REKLAMA

REKLAMA

Roman Dmowski – Wschód i Zachód w Polsce

773

ROLA DZIEJOWA RZYMU

Między losami dziejowymi zachodu a wschodu Europy istnieje jedna przede wszystkim uderzająca różnica. Państwa, które powstawały od początku wieków średnich na zachodzie Europy, przechodziły okresy najazdów, zaburzeń, wojen domowych, głębokich przemian i nagłych przewrotów wewnętrznych; pomimo wszakże tego wszystkiego zachowały ciągłość swego bytu, w znacznej mierze nawet niezmienność swych granic i dziś, przy wszelkich trudnościach wewnętrznych, gospodarczych, społecznych i politycznych, mają charakter ustrojów wybitnie trwałych. Natomiast państwa, zjawiające się później na widowni dziejowej w Europie wschodniej, okazują się ustrojami o wiele mniej trwałymi: tu granice nieustannie się zmieniają, całe wielkie państwa, jak Czechy, Węgry, Polska, znikają z mapy. W ostatnich latach widzieliśmy rozpadnięcie się Austrii i katastrofę takiego kolosa, jak Rosja. Różnica ta ma swoje głębokie przyczyny. Ustroje państwowe Europy zachodniej poza władzą zwierzchnią i siłą zbrojną, na której się ona opierała, posiadały budowę wewnętrzną, rozwinięty i głęboko w życie sięgający system instytucji, praw i przywilejów; w tych instytucjach kształciły się pojęcia i instynkty społeczne ludności, która coraz silniej się z nimi zrastała.

Skutkiem tego żadne burze, przechodzące ponad krajem, nie były zdolne zmienić tych instytucji: społeczeństwo zachowywało swą organizację polityczną wtedy, gdy władza państwowa była zachwiana lub chwilowo znikała. Nawet gdy kraj dostawał się pod władzę obcych najeźdźców, jego instytucje, jego organizacja asymilowała ich: roztapiali się oni w nim, nie zdoławszy zniszczyć podstaw jego ustroju.
Natomiast państwa, powstające na wschodzie Europy, miały budowę wewnętrzną o wiele mniej rozwiniętą, instytucje, które wprowadzały u siebie, wzorując się na Europie zachodniej, trafiały na grunt pierwotny, nie przygotowany, pojęcia i instynkty ludności daleko od nich odbiegały, skutkiem czego instytucje te były słabe i często wyrodniały. To też pierwsza lepsza burza dziejowa zmiatała łatwo nie tylko władzę zwierzchnią państwa, ale w znacznej mierze i jego budowę wewnętrzną. Z obalonego państwa pozostawało za mało, ażeby mogło ono rychło i samorzutnie podnieść się na nowo.
Prawa i instytucje, na których się budowa wewnętrzna państw europejskich opierała, miały swe źródło w starożytnym Rzymie.

REKLAMA

Olbrzymia rola dziejowa Rzymu tkwi przede wszystkim w tym, że stworzył on prawo, prawo nie dla państwa tylko, ale i dla jednostki, czym położył podstawy pod wychowanie niezależnej jednostki ludzkiej. W systemie praw i przywilejów, służących jednostkom i grupom społecznym, organizowało się społeczeństwo, kształtował się samodzielny naród, organiczna całość, opierająca się siłom, niszczącym państwo.
Imperium rzymskie, rozpostarłszy się na znaczną część Europy, zorganizowało ją na podstawie swego prawa, w tym prawie wychowywało podległe sobie ludy i położyło w swych prowincjach podwaliny, które przetrwały upadek Rzymu i na których w następstwie wznosiły swój ustrój nowe państwa. Barbarzyńcy, którzy te państwa tworzyli, dlatego stworzyli dzieła trwałe, że zastali w opanowanych krajach spadek po Rzymie, jego instytucje, czyli gotowe, trwałe podstawy budowy wewnętrznej państwa. Rzym wszakże niecałkiem upadł. W dobie upadku imperium zorganizował się w Rzymie

Kościół zachodni, Kościół Rzymski, przepojony duchem Rzymu, jego cywilizacji, opierający swą organizację na ścisłym prawie kościelnym i na surowej dyscyplinie prawnej. Poszedł on na podboje duchowe, rozpostarł swą organizację na całą zachodnią i środkową Europę, szerząc nie tylko swą wiarę, ale cywilizację rzymską i rzymskie zasady prawne daleko poza granice, do których sięgało niegdyś imperium rzymskie. Dzięki Kościołowi i jedynie dzięki niemu Rzym, po upadku imperium, prowadził dalej swój podbój cywilizacyjny. Rozpostarła się szeroko w wiekach średnich sfera cywilizacji rzymskiej, zachodnio-europejskiej, sięgająca tak daleko, jak daleko sięgały granice organizacji Kościoła Rzymskiego. Już w wiekach średnich rzucono się w Europie do studiów nad prawem rzymskim, w świadomym dążeniu do rozwijania ustroju prawnego państw na jego zasadach.

REKLAMA

Wzniesione na podwalinach rzymskich w połączeniu z pierwiastkami prawa rodzimego ludów instytucje prawne oraz rozwijające się i utrwalające w ich ramach instynkty ludności, jej poczucie prawa i przywiązanie do swego prawa, rozwijały i wzmacniały indywidualność ludzką, a jednocześnie organizowały naród, przez co wprowadzały do europejskich ustrojów państwowych nieznany gdzie indziej pierwiastek trwałości. Gdy w świecie wschodnim burze dziejowe zmiatały bezpowrotnie potężne państwa, po których prawie nie pozostawało śladów, w Europie rzymskiej istniało coś, czego żadna burza znieść nie była zdolna, istniała oparta na zrosłych z instynktami ludności instytucjach prawnych budowa wewnętrzna państwa, istniała wreszcie opierająca się wszelkim przewrotom organizacja Kościoła.

Cywilizacja wszakże rzymska nie panowała wszędzie z jednakową siłą. Najgłębsze zapuściła korzenie w krajach, które były prowincjami dawnego imperium rzymskiego, w innych była tym silniejsza, im dawniej utrwaliła się w nich organizacja rzymskiego Kościoła, im wreszcie dzieje ich mniej obfitowały w katastrofy, przerywające ciągłość pracy i postępu cywilizacyjnego.

Stąd ta uderzająca różnica losów dziejowych między państwami zachodniej a wschodniej Europy, stąd ta trwałość ustrojów politycznych na zachodzie i ich chwiejność na wschodzie.

REKLAMA

W POLSCE NIEPODLEGŁEJ

Państwo Mieszka i Chrobrego było państwem potężnym, ale nie było to państwo zbudowane na podstawach europejskich, rzymskich. Rzym zaczyna zaledwie przenikać do niego przez organizację i pracę Kościoła. Potęga Piastów wyrosła tak, jak wyrastały potęgi wschodnie — dzięki geniuszowi władców i warunkom sprzyjającym zorganizowaniu przez nich siły bojowej. To też w chwilach, gdy nie stało wielkich wodzów państwa, gdy warunki zewnętrzne były mniej pomyślne, potęga ta upadała. Dźwigali ją później dwaj niepospolici książęta tego wielkiego rodu, dwaj następni Bolesławowie, wreszcie rozsypała się na drobne księstewka.

W okresie wszakże podziałów już nie tylko wspólność etniczna i nie tylko dom Piastów stanowiły o jedności Polski: już organizacja Kościoła w Polsce była tak rozwinięta, że stał się on głównym węzłem jej jedności i głównym wyrazicielem dążeń do państwowego zjednoczenia. Rzym już dał krajowi silną podstawę organizacyjną.

W okresie podziałów przerabianie się Polski na kraj zachodni, na kraj cywilizacji rzymskiej nie ustawało: szła szybkim krokiem praca Kościoła, udoskonalała się kształtowana na wzorach europejskich administracja książąt, drużyny książęce upodabniały się stopniowo rycerstwu zachodniemu, ambicje panów wzorowały się na Europie feudalnej, zdobywali sobie przywileje, a z nimi coraz większy stopień niezależności, powstawały miasta na prawie magdeburskim.

REKLAMA

Zjednoczone przez Łokietka i Kazimierza Wielkiego państwo ma już w swym ustroju wcale silne pierwiastki zachodnie. Posiada ono już nie zwyczajowe jedynie, ale skodyfikowane prawo. Już obok władzy państwowej istnieje organizacja społeczeństwa, w znacznej mierze na instytucjach prawnych oparta, zdolna wziąć w ręce losy państwa, co się uwydatnia po śmierci ostatniego Piasta w układach z Ludwikiem węgierskim i w polityce panów małopolskich, prowadzącej do unii z Litwą. To już Polska bardzo odległa od pierwotnego państwa Belkowego, znacznie bliższa Zachodowi, bez porównania silniejsza w swej wewnętrznej budowie, choć ta kryła w sobie zarodki przyszłych niedomagań ustrojowych. To wszakże trzeba wiedzieć, że gdyby społeczeństwo po śmierci Kazimierza Wielkiego było społeczeństwem z czasu pierwszych historycznych Piastów, Polska taka nie znalazłaby w sobie dość siły do utrwalenia swego bytu państwowego, a tym mniej do wydania polityki, która uczyniła ją jednem z potężniejszych państw w Europie.

Niemniej szybko posuwa się europeizacja, można powiedzieć — romanizacja Polski za Jagiellonów: miasta, te warsztaty cywilizacji, zorganizowane na podstawach zachodnich, jakkolwiek zaczynające już słabnąć gospodarczo, żyją pełnym życiem europejskim, wytwarzają typ człowieka wydyscyplinowanego prawnie i umysłowo po europejsku; szlachta, kształcąca się na uniwersytetach włoskich, zespala się coraz bardziej umysłowo z życiem Zachodu i, jakkolwiek jest to jeszcze umysłowość młodzieńcza, żyjąca przeważnie naśladownictwem, jakkolwiek nie brak jeszcze przejawów barbarzyńskiej naiwności i powierzchowności, to już widoczne jest, że idzie szybki postęp w kierunku europejskim, szybkie dojrzewanie w Polsce typu człowieka zachodniego. W ramach organizacji Kościoła i wzorowanych na zachodnich instytucji państwowych społeczeństwo kształtuje swe pojęcia, swe instynkty w duchu cywilizacji rzymskiej. Wiele pozostaje jeszcze, przedewszystkim u dołu, pierwotnego rodzimego barbarzyństwa, to barbarzyństwo jest wzmacniane przez intensywną kolonizację kraju jeńcami wojennymi, ale duch rzymskiego Zachodu robi szybkie podboje.

To przerabianie się narodu na zachodnio-europejski odbywa się szybko, pomimo, że Polska w okresie jagiellońskim znajduje się w unii z Litwą, nie należącą ani z ducha swego do Europy, nietkniętą wpływami rzymskimi, w swej połowie litewskiej będącą krajem pierwotnym, barbarzyńskim, w rodzaju tego, czym była Polska za pierwszych historycznych Piastów, w ruskiej zaś — posiadającym zaczątki cywilizacji bizantyjskiej.

Za ostatniego Jagiellona ten rozległy kraj wschodni łączy się z Polską w jedno państwo. Potęga Polski się zdwaja, ale jej charakter zachodni staje się nagle o połowę słabszym. Polska wprawdzie niesie skutecznie swą cywilizację zachodnią na te wschodnie obszary, ale i Wschód, stanowiący wewnątrz państwa ogromną siłę, oddziaływa ze swej strony, zwłaszcza w sferach górnych, w tym, co Rzecząpospolitą rządzi, co ma ogromny wpływ na umysłowość — upadek tej umysłowości po Unii Lubelskiej jest uderzający — i na instytucje polityczne Rzeczypospolitej.

Pod dachem państwowym coraz słabszym, coraz gorzej ochraniającym byt państwa, instytucje prawne, praca Kościoła, czynniki gospodarcze robią swoje, społeczeństwo, niezależnie od rozkładu państwa, odbywa ewolucję w kierunku zachodnim: jego instynkty społeczne stają się coraz bardziej europejskimi, najsilniej na zachodzie państwa, coraz słabiej ku wschodowi — aż do Dzikich Pól, gdzie nieustanna wojna hamuje wszelki postęp cywilizacyjny.

Ciężki, niedoceniony w swych rozmiarach cios cywilizacji polskiej zadaje okres wojen szwedzkich, z którego wychodzi ona bodaj o dwa stulecia cofnięta w swym rozwoju. Żadne może inne zdarzenie w naszych dziejach nie było dla nas taką klęską. Cios ten wzmacnia zalanie po wojnach szwedzkich Polski przez Żydów, żywioł wybitnie wschodni, najtrudniej poddający się wpływom cywilizacji rzymskiej i najbardziej rozkładowo działający na jej instytucje. Od tego czasu właściwie państwo już żyje w przedśmiertnej agonji, a społeczeństwo w takim odosobnieniu od Europy, w jakim się znajdowało na początku swych znanych dziejów.

W okresie rozbiorów związki z Zachodem znów nawiązują się silniej, niestety, w znacznej mierze na niezdrowym gruncie tajnych stowarzyszeń, z wynikiem, mającym niemałe znaczenie cywilizacyjne, ale politycznie fatalnym, przyśpieszającym ostateczne zniszczenie państwa.

PO ROZBIORACH

Po rozbiorach i po okresie wojen napoleońskich dwie dzielnice Polski stają się częściami składowymi państw zachodnich. Ustrój prawny i polityczny tych państw był obcy duchowi polskiemu, miał swoje niezdrowe strony, zwłaszcza w Austrii, będącej przeżytkiem dawnych czasów, niezdolnym do normalnego życia w nowych; niemniej przeto był to ustrój, zbudowany na podstawach europejskich. W ramach tego ustroju ludność polska podlegała prześladowaniu narodowemu i wystawiona była na poważne niebezpieczeństwa, ale jednocześnie, zwłaszcza w ustroju pruskim, pogłębiała w sobie i rozwijała pojęcia prawne i instynkty praworządne, odbywała postęp w duchu zachodnim.

Ten sam postęp, tylko w duchu bardziej rodzimym, polskim, a równocześnie bardziej łacińskim, odbywał się w tym okresie w Królestwie, zorganizowanym po Kongresie Wiedeńskim w nowoczesne państewko polskie, którego fundamenty prawno-polityczne położone zostały przez Napoleona w Księstwie Warszawskiem. Związek z Rosją wprowadzał w życie kraju pierwiastek niepewności, chwiejności prawa, jego wszakże działanie rozkładowe nie sięgało zbyt głęboko w życie ludności.

Nawet ziemie, położone na wschód od Królestwa, jakkolwiek wcielone do państwa rosyjskiego, zachowały zrazu swe odrębne instytucje, skutkiem czego i tam przez pewien czas jeszcze posuwał się naprzód proces europeizacji. Okres uniwersytetu wileńskiego i liceum krzemienieckiego — to okres intensywnego postępu cywilizacji zachodniej na Litwie i ziemiach ruskich.
Karta się naprawdę odwraca dopiero po r. 1831. Od tego czasu ziemie te, wtłoczone w instytucje rosyjskie, wschodnie, stają się widownią walki państwa rosyjskiego przeciw wszystkiemu, co na nich zaszczepiła Polska, a więc przeciw wszelkim pierwiastkom cywilizacji zachodniej. Jednocześnie Królestwo traci swój ustrój polityczny, a z nim prąwno-polityczną podstawę swego bytu; na jej miejsce wkracza samowola władz państwowych. Zachowuje ono wszakże szereg instytucji polskich: pod zwierzchnią władzą rosyjską Polacy administrują krajem, sądzą w sądach, wychowują młodzież w szkołach — kraj nie zatraca swej fizjonomii zachodniej.

Lata 1863 — 4 przynoszą na Litwie okres murawjewowski z zaszczepionymi przezeń dzikimi już wprost metodami tępienia polskości, katolicyzmu i cywilizacji zachodniej, jak mówili panslawiści rosyjscy — latynizmu, w Królestwie zaś Kongresowym zruszczenie szkół, sądów i administracji. Od tego już czasu na całym obszarze ziem zaboru rosyjskiego Zachód zaczyna się cofać przed Wschodem: Wschód stopniowo rozkłada instytucje w kraju, pojęcia i instynkty w duszach ludzkich. Z początku działa tylko przymus państwowy, za nim idzie dobrowolne uleganie wpływowi kultury wschodniej, rosyjskiej. Największe, ma się rozumieć, spustoszenie odbywa się na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Litwa w ostatniej ćwierci zeszłego stulecia, a Litwa z czasów uniwersytetu wileńskiego — to dwa różne, dalekie kraje. Największy bodaj przewrót zaszedł w warstwie oświeconej. Młodzież polska z Litwy odbywała studja wyższe prawie wyłącznie w Rosji, kształciła się na literaturze rosyjskiej, przejmowała się ideologją ruchów rosyjskich, żywsze pośród niej temperamenty wstępowały w szeregi rewolucji rosyjskiej. Pod tymi wpływami zanikało w jej duszach to, co cywilizacja zachodnia od wieków w nich szczepiła — poczucie prawa i respekt dla prawa, a wyrastało uznanie dla gwałtu i wyidealizowanie gwałtu.

W mej pracy organizacyjno-politycznej wiele miałem do czynienia z rodakami naszymi z Litwy: spotykałem wielu ludzi zacnych, kochanych, wiele przywiązania do Polski, a zwłaszcza nienawiści do Moskali, wiele chęci do pracy kulturalnej polskiej i niemałe umiejętności jej organizowania. Gdyśmy wszakże przechodzili na grunt polityczny, niepodobna było nawzajem się zrozumieć. Uderzała przede wszystkim jakaś dziecięca naiwność, całkowita niezdolność zrozumienia dzisiejszych czasów, współczesnej Europy; następnie spotykało się prawie wyłącznie tylko dwa typy ludzi: jedni, bojący się własnego cienia, uciekający od wszystkiego, co ztrącało o politykę lub uznający tylko politykę zabiegów o łaskę rządu, inni — lekceważący w polityce wszystko, prócz rewolweru i dynamitu. Często się słyszało takie oświadczenia:
-„Gdy trzeba będzie strzelać do Moskali, to mnie zawołajcie — tymczasem nic ze mnie nie będziecie mieli…”

Typ człowieka zachodniego w swych pojęciach politycznych stał się na Litwie rzadkim wyjątkiem.
I w Królestwie w ostatnich dwóch dziesięcioleciach zeszłego wieku wpływ Wschodu zaczyna się dawać czuć coraz silniej. Zaczyna on przenikać przez młodzież, odbywającą wyższe studia w Rosji, którą pociąga ruch rewolucyjny rosyjski. Ruch socjalistyczny w swoich początkach czerpie natchnienia głównie z Rosji. Następnie szkoła rosyjska w kraju zaczyna robić swoje.

Należę do pokolenia, które musiało ciężką już walkę toczyć w szkole o swoją duszę polską, o swój zachodni sposób myślenia. Żywe poczucie tragizmu tej walki pozostało mi na długie lata. Pamiętam, jakem się w swoim czasie ucieszył, gdy Żeromski w początkach swej twórczości powiedział mi, że zabiera się do pisania książki, w której chce odtworzyć walkę młodzieży polskiej o swą duszę przeciw szkole rosyjskiej. I pamiętam, jaki mnie bolesny zawód spotkał, gdy się ukazały Syzyfowe prace: w autorze ich już widoczny był wpływ Wschodu, który nadłamał jego polską duszę.

Część moich kolegów na uniwersytecie warszawskim już miała pogardę dla umysłowości polskiej, czytała tylko literaturę rosyjską, śpiewała na zebraniach studenckich pieśni rosyjskie, drwiła sobie z dążeń polskich, wyśmiewała marzenie o niepodległości. Ideałem człowieka dla niej był rewolucjonista rosyjski.
Gdy się zaczęło odrodzenie ruchu narodowego wśród młodzieży, a z nim silna reakcja przeciw wpływom rosyjskim, i socjalizm u nas zaczął się odcinać od rewolucji rosyjskiej: zaczął on nawiązywać węzły z socjalizmem niemieckim, a jeden jego odłam zabarwił swój odłam po polsku, łącząc rewolucję społeczną z odzyskaniem niepodległości. Ale właśnie w tym odłamie bodaj więcej nawet, niż w innych, pod wpływem młodzieży z kresów wschodnich Polski uwydatnił się typ Polaka, który zatracił w znacznej mierze zachodnie pojęcia i instynkty polityczne, typ człowieka wschodniego. I plany były nie mające nic wspólnego z rzeczywistością europejską, i metody działania rosyjskie. Wytworzyło się w kraju jakieś wielkie nieporozumienie: napady na pociągi, rozbijanie kas, mordowanie ludzi przy tych operacjach dla jednych było bohaterstwem rewolucyjnym, w oczach zaś innych były to akty bandytyzmu. To nieporozumienie nie było niczym innym, jak ścieraniem się na gruncie polskim, w samym łonie społeczeństwa polskiego Wschodu z Zachodem.

Grunt polski, na którym przez wieki Zachód czynił ciągłe zdobycze, posuwał się nieustannie ku wschodowi, pod wpływem panowania rosyjskiego stał się widownią zdobyczy Wschodu: powracająca fala wschodnia zaczęła się posuwać ku zachodowi. Społeczeństwo polskie we wschodniej części kraju weszło w dwudzieste stulecie, jako o wiele mniej zachodnie, niż było w poprzednich pokoleniach. Polska stała się o wiele mniej jednolita w swej psychice, w swych pojęciach moralnych i prawnych, w swej umysłowości politycznej.
Widoczne było, że tylko praca pokoleń w sprzyjających warunkach może przywrócić krajowi jedność cywilizacyjną, może uczynić Polskę krajem całkowicie zachodnim, a tym samym zapewnić jej mocne podstawy samoistnego bytu.

PO PRZEWROCIE MAJOWYM

W silnym dążeniu narodu podczas wojny światowej do odzyskania wszystkich ziem zachodnich Polski były nietylko aspiracje narodowe, nietylko plany państwowe, o których wiele u nas mówiono, które zresztą ja sam jasno, zdaje się, wyłożyłem w swej Polityce polskiej. Było także poczucie potrzeby zrobienia Polski krajem jak najbardziej zachodnim z silną przewagą ludności, mającej pojęcia i instynkty zachodnie, przede-wszystkim poczucie prawa i przywiązanie do praworządności — w zrozumieniu, że tylko na takich pojęciach i na takich instynktach ludności można zbudować silne, trwałe państwo, że wszystkie państwa na granicach między światem zachodnim a wschodnim, których ludność tej dyscypliny zachodniej nie posiada, okazały się i okazują bardzo chwiejnymi w swych podstawach.

Wynik naszych usiłowań był względnie pomyślny: Polska, w swych dzisiejszych granicach jest krajem z ogromną przewagą ludności typu zachodniego i ma wszelkie widoki stania się państwem zachodnim w całym swym ustroju, w całym życiu opartym na ścisłych i surowo przestrzeganych podstawach prawnych. Do tego wszakże może ona dojść tylko dużym, świadomym wysiłkiem żywiołów, które przedstawiają w niej cywilizację zachodnią.

Nie trzeba zapominać, że nawet na ziemiach naszych, leżących blisko zachodniej granicy państwa mamy, zwłaszcza u dołu, wiele pierwotnego, rodzimego barbarzyństwa, pochodzącego stąd, że jako młodsi cywilizacyjnie od narodów zachodnich, mniej zostaliśmy przez cywilizację rzymską przerobieni, mniej wydyscyplinowani. Nie przedstawiałoby to poważnego niebezpieczeństwa, gdyby w kraju szła jednolita i wytężona praca cywilizacyjna, przy zorganizowaniu państwa na silnych podstawach prawnych.
Istnienie wszakże w Polsce licznych w warstwie oświeconej żywiołów, mniej lub więcej silnie dotkniętych wpływami Wschodu, ze zdezorganizowanymi pojęciami prawnymi, a nawet etycznymi, przytym, wobec rozszerzenia się niereligijności, nie ulegających wpływowi tak potężnego wychowawcy w duchu zachodnim, jakim jest Kościół Rzymski — wydobywa to rodzime barbarzyństwo na powierzchnię i przeciwstawia je cywilizacji.

Tym odwoływaniem się do instynktów pierwotnych z jednej strony, z drugiej zaś — samym swym charakterem, który gwałt przeciwstawia prawu, Wschód pozyskuje dużą siłę przeciw znacznie przeważającemu w życiu polskim Zachodowi.

Nasze życie polityczne od chwili odbudowania państwa jest ciągłym zmaganiem się wrodzonych już, utrwalonych przez wieki zachodnich, europejskich skłonności i dążeń narodu z duchem wschodnim, duchem bezprawia i gwałtu, oraz z wydobywanem przezeń na widownię polityczną rodzimym barbarzyństwem.

Od początku istnienia odbudowanego państwa na najwyższych stanowiskach państwowych miewaliśmy ludzi, posiadających nawet czasami duże zalety i niemałe zasługi, ale z tak osłabionymi pojęciami europejskimi, z tak zachwianym poczuciem prawa, że wywoływali zdumienie nie tylko na Zachodzie, ale nawet u przeciętnych obywateli polskich. Ściśle z tym wiąże się fakt, że rząd polski zdążył już zdobyć sobie na Zachodzie reputację najmniej skłonnego do dotrzymywania zobowiązań i przyrzeczeń.
Dziś państwo polskie weszło w okres najsilniejszego wezbrania fali wschodniej. Podstawy prawne jego istnienia zostały silnie wstrząśnięte w zamachu majowym. I w państwach zachodnich bywają przewroty, ale po nich następuje jakiś wyraźny, ustalony porządek prawny. Tu przeciwnie, mamy poczucie, że wiele się zachwiało, a nic nie zostało wyraźnie, jasno postawione.

W kołach, które dokonały przewrotu i będących jego rzecznikami, czuje się wahanie między dwiema dążnościami, a raczej skłonnościami: jedna ku skrajnemu radykalizmowi społecznemu, nawet komunizmowi, druga ku monarchizmowi, pojmowanemu raczej, jako władza absolutna. Obie te skłonności uwydatniają się często w jednym organie prasy, nawet w tych samych ludziach. To już wyraźny Wschód, to całkowita Rosja: albo caryzm, albo bolszewizm… Pomiędzy jednym a drugim bądź pustka, bądź łatwo topniejąca słabizna. Gdyby tak miało być istotnie w Polsce, toby należało oczekiwać nieuchronnej katastrofy państwa. Bo w dzisiejszej Europie nie ma trwałego miejsca, a właściwie nigdy go nie było, ani na ustrój bolszewicki, ani na monarchię we wschodnim stylu. W Europie, jak już powiedzieliśmy, warunkiem trwałości państwa jest oparcie go na mocnych podstawach prawnych. To już jest dobroczynna w pojęciach jednych ludzi, przeklęta w pojęciach innych spuścizna Rzymu, że na gruncie, do którego wpływ jego dotarł, gdy prawo nie panuje, nic trwale panować nie jest zdolne.

Toteż siłę wewnętrzną państwa polskiego, jego zwartość i trwałość może zbudować tylko nawrót do zachodnich podstaw bytu. Tego nawrotu wszakże może dokonać tylko sam naród, wzięty w głębszym tego słowa znaczeniu, to wszystko, co reprezentuje w Polsce silną świadomość narodową, przywiązanie do tradycji cywilizacyjnych kraju, poczucie prawa i przywiązanie do praworządności, dyscyplinę religijną i moralną. Tylko ta siła może wydać twórczość dziejową Polski i zapewnić jej trwałe podstawy bytu.
Wszystko, co się jej przeciwstawia, prowadzić może jedynie do zniszczenia pomyślnie odzyskanego państwa.

Roman Dmowski