W czwartek wieczorem w holenderskiej miejscowości Berlicum doszło do protestu przeciwko planowanej budowie ośrodka dla uchodźców. Demonstranci obrzucili ratusz jajkami, odpalili fajerwerki, a później zawiesili świńskie racice na ogrodzeniu w miejscu wyznaczonym pod przyszłe centrum azylowe.
To kolejny przykład narastającego sprzeciwu wobec polityki migracyjnej rządu i lokowania dużych grup uchodźców w małych miejscowościach.
Protest został zorganizowany przez lokalną grupę „Nee tegen azc” („Nie dla ośrodka azylowego”) i przyciągnął setki mieszkańców, którzy wyrazili swoje niezadowolenie z decyzji o umieszczeniu w ich miasteczku od 240 do 270 uchodźców. Choć temat nie był formalnie omawiany podczas trwającego równolegle posiedzenia rady miejskiej, tłum zgromadził się przed budynkiem ratusza.
Na miejscu protestu pojawiły się transparenty, odpalano fajerwerki. Policja zatrzymała jednego 32-letniego mężczyznę, który próbował odpalić niebezpieczne ładunki pirotechniczne. Według funkcjonariuszy większość protestujących stanowili mieszkańcy Berlicum i okolicznych wsi.
Tej samej nocy na terenie przeznaczonym pod budowę ośrodka wybuchł pożar, a do rana na ogrodzeniu pojawiły się świńskie racice — prawdopodobnie jako symboliczny sprzeciw wobec przyjęcia uchodźców z krajów muzułmańskich. Rzeczniczka grupy protestacyjnej, Chantal Verhagen, odcięła się od tej konkretnej akcji, ale zaznaczyła, że protesty w większości przebiegły spokojnie.
„Można na to spojrzeć tak: 299 osób nie zostało aresztowanych” – powiedziała.
Wiceburmistrz Peter Raaijmakers potępił formę protestów, podkreślając, że choć prawo do demonstracji jest ważne, nie może ono prowadzić do gróźb, zastraszania czy aktów wandalizmu. Jego zdaniem przekroczono granice.
To nie pierwszy taki przypadek w Holandii. Podobne protesty miały miejsce m.in. w miejscowości Doezum w prowincji Groningen, gdzie wioska licząca 700 mieszkańców została nagle poinformowana o planie budowy kilkudziesięciu domków dla 100 uchodźców. Lokalna społeczność była zszokowana, a wielu mieszkańców zwracało uwagę na brak konsultacji społecznych oraz fakt, że ich dzieci od lat nie mogą znaleźć mieszkania – w przeciwieństwie do uchodźców, którym domy buduje się natychmiast.
Wśród głównych obaw protestujących pojawiają się kwestie bezpieczeństwa oraz różnic kulturowych. Jedna z mieszkanek Berlicum powiedziała lokalnym mediom:
„Jestem dumna z naszej wioski. Ale się boję. Zamierzam zamontować kamery wokół domu”.
Nie są to obawy bezpodstawne. Koleje holenderskie (NS) poinformowały niedawno, że rozważają zamknięcie stacji Maarheeze w Brabancji z powodu problemów z zapewnieniem bezpieczeństwa. Według przewoźnika, mieszkańcy pobliskiego ośrodka azylowego Budel notorycznie zakłócają porządek, unikają opłat i nękają pasażerów.
W tle tych wydarzeń toczy się coraz głośniejsza debata o sensowności lokowania dużych grup uchodźców – głównie dorosłych mężczyzn – w małych, spokojnych społecznościach. Coraz więcej mieszkańców uważa, że ponoszą oni koszty decyzji, które zapadają ponad ich głowami.
Grupa „Nee tegen azc” zapowiada kontynuację protestów. Na 2 kwietnia zaplanowano wieczór informacyjny dla mieszkańców, podczas którego organizatorzy mają nadzieję, że ich głos zostanie wreszcie wysłuchany.
Leave feedback about this