REKLAMA/Advertisement

Rosyjski politolog: Pocisk z Iskandera doleci do Warszawy w 3,5 minuty. Nie zdążycie się pomodlić!

9314

– Zagrożenie to ciągle wzrasta, każdego dnia. Jest sztucznie napędzane, podkręcane są emocje. To trwa od lat i nie ma najmniejszego związku z Ukrainą czy z Syrią. Wszystko zaczęło się od poszerzenia NATO na wschód. Tym razem resetu nie będzie – powiedział w wywiadzie udzielonym “Rzeczpospolitej” dr Aleksiej Podbieriozkin, politolog i ekspert w zakresie problemów bezpieczeństwa narodowego i polityki wojskowej.

Jego zdaniem narastający wyścig zbrojeń na wschodniej flance NATO, prowadzi do tego, że “pozostaje więc konflikt zbrojny, bo wszystko ku temu zmierza”.

REKLAMA/Advertisement

Podberiozkin jest autorem około trzystu opublikowanych prac dotyczących stosunków międzynarodowych, rozbrojenia, polityki zagranicznej i wojskowej, ideologii patriotyzmu państwowego i tożsamości narodowej. Wykłada m.in. na prestiżowym Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej (MGIMO). Od marca 2015 r. jest dyrektorem Centrum Problemów Wojskowo-Politycznych przy tej uczelni.

Rosjanin przekonuje, że to nie jego kraj stanowi zagrożenie dla Zachodu a jest wręcz odwrotnie, polecając zwrócić uwagę na rozmieszczenie sił NATO i USA, które “koncentrują się niedaleko granic Rosji i w państwach bałtyckich”.

REKLAMA/Advertisement

– Rosja traktuje obecnie te państwa jako terytoria, gdzie znajdują się wrogie jednostki wojskowe. Są dla nas zagrożeniem – powiedział. – Państw bałtyckich nigdy w historii nie było, to zawsze było terytorium Imperium Rosyjskiego i Związku Radzieckiego.

REKLAMA/Advertisement

Przyznał jednak, że skoro republiki te istnieją już, to “niech już tak zostanie”.

– Rosja nie interesuje się Polską i państwami bałtyckimi, mamy mnóstwo innych spraw. Gdyby Polska nie rozmieszczała na swoim terenie obcych sił, w ogóle nie byłoby tematu – zapewnił.

Na pytanie o przyjęcie do Sojuszu Północnoatlantyckiego takich krajów, jak Ukraina czy Gruzja, odparł że wątpi w to. Zwrócił uwagę na fakt, że państwa te mają poważne problemy z terytoriami, których nie kontrolują, jak Abchazja, Osetia Południowa, Krym i wschodnia Ukraina. Nie wspomniał jednak o rosyjskim zaangażowaniu w ten problem.

REKLAMA/Advertisement

Jako główną broń swojego kraju widzi Iskandery – lądowe pociski balistyczne krótkiego zasięgu na mobilnej platformie samochodowej z wyrzutnią typu TEL. Iskander przeznaczony jest do wykonywania uderzeń na ważne cele lądowe, znajdujące się w strefie operacyjno-taktycznej ugrupowania wojsk przeciwnika (środki ogniowe, samoloty i śmigłowce na lotniskach, węzły łączności, stanowiska dowodzenia itp.) oraz obiekty infrastruktury cywilnej.

– Dlatego postawiliśmy już ponad 100 systemów rakietowych typu Iskander. Gdyby powstało jakiekolwiek zagrożenie dla Rosji, jeden iskander jest w stanie zniszczyć całą dywizję pancerną. Pocisk wystrzelony z wyrzutni Iskander leciałby do Warszawy około 3,5 minuty. Ci, którzy zechcą nas zaatakować, nie zdążą się pomodlić – stwierdził Podbieriozkin.

za: rp.pl