REKLAMA

REKLAMA

Stanisław Cat-Mackiewicz: Preludium paktu Ribbentrop – Mołotow

305

Dnia 4 stycznia 1939, w tym samym swoim skalnym odludziu, przyjmuje Hitler Becka. Stawia żądania dotyczące Gdańska i auto­­strady, ale ton jego jest przyjemny, nawet przyjazny. Jak zawsze, Hitler po swoim uderzeniu wysuwa propozycje zmiękczające to uderzenie. Teraz nam proponuje traktat przyjaźni na lat dwadzie­ścia pięć… Oczywiście żądania Hitlera są twarde, są dla Pola­ków nie do przyjęcia, ale – raz jeszcze powtórzę – mieliśmy czas sprawę Gdańska i autostrady załatwić wtedy, kiedy Hitler nie był tak silny i kiedy nas potrzebował. Dziś przez swoje operacje ze Śląskiem Cieszyńskim Beck naprężył nasze stosunki z Rosją, a przez operację z Boguminem z Niemcami. Jesteśmy w stosunkach jednakowo złych z obydwoma naszymi sąsiadami. Beck w tej chwili powinien myśleć o jednym, o tym, aby Polska pierwsza nie była wciągnięta do wojny.

Każdy przecież wie, że pierwsze uderzenie Hitlera będzie śmiercionośne. Prze­cież mocarstwa o daleko silniejszej od nas potędze militarnej, to jest Anglia i Rosja, natężają swoją politykę, aby się usunąć przed tym pierwszym uderzeniem Hitlera, co nie znaczy, że nie mają w ogóle zamiaru bić się z Hitlerem. Owszem, chcą się bić, ale nie pierwsi. Po odpowiedź ostateczną przyjeżdża Ribbentrop do Warsza­wy. Data wybrana jest koncyliacyjnie, dzień 26 stycznia 1939 – pięcioletnia rocznica niemiecko-polskiego Paktu o Nieagresji. Ale Ribbentrop ma wszystkie cechy antydyplomaty, podobny jest zresztą do Becka. Jeden z moich przyjaciół mówił o ambasadorze Łukasiewiczu: „to dyplomata, który się nadaje tylko do wypo­wiadania wojny”. Ale Łukasiewicz miał swój urok i wdzięk, po­chodzący chociażby z jego całkowitej, wzniosłej, politycznej naiw­ności. Ale Ribbentrop i Beck to dwaj ludzie zdolni tylko żądać, rozkazywać, dla których istota kunsztu dyplomatycznego będzie zawsze zamknięta. Ribbentrop powtarza jednak w Warszawie lekcje Hitlera: „Idźcie z nami, a wszystko będzie dobrze”. Znowu odzywa się trąbka antyrosyjska, antykomunistyczna, z dyskretnym podkreśle­niem, że jednak Hitler na noworocznym przyjęciu 1939 r. po raz pierwszy zwrócił się i zagadał do ambasadora rosyjskiego, którego dotychczas pomijał całkowitym milczeniem. My mówimy „nie” i Beckowi po raz pierwszy przychodzi do głowy myśl, aby się przesiąść na zupełnie innego konia.

W czarnych nekrologowych ramach

REKLAMA

Jedna z najbardziej tragicznych dat w historii Polski to gwarancja niepodległości udzielona nam przez Anglię, której Anglicy nie mieli zamiaru dotrzymywać, ani w chwili jej wygła­szania, ani nigdy później. Przyjmowanie tej gwarancji było aberracją umysłową i sza­leństwem. Obciąża to pamięć pułkownika Józefa Becka, ale też ciężkim oskarżeniem spada na wszystkich jego współpracowni­ków w MSZ.

W roku 1934 nasza polityka opierała się na Pakcie o Nieagre­sji z Rosją, na Pakcie o Nieagresji z Niemcami. Nie leżało wtedy ani w zamiarach, ani w interesach, ani nawet w możliwościach obu tych państw, aby na nas napadać. W roku 1939 istnieje ogromna dysproporcja sił militarnych Polski bądź z Niemcami, bądź z Rosją. W czasie kryzysu cze­skiego Beck zastosował politykę zbrojnej agresji przeciw Cze­chom, prowokującą Rosję, prowokującą Francję, prowokującą Anglię i wreszcie, aby wykazać, że nowy „pakt czterech”, jak nazywał konferencję w Monachium, nic nie potrafi zrobić bez jego, Becka, udziału, zaatakował Bogumin, który Hitler uważał za terytorium niemieckie, czyli dokonał aktu otwartej prowokacji w stosunku do Niemiec. Po wizycie Ribbentropa w Warszawie, po zniszczeniu nie­podległości Czech przez Hitlera w dniu 14 marca 1939 było najwidoczniejsze, że Polska pokłócona ze wszystkimi wielkimi mo­carstwami europejskimi jest obiektem nacisku ze strony Hitlera.

REKLAMA

Polityka może być prowadzona tylko w oparciu o rzeczy­wistość, w danym wypadku o rachunek sił. Polska nie mogła się samodzielnie wojskowo bronić w tej sytuacji. Toteż obowiązkiem Becka było wywołać taki stan rzeczy, przy którym Polska weszłaby do wojny jak najpóźniej. Wiemy, że taką politykę wobec wojny z Niemcami zastosował Stalin i obronił swoją ojczyznę przed straszliwymi konsekwencjami. Wojna z Hitlerem, rozpoczęta napaścią Hitlera na Rosję w dniu 22 czerwca 1941, była dla Rosji ciężka, ale gdyby Hitler wszystkimi swymi świeżymi siłami runął na Rosję już w 1939 r., wojna ta byłaby jeszcze o wiele, wiele cięższa. Toteż Stalin z rosyjskiego punktu widzenia zrobił słusznie i patriotycznie, że odłożył termin napaści Hitlera na Rosję przez pertraktacje z Hitlerem.

Jak wiemy, naj­prędzej napaści Hitlera na Rosję życzyła sobie Anglia. Nie może to ulegać najmniejszej wątpliwości dla nikogo, kto choćby przez chwilę miał w ręku angielskie dokumenty dyplomatyczne wy­dane po wojnie. Anglicy chcieli, aby Hitler wpierw napadł na Rosję, aby tam poniósł wielkie straty, aby w ten sposób osłabł jego atak na Zachód. Tak samo zresztą później, z ogłoszonej ko­respondencji Stalin – Churchill i Stalin – Roosevelt, wiemy, jak dalece Stalin zabiegał o „drugi front” na Zachodzie i jak długo Anglia mu tego „drugiego frontu” odmawia, chcąc, aby jak najdłużej wojska Hitlera miały do czynienia wyłącznie z żołnierzem rosyjskim. W ten sposób oszczędzało się krew żołnierza brytyjskiego. Raz jeszcze przypomnę tu powiedzenie Churchilla: „Nie po to jestem premierem rządu Jego Królewskiej Mości, aby swój na­ród niszczyć, lecz po to, aby go osłaniać”.

Po 14 marca 1939 Beck stoi wobec wyraźnego bankructwa swej polityki. Należało Polskę ratować, nie dopuścić do największego niebezpieczeństwa, to jest do tego, aby wojska niemieckie w pierwszej linii rzuciły się na nas, należało odwrócić ich atak od nas i skierować na kogoś lepiej od nas przygotowanego. Dnia 21 marca 1939, a więc natychmiast po zajęciu Pragi przez Hitlera, składa nam sir Howard Kennard memorandum proponujące porozumienie Anglii, Francji, Rosji i Polski w spra­wie hitlerowskiego niebezpieczeństwa. Beck odrzuca to memorandum.

REKLAMA

Dlaczego? Dlaczego, na miłość Boską! Czy Beck chce maszerować z Hitlerem na Rosję? Takie przypuszczenie w tym miejscu się nasuwa. Ale wiemy zupełnie pewnie, że Beck najzupełniej kategorycznie odrzucał wszelkie niemieckie sugestie wspólnej polityki wobec Rosji, odrzucał je kategorycznie jeszcze w rozmowach z Ribbentropem w styczniu 1939 r. w Warszawie. Więc dlaczego odrzuca to memorandum Kennarda, które zlatuje nam jak gdyby z nieba. Przecież działania w kierunku memorandum Kennarda na pewno odłożyłyby datę ataku Hitlera i najprawdopodobniej mogłyby spowodować to, co dla nas powinno było być w tej chwili najważniejsze: odwrócenie od nas pierw­szeństwa ataku Hitlera. Łamiąc sobie głowę nad psychologią Becka, którą on narzu­cał dziwnym jakimś sposobem wszystkim swoim współpracow­nikom, często o wiele od niego inteligentniejszym, znajduję tylko dwa punkty, które mogły tu zaważyć.

Oto Beck zgodnie ze swoją dotychczasową arbitralną i zarozumiałą metodą: Nie chciał, aby na stosunki polsko-rosyjskie wpływał ktoś inny, chciał te stosunki sam układać. Po drugie działał tu jego szaleńczy kompleks antyfrancuski. Anglię Beck uczuciowo kocha, Francji nie znosi. Na takich ultrafuszerowskich dyplomatycznie przesłankach opiera się koncepcja Becka, która wypłynęła jako odpowiedź na to memorandum Kennarda. Oto Beck sam proponuje, to co może być tylko dla nas jak największą katastrofą, aby propozycję Ken­narda przekształcić w polsko-angielski sojusz bilateralny zwrócony przeciw Niemcom.

Anglicy nie są uczuciowi i nie mają zwyczaju wyrażania swych wrażeń w sposób hałaśliwy. Gdyby jednak mieli maniery włosko-francuskie lub słowiańskie, to by w chwili, kiedy Beck odrzucił memorandum Kennarda, a wysunął projekt antyniemiec­kiego sojuszu bilateralnego, to by po prostu zawyli z radości. Cóż bowiem mogło ich szczęśliwszego spotkać? Przecież każdy wiedział, że Hitler zlikwidował Austrię i zlikwidował Czechy, jako przedpola wojny z Zachodem, dlatego, aby w czasie tej wojny z Zachodem nikt nie uderzył go z flanki. Jakkolwiek nie był wówczas znany tak kapitalny dokument, jak konferencja Hossbach, znany nam z procesu norymberskiego, to jednak Anglicy na podstawie wiadomości swego wywiadu wojsko­wego wiedzieli dobrze, że likwidacja Czechosłowacji była pierw­szą bitwą Hitlera w wojnie przeciw Anglii i Francji. Teraz, skoro Hitler się dowie, że Polska wiąże się z Zachodem, to oczywiście uderzy na Polskę. Anglia Czechosłowacji nie broniła, pozostawiła ją na po­żarcie. Bo niby z czym do gościa? Anglia nie miała żadnych sił wojskowych, żadnych możliwości strategiczno-taktycznych, aby bronić Czechosłowacji. Ale społeczeństwo czechosłowackie było o wiele bardziej popularne w Anglii niż Polacy, którzy byli dla Anglików głęboko antypatyczni. Toteż Anglia nie miała i zresztą nie mogła bronić Polski. Ale w sprawie czechosłowackiej Anglia nawet nie udawała, że jej bronić będzie, natomiast Polsce z łatwością, z radością udzieliła tych oszukańczych „gwarancji”.

REKLAMA

Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że w całej korespondencji dyplomatycznej angielskiej od chwili powtarza się ciągle jeden wyraz: Rosja, Rosja i Rosja. Anglia chce przede wszystkim spowodować to, aby Hitler w pierwszej linii zaatakował nie ich, Anglików, ale Rosjan. Anglia więc rozumuje: skoro Hitler się dowie, że Polska opowiedziała się po naszej stronie, to oczywiście Polskę zaata­kuje. Polska jest słaba, jej armia na konikach jest nic niewarta, jej sztab generalny składa się z ludzi małej wartości intelektualnej, jej sprzęt wojenny jest ubogi, a my oczywiście grosza nie damy, aby polskie uzbrojenie w czymkolwiek wspomóc. Toteż Hitler prędko da sobie radę z wojskiem polskim i oto spotka się oczy w oczy z Rosjanami. Musi z tego wyniknąć wojna rosyjsko-nie­miecka, a więc spełnienie naszych marzeń, a więc odwrócenie pierwszego niebezpieczeństwa od nas, zwrócenie go przeciw Rosji.

Gwarancja więc niepodległości Polski dana przez Anglię nie tylko nie była żadną gwarancją naszej niepodległości, lecz wręcz przeciwnie, była spekulacją na jak najprędsze zlikwidowanie tej niepodległości. Anglia nie tylko chciała aby Polska poszła na pierwszy ogień wojny z Niemcami, ale chciała, jeszcze, aby Pol­ska w tej wojnie była możliwie bezbronna, aby możliwie prędko tę wojnę przegrała. Toteż Anglicy jak najpośpieszniej zgodzili się na sugestie Becka o sojuszu bilateralnym. Zapraszają go do Londynu. Beck, zgodnie ze śmiesznostką swego charakteru, telefonuje do naszego ambasadora w Londynie Edwarda Raczyńskiego, czy aby Eden będzie na dworcu w chwili jego przyjazdu do stolicy Wielkiej Brytanii. Jak gdyby w takiej chwili zagrożenia Polski nie było ważniejszych rzeczy! – Ale przecież wiadomo, jak przesadne zna­czenie przypisywał Beck temu jak i kto go wita. Jego książ­ka “Raport ostatni” wypełniona jest wiadomościami, że oto Szwedzi witali go oddziałem gwardii królewskiej na koniach, że oto przyjęcie we Włoszech pod względem kurtuazji nie pozosta­wiało nic do życzenia, że oto Niemcy prezentowali najwspanialej kompanię honorową i że oto we Francji minister nie przyszedł na peron. Toteż Anglicy, jak się dowiedzieli, że Beck się pyta o Edena na peronie, nie tylko mu tego Edena wysłali, ale od wa­gonu, którym on, Beck, zajechał, do samego wyjścia z dworca rozłożyli czerwony dywan. Beck był zachwycony. Nie rozumiał oczywiście, że po tym czerwonym dywanie szedł ku katastrofie Polski.

Beck spacerował po czerwonym dywanie 5 kwietnia, ale już 31 marca 1939 premier Chamberlain w Izbie Gmin złożył de­klarację, w której mówił o konsultacjach w sprawie słuchów do­tyczących zaatakowania Polski przez Niemcy, i wygłosił to oświad­czenie kapitalne i dla nas katastrofalne w skutkach:

– „…Aby całkowicie wyjaśnić stanowisko rządu Jego Kró­lewskiej Mości, jeszcze przedtem zanim te konsultacje nie zostaną zakończone, muszę już teraz poinformować Izbę, że w razie ja­kiejś akcji zagra- żającej niepodległości Polski, której rząd polski uznałby za konieczne przeciwstawić się swoimi siłami narodowy­mi jako zagrażającej polskim interesom istotnym, rząd Jego Królewskiej Mości uważałby się za zobowiązanego do dania po­mocy Polsce wszelkimi środkami”.

Do chwili wygłoszenia tej deklaracji o przygotowywaniu jakiegoś niemieckiego ataku na Polskę nie było mowy. Rząd angielski wie­dział doskonale, że Niemcy przygotowują się do zaatakowania nie Polski, lecz Anglii. Chamberlain kłamał w tej swojej deklaracji, twierdząc, że dochodzą go niesprawdzone słuchy o przygotowa­niach do ataku Niemiec na Polskę. Dochodziły do niego tylko zupełnie sprawdzone słuchy o przygotowaniach do ataku Nie­miec na Anglię i ten właśnie atak chcieli Anglicy od siebie odwró­cić i zwrócić na Polskę. Udało się to im znakomicie. W trzy dni po deklaracji Cham­berlaina Hitler wydał zupełnie nowe rozkazy wojskowe. Od 3 kwietnia obowiązywał niemieckie siły zbrojne tak zwany „Fall Weiss”, czyli plan uderzenia na Polskę. Do tego tematu jeszcze wrócimy. Beck, odrzucając memorandum Kennarda, oddał niesłychaną usługę Anglikom. Według tego memorandum projektowane było uzgadnianie porozumienia między Rosją a Polską. Było to trudne. Natomiast teraz Anglicy mieli ręce swobodne, niczego nie potrze­bowali od Rosji dla Polski się domagać, a Polskę przecież prze­znaczyli na ofiarę – krwią i życiem której mieli zmienić kierunek ataku hitlerowskiego z zachodu na wschód.

Aby jeszcze bardziej Niemcom ułatwić sytuację, Beck nie przyjął deklaracji „jednostronnej”, bo to umalało nasz „prestiż”. Jeśli oni nam gwarantują niepodległość, to przecież my musimy gwarantować im także „niepodległość”. Dlatego też wydano w dniu 6 kwietnia 1939 komunikat angielsko-polski, pactum de pacto contrahendo, w którym obie strony obiecywały zawarcie między sobą układu sojuszniczego. Ten komunikat nikomu nie był potrzebny, a już najmniej Polsce. Pożyteczny był tylko niemieckiej argumentacji prawni­czej, że to właś­nie Polacy zerwali Pakt o Nieagresji z 1934. Ale to była już rzecz podrzędna. Ten „Fall Weiss”, ten spowodowany przez deklarację Chamberlaina nowy plan wojskowy niemiecki był rzeczą najistotniejszą.

Stanisław Cat-Mackiewicz

fragm. książki “Polityka Becka”