Łukaszenka nadal przeciw zarządzeniu kwarantanny: “A co będziemy żreć?”

Białoruski przywódca wciąż jest nieugięty. Pozostał jednym z niewielu liderów politycznych, którzy odmawiają pokłonienia się koronawirusowi.

Zdajemy sobie sprawę z tego, jak przestoje wpływają niszcząco na gospodarkę. Miliony ludzi pozostają bez pracy, wiele firm stoi na krawędzi bankructwa. W niektórych częściach globu pandemia spowoduje głód. Kraje wschodniej Afryki są nim zagrożone, ponieważ zostały zaatakowane przez ogromne roje szarańczy – doniósł wczoraj niemiecki dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Trudno jest tam teraz dostarczyć środki na zwalczenie tego zagrożenia.

REKLAMA/Advertisement

Właśnie o rolnictwie, jak i ropie naftowej mówił Aleksandr Łukaszenka podczas spotkania w stolicy. 7 kwietnia zebrał na nim ministrów, szefów służb oraz gubernatorów. Mówiono na nim o „dynamicznej sytuacji na rynku surowcowym”. Prezydent zapewnił, że sytuację opanowano i „ograniczono negatywne procesy w branży rafinacji ropy naftowej”. Nadal jednak są „problemy wirusowe i wynikająca z tego korononapsychoza, które skomplikowały sytuację”.

Ponad 150 tysięcy osób podpisało się już pod petycją do władz Białorusi, domagając się wprowadzenia kwarantanny w tym kraju. Jej autorzy uważają, że rząd „całkowicie ignoruje chorobę i niepoprawnie informuje mieszkańców”.

REKLAMA/Advertisement

– Musimy pilnie wprowadzić kwarantannę. Wymagamy kwarantanny. Chcemy żyć!  – napisano w petycji.

Prezydent Białorusi stwierdził jednak, że gospodarka i bezpieczeństwo żywnościowe są bardzo ważne.

– Mówi się nam o kwarantannie, godzinie policyjnej i tak dalej. Posłuchajcie, to najłatwiejszy sposób, zrobimy to w ciągu 24 godzin, ale co będziemy żreć?

W kraju zarejestrowano dotąd ponad 700 chorych, z których 53 już wyzdrowiało. 13 osób zmarło.