna po praniu mózgu) powinien korzystać z roweru, tramwaju lub – najlepiej – siedzieć w domu.

Von Heesen z typową lewicową konsekwencją żongluje statystykami, by pokazać, że to mężczyźni są winni niemal wszystkiemu: od korków, przez emisje CO₂, aż po hałas uliczny. Ich obecność na drogach to problem systemowy – i tylko radykalna przebudowa miasta, transportu i samego mężczyzny może temu zaradzić.

Czyli co? Genderowy zakaz jazdy? Punkty karne za posiadanie auta z silnikiem większym niż mikser? Weekendowe przeszkolenia z empatii i jazdy bez ambicji?

Prawda jest taka: samochód to nie symbol patriarchatu, tylko wolności. Pozwala decydować samodzielnie, bez łaski państwa, bez czekania na spóźniony autobus i bez wpychania się w ideologiczny tłok. I właśnie dlatego auto przeszkadza takim jak von Heesen. Bo nie da się go do końca kontrolować.

Ci sami ludzie, którzy przez lata gardzili mężczyznami, teraz chcą ich „przeprojektować” jako pokornych pieszych, stojących potulnie na czerwonym, by nie urazić planisty miejskiego. Problem w tym, że wielu z nas nadal woli być kierowcą niż pasażerem – także w życiu.

I nie zamierzamy oddawać kluczyków.

Leave feedback about this

  • Quality
  • Price
  • Service

PROS

+
Add Field

CONS

+
Add Field
Choose Image