Mec. Janas: To już jutro

Dawno nie czuć było takiego podekscytowania jak po wystąpieniu Pana Farage’a – błyskotliwie teatralnej mowie z wymachiwaniem flagami Wielkiej Brytanii w Parlamencie Europejskim. Z jednej strony nic nadzwyczajnego, bo mowa była w iście anglosaskim stylu, pełna rzymskiej twardości dodatkowo z żartem dla rozluźnienia atmosfery. Ot właściwa kłótniom w Izbie Gmin. Nie zawierała też, no może poza drobną, szyderczą satysfakcją, niczego nowego w porównaniu do wystąpień z jakich znany był ów brytyjski polityk. Ale skądinąd, w swojej oczywistości, była kwintesencją tego co stanowi o historycznej wadze, tego co nastąpi, już jutro, z dniem 31 stycznia roku 2020.

Bez wątpienia jest to punkt przełomowy w historii zachodniej cywilizacji, pomimo że nie możemy jeszcze widzieć konsekwencji tego wydarzenia, w szczególności jak odbije się na dalszych losach uczestników secesji. Jednakże jest to wydarzenie, które na gruncie walki idei może odmienić oblicze współczesnej Europy.

REKLAMA/Advertisement

To trochę tak jak muzyką Debussy’ego. W czasie rozdętego do granic wytrzymałości stylu romantycznego, który – jakby się zdawało – nie dopuści już do głosu żadnej, innej muzyki, pojawia się facet, który głosi konieczność powrotu do źródeł i szukania tam inspiracji. Mówi, że muzyka francuska musi wrócić do korzeni, iść śladami Rameau. Oczywiście przez współczesnych jest najpierw wyśmiewany, a potem zwalczany. Jednak w tej walce idei odnosi skądinąd spektakularny sukces, który zmienia oblicze muzyki fin de siècle.

Jak pisał Kisiel “trudno pojąć, czemu żołnierz idzie do ataku – ale idzie”. Tak samo trudno pojąć dlaczego ostatecznie Brexit doszedł do skutku – ale doszedł. Z całym bagażem przeciwności począwszy od wielkiego miksu społecznego spowodowanego imigracją, a skończywszy na kontruderzeniu ideologicznemu Unijnej politpoprawności, określającego Brytyjczyków jako zdrajców jedynie słusznej idei postępu paneuropejskiego, Wielka Brytania nie wiedzieć czemu dokonała rzeczy, w którą jeszcze do dziś wielu polityków nie potrafi uwierzyć. Bez wątpienia w jakimś stopniu rozmontowała wizję nieuchronnego zjednoczenia Europy.

REKLAMA/Advertisement

Może ten historyczny ewenement spowodowała, albo przynajmniej przyczyniła się, rzecz skądinąd dla “Kontynentu” niezrozumiała. System prawa, który tworzony przez wieki i stosowany przez pokolenia oddolnie, nie mógł w świadomości Brytyjczyków poddać się kontynentalnej metodzie stanowienia prawa ex cathedra przez ustawodawcę. W takim systemie prawa wszelka implementacja prawa wspólnotowego, szczególnie ta uderzająca w wywalczone wolności, wydaje się widoczna niczym plama na śnieżnobiałej koszuli.

Idąc dalej można powiedzieć, że na przekór nawet rodzimym politykom, którzy Brytyjczykom obrzydzali samą myśl o Brexicie, odezwała się w pełni ukształtowana myśl Winstona Churchilla, ta konserwatywna, budująca wolność w oparciu o rodzimą, narodową tradycję, gdzie wypracowane przez wieki rozwiązania zawsze pozostają w konflikcie z narzuconą ideologią, której celem jest przemodelowanie ustroju, nie tylko politycznego ale i gospodarczego oraz społecznego, w sposób odgórny, wymyślony w oderwaniu od rzeczywistości. To taki bunt przeciwko traktowaniu obywateli jako niezdolnych do decydowania o swojej przyszłości, jako społeczeństwa, które narodowo nie jest zdolne do podejmowania właściwych decyzji politycznych, którego przywiązanie do terytorium, do obyczajów, światopoglądu nawet do tak trywialnych spraw (zdaniem Unii) jak własna waluta, świadczy o upadku niepasującym do wizji społecznego progresu i ogólnie pojętego postępu. To właśnie ta kontra do platońskiego dyktatu filozofów.

REKLAMA/Advertisement

I słuszne porównanie czyni tu Tomasz Wróblewski wskazując na odwieczny konflikt dwóch wizji. Tej postępowej François’a – Marie Arouet’a zwanego popularnie Wolterem, głoszącej reorganizowanie społeczeństw przez dyktat klas progresywistycznych przeciwstawionej konserwatywnej wizji Edmunda Burke’a, pokazującej w jaki sposób ma przebiegać wzrost społeczeństwa zakotwiczonego w tradycji.

To przebrzmiewa w tych ostatnich słowach “europosła” Farage’a, gdy mówi o tłamszeniu woli narodów, trywializowaniu zdania wyborców, o tym jak daleko zabrnęły struktury Unii w realizowaniu ideologii postępu, stając się skądinąd już tworem niewiele mającym wspólnego z demokracją i wydzierającym państwom ostatnie już cząstki wolności w podejmowaniu decyzji. Zaś stwierdzenie, że wspólny i wolny handel, przyjaźń, a nawet współpraca polityczna nie wymaga istnienia instytucji Unii nagle, w tej nowej rzeczywistości jawi się jako na nowo odkryta rzeczywistość.

mec. Jacek Janas