Zygmunt Wasilewski: Rozbrajanie duchowe narodu – cz. III

Z powodu częstych objawów złej przemiany materii śmiesznie byłoby narzekać na los, że człowiek jest z krwi i kości zbudowany, bo dogodniej byłoby mieć ciało gutaperkowe. Nauka musi się liczyć z faktami i pierwszym jej obowiązkiem jest zbadać ich prawa. P. Bystroń ma zupełnie wyraźny obowiązek, zbadawszy prawo A, badać dalej prawo B, zagłębić się w naukę o narodzie, tak niezbędną dla cywilizacji, jeśli dalszy rozwój ma się odbywać z głębszą i normalną samowiedzą społeczną jej ognisk. To, co poruszył p. Bystroń, jest to zaledwie fragment tej części psychologii społecznej, która traktuje o patologii zjawisk psychicznych i w dziedzinie życia etnicznego. Nauka psychologii społecznej, zwłaszcza socjologii etnicznej w czasach najnowszych stała się przedmiotem bojkotu.przez organizowany w tym celu świat naukowy.

Dlaczego? Bo stała się groźna dla teorii internacjonalizmu. Polskie czasopisma naukowe i filozoficzne, na których położyły rękę organizacje masońskie, o dziełach Z. Balickiego i E. Majewskiego nawet nie wspominają, a w prasie ulicznej, idącej temu obozowi w sukurs, nazwiska te były wprost nieprzyjaźnie traktowane. Jest to jaskrawy przykład obskurantyzmu i rozbratu, jaki zapa­nował w naszych czasach między nauką a idea­łem prawdy. P. Bystroniowi nie z tego robię zarzut, że trzyma się ram ciasnych, lecz, że potrzebę prawdy naukowej podporządkowywa jakimś celom ubocznym i bawi się w karygodną ze stanowiska naukowego publicystykę, że znajdując jakieś ponęty w obskurantyzmie, zbywa się ambicji naukowej. Jakieś praktyki społeczne, które nie powinny mieć wpływu na naukę, zatrzymały na katedrach polskich rozwój socjologii nowożytnej, opartej na badaniu świadomości zbiorowej. Przedmiot badań stał się niebezpieczny; na drodze stanęło pojęcie narodu, jako realnego ustroju psychicznego, właś­nie wtedy gdy w widokach internacjonalnych le­żało zaprzeczenie realności i konieczności tego faktu. Kto ma z drogi ustąpić: życie samo, czy doktryna? P. Bystroń krakowskim targiem proponuje kompromis; ze względów taktycznych radzi iść razem, tolerować rzeczywistość, salwując jednak duszę myśleniem o ideałach bliżej nieokreślonych. Gdybyż w jakimś porywie duszy dał przedsmak, że potrafi wysokimi przeżyciami owych ideałów zastąpić rzeczywistość wyszydzoną; ale nie — mówi o nich jak o rzeczach znanych z pogłoski: A z najzimniejszą krwią zabija bliski mu w nauce ideał prawdy.

REKLAMA/Advertisement

I po co to robi? Postępek jego wiąże się z zaznaczonymi wyżej dążeniami po „nowych dro­gach” jakichś p. Siwików. Mamy mordować poczucie w sobie narodu dlatego, żeby jakieś plemię koczownicze czuło się u nas tak dobrze, jak u siebie w domu i żeby miejsce zrobić dla jego psychiki? Ależ ta psychika jego jest także smutna, chora jest wybitnie na megalomanię, uważa swój naród za wybrany. Byłoby prościej pogodzić się z polską „megalomanią“.

Śmiech o niej mówić: my wstydzimy się swego istnienia. P.Bystroń się smuci na widok uczuciowego kwitnienia narodów, bo zwątpił o swoim. Taki sceptycyzm trąci śmiercią, bliżej stąd do niej niż od „megalomanii“.

REKLAMA/Advertisement

Pominąwszy wpływy zewnętrzne, dla mnie widoczne, w p. Bystroniu widzę reakcję chorej umysłowości polskiej z czasów niewoli. Jest dzieckiem tego okresu, kiedy dusza wyjaławiała się przejawami patriotyzmu uczuciowego bez rozkoszy tworzenia. W końcu zwątpiła o sobie. Na tle tego osłabienia funkcjonalnego duszy możliwe są zdobycze niezdarnej myśli „ludzkościowej’, „wolnościowej“ i „wiecznościowej”, podsuwanej przez apostołów „nowych dróg“. Tej duszy — trzeba zważyć — podsuwają platformę tego samego poziomu psychicznego, a więc bardzo dogodną. Nieokreślonemu bliżej nastrojowi wzruszenia patriotycznego odpowiada jeszcze mniej sprecyzowany przez świadomość nastrój miłości braterskiej dla ludzkości. Jeżeli tam było klęską złego wychowania, że tego nastroju nie można było zużytkować w funkcjonującej stale a celowo woli, to tutaj dusza polska jest już zupełnie rozgrzeszona, bo życie codzienne nie daje pozytywnego zastosowania takim nastrojom. Podkład marzeń i egzaltacji, niszczących energię w patriotyzmie uczuciowym można wyzyskać w pewnych warunkach na przejawy manifestacyjne psychiki zbiorowej z pewnym pożytkiem dla narodu; w dziedzinie analogicznych nieokreślonych wyobrażeń z podkładem uczuciowym o stosunku jednostki do ludzkości nie da się nic zrobić, coby miało trwałą użyteczność społeczną, nawet porządnej filantropii. Wszystko się kończy na frazesie, tym szkodliwszym, że — jeśli frazes brać za rodzaj weksla zobowiązującego — to na tym wekslu niewymieniony jest wierzyciel.

Kto ma przynaglać do realizacji? A gdzie nie ma realizacji, tam jest demoralizacja. Jeśli patriotyzm uczuciowy nie realizujący się wyniszczył duszę naszą w czasach niewoli, doprowadzając ją do stanu bierności i rozleniwienia, to hasła kwietyzmu narodowego, wyzwalającego jakoby do realizowania jakichś wyższych ideałów, wprost to rozleniwienie sankcjonują. Dlatego one są stawiane, aby duszom leniwym wydawały się ponętne. A już wprost jest mistyfikacją, gdy się jednostce stawia wybór między ideałem społecznym a religijnym. Kultura religijna ma swoje prawa bynajmniej nie alternatywne.

REKLAMA/Advertisement

Nieuczciwością jest mówić komuś: wybieraj albo ideał narodowy albo chrześcijański. Ideał chrześcijański nie każe zabijać cywilizacji, a bez ideału narodowego o twórczości cywilizacyjnej nie może być mowy. Nauka sceptycyzmu i indyferentyzmu narodowego, propagowana dzisiaj tak gorliwie, obliczona jest u nas — jak powiedziałem — na reakcję wyczerpanego w jednostronnej kulturze patriotyzmu. Praca dla narodu w ciężkich warunkach państwowości nowej, będącej na dorobku, jak się pokazało, jest ponad siły tych, którzy tak ochoczo wojowali frazesem o niepodległości pawiem piórkiem, a nawet szabelką. Duszy, wyczerpanej frazesem i gestem do lustra, nie stać na robotę i na koncepcję dorobku, nie stać na wytwarzanie wartości, gdy całe życie marzyło się o efektach rewolucyjnych, a całą odpowiedzialność za dzieje narodu zwalało się zwyczajem niewolników na innych. Samowiedza niewolników jest ułudna, bo pod ciśnieniem niewoli, gdy się pręży do buntu, sobie samej wydaje się bogatą. Gdy ucisk zejdzie, z przera­żeniem widzi swoje ubóstwo. Ona szuka, do kogo mogłaby stanąć w stosunku niewolnika, aby odzyskać złudzenie siły. Wolność ją męczy. Pierwszym jej ruchem jest opanować władzę; realizację wolności widzi w jej konsumowaniu, A gdy długo ten fałszywy apetyt oszukiwać się nie da, wpada w złość. Wyzwoleniec panować nie potrafi, ale i słu­żyć już nie może. Wpada w dawną rutynę duszy; negatywnej i knuje rewolucję przeciwko własnemu, państwu, które mu miało wolność gwarantować- Byliśmy świadkami dziwnego na pozór zjawiska, mianowicie w listopadzie r. 1923 w Krakowie. Ci sami ludzie, którzy w czasach wojny z egzaltacją traktowali symbol ułana polskiego, z najzimniejszą krwią obmyślili mord tego ułana. Oni tego ułana realizowali, ale po kilku latach oni siebie w tym ulanie już nie rozpoznawali, mieli go za swego wroga. Wabili ułanów na ulicę, zwil­żywszy asfalt czymś tłustym, a gdy ci padali, mordowali ich z okrzykiem swego wodza na ustach. Z żałobnej piosnki o ułanie, kiedy z konia spadniie, zrobiono krotochwilę kabaretową w stylu: krakowskim.

Ten wypadek jest symbolem, jest karykaturalnym obrazem psychologii wolności w tych duszach, które nie zasłużyły na wolność. Wyraża on jaskrawo ten moment właśnie, o którym mówiłem – konfliktu, między patrjotyzmem zwyrodniałym z rozpróżniaczenia a nakazem moralnym i politycznym służby dobrowolnej, poddanie interesu partykularnego interesowi narodowemu, W tych sferach reakcja wyraziła się tak krań­cowo, bo to były sfery rozwydrzone praktyką rewolucji i nieznające granic między bohaterstwem i zbrodnią. Ale twierdzą, ogół ludzi nienałożonych do tego wysiłku na rzecz dobra publicznego pozbawiony wyobraźni, na czym polega życie i rozwój narodów wolnych, pragnących się dorobić potęgi tej ogół patriotyczny tylko z uczuć, ale bez kultury politycznej — powiadam — doznał w wolnej Polsce pewnego zawodu.

Nie tylko – dlatego że inaczej wyobrażał sobie Polskę, lecz dlatego że inaczej wyobrażał sobie siebie samego w tej Polsce. Wpada w melancholijny sceptycyzm, który przed sobą tłumaczy zmęczeniem nerwów, ale w gruncie rzeczy nie znajduje w duszy momentów emocjonalnych, któreby go zainteresowały zupełnie nowymi widokami. One mogą zapalić Człowieka typu czynnego, żyjącego koncepcją wielkiej cywilizacji, której jest współtwórcą. Przyzwyczajony do konsumowania tylko cywilizacji lub jej niszczenia nie ma bodźców i życie wydaje mu się szare, hasła są dla niego zbyt popularne, ambicje narodowe zbyt poziome. Przydałoby się coś szczytniejszego, jakieś wyższe ideały…

Krzewiciele sceptycyzmu narodowego utrafiają w sedno dusz takich. Jest to sedno głębokiego upadku, a nie tęsknot twórczych, toteż na takiej opoce nie zbudują kościoła. Podziwiać nale­żałoby słabą inteligencję pisarzy, którzy chcą na chorobie wieku coś budować, gdyby się nie wiedziało, że i oni są tej choroby ofiarami, że z tej chorej generacji pochodzą. Operujące w Polsce mafie „cywilizatorów“ pragnęłyby rozkładem tych ofiar zatruć duszę narodu polskiego. Plany te, godne skrytobójców, rodzą się w głowach Żydów, zajmujących się podrabianiem dziejów narodom europejskim. W społeczeństwie polskim odbywa się szybko ewolucja, uzdrawiająca umysły. Stan dzisiejszy umysłowości polskiej jest bez porównania lepszy, niż był przed laty dziesięciu. Przeszli­śmy szkołę myślenia politycznego i dzisiaj naród jest dla ogółu pojęciem zupełnie realnym, uznanym za najwyższą wartość społeczną i moralną, w której odradza się jednostka. Na indyferentyzm narodowy i zwątpienie coraz mniej miejsca. Nowe prądy, obliczone na chorych, wraz z ich wymieraniem lub rekonwalescencją, muszą zapadać w próżnię.

Niemniej, żeby sobie oszczędzić zamętu i demoralizacji, chronić powinniśmy młodzież przed propagandą odrazy do narodu. Nie na to naród po wielkich cierpieniach wywalcza sobie byt państwowy, nie na to tworzy z wielkim nakładem szkoły, aby profesorowie bałamucili .się po tajnych związkach międzynarodowych i demoralizowali młodzież. Mamy prawo domagać się, aby wychowanie było prowadzone w duchu narodowym, a przede wszystkim żeby profesorzy nie byli obskurantami i wiedzieli, co jest naród, który ich wynosi na wysokie stanowiska. Kołłątaj widział zasadniczą ideę Komisji Edukacyjnej w tym, że twórcy jej pragnęli„wrócić Polakom dawne męstwo i w sercach przyszłych Ojczyzny następców zaszczepić chęć dźwignięcia Rzeczypospolitej z upadku“.

My dzisiaj po 150 latach nie mamy żadnej ochoty odbierać tego mę­stwa, ani zniechęcać do dźwigania Rzplitej. Cywilizacja polska już jest ustalana. Jest to cywilizacja narodowa. W zakusach rozbrajania Polski czy z sił obronnych militarnych, czy duchowych (co jednocześnie i na jedną komendę jest planowane) musimy widzieć zbrodniczy zamach na cywilizację polską.

REKLAMA/Advertisement

Zygmunt Wasilewski

———
Zygmunt Wasilewski (1865 – 1948) – polityk, wydawca, krytyk literacki. Studiował w Warszawie, Piotrogrodzie i Kijowie. Od 1887 r. członek Zet; od 1889 r. czł. Ligi Narodowej. w 1892 bibliotekarz w Muzeum Polskim w Rapperswilu. Redaktor „Głosu” w l. 1895 – 1899. Inicjator starania o zgodę władz rosyjskich na wzniesienie w Warszawie pomnika Adama Mickiewicza. W r. 1901 przeniósł się do Lwowa, aby od 1902 zostać redaktorem naczelnym „Słowa Polskiego”. W 1915 r. przeniósł się do Piotrogrodu, gdzie założył „Sprawę Polską”. W latach 1918 – 1925 redaktor naczelny „Gazety Warszawskiej”; 1925 – 1939 redaktor naczelny „Myśli Narodowej”, najpoważniejszego i najbardziej elitarnego tygodnika politycznego i kulturalnego w Polsce. Senator w l. 1930 – 1935.