REKLAMA

Reklama

Roman Rybarski: Podstawy gospodarcze reform społecznych

157

Powszechnym jest dążenie, by w tworzącym się państwie polskim urządzić życie gospodarcze zgodnie z potrzebami najszerszych warstw ludowych, by przeprowadzić gruntowne reformy społeczne. Żądają tego zainteresowani, nie stawiają zasadniczego oporu żywioły, których stanowisko mogą te reformy osłabić, nakładając na nie ciężkie ofiary.

Wysuwa się najpierw postulat krótszego, 8-godzinnego dnia pracy, następnie żądanie wysokiej płacy, wreszcie w pewnych sferach jest popularnym dążenie do daleko idącej socjalizacji wytwórczości przemysłowej i górniczej. Przeciw żadnemu z tych postulatów nie można wysunąć zasadniczych zarzutów. Poprawa bytu robotnika, podniesienie jego kulturalnego poziomu i fizycznego zdrowia jest w interesie całego gospodarstwa narodowego, a nie jest to możliwym bez skrócenia dnia roboczego i odpowiednio wysokiej płacy. Zasadniczo też nie można z góry odrzucić idei prowadzenia przedsiębiorstw przez państwo, co już dawniej w różnych gałęziach produkcji okazało się koniecznym i skutecznym. Toteż godząc się zasadniczo na postulat przeprowadzenia tych reform, musimy się zapytać, czy one w danym momencie rozwoju gospodarczego i w danych konkretnych warunkach, w których się nasz kraj znajduje, dadzą się przeprowadzić i w jaki sposób dadzą się przeprowadzić.

REKLAMA

Teoretyczne spory zawodzą w kwestiach praktycznej polityki gospodarczej. Nie zna ona uniwersalnych lekarstw na społeczne niedomagania, ani też nie może odrzucić stanowczo żadnego postulatu – jeżeli się nie wykaże, że on w tym społeczeństwie, w którym się go chce stosować, przyniesie ujemne wyniki. Toteż z tego pun­ktu widzenia rozpatrzymy poszczególne projekty reform w dziedzinie stosunków robotniczych.

I. Ośmiogodzinny dzień roboczy

Reklama

Reklama

Idea skrócenia dnia roboczego przyjęła się dość szybko między pisarzami, zajmującymi się zagadnieniami społecznymi. W opiniach swoich przechylają się oni na stronę robotników, domagających się skrócenia czasu pracy w drodze ustawodawstwa. Nikt już nie kwestionuje prawa państwa do uregulowania tej kwestii. Cały spór dotyczy tylko szczegółów. Niejeden zgodziłby się na skrócenie czasu pracy z 11 na 10 godzin, ale nie godzi się na dzień ośmiogodzinny. W każdym razie możemy powiedzieć, że dotychczasowe reformy dały wyniki pomyślne.

W niektórych wypadkach skrócenie dnia roboczego zostało szybko zrównoważone przez wzrost intensywności pracy; w innych strata, którą na tej reformie ponieśli przedsiębiorcy, nie była zbyt dotkliwą, a większe od niej były korzyści społeczne, związane z poprawą bytu ludności robotniczej. Zawsze rozstrzygające znaczenie ma sprawa intensywności pracy robotnika. Fabrykantowi jest wszystko jedno, czy praca trwa 9 czy 8 godzin, byle wynik był równie wydatny. Wszystko zależy od sposobu, w jaki się przeprowadza reformę i od nastroju, jaki panuje wśród ludności robotniczej. Jeżeli szerzy się wśród niej usposobienie, zasadniczo wrogie warsztatom pracy, to każde skrócenie jej czasu oznacza i zmniejszenie jej rezultatu. Tak jest obecnie u nas. Jest po prostu zorganizowany sabotaż produkcji, przeprowadzany pod najrozmaitszymi postaciami, a jednym z jego sposobów jest szerzenie zniechęcenia do jakiegokolwiek wysiłku. W ten sposób nie przygotowuje się nawet socjalizacji przemysłu, gdyż robotnik, przyzwyczajony do zbywania lada czym swych obowiązków, do stosowania zasady jak najmniejszego wysiłku bez względu na wynik pracy, nie zmieni swojego usposobienia, choć zamiast prywatnego przedsiębiorcy dostanie państwowego nadzorcę. Wtedy i produkcja państwowa nie będzie się opłacała, a tylko podupadnie cała wytwórczość. Toteż w parze z reformą dnia roboczego, ze skróceniem czasu pracy, musi iść wysiłek, by pracę zrobić bardziej wydatną.

W obecnej chwili nie bardzo to jest możliwe. Naj­pierw dlatego, że niepodobna przy dzisiejszym stanie warsztatów produkcyjnych w kraju stosować nowych pomysłów technicznych na większą skalę. Poza tym o ile się traktuje zmniejszenie dnia roboczego jako bodziec, który ma przedsiębiorcę zmusić do większych wysiłków, to ten czynnik może działać tylko na dłuższą metę. Nie przyniesie on bezpośredniego rezultatu, O ile chodzi o robotników, to przy ich wyczerpaniu wywołanym wojną, przy ich niedostatecznym odżywianiu się, które tak długo trwało, niepodobna też oczekiwać powiększenia intensywności ich pracy. A więc skrócenie dnia roboczego jest niewątpliwie ciężarem dla przedsiębiorców, ciężarem, który winny zrównoważyć zyski gospodarstwa narodowego, płynące z polepszenia warunków bytu luności robotniczej. Chodzi tylko o to, by przemysł mógł ten ciężar wytrzymać. Jeżeli bowiem ta reforma doprowadziłaby do bankructwa pewnej liczby przedsiębiorstw, to wywołałoby to zwiększenie już i dziś groźnego bezrobocia.

Reklama

Nie jest to jednak największy z ciężarów, które spadają na przemysłową wytwórczość. Przedsiębiorcy godzą się z tą reformą – chodzi tylko o to, by ona nie obniżyła ich zdolności konkurencyjnej na rynkach światowych. Musimy odbudować przemysł w postaci, wytrzymującej zagraniczne współzawodnictwo, w przeciwnym razie nasz bilans handlowy będzie na stałe biernym. Przemysł polski w porównaniu z obcymi przemysłami miał tę wyższość, że rozporządzał tanim robotnikiem. Skrócenie dnia roboczego w dzisiejszych warunkach oznacza podrożenie robotnika. Otóż ciężary polityki społecznej można wtedy znieść łatwiej, gdy się rozkładają na wszystkich konkurentów. Jeżeli jedno państwo wprowadza u siebie ubezpieczenia społeczne, minimum płacy, skraca dzień roboczy, to tym samem podwyższa swoje koszty produkcji i jest w gorszym położeniu w porównaniu z konkurentem, który bezwzględnie wyzyskuje robotnika. Toteż zupełnie naturalnym jest postulat, by właśnie w interesie tych państw, które przodują innym na polu ustawodawstwa społecznego, a przede wszystkim w interesie ludności robotniczej, niektóre z tych spraw były uregulowane na drodze międzynarodowej. Jest to nowy dział dla prac kongresu pokojowego. Ośmiogodzinny dzień roboczy, wprowadzony równomiernie we wszystkich państwach, wyrównuje do pewnych granic warunki ich współzawodnictwa, usuwa przywilej konkurencyjny, pochodzący z wyzysku robotników. Wyrównanie to jednak sięga tylko do pewnych granic, gdyż w róż­nych krajach rozmaicie skrócenie czasu pracy odbija się na jej intensywności.

Dzisiejszy ruch za skróceniem czasu pracy odbywa się w osobliwie trudnych warunkach. Poprzednio dokonywało się skrócenie dnia roboczego w okresie wysokiej koniunktury i związanych z tym wielkich zysków przedsiębiorców. Mogli oni wtedy łatwiej znieść to zwiększenie kosztów produkcji, bo to nie wstrząsnęło bynajmniej ich pomyślnością. Dzisiaj inne są warunki produkcji przemysłowej. Bezrobocie w Polsce zwiększa się z każdym dniem. Brak jest surowca, maszyn, psychicznych i politycznych warunków skutecznej wytwórczości przemysłowej. Ze względu na system byłego rządu, na nastrój, który się szerzy wśród ludności robotniczej, nie rozpoczynają pracy nawet te przedsiębiorstwa, które by w innych warunkach natychmiast w ruch puszczono. Łatwo było przeprowadzić skrócenie czasu roboczego i nikt się temu nie sprzeciwiał. Ale co gorzej, może dojść do tego, że praca będzie trwała cztery, trzy godziny dziennie, a wielu robotników nie znajdzie zajęcia nawet przez godzinę.

Największym złem, które zagraża ludności robotniczej, jest chroniczne bezrobocie, a ta reforma, która je usuwa, jest największą reformę społeczną. Cóż bezrobotnym pomoże zadekretowanie ośmiogodzinnego dnia pracy? Dochodzimy do wniosku następującego: postulat ośmiogodzinnego dnia pracy, zasadniczo słuszny, powinien być tak realizowany, by towarzyszyło mu odpowiednie powiększenie intensywności pracy. Pożądanym jest uregulowanie tej sprawy na drodze prawa międzynarodowego, by zrównać w ten sposób warunki współzawodnictwa. Ale wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia pracy jest bezskuteczne tam, gdzie szerzy się bezrobocie, którego usunięcie jest o wiele ważniejsze od wszelkich innych reform społecznych.

II. Podwyższenie płac roboczych

Sprawa podwyższenia płac roboczych jest zupełnie jasna. Odpowiednio wysoka płaca robotnika fabrycznego jest podstawą rozwoju ludności robotniczej. Jest w interesie kultury narodu, by robotnik otrzymywał więcej, niż potrzeba na jego niezbędne utrzymanie. Zgodne to jest i z fiskalnym interesem państwa, gdyż wysoka konsumpcja robotnicza jest jedną z podstaw gospodarki skar­bowej. Pieniądze, zarobione przez robotnika, zostają w kraju i potęgują warunki rodzimej produkcji. Toteż zwyżka płac roboczych jest zasadniczo pożądana — chodzi tylko o to, kiedy ona jest możliwa?

Przedsiębiorca wtedy jest w stanie podwyższyć płace robocze, gdy jego przedsiębiorstwo dobrze się rentuje. Jest to zwyczajne zagadnienie rachunkowe. Jeżeli nadwyżka czystego zysku ponad koszty produkcji jest duża, to wtedy więcej przypada do podziału i wtedy robotnik może zdobyć wyższą płacę kosztem tej nadwyżki. Chodzi tylko o to, jaki skutek ta podwyżka płacy roboczej wywrze na cenę towaru. U przedsiębiorcy naturalną jest tendencja, by tę cenę podwyższyć i zwiększony koszt przerzucić na konsumentów. Może się jednak tak zdarzyć, że zaostrzona konkurencja krajowa lub zagraniczna nie pozwoli na tę podwyżkę — a wtedy przedsiębiorca musi sam ponieść jej ciężar, równoważąc go niekiedy ulepszeniami metod produkcyjnych. Jest to wypadek najbardziej pożądany z punktu widzenia interesów gospodarstwa narodowego.

Podwyżka płac, połączona z podwyżką ceny towarów, zwłaszcza gdy te towary są przedmiotem codziennej konsumpcji, przedstawia się mniej pomyślnie, gdyż jeżeli ruch w tym kierunku obejmie wszystkie warsztaty produkcji, ta podwyżka stanie się iluzoryczną. Jest to marny rezultat walki o płacę roboczą, je ­ żeli robotnik zamiast 10 kor. dostaje 15 kor., a za wszystko, co nabywa, musi płacić przynajmniej o 50 % więcej. Natomiast wtedy, gdy przedsiębiorstwo nie daje dostatecznych czystych zysków, ani nie można podwyższyć odpowiednio ceny towarów, podwyżka płac jest niemożliwa. Energiczna walka o wyższą płacę w tych warunkach może doprowadzić do ruiny przedsiębiorstwa i do jego zamknięcia.

Przypatrzmy się konkretnym stosunkom w dzielnicy, w której ta kwestia jest najbardziej aktualna, to znaczy w dawnym Królestwie Kongresowym. Według rocznika Stat. Król. Polskiego z r. 1915 przeciętny zarobek roczny robotnika fabrycznego wynosił w r. 1913 w Królestwie kwotę 303 rubli. W tymże roku pud żyta kosztował w Warszawie 853 kop. A więc roczne wynagrodzenie robotnika, wyrażone w cenie żyta, wynosiło 354 pudów. Jeżeliby dzisiaj robotnik miał mieć zarobek roczny, wyrażony równą ilością żyta, musiałby zarabiać bardzo wiele, dostawać taką płacę, jakiej nie jest w stanie przyrzec nawet p. Moraczewski. Bo czy jest możliwym przeprowadzenie odpowiedniej zwyżki płac? Czy możliwym jest odpowiednie podwyższenie cen wszystkich towarów? Tu i ówdzie może przedsiębiorca zapłacić znacznie wyższą cenę za pracę robotników, o ile produkuje jakiś przedmiot, który jest monopolem i którego cenę można dowolnie podnosić. Ale są to wyjątki. Większość przedsiębiorców nie rozporządza odpowiednio wysokim kapitałem, a koniunktury wytwórcze są tak niepewne, że wielu z nich woli zamknąć przedsiębiorstwo, lub w ogóle nie rozpoczynać przedsiębiorstwa, aniżeli pracować na pewną stratę złożonych zasobów.

Dążenie do zwyżki płac jest psychologicznie zrozumiałe na tle ogromnej drożyzny artykułów spożywczych. W zasadzie ono jest słuszne, gdyż płace robotnicze, jak w ogóle wszelkie dochody z pracy najemnej, są faktycznie niższe, aniżeli były przed wojną. Poprawę można przynieść dwoma sposobami: albo przez podwyższanie płacy, które ma zrównoważyć wzrost kosztów utrzymania, albo też przez potanienie tych kosztów, zwłaszcza środków żywności. W niedoborze produkcji rolnej tkwi jedno z głównych źródeł kryzysu przemysłowego. Przemysł fabryczny będzie można uruchomić naprawdę dopiero wtedy, gdy się uruchomi rolnictwo. Niewątpliwie, że transporty zagranicznych środków żywności mogą przynieść ulgę w sytuacji aprowizacyjnej, mogą dostarczyć na rynek towarów, ukrywanych dotychczas przez producentów rolnych. Ale Polska nie może być krajem biernym pod względem produkcji rolnej. Rolnictwo przed wojną w Królestwie Kongresowym i w Galicji dalekim było od osiągnięcia pełnej wydajności. Wojna przyniosła ogromne ograniczenie produkcji rolnej pod względem jakościowym i ilościowym. Dopóty, dopóki ten niedobór się nie wyrówna, nie ma mowy o rozwoju przemysłu i o płacach robotniczych, faktycznie zadowalających potrzeby tej klasy. Toteż wzmożenie produkcji rolnej, które musi przynieść obfitość, a tym samem i potanienie produktów rolnych, jest jednym z pierwszych zadań państwa, bez spełnienia którego nie ma mowy o skutecznych reformach społecznych.

Zadaniem polityki państwowej w zakresie przemysłu fabrycznego jest doprowadzenie do takich płac robotniczych, które z jednej strony zabezpieczają robotnikowi odpowiednie utrzymanie, a z drugiej odznaczają się pewną stałością tak, że przedsiębiorca może podjąć spokojnie swoją wytwórczość. Jest to wysoce utrudnione, jeżeli stosunki walutowe nie są uregulowane. Przy istnieniu różnych walut, które wszystkie wciąż tracą swoją wartość, istnieją powody do utrzymania wysokich cen towarów, a nawet do ich wzrostu. Każda zmiana cen środków niezbędnego utrzymania może dostarczyć pobudki do nowych roszczeń robotniczych, do nowych strajków i do nowego zastoju. Przedsiębiorca w tak niepewnych stosunkach monetarnych nie może racjonalnie kalkulować swoich zysków, nie wie bowiem, wiele będzie za pół roku musiał zapłacić za surowiec, a wiele wydać na płace; prowadzenie przedsiębiorstwa nabiera w wysokim stopniu charakteru spekulacyjnego, a bardziej ostrożni wytwórcy wolą ograniczyć lub zamknąć swoją działalność, czekając na uporządkowanie stosunków. Toteż trzeba powiedzieć, że przy obecnym chaosie walutowym zwyżki płac robotniczych są iluzoryczne i przedsiębiorcy nie są w stanie puścić swoich przedsiębiorstw całą parą.

Najpierw to wszystko trzeba uporządkować, a wtedy dopiero zwyżka płac stawie się skuteczną i znajdą się warunki dla usunięcia bezrobocia. Czynniki gospodarcze mają swoje prawa i dojdą do głosu mimo wszelkich aktów politycznych i zarządzeń państwowych. Strajk może zrujnować przedsiębiorstwo, ale nie zmusi przedsiębiorcy do dobrych dla robotników wynagrodzeń, jeżeli produkcja się nie rentuje. Wysokie płace wtedy na stałe się utrzymują, Jeżeli jest wielki popyt, a szczupła podaż pracy, jeżeli „rezerwowa armia robotnicza” jest niezbyt liczna. Gdy poszukujących pracy jest wiele a sposobności do zarobku mało, to w takim razie, w sposób sztuczny, nie uda się utrzymać płac robotniczych na odpowiedniej wysokości. Wcześniej czy później pęknie nacisk państwowy i polityczny i płace spadną do niższego poziomu. A więc wciąż wraca ten sam refren: usunięcie bezrobocia jest warunkiem skuteczności wszelkich reform. Zdaje sobie sprawę z tego wielu reformatorów i niektórzy z nich widzą ratunek i zbawienie w działalności państwa. Państwo ma zaopiekować się bezrobotnymi. Ale wiadomo, że za pomocą wsparć i zasiłków daleko się nie zajedzie. Państwo ma więc rozpocząć rozległe i gruntowne roboty publiczne. Państwo ma przejąć we własny zarząd szereg przedsiębiorstw, które dotychczas pozostawały w rękach osób prywatnych. A więc socjalizacja przemysłu jest głównym ratunkiem, ma być najważniejszym wyjściem z obecnej, ciężkiej sytuacji.

III. Socjalizacja przedsiębiorstw państwowych

Działalność gospodarcza państwa ma wielu zwolenników i przeciwników. Pomińmy tu doktrynersko skrajne stanowiska, a przytoczmy pogląd pośredni, który dziś powszechnie się przyjmuje. Według niego ani kierownictwu państwowemu, ani prywatnej inicjatywie nie można dać bezwzględnej przewagi. Wszystko zależy z jednej strony od rodzaju produkcji, z drugiej od różnorodnych warunków środowiska, w którym ma się wybrać między dwoma systemami.

Istnieją bardzo poważne względy polityczne i społeczne, które każą państwu zająć pewne rodzaje wytwórczości. Jeżeli jednak chodzi o czysto gospodarcze pierwiastki, to musimy powiedzieć, że gospodarka państwowa wtedy się opłaca, gdy dana gałąź produkcji wyszła już z „Sturm- und Drang-Periode“, gdy ma utrwalone metody produkcyjne i komercjalne, gdy już można pracować na podstawie pewnych szablonów, które stanowią istotę wszelkiej państwowej biurokracji. Mówi się co prawda wiele o tym, by ducha przedsiębiorczości handlowej wnieść w państwowe gospodarstwo zarobkowe; w rzeczywistości jednak zwykle państwo wnosi w te przedsiębiorstwa swojego ducha. Państwo musi inaczej zorganizować kontrolę, aniżeli prywatne przedsiębiorstwo, inne stanowisko zajmują pracownicy państwowi, słowem, państwowa gospodarka ma cały szereg odrębnych cech, zarówno dodatnich jak i ujemnych, które odróżniają ją od prywatnych gospodarstw.

Racjonalny podział pracy w gospodarstwie narodowym polega nie na niwelacji, na absolutnym stosowaniu jednego tylko typu, lecz na zastosowaniu każdego z nich tam, gdzie on się naprawdę może okazać najbardziej wydajnym. Wojna zwichnęła równowagę na korzyść państwowej produkcji. Przyniosła ogromny rozrost funkcji gospodarczych państwa. Ta państwowa gospodarka wojenna nie może dostarczyć stanowczych argumentów na swoją korzyść lub niekorzyść, gdyż prowadzono ją w wyjątkowych warunkach. Nie wywołała ona jednak nigdzie powszechnego zachwytu i cała ludność przyjmuje z radością jej likwidację w wielu dziedzinach. Niemniej jednak trzeba się liczyć ze wzrostem gospodarczych funkcji państwowych jako z nabytkiem trwałym.

Państwo będzie miało ogromne zapotrzebowanie finansowe ze względu na:

1) udział w długach wojennych;

2) koszt odbudowy;

3) utrzymanie inwalidów i sierót;

4) koszty reform społecznych.

Wydatków tych nie pokryje się w wielkim stopniu dochodem z podatków bezpośrednich, głównym źródłem dochodów publicznych staną się podatki pośrednie, pobierane w postaci państwowych monopoli. A więc już same czynniki skarbowe skłaniają do powiększenia gospodarki państwowej, co jednak nie jest jeszcze równoległym z dążeniem do socjalizacji, uzasadnionym przez potrzebę reform społecznych. Przeciwnie, gospodarka w tych państwowych przedsiębiorstwach musi być bardzo oszczędna; nie może stwarzać gorszych warunków dla robotnika niż prywatny przedsiębiorca, ale też nie może przeprowadzać wszystkich najnowszych pomysłów reformatorskich bez względu to, co one kosztują. Ponadto trzeba się liczyć ze specjalnymi warunkami, w których się znajdzie nasze państwo. Podstawą jego działalności jest wyszkolony aparat urzędniczy. Bez niego wszelka ekspansja działalności państwowej jest niemożliwą. Tymczasem w jednej tylko dzielnicy mieliśmy pod dostatkiem urzędników, z których nie wszyscy nadają się do nowych zadań; a zaś na ogromnej większości ziem polskich brak jest niemal zupełny państwowych funkcjonariuszy.

Gdzież więc jest pewny i wartościowy materiał, z którego by można zbudować potężny gmach gospodarki państwowej? Czy można upaństwawiać wszystko naokoło, co się tylko nawinie i czy ma się pewność, że ten aparat będzie funkcjonował bez narzutu? Są pewne zadania, które państwo musi spełnić: urzędnicy sądowi, administracyjni, nauczyciele, znaleźć się muszą. Ale bez ustalenia podstaw ogólnej administracji i spełnienia bardziej elementarnych zadań państwa, niepodobna porywać się na niezwykle trudną działalność państwową w wielu gałęziach gospodarstwa dlatego tylko, że przed tymi zadaniami cofa się obecnie prywatna przedsiębiorczość. Nie można tu powiedzieć, że przecież państwo będzie rozporządzało temi samemi siłami, tymi samymi inżynierami 1 robotnikami, co i prywatny przedsiębiorca, a więc niema tu kłopotu z personalem. Bo dobrze wiadomo, że państwowa gospodarka Wywołuje powiększenie ilości osób, zajętych w danem gospodarstwie, wymaga specjalnych funkcjonariuszy, bez których obejdzie się zwyczajny przedsiębiorca. Już dzisiaj spełnianie niezbędnych funkcji państwowych otwiera u nas obfite pole dla dyletantyzmu i naiwnych pomysłów. Cóż dopiero się stanie, gdy działalność państwowa obejmie tak skomplikowane zadania gospodarcze, któ­rych nie mógł nieraz spełnić, w normalnych warunkach, wszechstronnie przygotowany aparat administracyjny.

A dalej państwo, podejmując się prowadzenia ogromnej masy przedsiębiorstw, musi rozporządzać ogromnym kapitałem, potrzebnym na odszkodowanie dla dotychczasowych właścicieli i na nakłady produkcyjne. Państwo musi ten kapitał uzyskać przez zaciągnięcie całej masy pożyczek. Ale już tych pożyczek zaciągnie ono bardzo wiele na swoje konieczne zadania, na odbudowę i zorganizowanie całej administracji. Grozi to niebezpieczeństwo, że państwo przez zbyt wielką podaż ze swej strony utrudni uzyskanie kredytu. Państwo rzuci na rynek całą masę papierów wartościowych, podobnie zrobią różne związki samorządne. Zwłaszcza państwa młode będą w trudnym położeniu. Państwa, które dopiero swój byt utrwalają, nie mają takiego zaufania w świecie wierzycieli, jak np. Anglia lub Francja. Smutne doświadczenia, które porobiono z kredytem publicznym rosyjskim, nauczą ostrożności kapitalistów. Wielkie centra finansowe będą w wielu wypadkach skłonne raczej do tego, by czekać, aż się utrwalą stosunki w środkowej Europie, a nie będą się zbytnio spieszyć z lokatami kapitałów. Za cenę przymierza politycznego, na tle wspólności interesów, będzie mogła Polska uzyskać kredyt na niezbędne potrzeby państwowe; ale możliwość uzyskiwania kredytu tą drogą jest ograniczona.

Potrąciliśmy w tej chwili o najważniejszy szkopuł, stojący na drodze radykalnemu upaństwowieniu przedsiębiorstw przemysłowych: kredyt zagraniczny. Pod tym względem szerzą się w naszej opinii fałszywe poglądy. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, w jakim stopniu potrzebujemy zagranicznego kredytu. Są tacy, którzy mówią, że kapitałów u nas jest bardzo dużo, że to wystarczy na nasze potrzeby. Istotnie jest w Polsce wiele papierowego pieniądza pod różnymi postaciami. Samych koron jest u nas dobrych parę miliardów. Ale pamiętajmy o tym, że w chwili, w której nastanie wolny obrót zagraniczny, gdy zostaną usunięte wszelkie przeszkody polityczne i komunikacyjne, wtedy kurs zagraniczny walut, istniejących na ziemiach polskich, będzie prawdopodobnie jeszcze niższy, niż jest obecnie. I wtedy te miliardy stopnieją jak śnieg na wiosnę. Wielkich zakupów za granicą, których musimy dokonać, nie zdołamy poczynić w koronach, markach i rublach, musimy oprzeć się na lepszych formach kapitału pienię­żnego. Musimy mieć waluty obce. Pomijając zresztą kwestyę kursu zagranicznego dzisiejszych naszych walut, trzeba stwierdzić że wyobrażenie o obfitości kapitału pieniężnego u nas nieraz służy za podstawę do fałszywych wniosków.

Wojna wywołała zmiany w tym kierunku, że ogromna ilość kapitału rzeczowego zmieniła się na kapitał pieniężny. Zlikwidowano wiele przedsiębiorstw przemysłowych, ograniczono produkcję rolną, wysprzedano inwentarz. Za to producenci mają wiele papieru w postaci państwowych pożyczek, depozytów po bankach i kasach i zwyczajnego pieniądza papierowego. Uruchomienie warsztatów pracy wymaga zamiany z powrotem tego kapitału pieniężnego na rzeczowy. Można wątpić, czy po tym uruchomieniu zostanie wielka nadwyżka na inne cele. Czy w ogóle tego kapitału wystarczy ? Bardzo ciekawą ilustrację tych wątpliwości stanowi ogłoszony niedawno artykuł p. Stanisława Marciniaka o „Wpływie wojny na finansowe położenie rolnictwa w Wielkim Księstwie Poznańskiem”. Autor dochodzi do wniosku: „rolnicy, chcąc w całej pełni naprawić w czasie gospodarki przejściowej wszelkie ujemne skutki wojny, nie starczą w zasadzie tym, co odłożyli. Rolnictwo będzie więc skazane na kredyt, albo będzie musiało ograniczyć się w nakładach powojennych, co byłoby niekorzystnym i hamującym dla dalszego rozwoju naszego rolnictwa”.

Niewątpliwie jest gorzej w innych dzielnicach Polski, gdzie produkcja rolna nie mogła w ciągu wojny rozwijać się tak spokojnie, jak pod byłym zaborem pruskim, a najgorzej jest w dziedzinie przemysłu. Mamy na ogół nie nadmiar, lecz deficyt kapitału i musimy go szukać za granicą. Czy ten kapitał do nas przyjdzie ? Wszystko zależy od formy kredytu i od ogólnych warunków politycznych i gospodarczych, które my u siebie wytworzymy. Trzeba odróżnić papiery kredytowe o stałym oprocentowaniu i papiery o oprocentowaniu zmiennym. Pierwsze są typowe dla kredytu publicznego, drugie dla prywatno-gospodarczego. Jak wspomnieliśmy, państwo znajdzie zdaje się niezbędne minimum kapitału potrzebne dla wypełnienia zadań publicznych. Ale przypuśćmy, że państwo występuje jako największy przemysłowy przedsiębiorca, że obejmuje we własny zarząd to wszystko, co tylko się da objąć. Musi rzucić za granicę wiele papierów kredytowych. Mogą to być obligacje, które zabezpieczają stały procent, ewentualnie państwo może gwarantować minimum oprocentowania od kapitałów, włożonych we własne przedsiębiorstwa. Ale jeżeli kapitalista zagraniczny lokuje kapitał w jakimś przedsiębiorstwie, to nie po to, by tylko minimum oprocentowania uzyskać. Spodziewa się on, że za cenę pewnego ryzyka osiągnie oprocentowanie wyższe od przeciętnego, które daje zwykle kredyt publiczny. Chce wielkich zysków. A przy tym ten kapitalista nie ogranicza się do biernej roli pożyczającego pieniądze, chce być współprzedsiębiorcą, chce mieć wpływ na losy swojego kapitału. Trzeba się z tym pogodzić, że nie uda się w całej pełni ściągnąć do kraju zagranicznych kapitałów’ bez kapitalistów. Proces zasilania krajów ubogich w kapitał odbywa się zwykle w ten sposób, że zagraniczni kapitaliści, przychodząc sami, zakładają swoje przedsiębiorstwa w formie indywidualnej lub akcyjnej, a dopiero z wolna odbywa się „nacjonalizacaa” tego kapitału, tak że czynniki miejscowe dochodzą tych przedsiębiorstwach do stanowczego głosu.

Natomiast trudno sobie wyobrazić, by obcy kapitalista bez żadnych zastrzeżeń oddał swoje zasoby państwu i pozbawiony był wszelkiego wpływu na losy tych kapitałów, by zdał się bez zastrzeżeń na zmienne koleje gospodarki państwowej. Sytuacja pod tym względem jest zupełnie jasna. Kapitały zagraniczne pójdą wszędzie tam, gdzie otworzy się rozległy teren dla inicjatywy prywatnej. Natomiast unikać będą jak ognia, krajów skłonnych do przeprowadzenia programu radykalnej socjalizacji. W najlepszym razie obiecuje się kapitalistom odszkodowanie za ich kapitał. Ale wywłaszczenie jest jednostronnym aktem państwowym, w którym państwo samo oznacza wysokość wynagrodzenia. Kto tylko może, stara się uniknąć tej operacji. Sama możliwość wywłaszczenia wystraszy amatorów lokaty. A zresztą nikt nie wie, na czym się państwo zatrzyma. Zacznie od przymusowego wykupu, a potem, uginając się pod ciężarem długów, może przystąpić do zmniejszenia swoich zobowiązań, a nawet do ich zupełnego skreślania. Pamiętajmy, że w wyobraźni przeciętnego zachodniego kapitalisty Polska niezbyt daleko odbiega od Rosji, a doświadczenie z kapitałami, ulokowanymi w tym kraju, podziałać musiało w sposób odstraszający.

Mówiąc krótko, kraje dłużnicze, bierne pod względem kapitalistycznym, nie nadają się do przeprowadzenia natychmiastowej socjalizacji. Do tych krajów należy i Polska. Państwo u nas bę­dzie miało bardzo rozległy zakres działania. Czy ze względów społecznych, czy skarbowych, rozszerzy swój wpływ na bardzo ważne gałęzie narodowego gospodarstwa. To państwo musi wpierw umocnić, rozszerzyć, a w niektórych dzielnicach dopiero wychować wielki przemysł. Nie jest w stanie wziąć całego tego zadania w swoje wyłączne ręce, musi zostawić wiele prywatnej inicjatywie. W innym wypadku nie przyjdzie do nas potrzebny kapitał. Jeżeli zaś naszą politykę społeczną oprzemy na doktrynerskiej zasadzie upaństwawiania wszystkiego na prawo i lewo, nie tylko że nie zwiększymy wytwórczości przemysłowej, lecz wprost uniemożliwimy jej odbudowę. Będziemy mieli coraz większe bezrobocie, i to bezrobocie, przed którym kto wie, czy się znajdzie ratunek w emigracji. Nie wiadomo bowiem, czy po wojnie rynek pracy nie będzie przepełniony, czy np. spadek produkcji przemysłowej w Niemczech nie rzuci w świat ogromnej masy wyszkolonego robotnika, z którym naszemu emigrantowi trudno będzie wytrzymać konkurencję. Perspektywy rozwoju naszego życia gospodarczego na najbliższą przyszłość nie są zbyt różowe i nasza polityka gospodarcza musi być bardzo ostrożna, by wybrnąć z labiryntu tylu trudności.

* * *

Przyjrzeliśmy się głównym postulatom reformy robotniczej: ośmiogodzinnemu dniowi pracy, podwyższeniu płac i idei upaństwowienia przedsiębiorstw. Obecnie możemy wypowiedzieć ogólny wniosek, że łudzą się ci, którzy przez same państwowe zarządzenia chcą rozwiązać te trudne zagadnienia. Trzeba pamiętać, że to nie są tylko kwestie polityczne, które wszechwładny aparat państwowy może normować, jak mu się żywnie podoba, lecz zawiłe problemy gospodarcze, których nie można pogwałcić. Nie żyjemy na odludnej, szczęśliwej wyspie, na której można swobodnie eksperymentować. Trzeba się liczyć z miejscem, które zajmujemy w światowym gospodarstwie i z tymi wszystkimi warunkami społecznymi, politycznymi i gospodarczymi, które stworzyła obecna chwila. Kto o tym zapomina, ten lepiej niech nie bierze się do przeprowadzania reform społecznych.

Istota zadań, które trzeba przede wszystkim przeprowadzić, nie tkwi w tych postulatach, które wymienia się zwykle w programach partii politycznych. Wszelkie pomysły reformatorskie roz­wieją się jak mgła przed widmem bezrobocia, a skończy się na papierowych zdobyczach klasy robotniczej. Główne zadanie, przed którym stoi państwo, jest to spotęgowanie wytwórczości we wszelkich dziedzinach, jak najszybsze uruchomienie wielkiego przemysłu.

By ten cel osiągnąć, trzeba:

1) uzyskać z zagranicy potrzebne maszyny, surowce i kapitał pieniężny;

2) przeprowadzić najrychlejszą budowę systemu komunikacji lądowych i wodnych, bez czego przemysł nasz nie będzie miał zdolności konkurencyjnej;

3) uruchomić produkcję rolną, by stworzyć obfitość środków żywności;

4) zorganizować racjonalny system skarbowy, a przede wszystkim przeprowadzić reformę waluty, bez czego nie uzyska się potrzebnej dla przemysłu i rolnictwa stałości cen i nie doprowadzi do korzystnego bilansu płatniczego.

To są fundamenty, na których muszą się oprzeć wszelkie reformy społeczne. Jeżeli wspomniane wyżej postulaty wysuwamy na pierwszy plan, to nie dlatego, by odwlec przeprowadzenie reform społecznych, lecz by je przyspieszyć. Walka o polepszenie bytu, prowadzona przez warstwę robotniczą, jest ważnym pierwiastkiem rozwoju społecznego. Nikt nie utrzymuje, że między robotnikiem a przedsiębiorcą mogą zapanować sielankowe stosunki. Ale ta walka wtedy wydaje pozytywne wyniki, gdy przemysł jest w pełni uruchomiony i świetne zyski przynosi kapitalistom. W okresie zastoju ostra walka społeczna zwiększa tylko ten zastój. Nacisk ze strony robotników w kierunku lepszego rozdziału bogactwa na nic się nie zda, gdy nie ma się czym dzielić, gdy produkcja jest w znacznej częci unieruchomiona. Tak jest u nas w obecnej chwili. Rozdrapywanie strzępów, które zostały z naszej wytwórczości, nikomu nie przyniesie pożytku, a zwiększy nędzę robotniczą.

Roman Rybarski

za: “Rok Polski: czasopismo poświęcone zagadnieniom życia narodowego”, nr 1/2 1919

—————
Roman Rybarski (1887 – 1942) był ekonomistą i politykiem Narodowej Demokracji. Od 1906 r. studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie związał się z ruchem narodowym, działał w Związku Młodzieży Polskiej. Był członkiem Ligi Narodowej w 1910 r. W 1917 r. został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1919–1921 pełnił różne funkcje (podsekretarz stanu, wiceminister) w ministerstwach gospodarczych, następnie porzucił działalność polityczną dla pracy naukowej, w latach 1920–1923 na Politechnice Warszawskiej, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie objął Katedrę Skarbowości. W 1923 na zlecenie Władysława Grabskiego przygotowywał projekt statutu Banku Emisyjnego, a w 1924 redagował ostateczny projekt ustawy o Banku Polskim i po jego powołaniu wszedł w skład pierwszej Rady Banku. Był zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku. Po zamachu majowym powrócił do aktywnej polityki. Wszedł do władz Obozu Wielkiej Polski, a od 1928 do 1935 zasiadał w Sejmie (II i III kadencji), gdzie pełnił funkcję prezesa klubu Stronnictwa Narodowego. Po uchwaleniu Konstytucji kwietniowej wraz z całym stronnictwem zbojkotował wybory parlamentarne i dalszą działalność polityczną prowadził poza parlamentem. Po kampanii wrześniowej uczestniczył w tworzeniu struktur Polskiego Państwa Podziemnego jako dyrektor departamentu skarbu. Aresztowany przez Gestapo w maju 1941r., został osadzony na Pawiaku, a potem wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie był jednym z organizatorów ruchu oporu. Zmarł lub został rozstrzelany w obozie.

REKLAMA