Kenig: Plandemia COVID19

Większość ludzi zaczyna powątpiewać w istnienie lokalnej epidemii COVID19 wierząc jednak, że istnieje globalna pandemia – nasz ogląd jest ograniczony brakiem doświadczeń własnych z terenów poza Polską lub z powodu blokady przemieszczania braku relacji ludzi wracających zza granicy. Lokalnie widzimy z jednej strony apele ministrów od zdrowia nawołujących do przestrzegania półtora-metrowej separacji między ludźmi i przymuszaniem noszenia maseczek w miejscach publicznych, jednocześnie widząc w mediach relacje na żywo ze spędów przedwyborczych Prezydenta RP, gdzie widzimy tłum ludzi na ściśniętych na placach i bez żadnej osłony na twarzy.

Pamiętamy wiceministra od rolnictwa, który pod koniec marca miał wynik testów pozytywny i całe szefostwo tego ministerstwa zostało skierowane na kwarantannę, chociaż wiemy, że cotygodniowe spotkania w KPRM powinno na kwarantannę skierować cały rząd wraz ze wszystkimi urzędnikami niższego szczebla. Pamiętamy także generała, który przywlókł zarazek ze spotkania w Niemczech i dość nieporadne komunikaty próbujące pokazać, że „wszystko jest pod kontrolą” Tak czy inaczej, zaczyna to wszystko przypominać dowcip z peerelu, gdzie po obejrzeniu Dziennika Telewizyjnego przychodzi człowiek do lekarza psychiatry z diagnozą: – Panie doktorze. Ze mną jest coś nie tak. Co innego widzę, a co innego słyszę.

REKLAMA/Advertisement

Jak jest w rzeczywistości? Nie wiemy. Warto jednak pochylić się nad pewnymi danymi. Algorytm Państwowego Zakładu Higieny pokazuje jak należy postępować z osobami mającymi objawy. Na podstawie zaleceń WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) PZH opracował algorytm, który opublikował na swojej stronie już 5 lutego 2020. Wynika z niego, że jeśli pacjent ma objawy charakterystyczne dla choroby COVID19, czyli podwyższoną temperaturę, kaszel, złe samopoczucie itp., należy wykonać mu dwa testy – podkreślam DWA, nie jeden. Jeśli oba są dodatnie to – uwaga – traktujemy go JAKBY BYŁ CHORY i kierujemy na oddział zakaźny szpitala – podwójny wynik dodatni pokazuje tylko wysokie prawdopodobieństwo choroby. Jeśli oba są ujemne to traktujemy JAKBY NIE BYŁ CHORY i kierujemy go na 14-dniową kwarantannę. Jeśli wyniki są różne to robimy trzeci test i w zależności od jego wyniku podejmujemy decyzję jak wyżej.

Z powyższego wynikają dwie rzeczy: Pierwsza, że ilość testów powinna być co najmniej dwa razy większa niż ilość testowanych osób (aktualne dane ze strony mz.gov.pl to 1 779 643 wykonanych testów, 1 581 440 przebadanych osób, 37 521 zakażonych pacjentów), a druga to niepewność wyników nawet dwóch jednakowych wyników testów. Jednak wbrew temu, ze wszystkich stron atakują nas konkretne dane o ilości nowych zarażeń jak i o ozdrowieńcach. Te dane są podawane jako twarde i poważnie analizowane przez zarówno dziennikarzy, jak i polityków, także z Ministerstwa Zdrowia. I niemal nikogo to nie zastanawia.

REKLAMA/Advertisement

Próbowałem dowiedzieć się jaka jest skuteczność testów na COVID19. Takich danych niestety nie ma nigdzie. Szczególnie, że testy są od różnych producentów i wykorzystują różne materiały do oceny. Algorytm PZH opracowany na podstawie zaleceń WHO nie pozostawia jednak wątpliwości, że wyniki testów nie są pewne. Wobec powyższego jak ocenić prawdopodobieństwo tychże?

Przyjmijmy założenie, że choruje 1 na 1000 mieszkańców (takie dane w zaokrągleniu pokazują nam w mediach). Przyjmijmy także, że 10% wyników testów jest nieprawdziwa (jak myślę nie jest to liczba zbyt mocno zawyżona). Jeśli założymy, że testom poddamy przypadkowych 1000 mieszkańców, to jakie będzie prawdopodobieństwo, że przy wyniku pozytywnym będziemy chorzy? Ktoś pomyśli, że 90%. Otóż nie. Jeśli założymy, że test ma 100% skuteczności, to pokaże zgodnie ze statystyką, że chorych jest 1 człowiek, a 999 jest zdrowych. Jeśli ma skuteczność 90% to pokaże nam 900 zdrowych, a 100 chorych, podczas gdy wiemy, iż tylko 1 będzie zarażony chorobą. Z tego wynika, że prawdopodobieństwo choroby przy pozytywnym wyniku testu wynosi 1 na 100, czyli 1%. Jeśli ilość błędnych wyników testów wyniesie 5% to pokaże 50 chorych na 1 w rzeczywistości, czyli prawdopodobieństwo wykrycia choroby będzie wynikiem dzielenia 1/50 i wyniesie 2%. Jeśli ilość niepewnych wyników będzie wynosiła 1%, to testy wykażą 10 zarażonych spośród których tylko jeden będzie chory, czyli prawdopodobieństwo choroby przy wyniku pozytywnym wyniesie 10% (1 na 10). Nie przeszkadza to urzędnikom i dziennikarzom we wszystkich krajach świata pokazywania ilości ludzi chorych jako pewnik i twarde, udowodnione dane.

REKLAMA/Advertisement

Okazuje się, że pewna anegdota, która funkcjonuje teraz, jest tylko odzwierciedleniem rzetelnej wiedzy lekarskiej połączonej z wiedzą statystyczną: „Panie doktorze, kiedy skończy się pandemia COVID19? – Nie wiem – odpowiada doktor – Nie zajmuję się polityką”.

Jerzy Kenig

Algorytm do pobrania ze strony: https://www.pzh.gov.pl/koronawirus-algorytm-diagnostyki-laboratoryjnej-osob-zakazonych-lub-podejrzanych-o-zakazenie/