REKLAMA

REKLAMA

Roman Rybarski: Podstawy narodowego programu gospodarczego cz. II

563
3. Samodzielność gospodarstwa narodowego
Rozwój kapitalizmu i gospodarstwa światowego przyniósł z sobą rozwój imperjalizmów gospodarczych. Równość państw utrzymała się wpełni tylko w teoretycznej sferze prawa narodów. Potężne narody, które wyprzedziły inne w rozwoju przemysłowym i nagromadzeniu bogactwa, uzależniły od siebie narody słabsze, podkopały ich samodzielność gospodarczą. Zaznaczył się podział na państwa wierzycielskie i dłużnicze; na narody kapitalistów i narody proletariuszy. Wydawać się mogło, że świat należy do kilku potężnych imperiów gospodarczych, które wokół siebie zgrupują swoich wasali. Kto tak przypuszczał, ten nie doceniał siły idei narodowej, która nie pozwalała rezygnować ze zwierzchnictwa gospodarczego w granicach swojego gospodarstwa. A ostatni wielki kryzys światowy obalił urok i siłę największych potęg gospodarczych, złamał złote okowy, w których były zakute słabsze gospodarstwa narodowe.

Niemniej jednak istnieje zagadnienie obcego kapitału w gospodarstwie, którem trzeba się zająć. Kolonizacja przemysłowa jest od wielu wieków zjawiskiem normalnym. Istnieją dziedziny, w których naród, ubogi w kapitał, bez doświadczenia, bez własnej wynalazczości, nie może od razu wytworzyć własnej produkcji. Istnienie w kraju obcych przedsiębiorstw, jak również korzystanie z kapitału zagranicznego, można usprawiedliwić ze stanowiska narodowego. Ale byłoby rezygnacją z samodzielno­ ści gospodarczej narodu, gdyby się uznało za normalne opanowanie przez obcy kapitał tych gałęzi życia gospodarczego, w których może się rozwijać rodzima wytwórczość; co więcej, gdyby się uznało bezwzględną przewagę obcego kapitału w całej wielkiej wytwórczości przemysłowej kraju i jego finansach. Naród nie może być zawisły od zagranicy w produkcji elementarnych narzędzi swojej obrony, gdyż w razie wojny, odcięty od dowozu tych środków, stanie się łatwym łupem obcych. System pieniężny kraju nie może się opierać na dopływie krótkoterminowych kredytów, których cofnięcie może odrazu wstrząsnąć równowagą finansową. Obce kapitały nie mogą w naszym gospodarstwie narodowym prowadzić swojej polityki gospodarczej, wywierać na nią wpływu. Kapitał obcy nie może być narzędziem wywierania nacisku na nasze stosunki wewnętrzne i politykę zagraniczną.

REKLAMA

Niewątpliwie każdy kraj, także i Polska, nawet w dzisiejszych warunkach, gdy już rozluźniły się wę­zły gospodarstwa światowego, musi się liczyć z opinją zagranicy i dbać o dobre stosunki z innemi gospodarstwami. Ae naród sam musi decydować o swojej polityce, mieć takie rządy, jakie mieć chce, jakie służą najlepiej jego interesom. Naród, naprawdę wolny, nie dopuści do tego upokorzenia, by kapitał międzynarodowy miał mu narzucać rządy, przez siebie mile widziane, Tylko ten rząd jest coś wart, któ­ ry ma kredyt moralny narodu, a nie ten rząd, który rzekomo najlepiej pozyska dla kraju kredyty zagraniczne. A samodzielność gospodarcza narodu jest podstawą jego wolnego bytu i rozwoju.

4. Własne gospodarstwo narodowe; żydzi.

REKLAMA

Reklama

„Gospodarstwo narodowe” można rozumieć dwojako: albo w znaczeniu formalnym, albo materialnym. Kapitał obcy, stosując się do wymagań krajowego ustawodawstwa i polityki celnej, zakłada swoje przedsiębiorstwo w obcem państwie i nadaje mu formalnie charakter krajowej spółki. Mamy u nas wiele takich „polskich” spółek; zwykle przymiotnik „polski” wskazuje na to, że to jest spółka obca. Zewnętrznie biorąc, taka spółka jest częścią naszego gospodarstwa narodowego. Ale w rzeczywistości jej odrębność od zagranicy jest fikcyjna. Ta spółka jest czę­ ścią międzynarodowego trustu lub koncernu. Przez gospodarstwo narodowe możemy rozumieć albo gospodarstwo narodu w zwyczajnem pojęciu tego wyrazu, albo też przez „naród” rozumiemy to, co Francuzi nazywają „nationalite”, poprostu przynależność państwową. I gdyby się tak szeroko, czysto formalnie, pojęło naród, do gospodarstwa narodowego należałyby wszystkie gospodarstwa, znajdujące się na terytorjum Polski. A przecież są u nas odgałę­zienia obcych gospodarstw narodowych, są ajentury obcych interesów.

Niektóre narodowości dążą świadomie do tego, by w granicach państwa stworzyć własne gospodarstwo narodowe, tak jak myśmy dążyli pod pruskiem panowaniem, by stworzyć tam, wedle niemieckiego określenia, „das polnische Gemeinwesen im preussischen Staat”. Naród musi panować nad tem, co jest na jego terytorjum. Nie wynika z tego, że jeżeli na tem terytorium żyją różne narodowości, rezygnuje z istnienia naprawdę własnego gospodarstwa narodowego, zadawalniając się poprostu pojęciem państwowego gospodarstwa. To zagadnienie nabiera szczególnej, wprost wyjątkowej doniosłości w stosunku do żydów i występuje u nas w tej dziedzinie w bardzo ostrych kształtach. Przedstawia się poprostu w ten sposób: czy nasze gospodarstwo ma być naprawdę polskim, czy też polsko-żydowskim gospodarstwem.

REKLAMA

Dopóki utrzymywała się w obiegu fikcja asymilacji żydów, można było tę sprawę zaciemniać. Można było łudzić siebie a raczej innych, że żydzi staną się Polakami, że więc zczasem ich gospodarstwo będzie wchłonięte przez całość, że stanie się polskim gospodarstwem. Ale dziś każdy uznaje, że żydzi są narodem, solidarnym w swej djasporze, prowadzącym swoją własną politykę, zdobywczym i zachłannym. A więc jeżeli się chce zaprowadzić pokój polsko-żydowski, trzeba pogodzić się z podziałem wpływów w gospodarstwie, pogodzić się z faktem, że w rękach żydów pozostanie handel, bankowość, znaczna część przemysłu, że temsamem żydzi będą wywierali coraz mocniejszy, choć nie zawsze jawny, wpływ na losy państwa. Obrońcy tego poglądu przytaczają różne argumenty na swoją korzyść. Ich zdaniem, ściągając kapitały żydowskie do kraju, popierając dopływ żydostwa do Polski, kraj nasz stanie się potężniejszym i bogatszym. Przez życzliwość dla żydów zyskamy sobie poparcie na terenie międzynarodowym.

Tolerancja dla żydów jest zgodna z „rycerskimi” tradycjami polskiemi — „naród nasz nie splamił się nigdy prześladowaniem żydów”. Najpierw argument historyczny. Polska stała dla żydów otworem. Już na przełomie wieków średnich i czasów nowożytnych nazywano Polskę „paradisus Judaeorum”. Znanym jest pogląd, że żydzi na zachodzie Europy byli współtwórcami nowoczesnego rozwoju gospodarczego, że byli jego inicjatorami, a więc poniekąd dobrodziejstwem tych krajów, do których napłynęli. Tego poglądu nie potwierdza historia gospodarcza Polski, W dobie jej gospodarczej potęgi, od końca XV i przez wiek XVI, udział żydów w naszem gospodarstwie, w naszym handlu, był stosunkowo mały. Żydzi zaczęli napływać silniej z końcem XVI w. i przez wiek XVII, kiedy rozpoczął się upadek gospodarczy Polski. „Żydzi w Polsce nie byli tymi drożdżami, na których dopiero zakwitło bujniejsze życie ekonomicznej byli fermentem, który rozsadził dawną organizację gospodarczą, a na jej miejsce nie stworzył czegoś, co by podniosło siłę ekonomiczną kraju” (R. Rybarski, Handel i polityka handlowa Polski w XVI wieku. Tom I, str. 227 ).

Żydzi opanowywali stopniowo handel Polski; ale nie stworzyli czynnego handlu zagranicznego, któryby przynosił korzyści naszemu gospodarstwu narodowemu. Nie zaznaczyli się wybitniej w handlu bałtyckim, który pozostał monopolem cudzoziemskim, W przemyśle naszym nie stworzyli nowych typów produkcji; byli przedstawicielami bardzo prymitywnych form gospodarczych. A przede wszystkim wzrastający ich udział w naszem życiu ekonomicznym skrzywił fatalnie strukturę społeczną dawnej Polski. Szlachta patrzyła niechętnie na rozwój mieszczań­stwa, na bogactwa miast i ich przywileje. I dlatego życzliwie odnosiła się do żydów, którzy nie domagali się praw politycznych, którzy też nie zagrażali panowaniu szlachty ze względu na swoją odrębność religijną i organizacyjną. To też prowadzi się w dawnej Polsce politykę, niechętną miastom i mieszczaństwu. Miasta upadają i zażydzają się coraz bardziej. Jedynie czynną grupą społeczną jest warstwa szlachecka, która grzęźnie powoli w życiu ziemiańskiem. W zwią­zku z tem idzie straszliwy upadek przemysłu i zanik czynnej roli Polski w gospodarstwie światowym. Upadek ten występuje wyraźnie w dobie rozbiorów. Polskiego mieszczaństwa prawie niema, a przynajmniej nie może ono odegrać czynniejszej roli, handel i przemysł jest przeważnie w rękach żydowskich, co jednak łączy się z tem, że polskie gospodarstwo jest bardzo ubogie w kapitały i przedsiębiorczość przemysłową.

Trzeba by dużej śmiałości, by twierdzić, że dawna Polska na swojej żydowskiej polityce zrobiła dobry interes, że otwarcie granic dla żydów, pędzonych ze wszystkich stron, udzielanie im różnych przywilejów, autonomii, a zaniedbanie opieki nad własnym handlem i przemysłem, wyszło na dobre dawnej Rzeczypospolitej. Nasz szacunek dla przeszłości nie oznacza bałwochwalstwa popełnionych błędów. Żywioły, któ­re zwalczają zasadniczo wszelkie tradycje narodowe, powołują się chętnie na tradycyjną politykę żydowską. Ale czasy się zmieniły. Żydzi w dawnej Polsce byli surogatem warstwy średniej. Otóż dzisiejsza Polska jest inna. Dzisiejsza Polska już ma i bę­dzie miała coraz silniejszą, własną warstwę średnią. I dzisiaj, ze względu na wzrost siły kierunków narodowych, na lepszą znajomość roli żydowstwa w świecie i w Polsce, zagadnienie żydów staje się bardzie] wyraźne i nikt nie zdoła zepchnąć go na plan dalszy. Nikt nie zdoła powstrzymać żywiołowego pędu, by ogarnąć twórczością narodową wszystkie dziedziny życia, by mieć naprawdę własne gospodarstwo narodowe. Zasadniczo naród, który czuje się narodem, chce mieć pełne gospodarstwo, rozwijać wszystkie jego funkcje. Nigdy się z yem nie pogodzi, by oddać obcym te lub inne, a w naszym wypadku bardzo ważne, działy życia gospodarczego. I to zarówno z gospodarczego, jak i społecznego punktu widzenia. Upokarzającym jest pogląd, który każe rezygnować z własnego handlu i oddawać go żydom.

Naród polski musi rozwinąć także swoje handlowe zdolności, nie może być narodem kalekim, pozbawionym pewnych funkcji życiowych. A co znaczy przewaga żydów w handlu, w przemyśle, w życiu miejskiem? Pomijam przewagę gospodarczą i władzę, którą kapitał ruchomy daje żydom, nad ludnością polską. Ale przede wszystkim nie mo­żemy powtórzyć dawnego błędu dziejowego. Dzisiejsza Polska nie może być jednostronnie rolniczą, robotniczą, czy urzędniczą; struktura społeczna Polski musi być uzupełniona polskim mieszczaństwem, polską warstwą średnią. Tego wymaga nasza kultura, tak duchowa, jak i materialna. To zagadnienie nie występowałoby może tak wyraźnie, gdybyśmy nie żyli w XX wieku, w okresie przewlekłego zastoju gospodarczego, i w Polsce, w której jest bardzo ciasno. Wieś jest przeludniona, synowie chłopscy przymierają głodem, bo nie może ich wyżywić parę morgów ojcowskiej ziemi. A więc mają się przeobrazić w wiejski proletariat, a nie iść do handlu i rzemiosła i utrzymać żydowski charakter miasteczek? Syn inteligenta miejskiego, który ukończył studia, zastaje w zawodach wolnych zajęte przez żydów miejsce. Nie zmieszczą się obok siebie wzrastające masy ludności polskiej i żydowskiej. Rozrost jednego żywiołu pójdzie naprzód kosztem drugiego. To konieczność dziejowa. Kto o tym my­śleć i mówić nie chce, ten pracuje na rzecz zwycięstwa obcego żywiołu.

—————
Roman Rybarski (1887 – 1942) był ekonomistą i politykiem Narodowej Demokracji. Od 1906 r. studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie związał się z ruchem narodowym, działał w Związku Młodzieży Polskiej. Był członkiem Ligi Narodowej w 1910 r. W 1917 e. został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1919–1921 pełnił różne funkcje (podsekretarz stanu, wiceminister) w ministerstwach gospodarczych, następnie porzucił działalność polityczną dla pracy naukowej, w latach 1920–1923 na Politechnice Warszawskiej, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie objął Katedrę Skarbowości. W 1923 na zlecenie Władysława Grabskiego przygotowywał projekt statutu Banku Emisyjnego, a w 1924 redagował ostateczny projekt ustawy o Banku Polskim i po jego powołaniu wszedł w skład pierwszej Rady Banku. Był zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku. Po zamachu majowym powrócił do aktywnej polityki. Wszedł do władz Obozu Wielkiej Polski, a od 1928 do 1935 zasiadał w Sejmie (II i III kadencji), gdzie pełnił funkcję prezesa klubu Stronnictwa Narodowego. Po uchwaleniu Konstytucji kwietniowej wraz z całym stronnictwem zbojkotował wybory parlamentarne i dalszą działalność polityczną prowadził poza parlamentem. Po kampanii wrześniowej uczestniczył w tworzeniu struktur Polskiego Państwa Podziemnego jako dyrektor departamentu skarbu. Aresztowany przez Gestapo w maju 1941r., został osadzony na Pawiaku, a potem wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie był jednym z organizatorów ruchu oporu. Zmarł lub został rozstrzelany w obozie.