Margaret Thatcher – droga do premierostwa

„Żelazna Dama” czy „Mlekoporywaczka”? Oceniana była bardzo różnie przez zwolenników i przeciwników. Tym niemniej, brytyjska premier Margaret Thatcher zostanie z pewnością zapamiętana przez historię.

Margaret Hilda Thatcher, de domo Roberts, baronessa Kesteven. Nazwisko to nie jest obce nikomu, kto dysponuje choć pobieżną wiedzą na temat historii najnowszej. Uważana obok Ronalda Reagana i Jana Pawła II za jedną z osób, które w największym stopniu przyczyniły się do upadku komunizmu. Każdy interesujący się polityką ma swoją opinię o pierwszej kobiecie na stanowisku premiera Zjednoczonego Królestwa. Czasem są to opinie bardzo radykalne, o czym świadczą chociażby wulgarne i niesmaczne hasła, jakie obserwowaliśmy podczas fet organizowanych przez cieszących się z jej śmierci. Bardzo często opinie te bazują albo na innych opiniach, albo na ledwo pobieżnej znajomości okresu rządów Thatcher. Spróbujmy przyjrzeć się bliżej tej osobie.

REKLAMA/Advertisement

Droga do Whitehallu

Urodzona 13 października 1925 r. Margaret Roberts była córką sklepikarza z małego miasteczka Grantham w Lincolnshire. Na początku nic nie zapowiadało, że młoda dziewczyna kiedyś stanie się światowej klasy politykiem. Przyszła żona Denisa Thatchera ukończyła Kesteven and Grantham Girls’ School i w 1943 r. dostała się na Uniwersytet Oxfordzki, gdzie zaczęła studiować chemię. Polityka była jednak zawsze obecna w jej życiu, już jako dziecko uczestniczyła w kampaniach samorządowych swojego ojca, fascynowała ją postać Winstona Churchilla i często angażowała się w działalność polityczną. W 1946 r. została przewodniczącą oxfordzkiego Conservative Association, co niejako przesądziło o jej przyszłej drodze życia. Podjęła również studia prawnicze, specjalizowała się w prawie patentowym i, choć na początku pracowała jako chemik, wiedziała już, że prędzej czy później wejdzie w świat polityki.

REKLAMA/Advertisement

Po początkowych niepowodzeniach i kilku porażkach wyborczych, w 1959 r. została członkiem parlamentu i od początku dała się poznać jako osoba aktywna, niewahająca się nawet zajmować stanowiska sprzecznego z linią partii. Zważywszy na to, że była wówczas jedynie szeregową jej członkinią, wymagało to mocnego charakteru. Pierwsze stanowisko objęła w październiku 1961 r., gdy została podsekretarzem parlamentarnym w Ministerstwie Zabezpieczenia Socjalnego w rządzie Harolda Macmillana. Stanowisko to otworzyło jej karierę i na dobre skierowało ją na tory prowadzące na polityczny szczyt.

Dlaczego Roberts stała się Thatcher?

REKLAMA/Advertisement

Baronessę Kesteven uważano często za pozbawioną intelektualnego zaplecza. Nie jest to do końca prawda. Już w czasach jej prezesury w Conservative Association dało się zaobserwować jej wielkie zainteresowanie pismami ekonomicznych liberałów, na czele z Friedrichem von Hayekiem i jego „Drogą do zniewolenia”. John O’Sullivan, jeden z jej doradców, pisał, że w rozmowach z nią dawało się poczuć, kto wywierał zasadniczy wpływ na jej poglądy. Byli to głównie von Hayek i Milton Friedmann na gruncie ekonomicznym oraz Robert Conquest, Hugh Thomas i Norman Stone w zakresie polityki zagranicznej.

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o to, dlaczego konkretnie zdecydowała się „pójść w politykę”. Na pewno wielki wpływ na to miał Winston Churchill, którego zawsze podziwiała, zwłaszcza w przeciwieństwie do Neville’a Chamberlaina, któremu nigdy nie wybaczyła złożenia podpisu pod traktatem monachijskim. W kontaktach prywatnych była otwarta i szczera, aż do granicy obcesowości, nigdy więc nie kryła tego, co uważała o stylu prowadzenia polityki przez niektóre osoby. Z trudem znosiła również fakt, iż Zjednoczone Królestwo po wojnie z biegiem lat traciło swoje znaczenie. Być może postawiła sobie za cel odwrócenie tego procesu? Z pewnością była brytyjską patriotką, która to cecha stała się z czasem jednym z elementów składowych definicji thatcheryzmu.

Od MP do PM. „Mlekoporywaczka”

W 1970 r. torysi pod przywództwem Edwarda Heatha wygrali wybory powszechne. Sama Thatcher nie miała jednak dość silnej pozycji w partii, aby zacząć odgrywać poważną rolę. Heath przydzielił jej Ministerstwo Edukacji i Nauki. Nie ma pewności, dlaczego zepchnął ją na boczny tor. Już wtedy wiele osób miało ją za świetnie zapowiadającego się polityka z dobrymi rokowaniami na przyszłość, zajmującego się głównie problematyką ekonomii i polityki zagranicznej. Do tego, w tym okresie Thatcher miała jeszcze poglądy bardzo bliskie tym wyznawanym przez Heatha, wręcz bliźniacze. Niektórzy członkowie Partii Konserwatywnej, obdarzeni przyciężkim poczuciem humoru, określali ją mianem „Teda z cyckami”.

W tym okresie narodziło się też jej określenie, którym często posługiwali się jej przeciwnicy: „Mlekoporywaczka” (ang. The Milk Snatcher). Usunęła ona mianowicie przepis, zgodnie z którym uczniowie w wieku od siedmiu do jedenastu lat otrzymywali za darmo szklankę mleka dziennie. Ruch ten okazał się być niemal samobójczy: przez Wielką Brytanię przetoczyła się fala oburzenia wobec Thatcher. Można było odnieść wrażenie, że pani minister wcale nie zamierzała zabrać szklanki mleka, ale obiecała pożerać przynajmniej jedno dziecko dziennie. Pisała później, że nauczyła się wtedy „jak ściągnąć na siebie maksymalne polityczne odium przy minimalnych politycznych korzyściach”. Można przyjąć, że nauczyła się także, jak ryzykowne jest wstrzymywanie darmowego rozdawnictwa. Żadne inne działania podjęte przez nią na tym stanowisku, na przykład rozbudowa sieci szkół podstawowych, nie miały już znaczenia. Do dziś, ponad 40 lat później, ta feralna szklanka jest dalej doskonale pamiętana…

Od MP do PM. Nie ma tego złego…

REKLAMA/Advertisement

Choć objęte stanowisko nie dawało jej wielkich możliwości realizowania swoich koncepcji politycznych, to przyniosło jej jednak dwa bardzo istotne profity. Po pierwsze, zawarła wtedy znajomość z sir Keithem Josephem. Ten stary torysowski polityk stał się dla Thatcher swoistym mentorem. Ukształtował i doszlifował materiał, z którego za parę lat miała narodzić się „Żelazna Dama”, nadał mu ostateczny kształt. Jej poglądom, często intuicyjnym, posiłkowanym fragmentami z klasyków myśli liberalnej, nadał intelektualną podbudowę. Sama Thatcher potem wielokrotnie mówiła bez ogródek, że bez sir Keitha nie byłoby jej i że zasługuje on na pomnikowe miejsce w historii. Co, nawiasem mówiąc, nie świadczy najlepiej o jej skromności.

Drugą korzyścią było właśnie to, że jako całkowicie odsunięta na boczny tor, nie była powiązania ani nawet kojarzona z dalszymi działaniami rządu Heatha. A były to działania, z którymi nigdy nie chciała mieć czegokolwiek wspólnego.

Rząd Heatha zmierzał się z coraz bardziej pogarszającą się sytuacją gospodarczą. Rosła inflacja i bezrobocie, spadały obroty, kolejnym zakładom groziło bankructwo. Edward Heath zdecydował się wówczas na krok tak desperacki, że przysłowiowe chwytanie się brzytwy wygląda na działanie wręcz kunktatorskie i wykonał niesławny „zwrot o 180 stopni”. Wyrzucił do kosza wszystkie zasady, według których dotychczas postępował, zapomniał o wszystkich przykazaniach liberalizmu gospodarczego i zaczął robić wszystko na odwrót: znacjonalizował zakłady Rolls-Royce, wprowadził kontrolę cen, dochodów i dywidend, rozpoczął subsydiowanie zakładów przemysłowych etc. Wiele osób zaczęło wówczas otwarcie wyrażać wątpliwości co do kondycji władz umysłowych przywódcy torysów.

Od MP do PM. Dama z Żelaznym Sercem

Kiedy Heath pracowicie kopał swój polityczny grób, uaktywnili się Thatcher i Joseph. Przyszła baronessa Kesteven nigdy nie zapomniała o celu, w jakim zajęła się polityką: o odzyskaniu pozycji przez Zjednoczone Królestwo. Wiedziała też, że aby ten cel osiągnąć, będzie koniecznie potrzebowała władzy. Wiele osób brzydzi się samym tym słowem, ma ono dla nich konotacje pejoratywne. Chcieliby w jakiś magiczny sposób zmienić rzeczywistość kraju, nie brukając sobie rąk czymś tak niemoralnym, jak władza. Thatcher nie miała takich złudzeń i była gotowa tę władzę zdobyć. Jako minister edukacji musiała jednak czekać na dobry moment i w końcu się doczekała. Kiedy zachwiała się pozycja Heatha, przystąpiła do działania, podcinając i tak mocno już spróchniałą gałąź, na której siedział. Krytykowała „zwrot o 180 stopni”, budowała wraz z Josephem stronnictwo niezadowolonych z dotychczasowego przywódcy, tworzyła sojusze. Tymczasem Heath coraz szybciej pikował.

Widać tutaj dwie zasadnicze cechy Thatcher. Po pierwsze, umiejętność czekania na dobry moment. Zawsze miała wyczucie chwili i wiedziała, jak ją wykorzystać. Drugą cechą było zdecydowanie. Od przyjętych kategorii etycznych zależy, czy uznamy je za determinację i bezkompromisowość, czy za bezlitosność, wyrachowanie i brak sentymentów, w każdym jednak z tych przypadków jasne jest jedno: jeśli zdecydowała się coś zrobić, żadna siła nie była zdolna zawrócić jej z obranej ścieżki.

Heath z pewnością widział to w innym świetle. Nigdy nie wybaczył Thatcher „zdrady” i do końca już pozostał jej niechętny. I to pomimo gestów przyjaźni z jej strony: zarówno kurtuazyjnych zwrotów i publicznego chwalenia jego osoby, jak i przyznania mu bardzo prestiżowej funkcji ambasadora Zjednoczonego Królestwa w USA. Jej postępowanie bolało go zwłaszcza dlatego, że podczas nagonki na Thatcher po pamiętnej aferze ze szklanką mleka Heath twardo trzymał jej stronę i bronił publicznie swojej pani minister. Mógł więc oczekiwać wzajemności, otrzymał zaś jedynie cios w plecy.

Od MP do PM. Czarny koń

Podczas jednego z wywiadów dla „Daily Telegraph” dziennikarz Frank Johnson zadał Thatcher pytanie, jakie ma plany po wyborach nowych władz partii.

– Będę przywódcą Partii Konserwatywnej – odpowiedziała zapytana.

– Pytam poważnie! – obruszył się Johnson.

Stwierdzić, że mało kto spodziewał się wygranej Thatcher, byłoby potężnym niedopowiedzeniem. Nikt nawet nie brał jej kandydatury na poważnie. Osobą, od której oczekiwano, że zajmie miejsce Heatha był sir Keith Joseph, ten jednak popełnił strategiczny błąd, wypowiadając się na temat problemu wielodzietności wśród ubogich rodzin w sposób sugerujący eugenikę. Zmasowany atak, jaki potem na niego przypuszczono, zniechęcił go całkowicie do dalszej działalności i sir Keith usunął się w cień. Dawało to Heathowi pewne szanse na reelekcję, gdyby nie jedna z najbarwniejszych postaci brytyjskiego parlamentaryzmu, czyli major Artylerii Królewskiej Airey Middleton Sheffield Neave, bohater wojenny odznaczony m.in. Orderem za Wybitną Służbę, Krzyżem Wojskowym i Orderem Imperium Brytyjskiego. Zdecydowany działać przeciw Heathowi, zaczął montować stronnictwo, które dałoby przewagę kontrkandydatowi dotychczasowego przywódcy, jego zastępcy wicehrabiemu Williamowi Whitelaw. Stronnictwo zaczynało już rosnąć w siłę, gdy wicehrabia zdecydował się, że niehonorowo będzie mu startować w wyborach przeciw osobie, którą zastępował. Wycofał się z rywalizacji. Neave zaproponował więc swoje usługi Edwardowi Du Cann, który jednak odmówił startowania. W końcu major Neave zdecydował się zawrzeć sojusz z Margaret Thatcher. Dopiero ona zgodziła się i wygrała z Heathem, zdobywając stanowisko przywódcy torysów jako pierwsza kobieta w historii.

Widać więc, że swoją pozycję zdobyła właściwie przez przypadek. Gdyby nie trzy rezygnacje jedna po drugiej: Josepha, wicehrabiego Whitelaw i Du Canna, możliwe jest, że Thatcher nigdy nie zdobyłaby fotela premiera, a z pewnością zajęłoby jej to więcej czasu. Skoro jednak jej się udało, miała zamiar dobrze wykorzystać tę szansę. Tym bardziej, że los zdawał się znowu podsuwać jej okazję.

Przełom lat 1978/1979 przeszedł do historii jako „zima niezadowolenia”1 . Cały okres rządów laburzystów pod przewodnictwem Jamesa Callaghana musiał do tego doprowadzić. W najlepsze trwał szybki wzrost cen, za którym nie podążał wzrost płac, utrzymywała się wysoka inflacja, zaś związki zawodowe otrzymywały coraz to nowe przywileje. Apogeum przypadło na ową pamiętną zimę, kiedy Wielka Brytania praktycznie stanęła. Przez Zjednoczone Królestwo przetoczyła się fala masowych strajków, zarówno legalnych, jak i nielegalnych. Protestowali wszyscy i wszędzie. W Londynie strajk śmieciarzy skutkował hałdami śmieci, w Liverpoolu z powodu strajku grabarzy zwłoki zalegały w kostnicach. Chorzy na serce byli odprawiani z kwitkiem, a często nawet żegnani słowami „niech sobie umiera”, z powodu strajków lekarzy i pracowników pogotowia. Gdyby samo to nie było wystarczająco trudne dla laburzystów, Callaghan wykonał serię popisowych strzałów w stopę, najpierw dając się sfotografować na słonecznej plaży na Gwadelupie, potem zaś próbując umniejszać znaczenie sytuacji. Efekt mógł być tylko jeden: laburzyści sromotnie przegrali głosowanie nad wnioskiem o votum nieufności wobec Callaghana, zaś później równie sromotnie przegrali wybory. Dzięki kampanii prowadzonej przez Gordona Reece’a do władzy doszli torysi. 4 maja 1979 r. Margaret Thatcher objęła fotel premiera.

Przemysław Mrówka

Bibliografia:

Balcerowicz Leszek, Thatcher – mądrość i odwaga.
Harris Kenneth, Margaret Thatcher, Łódź 1992.
Miner Brad, Zwięzła encyklopedia konserwatyzmu, Poznań 1999.
O’Sullivan John, Prezydent, papież, premier: oni zmienili świat, Warszawa 2007.
Pirie Madsen, Ten myths about Margaret Thatcher.
Rothbard Murray N., Rothbard: Widmo pani Thatcher.
Thatcher Margaret, Moje lata na Downing Street, Warszawa 2012.
Zalewski Marek Józef, „Żelazna Dama” z Downing Street, Warszawa 1985,
Margaret Thatcher Foundation.

Redakcja: Michał Przeperski

Korekta: Justyna Piątek

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska<