Maksymowicz: Dziennikarze i władza

„Któż to jest dziennikarz/ publicysta zwłaszcza/ to człowiek, który doradza/ tym w czyim ręku/ pieniądz i władza”. Tak o zawodzie tym pisał filozof Tadeusz Kotarbiński (1886-1981). Teraz są już inne czasy, a tego rodzaju poglądy wydają się być przestarzałe. Na ogół dzisiejszy dziennikarz, czy publicysta nikomu nic nie doradza. Dlatego choćby, że jego rady nie są nikomu potrzebne. Jest nawet gorzej, bo tych rad trzeba unikać, aby nie narażać się na represje polityków, którzy cenią sobie wolność słowa z zastrzeżeniem, że jest ona zgodna z ich życzeniami.

REKLAMA/Advertisement

Obecnie popularny dziennikarz powtarza poglądy, stanowiska, i wypowiedzi oraz przekazuje wiadomości, takie jakie życzy sobie jego redakcja. Często są to przekazy o jakich pisał Mark Twain, redagując swoją popularną gazetę. Otóż, pisał w niej o rzeczach fantastycznych. Gazeta miała niezwykłe powodzenie, a redakcja takież dochody. Dla przykładu podawał on adres działki, na której na wierzbie wyrosły gruszki, co każdy mógł osobiście sprawdzić. Kluczem tej sensacyjnej wiadomości był fakt, że takiego adresu w mieście nie było, za co redakcja nie ponosiła żadnej odpowiedzialności. Ten iście amerykański styl na naszym rynku prasowym odnosi niebywałe sukcesy.

Zastanawiając się nad rolą środków masowego przekazu, dla naszego własnego dobra, warto jednak wrócić do koncepcji wspomnianego na wstępie filozofa. Przede wszystkim dlatego, że czekają nas najtrudniejsze lata od czasu odzyskania niepodległości w 1989 roku. Prognozy amerykańskich ekonomistów są coraz bardziej ponure. Prowadzone wojny gospodarcze, handlowe, finansowe, informacyjne i informatyczne pomiędzy największymi mocarstwami, globalną gospodarkę doprowadziły do kryzysowej sytuacji, która maskowana była na różne sposoby.

REKLAMA/Advertisement

Rozpoczęta w Chinach epidemia koronawirusa początkowo wydawała się wydarzeniem lokalnym. Teraz wiadomo, że dotrze ona do każdego kraju. Jakie będzie jej śmiertelne żniwo trudno obecnie powiedzieć. Amerykanie twierdzą, że trzeba być przygotowanym na najgorsze, że tylko solidarna współpraca wszystkich instytucji, organizacji, przemysłu , wojska i gospodarki może ograniczyć rozprzestrzenianie się tej epidemii. Tu wydaje się, że rola dziennikarzy jest nie do przecenienia i to w kontekście naszego filozofa. Rzetelna i prawdziwa informacja o unikaniu zarażenia się jest na wagę złota. Tak samo, jak wszelkie rady z tym związane i to bez względu czy politycy sobie tego życzą, czy też nie. Polityczna gra kończy się w starciu z koronawirusem. Jeżeli nadal będą małostkowe spory o to, kto jest ważniejszy i kto ma więcej racji, zmożemy wszyscy ponieść tego fatalne skutki.

Rozważania te zostały sprowokowane informacją, jaką przekazał Dolnośląski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) z rokowań o przydzielenie lokalu dla tego stowarzyszenia, aby mogło ono odpowiednio przygotowywać mieszkańców Dolnego Śląska do nadchodzących wydarzeń. Fiasko, jakim skończyły się te rozmowy świadczy o tym, że daleko jeszcze władzom Wrocławia do zrozumienia tego, co ich i nas czeka w najbliższej przyszłości.

Koniec beztroski

Kończą się złote lata beztroski politycznej, gospodarczej, informacyjnej i wszelkiej innej. Przyczyną tego stanu rzeczy jest bezprecedensowy atak koronawirusa nie tylko na Chiny, ale również na cały świat. Jak informują specjalistyczne w tej materii media, jego zwalczanie jest niezwykle trudne, gdyż jak sugeruje się, jest to wirus sztucznie wyhodowany i odporny na wszelkie standardowe jego zwalczanie. Nasz najbliższy amerykański sojusznik jest coraz bardziej zmobilizowany do podjęcia z nim wszechstronnej walki. „The Washington Post” pisze, że pytanie jest, nie czy dotrze on do USA, ale kiedy dotrze? Prezydent Donald Trump jest na niego wściekły (na koronawirusa), gdyż akcje na giełdzie pikują, a on zawsze chwalił się, że za jego kadencji, zawsze będzie odwrotnie. W tej sytuacji trwa mobilizacja amerykańskiej służby zdrowia, władz regionalnych, lokalnych i federalnych do zwalczania tej choroby. Pozostawiając troski mocarstw tego świata ich elitom, trzeba zastanowić się, jak te sprawy mają się naszym własnym podwórku. Oczywiście ministerstwo zdrowia, jego agendy rządowe i lokalne pracują, przygotowując się na najgorsze. Na skalę krajową przygotowania te zasługują na uznanie. Granice są coraz bardziej kontrolowane, ruch turystyczny zamiera, ceny wielu surowców i towarów będących przedmiotem międzynarodowego handlu – dołują. Jak pisze zagraniczna prasa bankructwa wielu firm są już tuż za rogiem, Na razie przejawiają się one w konsolidacji kapitału i wykupywaniem słabszych przez silniejszych. Po prostu – koronawirus przyszedł na świat w najmniej dla niego korzystnej sytuacji, kiedy i tak globalna gospodarka stała już na granicy kryzysu. Koronawirus pcha ją w przepaść.

Dziennikarze i władza

Oddział Dolnośląski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z siedzibą we Wrocławiu na stronach internetowych zamieszcza kuriozalne sprawozdanie z rokowań jakie prowadził z władzami miasta (19.02.2020). Po pierwsze najwyżsi przedstawiciele prezydenta pytają, co to takiego jest Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, bo jak wynika z tego pytania, pierwszy raz o czymś takim słyszą. Jeden z moich przyjaciół mawiał w takiej sytuacji, że ci co zadają takie pytania pewnie „kamieniami rzucali na szkołę”. To było dawno temu. Teraz niewiedza, indolencja i ignorancja jest czymś promującym i nobilitującym. Im mniej jesteś wykształcony, tym większe masz szanse osiągnięcia prestiżowych stanowisk. Na to wszyscy włodarze wyciągną zakurzone dyplomy ukończenia wyższych studiów, doktoratów, a nawet profesorskich nominacji. Niestety, prawdziwa mądrość nie jest związana z formalnymi dokumentami, ale przede wszystkim wyraża się w czynach.

REKLAMA/Advertisement

Jednym z nich jest odmowa przyznania tej organizacji jakiegokolwiek lokalu na terenie miasta. Dlaczego? Otóż, dziennikarze, jako organizacja nie są potrzebni, bo co tu dużo ukrywać, zamiast wszystko, chwalić, to co władze postanowią, to mają w tych sprawach inne zdanie, które na dodatek jeszcze zamierzają publicznie głosić. Stowarzyszeniu dziennikarzy dano to wyraźnie odczuć. Chcecie być niezależni, to sami martwcie się o swoje lokale, my mamy inne troski na głowie. Odsyłamy was z kwitkiem, skarżcie się, płaczcie i narzekajcie, nas to nie wzrusza. Ostatecznie damy coś na piątym, albo szóstym piętrze, gdzie większość z was podstarzałych i tak nie będzie mogła z tego skorzystać. Krótko mówiąc władze zastosowały znaną technologię przyznania lisowi pożywienia w wysokim i wąskim flakonie, a bocianowi na płaskim talerzu. Coś jednak musi się zmienić w tej tradycyjnej już grze miejskich interesów.

Stawka o życie

“Nie ze mną takie numery” – mawiał Hans Kloss do Brunera w „Stawce większej niż życie”. Tym razem zagrożenie zdaje się być nie medialne, filmowe, czy artystyczne, ale jak najbardziej rzeczywiste. Tym zagrożeniem jak już wspomniano jest koronawirus, przeciwko któremu trzeba zmobilizować wszystkie dostępne środki, możliwości, racje, środowiska, władze i urzędy. Małe gry, na zasadzie kto tu rządzi, kto jest ważniejszy i gdzie jest czyje miejsce w szeregu, muszą ustąpić wspólnej walce z tym zagrożeniem. Jest ono na tyle powszechne, że nie wybiera tylko podwładnych, a oszczędza tych u władzy. Pod tym względem koronawirus jest jak śmierć, niezwykle demokratyczny i dotyczy tak prezydentów, jak i żebraków. Zagrożeni są nim wszyscy, a przede wszystkim mieszkańcy miast. Wrocław jest jedną z największych metropolii i odsuwanie dziennikarzy od działalności publicznej i współpracy z władzami to istna paranoja. Jest ona sygnałem, że jak nadejdzie koronawirus, to będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów. Tu chodzi o życie. Dziennikarze w tej materii mają do odegrania bardzo poważną rolę wyjaśniającą, informacyjną, kształtującą nastroje i poglądy, a przede wszystkim ich zadaniem jest pod żadnym pozorem nie dopuścić do paniki. Czy urzędnicy na czele z prezydentem miasta dostrzegają tego rodzaju obowiązki współpracujących z nimi dziennikarzy? Coś widać, że źle jest z tym postrzeganiem.

W związku z tym zagrożeniem, miejskim urzędnikom dedykuję przestrogę poety, że „Polak mądry po szkodzie, ale i tę przypowieść sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”. Przestrogi te wobec nadal uprawianych gier i gierek obejmujących awanse, stanowiska, splendory i wynagrodzenia zaczynają tracić swój sens. Bo cóż z tego, kiedy śmierć jest blisko. Te wszystkie przesłuchania, któremu podlegają dziennikarze, dla ich skromnych potrzeb można skwitować cytowanym na wstępie powiedzeniem Hansa Klossa.

Bez lokalu

Dziennikarze zapewne też sobie poradzą, ale ucierpi na tym informacja, edukacja zdrowotna, wiadomości o uzdrowieniach i sposobach postępowania, aby taki efekt uzyskać. Po prostu dziennikarze nie są potrzebni urzędnikom. Są oni potrzebni społeczności Wrocławia, ich mieszkańcom, pracownikom wszystkich branż, którzy w chwilach zagrożenia potrzebują szczególnie dobrych, rzetelnych i prawdziwych wiadomości.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.