REKLAMA/Advertisement

Maksymowicz: Nowa reforma surowcowa kraju?

402

Nowy główny geolog kraju Piotr Dziadzio jeszcze przed wyborami parlamentarnymi zajął stanowisko w stosunku do najważniejszych decyzji po swoim poprzedniku. Podczas Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego w Siedlcach (26.09.2019) zapowiedział weryfikację polityki surowcowej państwa.

Całkowicie nowym podejściem jest złożona przez niego propozycja, aby „polityka ta określała nie tylko potrzeby z punktu widzenia surowców, które są do dyspozycji teraz, ale też kierunków ich dostaw w przyszłości”. Jest to pragmatyczne spojrzenie w przyszłość zabezpieczające nasze możliwości w tej dziedzinie, czego dotychczas całkowicie brakowało. To niewątpliwy pozytyw zmiany na tym stanowisku. Jednocześnie w Sejmie został zgłoszony poselski projekt nowelizacji prawa geologicznego i górniczego (9.09.2019), który z jednej strony zawiera również nową propozycję uzgadniania strategicznych decyzji ministerstwa środowiska z ministrem gospodarki. To pozytyw, choć trochę dziwny, bo współpraca ministrów w rządzie winna być czymś naturalnym, i powinni oni pod kierunkiem premiera stanowić nawzajem wspierający się zgrany polityczny i gospodarczy zespół. Propozycja prawnego uregulowania tej kwestii wskazuje, że tak nie jest. I to jest negatywna strona tej informacji. Wszak ministrowie, którzy nie pasują do takiego zespołu winni otrzymać dymisje.

REKLAMA/Advertisement

Tak się jednak nie dzieje, czyli nadal trwa kontynuacja polityki gospodarczej w wydaniu PRL, określana mianem „Polski resortowej”, kiedy interesy każdego z nich są ważniejsze aniżeli całości kraju. Zawarta w tym projekcie sejmowym propozycja ustanowienia złóż o znaczeniu strategicznym dla państwa była czymś wręcz koniecznym. Jednak wynikająca z tego konsekwencja wyłączenia lokalnych gmin i właścicieli gruntów przeznaczonych dla potrzeb górnictwa z procesu decyzyjnego budzi niezadowolenie gmin, na terenie których występują te złoża. Tak konstruowane prawo idzie w kierunku siłowego rozwiązania problemu udostępniania złóż niezbędnych dla sprawnego funkcjonowania polskiej energetyki.

Z jednej strony dotychczasowa sytuacja nieustannych protestów i paraliżowania każdej decyzji w tej inwestycji górniczych była już nie do utrzymania. Z drugiej strony należało szukać finansowego, gospodarczego, politycznego i polubownego rozwiązania tej kwestii. Czy jest to w ogóle możliwe? Takie propozycje w 2016 r. przedstawił b. wicepremier, a obecnie premier, w swoim opracowaniu „Surowce dla przemysłu”. Chodzi w nim o to, aby rozdzielić „imperium” czyli władzę państwa, od „dominium” , czyli od własności prywatnej gruntu. Powoływano się wtedy na podobne rozwiązania przyjęte w UE. Wygląda na to, że albo premier wycofał się pod naciskiem łatwiejszego, ale siłowego rozwiązania tej kwestii, albo po prostu przestał się tym interesować.

REKLAMA/Advertisement

Polska Partia Protestów

REKLAMA/Advertisement

Od trzydziestu lat trwa w Polsce kampania protestów przeciwko górnictwu, nie tylko węglowemu, ale w ogóle przeciwko poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby być wydobywane przez jakiekolwiek kopalnie. Po 1989 r. była to reakcja na uprzywilejowane tego rodzaju inwestycje rozwijane z reguły kosztem innych niezbędnych do życia dziedzin. Przez 5 lat, a nawet jeszcze 10 lat, do czasu uregulowania tego przemysłu w nowych warunkach, mogło to być jeszcze uzasadnione. Tymczasem proces ten zamiast wygasać zaczyna przybierać na sile. Co najgorsze to, że ma on swoich rządowych i politycznych sponsorów, tak krajowych, jak i unijnych. Ci na pewno zaprzeczą, wszak rząd dba o górnictwo i to niezależnie od jego barwy i koloru. Dzieje się tak szczególnie przed wyborami parlamentarnymi. Na rządowe propozycje rozwojowe, opozycja nie bez racji krzyczy, że są to puste obietnice, które nigdy nie zostaną zrealizowane. Kiedy jednak dochodzi do władzy, czyni to samo.

Problem zaczyna polegać na tym, kto lepiej, zręczniej i bardziej przekonująco potrafi oszukać, no może nie oszukać, ale przynajmniej złożyć obietnice, które nie mają żadnych szans na realizację. Ci którzy trochę się na tym znają wiedzą o tym doskonale, wszak chodzi nie o realizację abstrakcyjnych celów, ale o głosy w wyborach, a te trzeba zdobyć za wszelką cenę. Ponieważ większość ludzi ufa nie faktom, ale przekonywującym debatom, ci którzy to właśnie potrafią wygrywają wybory, a polityka surowcowa państwa staje się jeszcze gorsza, aniżeli była przed wyborami. Przykładem tego stanu rzeczy było powołanie pełnomocnika tej polityki, który jako uczony profesor, nie zajmował się jakimiś inwestycjami krajowymi w tym sektorze, budową nowych i nowoczesnych tego rodzaju obiektów, ale robił to, co potrafił najlepiej. Pisał o tym, organizował konferencje, pracował niestrudzenie nad dokumentami wielkiej wagi, tyle tylko, że resorty powierzone jego opiece miały się coraz gorzej. Prawie codziennie wypowiadał się w mediach, zdobywając popularność, dzięki swojej erudycji, prezencji i abstrakcyjnych oraz fantastycznych pomysłach, które przekładały się na jego niezwykłą popularność. Zaczęło to nawet zagrażać wyborczej pozycji premiera, który, co jest naturalne natychmiast zdymisjonował swojego konkurenta.

To drobny przykład tego, jak na najwyższych szczeblach władzy dba się o jeden z najważniejszych resortów gospodarczych. O tym, że są to filary imperiów naszych czasów takich, jak USA i Chiny oraz ich sojuszników do których zalicza się Kanadę, Australię, Indonezję i Rosję przekonuje nas statystyka płynących z tego źródła dochodów. Pozostawiając mocarstwa, z którymi trudno z różnych względów się porównywać, to nawet takie kraje jak Peru, Ekwador, czy nawet Panama, lub kraje Afryki takie jak Namibia, Republika Południowej Afryki, Ghana oraz Kongo i Zambia, daleko pozostawiają nas pod względem wydobycia surowców i płynących z tego zysków. Podobnie sytuacja panuje w krajach Azji i Ameryki Południowej. Nawet ostatnio w Europie poszukiwanie i eksploatacja surowców. przezywa swój renesans. Wielka Brytania wraca do odkrywkowych i podziemnych kopalń węgla kamiennego, na Półwyspie Iberyjskim odkryto nowe złoża rud miedzi, cynku, litu, wolframu, złota. To nie tylko statystyka, ale trwają intensywne prace udostępniające te złoża do ich eksploatacji.

REKLAMA/Advertisement

Pies ogrodnika

Polskie protesty przeciwko inwestycjom górniczym są ewenementem w skali światowej. Jedynie w krajach Ameryki Południowej protesty przeciwko inwestycjom tym osiągają podobną skalę. Budujące tam kopalnie zagraniczne koncerny nie zwracają specjalnej uwagi na interesy miejscowej ludności. Ta zaś przywykła do rolniczego, osiadłego stylu życia związanego z wzajemnymi interesami, przeniesiona w inne miejsce zamieszkania, mimo zaoferowanych znacznie wyższych standardów cywilizacyjnych, nie potrafi się do nich przystosować, co powoduje ich degradację socjalną i życiową. Dla polskich protestów nie ma tego rodzaju podstaw i uzasadnień. Od blisko trzydziestu lat trwają protesty przeciwko nowym kopalniom węgla brunatnego w Legnicy, Koninie i generalnie w całej Wielkopolsce. Ostatnio rozszerzyły się one na terenie Górnego Śląska przeciwko budowie nowych kopalń węgla kamiennego w Imielinie i w Rybniku oraz w podobnej sprawie budowy kopalni cynku i ołowie w rejonie Zawiercia.

Po zapoznaniu się z ich treścią, nie sposób protestującym nie przyznać racji. Dewastacja terenu jest nieuchronna w każdym z tego typu przedsięwzięciu. Dochodzi do tego zanieczyszczenie atmosfery i hałas. Odszkodowanie zgodnie z prawem jest w wysokości handlowej przejmowanych obiektów. Kłopot jest taki, że handlowa cena nie odpowiada jej użytkowej wartości, która dla mieszkańców jest znacznie wyższa. Na dodatek, poza wymienionymi utrudnieniami nic oni nie mają z tej inwestycji. Na ogół w zachodniej cywilizacji problem ten jest rozwiązywany w ten sposób, że dodatkowo poza odszkodowaniem własnościowym, właścicielom terenów zajętych pod górnictwo, inwestor wypłaca procent wartości złoża zalegającego w obszarze danej nieruchomości. Są to kwoty na ogół liczone w setkach tysięcy, a nawet w milionach złotych. Rząd polski niczym przysłowiowy pies ogrodnika, nie godzi się na takie rozwiązania, wychodząc z założenia, że lepiej surowce kupować za granicą, aniżeli wypłacić swoim obywatelom słusznie należące się im profity z zajęcia ich ziemi i dać im dodatkowo pracę i godziwe zarobki. Tytułem wyjaśnienia trzeba jeszcze raz zaznaczyć, że działania te nie dotyczą tylko obecnego rządu, ale były takie same dla wszystkich rządów po 1989 r. Z tych powodów w państwach zachodnich wszelkie tego rodzaju inwestycje spotykają się z przekonaniem o wzbogaceniu się ludności zamieszkałej na terenie przeznaczonym do wydobycia surowców z zalegających tu złóż.

Przemoc, czy zgoda?

REKLAMA/Advertisement

Rząd i partia rządząca niezmiennie opowiadają się, za „zgodą narodową”. Trzeba przyznać, że w deklaracjach jest to rzecz łatwa, przyjemna i przynosząca poklask i poparcie. Praktyka jest już różna. Propozycja prawnego wyznaczenia „złóż o znaczeniu strategicznym” zmierza do użycia siły dla wprowadzenia tych decyzji w życie. Trzeba przestrzec rządzących, że czas, aby odejść od niesławnych tradycji PRL. Wszak zgoda buduje, a przemoc rujnuje. Skorzysta na tym naród, jak i jego rządy.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.