Siatki na Rosomakach przeciw dronom. Potrzebna osłona, ale nie cudowna tarcza
Wojsko Polskie testuje ekrany prętowe i siatkowe jako ochronę Rosomaków przed dronami FPV uzbrojonymi między innymi w głowice kumulacyjne. Takie osłony mogą utrudnić skuteczny atak, lecz nie zastąpią wykrywania, zagłuszania i aktywnego zwalczania bezzałogowców. Stawką jest życie polskich żołnierzy oraz zdolność armii do wyciągania wniosków z wojny na Ukrainie.
Dron FPV zmienił reguły walki
Małe drony FPV stały się jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla pojazdów na współczesnym polu walki. Operator widzi obraz z kamery w czasie rzeczywistym i może naprowadzić maszynę na wybrany fragment wozu. Gdy bezzałogowiec przenosi głowicę kumulacyjną, trafienie w słabiej chronioną strefę może doprowadzić do uszkodzenia lub zniszczenia pojazdu.
Doświadczenia wojny na Ukrainie uruchomiły falę improwizowanych i fabrycznych osłon. Nad wieżami i kadłubami pojawiły się metalowe stelaże, ekrany prętowe oraz rozpięte siatki. Podobne rozwiązania sprawdza wiele armii, w tym Wojsko Polskie. Pytanie nie brzmi więc, czy reagować, lecz jak połączyć prostą osłonę z całym systemem obrony.
Jak wskazuje Defence24, eksperymenty obejmują również transportery Rosomak. To właściwy kierunek pod warunkiem, że testy będą prowadzone w warunkach możliwie zbliżonych do realnego użycia, a wnioski szybko trafią do jednostek i krajowego przemysłu. Polska nie może czekać, aż przeciwnik zweryfikuje nasze rozwiązania ogniem.
Co może dać ekran siatkowy
Ekran tworzy fizyczny dystans między dronem a zasadniczym pancerzem. Może zaburzyć zadziałanie głowicy, uszkodzić konstrukcję bezzałogowca albo spowodować detonację z dala od powierzchni wozu. Nie daje jednak gwarancji. Wynik zależy od miejsca i kąta trafienia, rodzaju ładunku, budowy osłony oraz sposobu ataku.
Zaletą jest względna prostota. Siatkę lub ekran można wytworzyć i naprawić łatwiej niż zaawansowany system aktywnej ochrony. Takie rozwiązanie może też zostać szybko dopasowane do zagrożeń obserwowanych na froncie. W wojnie masowej liczy się nie tylko techniczna doskonałość, lecz także skala, koszt i tempo wdrożenia.
Słabości są równie realne. Dodatkowa konstrukcja zwiększa gabaryty pojazdu, może utrudniać poruszanie w terenie zabudowanym i między drzewami, ograniczać dostęp załogi do włazów oraz komplikować obsługę wyposażenia. Źle zaprojektowana osłona stanie się ciężarem, który przeszkadza żołnierzom, a nie tarczą. Dlatego nie wolno oceniać jej jedynie na podstawie efektownego zdjęcia z poligonu.
Ochrona musi mieć kilka warstw
Siatka jest środkiem pasywnym i działa dopiero wtedy, gdy dron dotrze do pojazdu. Prawdziwa obrona zaczyna się wcześniej. Potrzebne są środki rozpoznania, ostrzegania załogi, zakłócania łączności i nawigacji oraz efektory zdolne zniszczyć bezzałogowiec. Równie ważne pozostają maskowanie, ruch, rozproszenie i właściwe procedury.
Żaden pojedynczy element nie rozwiąże problemu. Zagłuszanie może być nieskuteczne wobec części sposobów sterowania, a fizyczny ekran może zostać ominięty lub przełamany. Dopiero nałożenie na siebie wielu warstw zwiększa szansę przeżycia wozu i załogi. To wymaga współpracy wojsk pancernych, rozpoznania, walki elektronicznej, obrony przeciwlotniczej i operatorów własnych dronów.
Rosomak pozostaje ważnym narzędziem mobilności Wojska Polskiego. Jego ochrona nie może kończyć się na pancerzu zaprojektowanym przed erą masowych ataków FPV. Modernizacja musi objąć zarówno sprzęt, jak i organizację walki.
Polski przemysł musi działać szybko
Najważniejszy wniosek dla Polski jest prosty: rozwiązania antydronowe powinny być rozwijane i produkowane w kraju, blisko użytkownika. Wojna na Ukrainie pokazuje, że konstrukcje oraz taktyka zmieniają się szybciej niż klasyczne, wieloletnie programy zakupowe. Armia potrzebuje krótkiej drogi od obserwacji zagrożenia przez próbę na poligonie do zamówienia i modyfikacji wyposażenia.
Nie oznacza to rezygnacji z rygorystycznych badań. Ekrany trzeba sprawdzać pod kątem odporności, masy, wpływu na mobilność, ewakuację załogi, pole widzenia i obsługę uzbrojenia. Test powinien odpowiedzieć również na pytanie, jak szybko żołnierze zamontują, zdejmą i naprawią osłonę w warunkach polowych.
Siatki na Rosomakach mają sens jako dodatkowa warstwa ochrony. Byłyby niebezpiecznym złudzeniem, gdyby przedstawiono je jako gotową odpowiedź na rewolucję dronową. Polska armia potrzebuje systemu, nie jednego gadżetu. Od jakości tej decyzji zależą pieniądze podatników, gotowość bojowa jednostek i przede wszystkim życie polskich żołnierzy.
Źródło: Defence24
Najczęstsze pytania
Po co montuje się siatki na Rosomakach?
Mają stworzyć dystans między dronem FPV a pancerzem, zaburzyć działanie głowicy albo doprowadzić do detonacji dalej od wozu.
Czy siatka chroni Rosomaka przed każdym dronem?
Nie. Tekst wskazuje, że skuteczność zależy od miejsca i kąta trafienia, rodzaju ładunku, budowy osłony oraz sposobu ataku.
Jakie inne warstwy ochrony są potrzebne?
Potrzebne są rozpoznanie, ostrzeganie załogi, zakłócanie łączności i nawigacji, zwalczanie bezzałogowców, maskowanie, ruch i procedury.
Czytaj też

Błaszczak odpowiada Mentzenowi. Spór o odpowiedzialność za stan polskiej armii
Mariusz Błaszczak 30 września 2026 r. zarzucił Sławomirowi Mentzenowi manipulację po nagraniu, w którym polityk Konfederacji obwin…

Rutte: NATO jest silniejsze od Rosji. Poparł odpowiedź Sikorskiego
Mark Rutte oświadczył 24 września w Nowym Jorku, że Rosja nie wygra ewentualnego starcia z NATO, a pełnoskalowy atak na Sojusz jes…

Ukrainiec wydalony na wniosek ABW. Zakaz wjazdu do Schengen na 10 lat
Straż Graniczna zatrzymała 21 września 61-letniego obywatela Ukrainy, a następnie wydaliła go z Polski na wniosek szefa ABW. Mężcz…

Hiszpania bada 22 przypadki domniemanych nadużyć żołnierzy w Ceucie
Hiszpańskie Ministerstwo Obrony wszczęło wewnętrzne dochodzenie po raporcie Amnesty International dotyczącym traktowania migrantów…
