Polski Żyd: Ustawy należało twardo bronić. Nagonka na nią była kłamliwa!

Janusz Symcha Sujecki – politolog pochodzenia żydowskiego, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego  – zdecydował się na początku lutego zwrócić otrzymany w 1998 r. z rąk ówczesnego ambasadora Izraela w Polsce Yigala Antebiego dyplom uznania za „zasługi dla ochrony zabytków kultury żydowskiej w Polsce”. Dyplom wraz z listem otwartym został przesłany obecnej ambasador Annie Azari.

– W związku z bezprecedensowym, haniebnym atakiem ze strony Państwa Izrael, skierowanym przeciwko Polsce, zwracam na Pani ręce dyplom uznania za zasługi dla ochrony zabytków kultury żydowskiej w Polsce, jaki otrzymałem w lipcu 1998 r. od ambasadora Izraela w Polsce z okazji jubileuszu 50. rocznicy utworzenia Państwa Izrael. Miałem nadzieję, że miniony tydzień przyniesie opamiętanie i przerwanie antypolskiej nagonki, ale nic podobnego się nie stało. Wręcz przeciwnie: w sytuacji, gdy w Izraelu trwa polakożercza histeria i Polakom przypisuje się współodpowiedzialność za Holokaust, izraelska dziennikarka Lahav Harkov 14 razy wpisuje na Twitterze frazę „polish death camps” a w sieci na masową skalę rozsyłana jest grafika szkalująca Polskę, ambasada Izraela wydaje oświadczenie, w którym odnotowuje „falę ataków o podłożu antysemickim”, jaka rzekomo zaistniała w polskich mediach. W ostatnich dniach rzeczywiście można było zaobserwować falę ataków – były to antypolskie ataki wychodzące ze strony Państwa Izrael, połączone z próbami szantażu Rzeczpospolitej Polskiej przez USA – pisał w uzasadnieniu Sujecki.

REKLAMA/Advertisement

Tym razem w wypowiedzi dla portalu DoRzeczy.pl mocno skrytykował uleganie przez rząd Żydom ws. ustawy o IPN.

– Ta ustawa w formie, w której pojawiła się styczniu była bardzo precyzyjna. Określała dokładnie co ma być karane. Chodziło jedynie o obrażanie całego narodu, bądź państwa polskiego o masowy udział w mordowaniu Żydów. Nie o wskazywanie pojedynczych przypadków zbrodni. Dlatego cala nagonka na ustawę, kłamstwa, że nastąpi zablokowanie badań była kłamliwa. Wszyscy, którzy atakowali ustawę mieli świadomość, że to atak na państwo polskie i społeczeństwo. Ustawy należało twardo bronić. Tymczasem nastąpiło wycofanie się z części zapisów. To tak, jakby kogoś pomówiono o pospolite przestępstwo, a pomówiony najpierw złożył pozew, ale jeszcze przed procesem, pozew wycofał i chciał sam iść na ugodę. Taki człowiek nie przekona nikogo, że nie jest złodziejem, bo wszyscy będą mówić: no tak, ale się wycofał, to znaczy, że przyznał się. Z ustawą o IPN jest bardzo podobnie – stwierdził Sujecki.

REKLAMA/Advertisement

za: dorzeczy.pl