Rosyjski dron leciał w stronę Polski. Syreny i ewakuacje w Rzeszowie
17 września przed południem w Rzeszowie zawyły syreny, a pracownicy kilku urzędów zostali ewakuowani po informacji o rosyjskim dronie lecącym w stronę Polski. Obiekt spadł około czterech kilometrów od granicy i jej nie przekroczył. Alarm odwołano o godz. 12.51, lecz zdarzenie ujawniło poważne luki w przygotowaniu ludności.
Dron nie przekroczył granicy
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało mieszkańcom województw podkarpackiego i lubelskiego ostrzeżenie o zagrożeniu z powietrza. Kilkanaście minut później pojawiło się polecenie znalezienia bezpiecznego miejsca ukrycia. Wojsko poderwało myśliwce.
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, ppłk Jacek Goryszewski, przekazał, że dron zmierzał w stronę Polski, ale nie przekroczył granicy. Obiekt spadł po stronie ukraińskiej, kilka kilometrów od przejścia Dorohusk-Jagodzin, które nie zostało uszkodzone. Inny materiał o dronie, który spadł cztery kilometry od Polski opisuje szerszy kontekst działań wojskowych.
Urzędy zeszły na niższe kondygnacje
W Rzeszowie ewakuowano pracowników Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego, Urzędu Marszałkowskiego i ratusza. Osoby przebywające w urzędzie wojewódzkim zeszły na poziom minus jeden i czekały tam na odwołanie alarmu. Procedura przebiegła spokojnie.
Szkoły reagowały różnie. W części placówek uczniowie pozostali w salach, w innych sprowadzono ich do piwnic albo na niższe kondygnacje. Syreny uruchomiono także w Mielcu i Sanoku. W jednej ze szkół w Przemyślu dzieci przeprowadzono do pomieszczeń ewakuacyjnych. Wcześniejsze alerty RCB dla wschodniej Polski pokazały, że podobne procedury stają się częścią codzienności regionu.
Medyka i lotniska wróciły do pracy
Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej poinformował, że podkarpackich przejść granicznych nie ewakuowano. Ukraińska straż graniczna wstrzymała jednak odprawy w Medyce na pół godziny. Lotniska w Rzeszowie i Lublinie czasowo nie prowadziły operacji, a po odwołaniu zagrożenia wznowiły pracę.
Według relacji instytucji zebranych przez Serwis Samorządowy PAP część szkół kierowała dzieci do piwnic i szatni, natomiast szpitale kontynuowały pracę. Dyrektor szpitala wojewódzkiego w Zamościu wskazał, że placówka nie ma pomieszczeń typu schron, do których można bezpiecznie przenieść pacjentów.
Państwo musi wyciągnąć wnioski
Alarm nie zakończył się uderzeniem na terytorium Polski. To dobra wiadomość. Nie wolno jednak przejść obojętnie nad faktem, że urzędy i szkoły improwizują, a piwnica lub szatnia bywa przedstawiana jako jedyne dostępne miejsce ochrony.
Bezpieczeństwo Polaków wymaga sprawnej obrony powietrznej, ale także jasnych instrukcji, przygotowanych budynków i regularnych ćwiczeń. Rosyjska wojna toczy się kilka kilometrów od naszej granicy. Państwo, które reaguje dopiero na dźwięk syreny, reaguje za późno.
Źródła: Polskie Radio Rzeszów, Serwis Samorządowy PAP
Źródło: Polskie Radio Rzeszów
Czytaj też

Huki nad Lubelszczyzną. Myśliwce działały, granica pozostała bezpieczna
17 września mieszkańcy Lubelszczyzny usłyszeli potężne huki, gdy polskie myśliwce przekraczały barierę dźwięku podczas działań zwi…

Dron spadł 4 km od Polski. Myśliwce poderwane, alarm odwołany
17 września odrzutowy dron użyty podczas rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę spadł lub został zniszczony około czterech kilomet…

Dziewięć prób przejścia granicy z Białorusią. MSWiA podaje dane
Od 11 do 17 września służby odnotowały dziewięć prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią i zatrzymały dwóch przemytnik…

630 syren i 120 ewakuacji w Lubelskiem. Polska chroni wschodnie niebo
630 syren alarmowych uruchomiono 17 września w województwie lubelskim, a w 120 budynkach zarządzono ewakuację. Dzień później polsk…
