Złota inicjatywa legnickiej firmy

Informacje o krajowych zasobach złota budzą zrozumiałą sensację medialną. Tym razem dotyczy ona niewielkiej wsi Mikołajowice nieopodal Legnickiego Pola, które jest widoczne dla każdego, kto w pobliżu Legnicy jedzie autostradą A-4. Wygląda na to, że faktycznie na terenie tym może istnieć złoże złota o zasobach ok. jednej tony kruszcu. Ministerstwo Środowiska potwierdza, że od strony inwestora, którym są Sudeckie Kopalnie Surowców Mineralnych w Legnicy, wpłynęła taka dokumentacja. Jej zatwierdzenie przez MŚ, nie przesądza jeszcze o opłacalności wydobycia kruszcu, ale jest pierwszym krokiem podjętym w tym kierunku.

REKLAMA/Advertisement

Przychody i koszta

Przypomnieć trzeba, że chociaż aktualnie ceny złota osiągają rekordowe wielkości wynoszące ok. 2000 USD za uncję (28,3 g Au), co odpowiada ok. 70 USD za gram, czyli tona złota kosztuje 70 mln USD (ok. 260 – 280 mln zł). To przykładowy rachunek przychodów z uzyskania 1 tony złota. Opłacalność wydobycia określają kosza związane z tym procesem. Te zaś w tej chwili nie są jeszcze znane, choć w dużym przybliżeniu można je naszkicować. Założyć trzeba, że występujące tu piaski złotonośne posiadają zawartość złota w wielkości powyżej 1 g /tonę urobku, co jest powszechnie przyjętą granicą opłacalności jego wydobycia Jeżeli jednak, na co wskazują liczne fotografie z czasów średniowiecza złoże związane jest z litymi skałami, które dopiero trzeba kruszyć i złoto uzyskiwać w procesie flotacji, to opłacalność tej technologii stoi pod poważnym znakiem zapytania.

REKLAMA/Advertisement

Najtańszy dotąd proces flotacji złota związany był z użyciem zabójczych cyjanków. Budowa odkrywki, wykupienie terenu, inwestycje infrastrukturalne (drogi, budynki), zakup sprzętu, oraz zatrudnienie przynajmniej kilkunastu specjalistów i górników w tej kopalni, to koszt już około 100 mln zł. Ze względu na naturalne zanieczyszczenia uzyskiwane tu złoto, nie nadaje się do handlowego obrotu. Musi być przetopione w hutach i uzyskać odpowiednią kwalifikację jakościową, która zezwala na wprowadzenie tego złota do obrotu handlowego. Tego rodzaju huta istnieje w pobliżu KGHM (Huta Orsk), gdzie można uzyskać tego rodzaju certyfikaty, co ze zrozumiałych względów też wymaga stosownej opłaty liczonej w milionach złotych. Powszechnie przyjęta jest zasada, że im większe są w złożu zasoby złota, tym bardziej wzrasta jego opłacalność. Złoża o wielkości 1 tony złota, przemysł górniczy na ogół pozostawia je do eksploatacji metodami rzemieślniczymi, które polegają na prostych technikach przesiewania, bez angażowania drogiego sprzętu i technologii cyjanków.

Śląskie złoto Henryka Brodatego

REKLAMA/Advertisement

Od dawna wspomina się o zyskownym uzyskiwaniu na tym terenie złota w okresie średniowiecznym. Prekursorem poszukiwań w Sudetach na Dolnym Śląsku był legnicki książę Henryk Brodaty (1136 – 1238). Sprowadził on do Polski znających się na tym górników z Walonii. Za uzyskane z tego tytułu dochody wybudował istniejący do dzisiaj legnicki zamek, obwarował miasto, a także wzmocnił swoją pozycję gospodarczą i polityczną, która miała przynieść mu polską koronę. Pozornie wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby dzisiaj powtórzyć jego złote zyski. Proste nawiązanie do tej polityki nie jest możliwe, z tego tylko powodu, że za jego czasów cena złota w przybliżeniu była ok. 10 razy większa, aniżeli obecnie. I to decydowało o dużej opłacalności jego ówczesnego wydobycia. Tradycje te dzisiaj popularne są wśród amatorów, którzy na Dolnym Śląsku przemywają złotonośne piaski górskich rzek. Na ogół uzyskują oni w letnim sezonie ok. 1 uncji złota, łącząc przyjemność ze zwrotem kosztów prowadzonych penetracji.

Prywatny inwestor

Sudeckie Kopalnie Surowców Mineralnych, które zabiegają o prawo eksploatacji złoża złota w Mikołajowicach, to legnicka spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z kapitałem zakładowym wynoszącym 5 tys. zł! To nie powinno być przeszkodą, dla uzyskania odpowiednich kredytów bankowych, pod warunkiem, że złota inwestycja w Mikołajowicach będzie na pewno opłacalna. Z tego punktu widzenia jest to być może pierwsza tego rodzaju pozytywna inicjatywa polskiego górnictwa, nie związana z rządowymi kapitałami, decyzjami i bez akceptacji związków zawodowych. Przykładowo trzeba zauważyć, że dzisiejszy największy prywatny inwestor górniczy na świecie, jakim jest Kanadyjczyk Robert Friedland, swoją karierę surowcową rozpoczynał bardzo podobnie. Pod koniec XX w., po ukończonych studiach politologicznych był bez przysłowiowego „grosza przy duszy”. Przy pomocy swoich przyjaciół znanych geologów światowej sławy uzyskał kredyty na poszukiwania surowców w Mongolii. Jego zespół dokonał tam odkrycia gigantycznego złoża miedzi i złota „Oyu Tolgoi”. Prawa do jego eksploatacji sprzedał on za setki milionów USD, zdobywając już własne środki na dalsze poszukiwania. Szczęście go nie opuszczało, bo w DRK odkrył jedno z największych i najbardziej opłacalnych tego rodzaju złóż na świecie (Kamoa – Kakula), które zagospodarowuje wspólnie największymi chińskimi potentatami  górniczymi.

Zasłużony rozgłos

Wracając do złoża złota w Mikołajowicach, ten rozgłos nadany skądinąd niewielkiej przecież krajowej inicjatywie, jest całkowicie zasłużony, bo wskazuje on nowe drogi dla polskiego górnictwa, również tego węglowego i każdego innego. Legnickiej firmie trzeba życzyć powodzenia i sukcesów na miarę Roberta Friedlanda.

Adam Maksymowicz

REKLAMA/Advertisement

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.