REKLAMA

Reklama

Władysław Grabski: Dwa lata pracy u podstaw państwowości naszej (1924-1925) – cz. IV

278

Rozdział VII.

Założenie Banku Polskiego.

Gdy w końcu lutego 1924 nabrałem pewności, że równowaga budżetu jest realnie osiągnięta, postanowiłem przystąpić do założenia Banku Polskiego. Ustawa Banku była już przygotowaną w czasach Kucharskiego przez komisję w której brałem udział. Samo ostateczne zredagowanie ustawy powierzyłem Rybarskiemu i Młynarskiemu. — Jednocześnie utworzyłem Komitet Organizacyjny ze St. Karpińskim na czele w składzie osób: Steczkowskiego, ks. Adamskiego, Chrzanowskiego i Stefczyka.

REKLAMA

Komitet wprowadził pewne zmiany do statutu w duchu życzeń sfer gospodarczych, które uwzględniłem. Dnia 25 stycznia ustawa Banku została ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Kapitał Banku określony był na 100 milionów złotych i miał być złożony przez własne społeczeństwo, z małym udziałem rządu.

Gdy tylko stało się wiadomym, że taki jest mój plan, od razu uznano go za zbyt śmiały, twierdząc, że społeczeństwo nasze nie będzie w stanie dać tak znacznej sumy. Utworzone zostały komitety propagandy, ale one nie rokowały zbyt dobrych nadziei. W dodatku, gdy poleciłem, by osoby, które nie miały walut obcych, wpłacały należność za akcje w złocie, które było droższe od walut obcych, wpłynęło to zniechęcająco na subskrybentów. Kto miał waluty obce, ten łatwo mógł subskrybować akcje, ale kto ich nie miał i musiał kupować złote, ten ponosił różnicę kursu między walutami i złotem dość w owym czasie znaczną, przy czym różnica ta stale wzrastała. Powstrzymywało to wiele osób od wpłacania zaliczek na akcje. Dopominano się ode mnie bym się zgodził na to, ażeby przyjmować na akcje B. P. nie tylko waluty i złoto, ale i marki, a to w ten sposób, by deklarując nabycie akcyj mógł każdy nabyć walutę w P. K. K. P. po cenie stabilizowanej, co równało się nabywaniu akcji Banku Polskiego za marki.

Reklama

Reklama

Z początku na to się nie godziłem, uważając, że w ten sposób obniży się zapas walut i złota, jakim następnie będzie dysponował Bank Polski. To moje stanowisko było najzupełniej słusznym.

Dla przekonania się, jak stoi sprawa propagandy za subskrypcją na Bank Polski zorganizowałem zebranie przedstawicieli różnych kół gospodarczych, przemysłowych, bankowych i rolniczych oraz społecznych. Zebranie było bardzo liczne, reprezentowane były różne sfery. Wypowiadano się swobodnie. Widać było dużo dobrych chęci, ale widocznym był i sceptycyzm, czy zdoła się zebrać potrzebny kapitał. Rachowano na zebraniu, że najwyżej można liczyć na to, że społeczeństwo da połowę kapitału zakładowego Banku, a resztę będzie musiał dać rząd. Taką ewentualność uważałem za niepożądaną. Ponieważ za najważniejsze uważałem, by cały kapitał pokryty był przez społeczeństwo, postanowiłem zrobić subskrybentom tę ulgę, by przyjmować od nich również i marki, za które P. K. K. P. wpłacała dolary po kursie. Jednocześnie określiwszy jako termin subskrypcji datę 3 marca, przeprowadziłem to, że subskrypcje były ważne przy pokryciu z góry gotówką 50% wartości. Te zarządzenia okazały się decydującymi dla powodzenia całej sprawy.

Spośród sfer gospodarczych stosunkowo niewielki udział przyjęli więksi właściciele ziemscy. Stanisław Lubomirski rozwinął wśród nich agitację, dając im kredyt w swoim Banku, by ich zachęcić do subskrypcji, ale to większego skutku nie wywierało. Więksi rolnicy mieli do płacenia duże raty podatku majątkowego. Drobni rolnicy w ogóle nic prawie nie wnieśli na akcje. Ogółem rolnicy wnieśli według prowizorycznych danych tylko 8% kapitału zakładowego Banku Polskiego. Według ostatecznych obliczeń, wydrukowanych w sprawozdaniu Banku za 1926 r., cyfra ta spadła do 7%.
Natomiast sfery urzędnicze i wojskowe wykazały duże zainteresowanie subskrypcją na akcje B. P. Wśród nich rozwiniętą została energiczna propaganda. Okazała się ona możliwą dopiero wtedy, gdy zdecydowałem się na przyjmowanie wpłat na akcje markami, a prócz tego zarządziłem, jako zachętę dla tych sfer, ażeby przyjmować zapisy na akcje na rozpłaty, przy czym niezapłaconą część zapisanych akcyj rząd miał sam wpłacić zaliczkowo na rachunek Banku Polskiego. Dzięki temu sfery urzędnicze i wojskowe zapisały się na tak dużą ilość akcyj, że kapitał zakładowy Banku został pokryty z nadmiarem około kilkunastu milionów złotych, możliwości czego nikt nie przypuszczał. Sfery gospodarcze również wysiliły się, by wziąć jak największą ilość akcji, z chwilą gdy można je było nabywać za marki i same one zapisały się na prawie pełne 100 miljonów złotych. W ten sposób rząd nie potrzebował brać wcale akcyj Banku i ograniczył się do udziału minimalnego. Przy repartycji na urzędników i wojsko przypadło 12% kapitału, ale ostatecznie wypadło na te sfery łącznie z wolnymi zawodami 23,1 %, na przemysł początkowo 38 %, ostatecznie 35 %, na rolnictwo początkowo 8%, ostatecznie 7%, na banki początkowo 14%, ostatecznie 11,6%, na handel 10%, na skarb początkowo 10% ostatecznie 1%, gdyż z części zarezerwowanej dla siebie odstąpił Skarb swoje udziały grupie urzędników i inteligencji, która wpłacała po terminie subskrypcji i powiększała swój udział w Banku, podczas gdy banki, przemysł i rolnictwo swoje udziały zmniejszały.

Reklama

W subskrypcjach na akcje Banku Polskiego różne dzielnice Polski przyjmowały bardzo nierówny udział. Podczas gdy zabór rosyjski wziął 61 % akcji, a pruski 28 %, więc stosunkowo jeszcze więcej od rosyjskiego, zabór austriacki wziął tylko 10% akcji.

Gdy przyszedł moment ustalenia listy kandydatów do rady Banku, wszedłem w porozumienie z odnośnymi organizacjami. Jak zwykle każda organizacja chciała mieć jak najwięcej przedstawicieli. Ostatecznie nie mogłem dojść do porozumienia z rolnikami, którzy choć wpłacili znacznie mniej, niż ¹⁄₁₂ kapitału akcyjnego, chcieli mieć ²⁄₁₂ miejsc. Natomiast sfery urzędnicze i inteligencja wpłaciły łącznie z kooperatywami i z rządem więcej prawie niż ³⁄₁₂ i dlatego dla tej sfery łącznie z rządem rezerwowałem trzy miejsca, które przeznaczyłem, jedno dla prof. Rybarskiego, drugie dla adwokata Tomaszewskiego, trzecie dla Romualda Mielczarskiego.

Postępowanie moje było bezpartyjne i państwowe. Ale rolnicy postanowili nie dać za wygrane i dlatego ułożyli się z przemysłowcami, że oni sami przeprowadzą na zebraniu akcjonariuszów swoją listę nieco inną niż ta, która była ułożoną w porozumieniu z rządem, — listę na której zamiast Mielczarskiego był Fudakowski, drugi reprezentant rolników. Pierwszym był Chrzanowski, którego kandydatura była z rządem uzgodniona.

Istotnie gdy nastał dzień założenia Banku Polskiego urządzono pod moim adresem burzliwą owację, ale jednocześnie przeprowadzono listę nieuzgodnioną ze mną. Gdy to się stało dla mnie wiadomym, zapowiedziałem, że osób ze mną nieuzgodnionych nie zatwierdzę. Ci, którzy całą akcję wyborów wzięli w swoje ręce, nie przypuszczali bym mógł to uczynić. Z p. Fudakowskim łączyły mnie jak najlepsze stosunki, był on Prezesem zjednoczonych organizacyj ziemiańskich więc było to rzeczą drażliwą i nieprzyjemną dla mnie osobiście cośkolwiek przeciwko niemu uczynić, niemniej sumienie moje nie pozwalało mnie ustąpić. W moim rozumieniu Bank Polski powinien był być placówką służącą najwyżej pojętym interesom Państwa. Gdy widziałem, że zorganizowane sfery gospodarcze chcą z Banku zrobić sobie powolne narzędzie wpływów i rywalizacji oraz ambicji grup i zawodów, zdecydowałem się pójść do walki z tą grą, świadom będąc, że mnie to drogo będzie kosztowało. Od tego bowiem czasu miałem przeciwko sobie usposobienie miarodajnych sfer ziemiańskich. Niemniej, aż do ostatka, naciskowi na mnie wywieranemu nie ustąpiłem i przy następnych wyborach uzupełniających, które nastąpiły niezadługo po pierwszych, sfery gospodarcze musiały całkowicie uzgodnić swoje stanowisko z rządem, przy czym wszedł do Rady Fudakowski, który osobiście miał po temu wszystkie dane, ale również i Mielczarski. Wybór Fudakowskiego stał się możliwym wobec tego, że ustąpił Steczkowski, który został mianowany na Prezesa Banku Gospodarstwa krajowego.

Sprawa wyboru do władz Banku Polskiego była pierwszym ostrzeżeniem pod moim adresem, wskazującym, że autorytet moralny nie wiele znaczy, gdy idzie o interes i wpływ materialny. Mój autorytet wtedy był niewątpliwym i stał na najwyższym szczeblu, a jednak sfery gospodarcze z tym się nie liczyły. Ustąpiły tylko przed nakazem władzy, gdyż musiałem się oprzeć na prawie pisemnym, nie mogąc liczyć na porozumienie, wypływające z prawa moralnego, które przecież jako twórca Banku Polskiego posiadałem.

Rozdział VIII.

Pierwsza dyskusja budżetowa.

Przez zaprowadzenie złotego i utworzenie Banku Polskiego cały program, którego się podjąłem, przyjmując mandat rządów w końcu grudnia 1923 i otrzymawszy w styczniu 1924 pełnomocnictwa, był wykonany. Prosiłem o pełnomocnictwa na rok, Sejm dał mnie je na pół roku, ja wykonałem zakreślony program w ciągu czterech miesięcy. Otrzymane pełnomocnictwa wykorzystałem w całej pełni. Każdy punkt pełnomocnictw znalazł swój równoważnik w szeregu rozporządzeń, które razem wzięte stanowiły ogrom pracy twórczej, dokonanej przez rząd bez udziału Sejmu.
Pierwsze dwa miesiące po wprowadzeniu złotego to jest maj i czerwiec 1924 r. wykazały bardzo dodatnie rezultaty reformy: wskaźnik kosztów utrzymania, który w lutym stanowił 127,4 spadł w maju do 125,6, a w czerwcu do 123,7. Wskaźnik cen hurtowych, który w lutym wynosił 111,8 spadł w maju do 104, a w czerwcu do 100,6. Reforma walutowa miała w ten sposób niewątpliwie zbawienny wpływ na poziom cen. Wszelkie tak rozpowszechnione następnie odmienne zdania są pospolitą ignorancją i przekręcaniem prawdy. Być może, że ten dobroczynny wpływ reformy na poziom cen był za słaby, a przede wszystkim żałować należy, że nie okazał się on trwałym, gdyż poczynając od lipca zaczął się ruch cen w górę. Ale to nastąpiło najwidoczniej wskutek innych niż reforma walutowa przyczyn, skoro pierwsze dwa miesiące dały wyraźny spadek cen.

Wiadomą jest rzeczą, że okres największego wzrostu cen przypadł w Polsce nie na czas wprowadzenia złotego, a przeciwnie na końcowy okres marki, poprzedzający jej stabilizację. Gdy w październiku 1923 r. wskaźnik cen hurtowych wynosił 72,5, doszedł on w grudniu, kiedy objąłem władzę, do 95. Drożyzna szła przy mnie w górę jeszcze w ciągu dalszych dwóch miesięcy t. j. do lutego, kiedy dopiero zacząłem przygotowywać reformę walutową. Do tego czasu wzrost drożyzny był zatem wynikiem hiperinflacji, a nie reformy. Od lutego bowiem, gdy wskaźnik drożyźniany doszedł do 111,8, zaczął on następnie spadać stopniowo aż do lipca.

Reforma walutowa nie tylko wpłynęła dobroczynnie na ruch cen i spadek drożyzny, ale jednocześnie nie wpłynęła ona na razie bynajmniej ujemnie na stopień zatrudnienia ludności pracą. Bezrobocie, które w marcu wynosiło cyfrę 111.000 osób, wyrażało się w maju i czerwcu cyfrą 95, i 98.000. Wiadomo, że w Niemczech reforma walutowa wywołała szalony wzrost bezrobocia.

Tak wydatnie korzystne wyniki reformy walutowej były wprost zdumiewające, gdyż podobnych nie znaliśmy w innych krajach, które o własnej chciały iść sile.

Bardzo wiele osób jest tego mniemania, że miałem taki okres rządów, w których byłem niezmiernie potężnym i w którym mogłem dużo dobrego zrobić, nie skorzystałem jednak z tego, co mnie jako winę moją przypisują. Takim okresem, zdawałoby się, powinien był być maj i czerwiec 1924 r., a jednak czerwcowe debaty w Sejmie nad budżetem wykazały, że nurtują w nim złośliwe pod moim adresem tendencje. Znany ze swoich późniejszych ataków na mnie poseł Byrka nie trzymał się w rezerwie już w czerwcu 1924 i w dniu 24 czerwca w Sejmie wypowiedział mowę z powodu budżetu Ministerstwa Skarbu, w której w momencie, gdy bezrobotnych było tylko 98.000 rzucił zdanie: „Jesteśmy w stadium przesilenia gospodarczego tak ostrego, jakiego Polska dotychczas nie przechodziła. Mnóstwo bezrobotnych”. Muszę dodać, że podczas, gdy w maju i czerwcu 1924 roku mieliśmy bezrobotnych poniżej 100 tysięcy, — to w 1923 od marca do maja mieliśmy powyżej 100 tysięcy, a w 1922 roku od stycznia do marca powyżej dwustu tysięcy. — Ze wszystkich trzech lat 1922, 23, i 24 w tym ostatnim w maju i czerwcu była najmniejsza ilość bezrobotnych, a pomimo to w Sejmie rozdzierano już szaty nad klęską, jakiej „Polska nie przechodziła”.

Rozumie się, że to przemówienie nie miało szczególnego powodzenia, jednak dowodziło nastrojów nadzwyczaj nieprzyjaznych, jeżeli do takiej mogły doprowadzać przesady. Nie poprzestał zresztą ten poseł na tym, ale zrobił dalszy krok w swojej napastliwości, zarzucając: „jest grupa osób, która duże korzyści materialne ciągnie, kumulując rozmaite posady rządowe nawet z pogardą dla przepisów ustawowych”.

Przy tym ustępie powołał się poseł Byrka na posła Rozmaryna, a w protokóle zaznaczono głos posła Dubanowicza „słuchajcie:”. A w dalszych wywodach okazało się, że ta grupa osób to jeden prof. Rybarski, a dwie korzyści, to pensja jego profesorska oraz wynagrodzenie członka Rady Banku Polskiego. Nawoływanie do słuchania takich przesadnych i bezzasadnych aluzji świadczyło, że w Sejmie powstały fermenty wrogie wobec rządu, gotowe podkopywać się pod jego mozolną i pełną odpowiedzialności pracę.

Poza tym jednym zgrzytem głosu posła Byrki inne przemówienia w czerwcu 1924 podczas dyskusji budżetowej nie były zasadniczo nieprzychylne, choć prawie w każdym głosie czuć było zastrzeżenia i ogólne rozważania krytyczne. W tonie więcej krytycznym niż popierającym była wypowiedziana mowa posła Głąbińskiego. Thugutt stwierdziwszy „że dobrze się zasłużyłem Ojczyźnie”, podkreślał jednak silnie krytyczny stan wsi. Na temat upośledzenia wsi mówiło wielu posłów. Nutę największego uznania pod moim adresem wniósł poseł Chądzyński. Wyrażał się: „dokonał wielkiego dzieła… uratował markę polską przed ostatnią katastrofą utraty wszelkiej wartości”. „Zaprzestanie polityki inflacji, wstrzymanie wzrostu drożyzny i ustaleniu cen na towary, zrównoważenie dochodów i wydatków państwowych, stworzenie nowego pieniądza o stałej wartości, wszystko to Polska zawdzięcza wielkim zdolnościom swojego Ministra, jego nieskazitelnemu charakterowi, jego nieugiętej woli i jego wierze w swój naród”.

Z innych przemówień jeszcze jeden tylko Zdziechowski generalny referent wypowiedział się nieco przychylniej pod moim adresem. „Dla pokonania trudności, które stały przed Polską na początku 1924 r., trzeba było tej niestrudzonej pracowitości, tej zdecydowanej woli, tej głębokiej wiedzy i intuicji, które posiada Pan Minister Grabski.” Jako referent budżetu Zdziechowski przyznał, że „w ciągu ostatnich 4 miesięcy” równowaga budżetu istotnie została osiągnięta. Na ogół przemówienie Zdziechowskiego było całkowitym poparciem udzielonym mojej polityce. Zrobił on tylko zastrzeżenia, że obciążenie podatkowe płatników jest nadmierne. Jako tezę przedstawił dążenie do obniżenia kosztów produkcji w przemyśle, a w rolnictwie postawił jako cel: „stopniowe powiększenie cen produktów rolnych przez stopniowe zwalnianie eksportu”. Była to właśnie ta polityka gospodarcza, którą ja prowadziłem. — Największym przedmiotem zarzutów wyrażanych w dyskusji budżetowej był to temat niezadowolenia i mniemanego pokrzywdzenia wsi, który w demagogiczny sposób nieustannie był podnoszony. Do tego tematu przejdę w osobnym rozdziale, gdy będę mówił o programie gospodarczym rządu. Tu tylko zaznaczę, że narazie niezadowolenie to konkretnych nie przybrało kształtów.

Reforma walutowa w debacie czerwcowej zaatakowaną nie była wcale. Michalski, który tak niestrudzenie począł ją następnie zwalczać, trzymał się w rezerwie. Nie mniej prócz Chądzyńskigo, Zdziechowskiego i częściowo Thugutta o reformie nikt w sposób dodatni się nie wyrażał.

Ja zająłem też stanowisko pełne rezerwy. Nie wychwalałem swego dzieła. Nie lekceważyłem tego, że reforma ta — to początek dalszej trudnej pracy. Nie tryumfowałem. Oto jak zakończyłem moją replikę w dyskusji budżetowej czerwcowej 1924 r.” Niech Panowie mnie nie posądzają o optymizm”. „Nie wszystko jest poza nami”. „Rok ma 12 miesięcy. Czyż nie mieliśmy pięknych miesięcy w r. 1922, a jak szybko to minęło. Jeśli mówiłem w optymistycznym tonie, nie znaczy się, ażebym nie czuł wielkiej troski i odpowiedzialności za te chwile, które przeżywamy; przecież chciałbym, by w ciągu całego roku uwidoczniła się wielka prawdziwa potęga Narodu Polskiego”. Apelowałem do uzgadniania interesów rozbieżnych rolnika, przemysłowca, robotnika, urzędnika, naszkicowałem program gospodarczy. Za tę moją replikę otrzymałem huczne oklaski. Ale to przyjęcie nie znaczyło, by nie istniały silne fermenty niezadowolenia, które się zagnieździły głównie wśród rolników. — Stanie się to bardziej widocznym, gdy przejdziemy do umówienia spraw programu gospodarczego w czasie pierwszej debaty budżetowej w 1924 roku.

Władysław Grabski

——————-
Władysław Grabski (1874 – 1938) był politykiem Narodowej Demokracji, ekonomistą i historykiem. Był członkiem Ligi Narodowej od 1905 r. W tym samym roku został na krótko uwięziony przez władze rosyjskie, które w ten sposób chciały go ukarać za pracę społeczną wśród chłopstwa. Krótko potem rozpoczął karierę polityczną – został wybrany w wyborach na posła do rosyjskiej Dumy. Po wybuchu I wojny światowej w listopadzie 1914 r. Władysław Grabski wszedł w skład Komitetu Narodowego Polskiego. W niepodległej Polsce wraz z bratem Stanisławem współtworzył program Związku Ludowo-Narodowego. Był ministrem rolnictwa i dóbr koronnych, trzykrotnie ministrem skarbu oraz dwukrotnie premierem. Obecna waluta – złoty – wprowadzony został do obiegu w kwietniu 1924 r, w wyniku reformy pieniężnej przeprowadzonej przez Grabskiego i zastąpił zdewaluowaną markę polską, walutę Królestwa Polskiego (regencyjnego).

REKLAMA