REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Prof. Bartyzel: O błędach liberalizmu (zbiór myśli kilku)

242
Nawet gdyby liberalizm i libertarianizm nie zawierały żadnych innych herezji, to już sam jeden tylko i podstawowy “dogmat” ich antropologii: tzw. samoposiadania, wystarczyłby do ich potępienia. Człowiek nie jest w ścisłym znaczeniu tego słowa “właścicielem” samego siebie ani żadnej rzeczy, która jest mu dana (lepiej byłoby powiedzieć “przydana”) w posiadanie, tylko ich włodarzem, dzierżawcą, który będzie musiał przed Boskim Sędzią zdać sprawę z włodarstwa swego, a jeśli mniema inaczej, to wkracza na drogę pychy, która jest matką wszystkich grzechów. Jak pięknie i celnie mówi św. Tomasz, człowiek “sam nie ma niczego rzeczywiście własnego prócz grzechu”.

***
Powoływanie się przez (niektórych) liberałów na rzekome “prawo wyboru” dane człowiekowi przez Boga i nazywanie tego “liberalnym” jest albo zupełną ignorancją, albo świadomym fałszem. Człowiek został przez Boga obdarowany wolną wolą po to, aby mógł on w sposób świadomy, kierować się ku dobru, którym jest zupełne przylgnięcie do Boga i uczestniczenie w Jego chwale. Nadto, w porządku doczesnym człowiek jako istota wolna może być panem stworzenia w świecie cielesnym, dzięki czemu wszystkie pozostałe byty w tym świecie są uczynione dla służenia mu. Nie sama jednak wola stanowi o wolnej woli w człowieku, lecz wola wraz z rozumem i przezeń kierowana. Błędne jednak jest mniemanie, jakoby istotą wolnej woli była możność wybierania pomiędzy dobrem a złem (nazywana pospolicie „wolnością wyboru”). Gdyby tak było istotnie, pociągałoby to za sobą dwa niedorzeczne następstwa: pierwsze, co do człowieka, że im doskonalszy by się stawał, tym mniej byłby wolny (gdyż doskonaląc się, nie mógłby już podlegać pociągowi do zła), toteż zachodziłaby sprzeczność pomiędzy doskonałością a wolnością; drugie, co do Boga, że to On nie byłby wolny, ponieważ w Bogu nie może być dwóch sprzecznych dążeń – ku dobru i ku złu. Pozytywnie, wolność nie polega zatem na możności wybierania pomiędzy dobrem a złem, lecz jest po prostu własnością woli rozumnej. Należy jednak rozróżnić pomiędzy wolnością doskonałą a cząstkową. Pierwszą, tożsamą z doskonałością rozumu i woli, znaleźć można tylko w Bogu, toteż doskonale wolny jest tylko Bóg. Człowiek natomiast – niedoskonały, jak każdy byt stworzony – jest tylko względnie wolny. Co więcej, stopień wolności możliwy do osiągnięcia przez człowieka, jest wprost proporcjonalny do stopnia posłuszeństwa okazywanego Stwórcy: gdy człowiek miłuje Boga i okazuje należny respekt Bożemu prawu, wzrasta w wolności, gdy natomiast oddala się od Boga i gardzi prawem Bożym, wpada pod władzę szatana, stając się jego niewolnikiem.

Reklama / Advertisement

Możność pójścia za złem – czyli „wolność wyboru” – jest rzeczywista, ale mylne jest postrzeganie w niej istoty wolności; to jedynie przypadłość, wynikająca z niedoskonałości woli ludzkiej, a zatem słaba i niebezpieczna dla człowieka, stwarzająca zagrożenie popadnięcia w niewolę u Złego. Komu więc zależy na osiągnięciu prawdziwej wolności – wolności od grzechu – winien tedy raczej starać się przywieść tę możność do spoczynku, a nawet utracić ją, o ile to możliwe, zupełnie, co jest osiągalne tylko przy pomocy łaski. Bez łaski, także uczynkowej, nie można nic, co najwyżej się zgubić. Uwalniająca z grzechu łaska nie przeczy jednak wolności, ponieważ jej działanie wymaga współdziałania człowieka. Jak uczy teologia fundamentalna, człowiekowi udzielana jest łaska dostateczna do poruszania woli lekkim pociąganiem; gdy człowiek za nią idzie, jego wola zlewa się z wolą Bożą, i w ten sposób łaska dostateczna staje się skuteczna. Perwersja liberalizmu polega zatem na wyabstrahowaniu owej “wolności wyboru” z opisanego wyżej kontekstu i uczynienia z niej jakiegoś dobra autotelicznego i zarazem samousprawiedliwiającego każdy wybór z tej tylko racji, że był on swobodny.

***

Przede wszystkim nie ma czegoś takiego, jak “etyka liberalna”, bo przekonania moralne niemal każdego liberała ugruntowane są na innej posadzie antropologicznej. Dla jednych (od Locke’a po Rothbarda) będą to swoiście pojęte – zsubiektywizowane i upodmiotowione – “prawa naturalne”, rzekomo przyrodzone i niezbywalne; dla utylitarystów (Bentham, obaj Millowie, większość leseferystów) będzie to kałkuł przyjemności/zysku versus przykrości/straty, “unaukowiony” w wersji prakseologicznej przez Misesa; dla formalizmu etycznego typu kantowskiego będzie to imperatyw kategoryczny; dla neoidealistów (Croce) będzie to metapolityczna zasada Wolności Ducha wędrującego przez dzieje i spełniająca się w “stato etico”; dla randystów będzie to prymarna “cnota egoizmu” etc. etc. Ilu zatem liberałów, tyle etyk i jeżeli cokolwiek jest ich wspólnym mianownikiem, to chyba tylko antropologiczny naturalizm, negacja grzechu pierworodnego, ignorowanie cnót nadnaturalnych (teologalnych) oraz przekonanie o samowystarczalności człowieka w tworzeniu porządku doczesnego i niezależności rozumu indywidualnego od Objawienia. Czemu zaś liberalizm powstał akurat w Europie? To proste: dlatego, że “Europa” to efekt wszystkich nowożytnych zerwań z supranaturalnym ładem Christianitas, począwszy od protestantyzmu, który jest liberalizmem w teologii.

Prof.Jacek Bartyzel

Reklama / Advertisement

za: myslkonserwatywna.pl

Dziennik Narodowy poleca