Rosyjski politolog: Pocisk z Iskandera doleci do Warszawy w 3,5 minuty. Nie zdążycie się pomodlić!

– Zagrożenie to ciągle wzrasta, każdego dnia. Jest sztucznie napędzane, podkręcane są emocje. To trwa od lat i nie ma najmniejszego związku z Ukrainą czy z Syrią. Wszystko zaczęło się od poszerzenia NATO na wschód. Tym razem resetu nie będzie – powiedział w wywiadzie udzielonym “Rzeczpospolitej” dr Aleksiej Podbieriozkin, politolog i ekspert w zakresie problemów bezpieczeństwa narodowego i polityki wojskowej.

Jego zdaniem narastający wyścig zbrojeń na wschodniej flance NATO, prowadzi do tego, że “pozostaje więc konflikt zbrojny, bo wszystko ku temu zmierza”.

Podberiozkin jest autorem około trzystu opublikowanych prac dotyczących stosunków międzynarodowych, rozbrojenia, polityki zagranicznej i wojskowej, ideologii patriotyzmu państwowego i tożsamości narodowej. Wykłada m.in. na prestiżowym Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej (MGIMO). Od marca 2015 r. jest dyrektorem Centrum Problemów Wojskowo-Politycznych przy tej uczelni.

Rosjanin przekonuje, że to nie jego kraj stanowi zagrożenie dla Zachodu a jest wręcz odwrotnie, polecając zwrócić uwagę na rozmieszczenie sił NATO i USA, które “koncentrują się niedaleko granic Rosji i w państwach bałtyckich”.

– Rosja traktuje obecnie te państwa jako terytoria, gdzie znajdują się wrogie jednostki wojskowe. Są dla nas zagrożeniem – powiedział. – Państw bałtyckich nigdy w historii nie było, to zawsze było terytorium Imperium Rosyjskiego i Związku Radzieckiego.

Przyznał jednak, że skoro republiki te istnieją już, to “niech już tak zostanie”.

REKLAMA/Advertisement

– Rosja nie interesuje się Polską i państwami bałtyckimi, mamy mnóstwo innych spraw. Gdyby Polska nie rozmieszczała na swoim terenie obcych sił, w ogóle nie byłoby tematu – zapewnił.

Na pytanie o przyjęcie do Sojuszu Północnoatlantyckiego takich krajów, jak Ukraina czy Gruzja, odparł że wątpi w to. Zwrócił uwagę na fakt, że państwa te mają poważne problemy z terytoriami, których nie kontrolują, jak Abchazja, Osetia Południowa, Krym i wschodnia Ukraina. Nie wspomniał jednak o rosyjskim zaangażowaniu w ten problem.

Jako główną broń swojego kraju widzi Iskandery – lądowe pociski balistyczne krótkiego zasięgu na mobilnej platformie samochodowej z wyrzutnią typu TEL. Iskander przeznaczony jest do wykonywania uderzeń na ważne cele lądowe, znajdujące się w strefie operacyjno-taktycznej ugrupowania wojsk przeciwnika (środki ogniowe, samoloty i śmigłowce na lotniskach, węzły łączności, stanowiska dowodzenia itp.) oraz obiekty infrastruktury cywilnej.

– Dlatego postawiliśmy już ponad 100 systemów rakietowych typu Iskander. Gdyby powstało jakiekolwiek zagrożenie dla Rosji, jeden iskander jest w stanie zniszczyć całą dywizję pancerną. Pocisk wystrzelony z wyrzutni Iskander leciałby do Warszawy około 3,5 minuty. Ci, którzy zechcą nas zaatakować, nie zdążą się pomodlić – stwierdził Podbieriozkin.

za: rp.pl