Wydobycie węgla idzie w dół. Eksperci: W dłuższej perspektywie to może spowodować wyższe ceny energii

Jak informuje Ministerstwo Aktywów Państwowych, od stycznia do listopada ub.r. wydobyto ponad 56 mln ton węgla kamiennego i 46 mln ton brunatnego. Wiele wskazuje na to, że wyniki z pełnych 12 miesięcy będą niższe w porównaniu z tymi z 2018 roku. Zdaniem ekspertów, w Polsce zmierzamy w kierunku kryzysu energetycznego. W efekcie za ok. 10 lat mogą nastąpić wyłączenia. Rosną też koszty wydobycia. Z kolei import pozostaje wciąż tańszym rozwiązaniem. Odejście od węgla wydaje się być nieuniknione, jednak nie nastąpi to z dnia na dzień. I będzie wymagało dużych nakładów finansowych.

Z danych Ministerstwa Aktywów Państwowych wynika, że w Polsce wydobycie węgla kamiennego wyniosło 56,69 mln ton, a brunatnego – 46,38 mln ton. To podsumowanie jedenastu miesięcy ubiegłego roku. Natomiast w całym 2018 roku było odpowiednio 63,38 mln ton oraz 58,57 mln ton. Z kolei w statystykach Jastrzębskiej Spółki Węglowej z 2019 roku pojawia się 14,76 mln ton, a z wcześniejszego roku – 15,01 mln ton. W przypadku LW Bogdanka wydobycie 2 lata temu wyniosło 9 mln ton, a w ubiegłym roku – 9,4 mln ton.

REKLAMA/Advertisement

– W Polsce zmierzamy w kierunku kryzysu energetycznego. Według prognoz rządowych, to nie jest sprawa natychmiastowa, ale za około 10 lat mogą nastąpić wyłączenia prądu. Obecna sytuacja ma związek nie tylko ze spadkiem wydobycia węgla, ale też z małymi przyrostami produkcji energii w oparciu o inne metody, a więc o wiatr i fotowoltaikę – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Prawdopodobny spadek wydobycia rok do roku nie jest zaskoczeniem dla prof. Krystyny Bobińskiej. Ekspert z Instytutu Sobieskiego w dziedzinie gospodarki i energetyki podkreśla, że zasoby węgla brunatnego kończą się w Bełchatowie. Natomiast w przypadku węgla kamiennego spada eksport. W związku z tym część wydobytego surowca leży na hałdach, a z drugiej strony rośnie import z dużo tańszych źródeł. U nas węgiel kosztuje 70-80 dolarów za tonę, a w Rosji – 60.

REKLAMA/Advertisement

– W Polsce rosną koszty wydobycia, szczególnie węgla kamiennego. Mamy do czynienia z coraz trudniej dostępnymi złożami. Więcej trzeba też płacić za energię potrzebną w kopalniach. Do tego koszty pracy są coraz wyższe. Konkurencja zewnętrzna pozostaje tańsza i to powoduje, że w Polsce wydobywa się mniej węgla. W dalszym ciągu będą rosły wynagrodzenia, choć może tempo wzrostów spadnie. Do tego dojdą podwyżki cen energii. Choćby z tytułu tych dwóch elementów będą zwiększały się koszty pozyskiwania surowca – mówi ekonomista Marek Zuber.

Jak zaznacza prof. Gomułka, z własnych surowców energetycznych produkujemy około 70% energii. To nowa sytuacja, bo jeszcze parę lat temu była mniejsza zależność od importu, zwłaszcza z Donbasu. Natomiast prof. Bobińska podkreśla, że sprowadzanie tego surowca w stosunku do zimy 2017-2018 spadło. Ponadto Minister Sasin wydał ostatnio zakaz importu węgla przez państwowe podmioty gospodarcze. Ekspert z Instytutu Sobieskiego stwierdza, że obecna władza dąży do utrzymania prawie pełnej samodzielności energetycznej, co jest słusznym kierunkiem ze względu na bezpieczeństwo energetyczne.

– Rząd nie przyjął jak dotąd jakiegoś długofalowego planu w obszarze produkcji energii elektrycznej. Do niedawna jeszcze było przekonanie, że podstawowym surowcem może być węgiel. Ostatnie poważne reformy przeprowadził rząd Jerzego Buzka. I od tego czasu niewiele się działo, dlatego odbiegamy od Europy Zachodniej. Wielka Brytania ma zaprzestać produkcji energii elektrycznej w oparciu o węgiel już w 2025 roku, natomiast Niemcy mówią o latach 2038-2040 – dodaje główny ekonomista BCC.

REKLAMA/Advertisement

Według prof. Bobińskiej, spadek produkcji generalnie nie może się bezpośrednio przełożyć na wzrost ceny węgla, ponieważ sporo jest go na hałdach. Ponadto zima była wyjątkowo ciepła, w związku z tym popyt na energię elektryczną znacząco zmalał. Doszła do tego decyzja ArcelorMittal, ws. zamknięcia w listopadzie zakładu przemysłowego w Nowej Hucie. A to był ważny odbiorca tego surowca. Produkcja powróci tam dopiero w marcu.

– Podczas niedawnej dyskusji w Narodowej Radzie Rozwoju wypowiadał się jeden z ekspertów. Stwierdził, że zasoby węgla w Polsce pod ziemią są bardzo duże, nawet na jakieś 200 lat. Ale wybudowanie nowych kopalni to jest sprawa nawet kilkunastu lat – podkreśla prof. Gomułka.

Natomiast ekspert z Instytutu Sobieskiego zwraca uwagę na sprawę budowy kopalni węgla brunatnego w Złoczewie, o czym mówi się m.in. w kontekście spełnienia wymagań UE. I jak dodaje, to nie jest głupi pomysł, ponieważ dopiero do roku 2050 roku mamy uzyskać neutralność energetyczną. Taka kopalnia wyczerpie się w ciągu maksymalnie 20 lat. To byłoby dla nas opłacalne, bo węgiel brunatny jest najtańszym źródłem energii w Polsce.

– Mieliśmy gigantyczny projekt australijski z gotowym biznesplanem dotyczącym wydobycia węgla na południe od Lublina. On powstał przy wyraźnie niższej cenie węgla niż dzisiaj. I wskazywał na dużą rentowność przedsięwzięcia. Jednak wiązał się z bardzo dużymi, wielomiliardowymi inwestycjami, żeby zwiększyć wydobycie. Ponadto ten projekt nie był specjalnie kochany na Śląsku z uwagi na konkurencję – zwraca uwagę Marek Zuber.

Z kolei prof. Gomułka zaznacza, że sytuacja Polski coraz bardziej zależy od importu węgla i energii, a to niewątpliwie jest problemem. Ekspert nie wyklucza, że w najbliższych latach nastąpi poszerzenie wydobycia w oparciu o istniejące kopalnie. To oczywiście jest związane z rosnącymi kosztami, a import pozostaje tańszy. Są też plany z wykorzystaniem innych metod niż węgiel. Zdaniem głównego ekonomisty BCC, najbliższe 10 lat to czas rosnących cen energii, a później nawet konieczności dużego jej importu lub wyłączeń dostaw prądu.

– Koszty rezygnacji z węgla kamiennego czy brunatnego i próba wejścia w obszar energii odnawialnej czy atomowej wynoszą setki miliardów złotych. Takie zmiany nastąpią, ale raczej w perspektywie 50 lat, a nie pięciu. Nie mamy innego wyjścia, bo ten kierunek nadała UE. Pojawiają się głosy ze strony Ursuli von der Leyen i innych europejskich polityków, że trzeba pomóc Polsce w tym procesie. Jednak czas pokaże jak to będzie finalnie wyglądało – podsumowuje ekonomista Marek Zuber.

Foto: serwis agencyjny MondayNews