22 maja 2024
Historia i idea Początki Myśli

Roman Dmowski: Nasz patriotyzm – cz. III

Nie mamy tu zamiaru kreślić swego programu szczegółowego – przedmiotem naszym jest wskazanie głównych zasad, z których wychodzić będzie nasz program praktyczny, zastosowany do warunków chwili. Już wyżej powiedzieliśmy, że warunki, w których zmuszeni jesteśmy żyć obecnie, nie pozwalają na najskromniej pojęty rozwój narodowy i cywilizacyjny. W warunkach tych nie możemy się rozwijać, ale musimy się cofać.

Już teraz widzimy, że udziałem całej masy naszego narodu staje się straszna nędza. Poczynając od proletariatu wiejskiego, a kończąc na inteligencji, wszelkimi sposobami pozbawianej przez rząd środków do życia – idziemy po drodze, na której musimy się zamienić w naród żebraków. Dobrobyt zaś materialny jest pierwszym, najbardziej niezbędnym warunkiem pomyślnego rozwoju cywilizacyjnego. Chłop, któremu brak nawet kartofli w ilości dostatecznej do wyżywienia, musi zawsze zostawać analfabetą; robotnik lub rzemieślnik, który, by nie umrzeć z głodu, z całą swą rodziną pracuje tyle, że pozostaje mu zaledwie czas, potrzebny na sen i względne pokrzepienie sił, nie może nabyć wiadomości niezbędnych do pojmowania warunków swego życia, nie może zostać myślącym i biorącym udział w sprawach społecznych obywatelem; człowiek wykształcony, którego zarobek nie wystarcza na najskromniejsze potrzeby życiowe, nie może kupować książek, prenumerować pism – to zaś musi powodować upadek literatury i zanik życia umysłowego w społeczeństwie. Jednym słowem, obecna nędza, zabijając naród fizycznie, czego widzimy poważne objawy, jednocześnie zabija go umysłowo.

Idźmy dalej. Jakie warunki rozwoju ma w granicach legalnych lud wiejski? Poczynając od szkoły, która jest narzędziem rusyfikacji, a kończąc na gminie, będącej terenem szalbierstw pisarza i bezczelnej samowoli naczelnika powiatu, ma on warunki, mogące rozwijać tylko potworności w pojęciach o życiu społecznym. Kółek rolniczych i w ogóle żadnych innych stowarzyszeń zakładać mu nie wolno; w książkach i prasie dla ludu wiejskiego cenzura nie pozwali pisać o żadnych żywotniejszych sprawach społecznych. Nie mówimy już o specjalnych środkach demoralizujących, przez rząd używanych, jak przemówienia komisarzy włościańskich, rozmaite pisemka w ogromnych ilościach rozrzucane itp.

Ograniczając się do prasy legalnej, musimy się zgodzić, że lud nasz będzie coraz bardziej pozostawał w tyle za innymi narodami. Rzemieślnicy i robotnicy nie mają prawa stowarzyszania się, nie mają odpowiadającej ich potrzebom prasy, karani są surowo za wszelki czyn zbiorowy, wskutek czego nie mogą się zgoła przyczyniać do poprawy swych warunków bytu. I tu, więc wszelki postęp na drodze legalnej zatamowany. Prasa nasza wskutek usiłowań rządu tak stoi, że człowiek, poprzestający na legalnych informacjach, musi pozostać ślepym na najważniejsze zjawiska życia społecznego. Literatura po przejściu brutalnych operacji w cenzurze cierpi na niedokrwistość i kalectwo. Szkoła zabija moralnie, umysłowo i fizycznie…

Oto warunki rozwoju dla całego narodu. Język wyparty prawie ze wszystkich instytucji publicznych, żyje tylko w stosunkach rodzinnych i towarzyskich. I w tych ostatnich jednak dzięki wprowadzeniu masowemu Rosjan do kraju i usiłowaniom rządu, dążącym do mechanicznego choćby mieszania towarzystwa polskiego z rosyjskim (np. przepisy o resursach9) coraz częściej spotykamy się z mową najeźdźców. Gdzież więc są legalne warunki rozwoju? Gdzie grunt do normalnego życia narodowego i cywilizacyjnego? Gruntu tego niema. Jeżeli chcemy żyć, musimy go zdobyć i to zdobyć właśnie na drodze nielegalnej – rewolucyjnej. Polityka nasza musi być rewolucyjną, bo organiczna być nie może, bo nie ma żadnego gruntu legalnego, na którym by się mogła oprzeć; nie może ona pozostać polityką obrony, bo szczątki, które nam zostały, nie pozwalają żyć i rozwijać się, i program, ograniczony do obrony, byłby programem powolnego konania.

Działalność nasza musi dążyć do zdobyczy politycznych, być nie tylko odporną, ale i zaczepną. Dla narodu naszego, który nie widział innych form walki z wrogiem, prócz masowych ruchów zbrojnych, polityka zaczepna, po wyłączeniu tych ostatnich, może wyglądać na fikcję. Ażeby ludzie zdołali ją zrozumieć, trzeba przypomnieć Irlandię. Środki tej polityki są niezliczone. Nie uważając za potrzebne wyszczególniać ich na tym miejscu, ograniczymy się do zaznaczenia, że jedni z nich mają na celu jawne, będące dla wrogów groźbą, budzenie we własnym społeczeństwie świadomości i energii politycznej, inne – skierowane wprost przeciw rządowi i jego agentom, polegają na stawianiu działalności rządu możliwych przeszkód lub noszą wprost charakter odwetu i kary. Pojedyncze i zbiorowe manifestacje i obchody, różne formy biernego protestu, bezrobocia lub choćby odmowa płacenia podatków, tępienie wszelkich zewnętrznych form rusyfikacji, niszczenie materialnych zasobów rządu, wreszcie kary wymierzane na gorliwszych agentów władzy lub na zdrajców sprawy narodowej – oto sposoby działania, za pomocą których utrudnia się wrogowi egzystencję w podbitym i gnębionym kraju, wprowadza się rozkład do jego systemu i rzuca strach na ośmielonych bezkarnością jego służalców. Przyjmujemy w zasadzie wszystkie, nie mamy zamiaru się cofać przed najostrzejszymi – które zaś wprowadzimy w życie, na jakim szczeblu tej skali środków się zatrzymamy, to wskażą okoliczności. A celem naszym najbliższym – zmuszenie rządu do cofnięcia się ze swej drogi, do rozpoczęcia okresu ustępstw.

Zobaczymy, kto tę walkę przetrzyma: czy my, oparci na naszej masie narodowej, czy rząd ze sferą tchórzliwych „czynowników”? Bo potężna armia rosyjska będzie w niej nieużyteczną… Słyszymy już szeptane drżącymi ustami słowo „ofiary”… Nie ma patriotyzmu bez gotowości do ofiar. Kto chce ocalić nasz naród, nie nadstawiając karku, ten będzie widział powolne jego gnicie…

Oto główna podstawa naszej polityki względem rządu zaborczego. Cel – zdobycze polityczne, zmuszenie rządu do ustępstw, środki – nieustająca chroniczna rewolucja. Obok tego utrzymujemy politykę obrony w najszerszym tego słowa znaczeniu. Używać będziemy wszelkich możliwych usiłowań w celu przeszkodzenia zgubnemu wpływowi obecnych warunków politycznych. Te strony życia narodowego, których rozwinąć nie można na gruncie legalnym, stworzymy w postaci nielegalnej. Nie wolno nam mieć samodzielnej i poważnej prasy i literatury – my stworzymy wolną prasę i literaturę nielegalną. Przeznaczonej do wynarodowienia, zabijającej fizycznie i moralnie szkole rządowej, przeciwstawimy tajną szkolę narodową. Obok krępowanych na wszelki sposób niewinnych stowarzyszeń legalnych, rozwiniemy stowarzyszenia tajne, w których wyśrodkować się musi życie społeczne. Obok narzuconego nam sądu, wprowadzającego często jad w nasz organizm narodowy, postawimy swój sąd, tępiący wszelką zgniliznę. Rządowi najeźdźców, opartemu na żandarmie i bagnetach, przeciwstawimy wewnętrzny rząd narodowy, oparty na sile moralnej. To jest nasze pojmowanie polityki obronnej…

Obrona przed wrogiem polega przede wszystkim na porządnym umocnieniu swej twierdzy. Dążyć więc należy do wytworzenia w społeczeństwie surowej opinii patriotycznej, która by karciła wszelkie odstępstwa; do takiego wyrobienia politycznego narodu, żeby ludzie wyzyskiwali do ostateczności na korzyść społeczeństwa pozostałe nam jeszcze prawa, żeby nie ustępowali usiłowaniom władz przynajmniej w niczym, do czego przez panujące prawo nie są zmuszeni. Jednego i drugiego jeszcze niema: iluż to renegatów żyje sobie wygodnie, nie odepchniętych od społeczeństwa, nie dotkniętych pogardą i klątwą, nie ukaranych tak, jak na to zasłużyli? Ile razy człowiek uważający się za Polaka, ba, nawet za patriotę, mówi po rosyjsku dobrowolnie i nie zmuszony ostatecznością wprowadza rusyfikacyjne reformy? Ile razy nie korzystamy z istniejącego prawa jedynie przez niedołęstwo i bezmyślne tchórzostwo? Wytępienie tego wszystkiego, to pierwsze przykazanie polityki obronnej. Do niej też należy, ażeby inteligencja zwróciła się do ludu, nieświadomego praw obowiązujących i kształciła go w ich używaniu i wyzyskiwaniu na korzyść narodu.

***

Określiliśmy ogólnie swe stanowisko względem zaborczego rządu: z kolei należy nam je określić względem własnego społeczeństwa. Od czasów powstania przeszło ono nadzwyczaj szybką ewolucję, zmieniając się pod względem budowy wewnętrznej. Uwolniony od pańszczyzny, chłop zamienił się w samodzielnego obywatela. W starciu się z warunkami zewnętrznymi uczy się on obecnie patrzeć krytycznie na swe położenie, na ogół spraw społecznych i na swój stosunek do rządu. Uwłaszczenie, które miało, między innymi, wyrobić w ludzie przywiązanie do rządu, było przede wszystkim otwarciem mu oczu na świat, a tym samem musiało dać niepożądane dla władzy rezultaty. Niezadowolenie i nienawiść do rządu poczyna się coraz silniej ujawniać wśród mas ludowych. Wskutek wspomnianych wyżej nienormalnych warunków politycznych trudno temu ruchowi skierować się na właściwą drogę, objawia się więc często w postaci chorobliwej, jak o tym np. świadczy masowa przed dwoma laty emigracja do Brazylii. Wtórne jednak objawy, towarzyszące ruchowi emigracyjnemu, wskazały na rozwój świadomości społecznej i narodowej.

Ten ostatni zresztą jest nieuniknionym skutkiem znacznego względnie wzrostu oświaty ludowej w czasach popowstaniowych. Wytworzona z proletariatu wiejskiego i rzemieślników klasa robotników fabrycznych, na której rozwój już wyżej zwróciliśmy uwagę, poczyna coraz samodzielniej występować na widowni politycznej, idzie w ślad za robotnikami innych krajów Europy, domagając się praw politycznych i lepszego bytu ekonomicznego. Daje ona coraz poważniejsze dowody swej świadomości klasowej i narodowej. Obok niej widzimy liczną ludność, rzemieślniczą, która już przed stu laty dała świadectwo swego patriotyzmu i siły politycznej. Na widowni naszego życia występują siły narodowe, z którymi przeszłość się nie liczyła, były bowiem bierne lub nie istniały. W masach ludowych wzrasta świadomość społeczna, a co za tym idzie polityczna i narodowa – ukazują się siły świeże, niewyczerpane fizycznie i imponujące liczbą. My się tych sił nie obawiamy, jak przedstawiciele naszej polityki lojalnej, ale widzimy w nich przyszłość całego narodu. Wobec aż nadto widocznych usiłowań wrogów do zmniejszenia sił naszych, usiłowań, które zawsze istnieć będą, dopóki sami ich hamować nie będziemy – występujemy z naturalnym czysto i logicznym dążeniem do podniesienia sił narodu. Usiłowanie to, pojęte szeroko, oznacza wytwarzanie z każdej części społeczeństwa, z każdej jego warstwy, świadomej siły społecznej i narodowej. Na tym bowiem polega cały jego rozwój cywilizacyjny, jego postęp i byt jego, jako narodu.

Oto druga strona naszego programu: budzić świadomość narodową tam, gdzie jej niema, rozwijać ją, gdzie jest słaba, popierać wszelki ruch samodzielny w warstwach ludowych, gdyż samodzielność warstwy jest miarą jej wartości politycznej i cywilizacyjnej. Czy to będzie ruch chłopów, dążący do zdobycia kawałka ziemi lub obniżenia stopy podatkowej, czy najemników rolnych, wołających o lepsze wynagrodzenie, czy robotników fabrycznych, domagających się zmniejszenia dnia roboczego, stowarzyszeń i praw prasowych – wszelki ruch taki z punktu widzenia ogólnonarodowego jest zjawiskiem nader pomyślnym i pożądanym, gdyż świadczy o budzeniu się do życia społecznego tych warstw, które dotąd w nim świadomego udziału nie brały.

Dlatego należy wszelkimi silami ruchy te popierać. Ta strona polityki naszej w zasadzie nie jest nową. Już przed stu laty „stronnictwo patriotyczne”, które stworzyło Ustawę Trzeciego Maja, rozumiało przez patriotyzm dążenie do posunięcia społeczeństwa naprzód w jego rozwoju, do rozszerzenia praw na warstwy wydziedziczone, do pogłębienia wśród nich świadomości politycznej i narodowej. I w tym kierunku działalność musi być nielegalną, rząd bowiem rosyjski nie przyznaje inteligencji prawa zbliżania się do ludu. Praca ta jednak już istnieje, utorowała sobie drogę i w dalszym ciągu rozwijać się będzie. Trzeba, ażeby była prowadzona na wszystkich stanowiskach, bez względu na środki, jakie w danej chwili w danym miejscu istnieją. Program nasz, z jakiejkolwiek strony wzięty, jest dla zaborczego rządu nielegalnym i takim być musi. Działalność, obawiająca się gruntu rewolucyjnego, w naszych warunkach nie ma przed sobą przyszłości. Nie dość na tym: ażeby społeczeństwo nasze nie poczęło się cofać w rozwoju, musi ono całe przywyknąć do życia nielegalnego. Kto nie chce żyć tym życiem, kto obawia się wszelkiego kroku niezgodnego ze „sprawiedliwością” najeźdźców, ten nie tylko musi zostać biernym, nie tylko musi usunąć się z najgłówniejszych dziedzin pracy narodowej, ale musi ulec ślepocie na najważniejsze zjawiska naszego życia, bo w literaturze i prasie legalnej ono odbicia swego nie znajduje. Nie tylko więc sami prowadzić będziemy działalność rewolucyjną, ale usiłowaniem naszym będzie wdrożyć w życie nielegalne całe społeczeństwo we wszystkich jego warstwach. Oto podstawy naszego programu.

Ujawniamy je, bo pragniemy, żeby społeczeństwo nas rozumiało, bo się nie obawiamy krytyki, a chcemy uniknąć nadal insynuacji. Nie wątpimy, że spotkamy wiele zarzutów mniej lub więcej szczerych i w rozmaitym stopniu nacechowanych dobrą wolą. Ale wiemy i to, że wśród narodu naszego jest wiele jednostek szlachetnych i silnych, które na rozmaitych stanowiskach pracują w odosobnieniu dla tej samej, co nasza, sprawy i w ten sam, co my, sposób. Tym wszystkim posyłamy braterskie pozdrowienie i wzywamy ich do energii i wytrwania. Rozszerzając zakres swej działalności, spotkamy się kiedyś, by iść razem po tej drodze, z której się nikomu nie wolno cofać i na której czeka pewne zwycięstwo.

Roman Dmowski