Żebrowski, Cimoch: Dość szkalowania polskich bohaterów! [WIDEO]

– To jest teren zdominowany przez mniejszość białoruską i w tym absolutnie nie byłoby powodów jakichś zadrażnień, konfliktów. Natomiast musimy pamiętać, że w latach 1939-1941 okupanci sowieccy opierali się właśnie na mniejszościach narodowych, w dodatku na tych najbardziej skomunizowanych – tłumaczył Leszek Żebrowski w studiu Mediów Narodowych powody problemów, na jakie narażeni są organizatorzy Hajnowskiego Marszu Żołnierzy Wyklętych.

– Po 1944 r., gdy nastała władza ludowa, to praktycznie całą administrację i aparat bezpieczeństwa obsadzili właśnie Białorusini. To musiało doprowadzić do konfliktów: albo sztucznie podsycanych, albo i prawdziwych. Status Białorusinów podczas okupacji niemieckiej był zupełnie inny niż Polaków, podobny do statusu Ukraińców na południu II RP. Byli oni faworyzowani, tworzyli kolaboracyjne, uzbrojone oddziały samoobrony działające również przeciwko Polakom, chociaż na konto okupantów. Gdy na te tereny w 1944 r. napłynęły rozbite oddziały Armii Krajowej z okręgów wileńskiego i nowogródzkiego, zetknęły się tam z agenturą białoruską. Doszło do konfliktu patriotów ze zdrajcami, orientującymi się na Związek Sowiecki. Tam gdzie mniejszość białoruska nie występowała przeciw państwowości polskiej, konfliktów żadnych nie było – wyjaśniał Żebrowski.

– Nadal część społeczeństwa nie identyfikuje się z podziemiem niepodległościowym. Ma konotacje rodzinne lub towarzyskie z tymi, którzy mordowali Żołnierzy Wyklętych. Nam się to wydaje niepojęte, ale jednak są takie tezy, iż nie ma już jednolitego narodu polskiego – dodał Arkadiusz Cimoch z koła chicagowskiego ZŻ NSZ. – Żołnierze Wyklęci nadal są jednak częściowo wyklęci.

REKLAMA/Advertisement