29 maja 2023
Gospodarka

Trudna sytuacja polskich rolników i hodowców. Nieprawidłowości z ukraińską żywnością jeszcze pogłębiają istniejący kryzys

Dziś o północy Polska wznowiła tranzyt produktów rolnych z Ukrainy przez Polskę. Będą one jednak konwojowane i monitorowane systemem SENT, którym obecnie monitorowany jest m.in. transport paliw, a także plombowane elektronicznymi plombami z systemem GPS. Jednocześnie zakaz importu towarów żywnościowych z Ukrainy został utrzymany, choć część ekspertów nie wierzy w jego skuteczność. Jak podkreśla prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz, ochrona polskich rolników i rodzimego rynku to konieczność, ponieważ w Polsce rolnictwo jest ważną gałęzią gospodarki i rynku pracy oraz zapewnia bezpieczeństwo żywnościowe dla całego kraju. Tymczasem liczba gospodarstw rolnych już i tak od lat sukcesywnie spada.

Kryzys związany z nadmiernym, niekontrolowanym importem ziarna i innych surowców rolnych z Ukrainy oraz towarzyszące mu od tygodni protesty rolników spowodowały, że rząd zdecydował się już na wprowadzenie czasowego embarga. Rozporządzenie w tej sprawie zostało opublikowane 15 kwietnia br. i natychmiast weszło w życie. Na długiej liście produktów objętych zakazem importu i co istotne tranzytu przez Polskę znalazły się m.in. zboże, cukier, mleko i przetwory mleczne, jaja, owoce i warzywa oraz mięso, a nowa regulacja ma obowiązywać do 30 czerwca br.

Zakaz importu ukraińskich produktów wywołał już duże problemy na granicy i reakcję Komisji Europejskiej, która przypomniała, że polityka handlowa należy do wyłącznych kompetencji UE, a działania jednostronne państw członkowskich są niedopuszczalne. Nieco później zapowiedziała jednak, że jest gotowa się zgodzić na uruchomienie mechanizmów ochronnych przez Polskę, a także Węgry i Słowację, które zapowiedziały podobne działania, oraz rozpocząć dochodzenie w sprawie produktów trafiających z Ukrainy do UE.

Ministerstwo polityki rolnej i żywnościowej Ukrainy zaproponowało z kolei stronie polskiej uzgodnienie nowego memorandum o współpracy i wypracowanie nowych rozwiązań. Ostatecznie rozmowy z Ukrainą zakończyły się sukcesem i od 21 kwietnia br. zostaje wznowiony tranzyt produktów rolnych z Ukrainy przez Polskę. Konieczność jego monitorowania rząd uzasadnia m.in. tym, że podczas kontroli produktów przywożonych z terytorium Ukrainy wykryto szkodliwe substancje (m.in. pestycydy w pszenicy), a także koniecznością ochrony polskich rolników i rynku wewnętrznego, który w ostatnich miesiącach został „zalany” towarami rolno-spożywczymi z Ukrainy.

 Mówimy bardzo wiele o zbożach, ale to jest też problem drobiu, mleczarstwa, owoców miękkich i warzyw, których Ukraina też jest ogromnym producentem – mówi agencji Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. – Dziś największy kryzys poza rynkiem zbożowym, wywołany przez zwolnienie z ceł i wolny rynek produktów i przetworów z Ukrainy do UE, dotyczy właśnie drobiu. Jako jeden z największych graczy w produkcji drobiu stanęliśmy przed wyzwaniem polegającym na tym, że Ukraińcy sprzedają swój drób o 20–25 proc. taniej na rynki europejskie, które do tej pory były „nasze”. Nasze produkty są droższe, ponieważ my mamy inne warunki produkcji, wyższy dobrostan zwierząt, zachowane bezpieczeństwo paszy, zastosowane odpowiednie środki, zakaz antybiotyków etc. Tymczasem na teren Unii wjeżdżają niekontrolowane produkty drobiarskie, produkowane w warunkach zagęszczenia, gdzie u nas w Europie nie można tego robić już od wielu lat.

Jak podkreślają przedstawiciele zrzeszeń i organizacji drobiarskich, zablokowanie importu nie poprawi dramatycznej sytuacji polskiego sektora drobiarskiego, bo ukraińskie jaja i drób nadal będą trafiać do pozostałych krajów UE, wypychając z nich polskich producentów. Zdaniem sygnatariuszy porozumienia jedynym rozwiązaniem tego problemu jest nieprzedłużanie na kolejne lata preferencji handlowych, do momentu spełnienia przez ten kraj wszystkich unijnych standardów związanych z bezpieczeństwem żywności i jej jakością. Z przytaczanych w porozumieniu danych UE wynika, że całkowity przywóz mięsa drobiowego do UE w 2022 roku osiągnął poziom 163 675 t, co oznacza 80-proc. wzrost w porównaniu z 2021 rokiem. W przypadku jaj wzrost wyniósł 300 proc. Z napływających z Komisji Europejskiej informacji wynika, że od czerwca 2023 roku planowane jest przedłużenie zawieszenia ceł i kontyngentów.

– Sytuacja na rynku drobiu jest trudna. Pracowaliśmy przez wiele lat na to, że dziś jesteśmy potentatem w Europie w produkcji drobiu. Bardzo łatwo można to zniszczyć, ale odbudować będzie później o wiele trudniej – przyznaje Wiktor Szmulewicz. – Jeżeli nie ochronimy rynku drobiarskiego, to górka zbożowa będzie coraz większa, bo spożycie zboża przez drób jest bardzo duże, tak samo jak w przypadku trzody chlewnej. Tymczasem my produkujemy około 30 mln t zboża w skali roku, z czego na pasze idzie ok. 2/3, a na konsumpcję i eksport razem w sumie ok. 10 mln. Tak więc jeśli produkcja zwierzęca upadnie, to mamy o 20 mln t zboża więcej.

Jak podkreśla, polskie rolnictwo jest ogromnie ważną gałęzią gospodarki, dlatego rząd powinien wypracować długofalowe mechanizmy ochrony rodzimych rolników i eksporterów.

– Nasz eksport produktów rolno-spożywczych jest wart ponad 40 mld euro. To jest ogromny wpływ do budżetu państwa. Rolnictwo stało się bardzo dużym eksporterem i sektorem ogromnie ważnym dla gospodarki, dzięki któremu tysiące ludzi mają pracę. To jest nie tylko problem rolników, ale i milionów ludzi pracujących w przetwórstwie, transporcie, handlu etc. – podkreśla prezes KRIR.

Tymczasem liczba rodzimych producentów rolno-spożywczych od lat sukcesywnie spada i obecna sytuacja, związana z importem takich produktów z Ukrainy, może ten trend pogłębić.

– Jeszcze kilkanaście lat temu produkcją trzody chlewnej zajmowało się 200–300 tys. gospodarstw, dzisiaj jest trochę ponad 50 tys. Te liczby wyglądają też podobnie w przypadku gospodarstw zajmujących się produkcją mleka. Było 5 mln krów, teraz jest 2 mln. Spadku mleka nie ma, bo jest większa wydajność, ale następuje coraz większa koncentracja produkcji – mówi Wiktor Szmulewicz. – Każdego roku znika też kolejnych kilka tysięcy gospodarstw, w ubiegłym roku ubyło prawie 50 proc. producentów trzody chlewnej, spadek produkcji krów jest mniejszy, bo to jest dosyć droga inwestycja i ona musi się zwrócić. Ale na wsi drastycznie to widać. W obecnej sytuacji widać jeszcze bardziej, jak jesteśmy narażeni, a rolnicy tracą z dnia na dzień. Kredytów inwestycyjnych wziąć nie możemy, bo to jest niepewny rynek, a ci, którzy je zaciągnęli, dziś mają problemy z ich spłacaniem. To wszystko są wyzwania dla nowego ministra rolnictwa.

Prezes KRIR wskazuje też na ważną funkcję, jaką rolnictwo pełni w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego w kraju i na świecie, oraz na wyzwania, jakie niosą w tym kontekście zmiany klimatyczne. To powoduje, że żywność – jak pokazała Rosja blokując porty na Morzu Czarnym, przez które eksportowano zboże m.in. do krajów Afryki – może być nadal traktowana jako środek nacisku i pewien rodzaj „broni”.

– Z jednej strony liczba ludności nam cały czas rośnie, w ciągu ostatnich 20 lat wzrosła o prawie 2 mld ludzi i to tempo nadal jest duże. Już przekroczyliśmy 8 mld ludzi. Poprzez ocieplanie klimatu, zmiany klimatyczne na wielu obszarach Ziemi nie da się dzisiaj produkować żywności, u nas w Polsce też. Przez ostatnie kilkanaście lat z 14 mln hektarów ziemi pod uprawy ubyło trwale około 2 mln hektarów – mówi ekspert.

za: newseria.pl