Jędrzej Giertych: Zamach majowy

Ustępujący minister spraw wojskowych w rządzie Skrzyńskiego, gen. Żeligowski, zanim zdał władzę w ręce gen. Malczewskiego, nowego ministra, powołanego przez rząd Witosa, wezwał szereg sanacyjnie usposobionych oddziałów wojskowych do Rembertowa pod Warszawą, celem rzekomego przeprowadzenia manewrów, oraz oddał je pod dowództwo marsz. Piłsudskiego. (O zarządzeniach tych gen. Malczewski nie został powiadomiony). Oddziały te zostały poprowadzone na Warszawę – dla dokonania zamachu. Zamach ten spadł pozornie jak grom z jasnego nieba. W istocie był on od dawna i starannie przygotowany.

Podstawą jego powodzenia była szeroko rozkrzewiona organizacja konspiracyjna w szeregach wojska (1) . Jedną z ważnych części tych przygotowań była poza tym szeroko zakrojona akcja propagandowa. Zadaniem tej propagandy było wytworzenie w szerokich masach nastroju, przyjaznego dla zamachu, oraz wywołanie w nich wrzenia rewolucyjnego, zwracającego się przeciwko obozowi narodowemu. Podstawowym czynnikiem tej propagandy było kłamstwo. Zarówno w okresie, poprzedzającym zamach, jak i w czasie samych walk, oraz tuż po nich, rozpowszechniano w niezliczonej ilości artykuły, ulotki i broszury (np. słynna anonimowa broszura oszczercza pt. „Zbrodniarze!”), w których rozmaitym osobom z pośród obozu narodowego (a także spośród „piastowców” itp.) stawiano zarzut zwyczajnych nadużyć natury pieniężnej i na rozpowszechnieniu tych rzekomych nadużyć budowano postulat „sanacji” stosunków przez zamach (stąd nazwa obozu „sanacji”). Zarzuty te były wszystkie bezpodstawne; po udaniu się zamachu przeciwko nikomu spośród osób, którym zarzuty te stawiano, nie wszczęto nawet śledztwa. Przeciwnie – odbył się szereg procesów o oszczerstwo przeciwko głównemu trybunowi zamachowej propagandy, redaktorowi W. Stipczyńskiemu, który we wszystkich tych procesach – wobec oczywistego wyssania z palca rzuconych przezeń zarzutów i okazanej oczywistej złej woli – otrzymał wyroki skazujące na wysokie kary (2) .

REKLAMA/Advertisement

Od kłamstwa również zaczął się sam przewrót. Rozpowszechniono wiadomość, że na życie Piłsudskiego urządzony został w Sulejówku zamach. Wiadomość ta była rzekomym powodem marszu na Warszawę oburzonych wojsk. Tymczasem, jak się potem okazało, była to wiadomość nieprawdziwa. Prezydent Wojciechowski wyjechał naprzeciw maszerujących na Warszawę wojsk, by wezwać je do posłuszeństwa. Na moście Poniatowskiego odbyła się słynna rozmowa prezydenta Wojciechowskiego z Piłsudskim. Prezydent Wojciechowski był w czasie wyborów w zgromadzeniu narodowym w r. 1922 kandydatem lewicy i piłsudczyków. Narodowcy głosowali wówczas przeciw niemu. Ale w czasie swego z górą trzyletniego urzędowania zbliżył się on w pewnym stopniu do obozu narodowego, a w działalności głowy państwa ujawnił wiele umiarkowania, godności, rozwagi i dobrej woli.

W owej rozmowie na moście Poniatowskiego okazał on w sposób dowodny, że czuje się przede wszystkim głową państwa, odpowiedzialnym za jego losy, a nie mandatariuszem tylko swych wyborców. Rozmowa ta była zarazem zerwaniem między prez. Wojciechowskim, a marsz. Piłsudskim. W rozmowie tej Piłsudski zażądał od prezydenta podporządkowania się zamachowi. Prezydent na żądanie to odpowiedział odmownie. Kości byty rzucone – rozpoczęła się walka. Garnizon warszawski w większości opowiedział się po stronie zamachu. Wierna rządowi okazała się Szkoła Podchorążych, która z bronią w ręku przedarła się z Rembertowa do Warszawy, oraz niektóre oddziałki mniejsze. Były to siły dla stłumienia zamachu niewystarczające. Aby walkę rozstrzygnąć, trzeba było doczekać się posiłków z prowincji. Wysunięto projekt wyjazdu prezydenta i rządu do Poznania. Ale prezydent oparł się temu projektowi i oświadczył, że pozostanie w swej siedzibie (w Belwederze). Narzuciło to postulat wojskowej obrony Belwederu. Tym sposobem nieliczne siły wojskowe, wierne rządowi, skupić się musiały w niedogodnym położeniu strategicznym, w tej części miasta, która otacza Belweder. Dworce kolejowe, stacje telegrafu itp. znalazły się w ręku przeciwnika – jedyną nicią, łączącą Belweder z resztą Polski pozostało lotnictwo.

REKLAMA/Advertisement

Rozgorzały zawzięte walki, w których po stronie zamachu brały udział nie tylko oddziały wojskowe, nie tylko „Strzelec”, lecz i rewolucyjnie usposobione bojówki socjalistyczne, którym rozdano broń. Po stronie rządu uformowały się również oddziały ochotnicze, złożone głównie z akademików i z harcerzy. Trzydniowy okres urzędowania nowego rządu był okresem zbyt krótkim, by sparaliżować przygotowania, poczynione przez rząd poprzedni (zwłaszcza przez ministra spraw wojsk. gen. Żeligowskiego, który przed zamachem odpowiednio pozmieniał dyslokację wojsk). Nowy rząd nie zdążył jeszcze steru władzy mocno ująć w ręce; tak np. niektóre rozkazy, rozesłane, w przewidywaniu zamachu, przez nowego ministra spraw wojskowych, nie wyszły z Warszawy wskutek schowania ich pod sukno przez jego podwładnych.

Mimo to odsiecz – głównie z Poznania i z Pomorza – zorganizowała się dość szybko. Ale posuwanie się jej ku Warszawie napotkało na poważne przeszkody. Partia socjalistyczna, biorąca udział w akcji zamachowej, zorganizowała strajk kolejowy. Strajk ten skutecznie opóźnił przyjazd do Warszawy wojsk poznańskich (także pomorskich, krakowskich, śląskich, przemyskich i innych). Ten sam skutek miało przerzucenie się na stronę Piłsudskiego niektórych oddziałów wojskowych w Kutnie, Łodzi, Częstochowie Itp., które oddziałom odsieczy zatamowały drogę. Te ostatnie musiały sobie dopiero siłą tę drogę torować. Pierwsze posiłki (pułk piechoty z Łowicza i dwa pułki piechoty z Poznania) nadeszły do Belwederu w nocy z 12 na 13 maja, oraz koło południa 13 maja. Reszta bardzo poważnych sił odsieczy skupiła się w ciągu 14 i 15 maja w Ożarowie pod Warszawą. Równocześnie jednak przybyły do Warszawy oddziały sprzyjające Piłsudskiemu (głównie z kresów), które strajkujący, socjalistyczni kolejarze skwapliwie przepuścili. Chociaż były to siły słabsze od grupy Ożarowskiej, miały one stanowczą przewagę nad grupą Belwederską. Zacięte walki, ciągnące się przez kilka dni w Warszawie (3) , i zasypujące pociskami działowymi nawet samą siedzibę prezydenta, przechyliły się, mimo bohaterskiego oporu grupy belwederskiej, na stronę Piłsudskiego. Około godz. 3 po południu dnia 14 maja padło lotnisko. Około godziny wpół do czwartej prezydent Rzeczpospolitej i rząd opuścili Belweder i wraz z cofającym się pod naporem przeciwnika wojskiem wycofali się do Wilanowa. Istniała i wówczas jeszcze możliwość stłumienia zamachu siłami grupy Ożarowskiej. Ale dla jej wystąpienia do akcji zabrakło podstawy prawnej: dnia 15 maja prezydent Rzeczpospolitej i rząd złożyli dymisję.

Był to niewątpliwie duży błąd. Wiele jednak okoliczności błąd ten usprawiedliwia. Rząd i prezydent odcięci byli w Wilanowie od wszelkiej łączności z resztą kraju – nie mieli pojęcia o siłach zgromadzonej w Ożarowie odsieczy, i o fali oburzenia na zamach, która owładnęła dużą częścią społeczeństwa. W dodatku – rzecz najważniejsza – puszczono w Wilanowie pogłoskę, że Niemcy, korzystając z wojny domowej w Polsce, napadli na granice Pomorza. Ta pogłoska napełniła ich przekonaniem, że obowiązkiem ich jest nie przedłużać walki. Nie ulega zresztą kwestii, że rząd ówczesny nie składał się z ludzi szczególnie mocnych i zdolnych do wytrwania w tak zaciętej walce.

REKLAMA/Advertisement

Nie był to prawdziwy rząd narodowy – był to dopiero rząd, będący owocem powolnej w kierunku narodowym ewolucji. Był to typowy rząd większości sejmowej – nie składał się on z istotnych ludzi władzy, lecz ze zwykłych działaczy parlamentarnych. Nie wchodzili w jego skład najtężsi wodzowie obozu narodowego. Premierem tego rządu był ludowiec, poseł Witos – człowiek zasłużony i uczciwy, ale w wieloletniej praktyce parlamentarnej wdrożony do kompromisów. Najwybitniejszy narodowiec w tym rządzie, prof. Stan. Grabski, były socjalista i z temperamentu również raczej parlamentarzysta, niż wódz, także był skłonny raczej do ugody z Piłsudskim, niż do orężnego rozstrzygnięcia z nim walki. Toteż wiadomość o wkroczeniu Niemców na Pomorze z łatwością skłoniła rząd ten do kapitulacji. Tak więc zamach został zalegalizowany. Wojska, gotowe do walki w obronie dotychczasowego porządku, powróciły do swych garnizonów. Władza w Polsce przeszła w ręce obozu „sanacji”.

Jędrzej Giertych

fragm. książki “Tragizm dziejów Polski”

Przypisy:

(1) Gen. Stanisław Haller, b. szef sztabu generalnego pisze o tej działalności spiskowej co następuje: „Już w ciągu 24 godzin (po przybyciu – w marcu 1926 r. – do Warszawy po trzymiesięcznej nieobecności) nabrałem przekonania, że w nastroju wojska w Warszawie nastąpiły od grudnia daleko idące zmiany. Zwróciłem na to uwagę gen. Kesslerowi, p.o. szefowi sztabu gen. i pułkownikowi Bajerowi, szefowi oddz. II sztabu generalnego. Powiedziałem im, że o ile na prowincji (np. w Krakowie) głębszych zmian w nastroju armii nie zauważyłem, to specjalnie w Warszawie już samymi nerwami stwierdzam, że praca konspiracyjna w wojsku idzie w przyspieszonym tempie i daje duże wyniki. Stwierdziłem w Warszawie u mnóstwa oficerów jeszcze przed trzema miesiącami wobec mnie najlojalniejszych i otwartych, nieszczerość i zakonspirowanie. Pułk. Bajer w ogólnych zarysach moje spostrzeżenia potwierdził. Miałem też wtedy sposobność rozmawiać z gen. Malczewskim, dowódcą OK I. Gen. Malczewski oświadczył mi, że z całego garnizonu warszawskiego rachuje w razie zamachu marszałka Piłsudskiego tylko na Szkołę podchorążych i ewentualnie 30 p.p., wszystkie inne jednostki uważa za niepewne i podminowane pracą konspiracyjną”. (Gen. St. Haller „Wypadki Warszawskie od 12 do 15 maja 1926 r.”, Kraków 1926, stronica 5-6).

(2) Żadnej jednak z tych kar nie odcierpiał

(3) Pociągnęły one za sobą około 1.000 ofiar w zabitych i zmarłych z ran.


Jędrzej Giertych (1903 – 1992) był politykiem, dyplomatą i publicystą, jednym z przywódców Stronnictwa Narodowego. Od czasu studiów prawniczych angażował się w tworzenie harcerstwa. Stał się rzecznikiem polskiej pomocy kulturalnej dla Łużyc. W 1938 r. agitował na rzecz pomocy militarnej dla Czechosłowacji. W kampanii wrześniowej brał udział w obronie Helu. Został wzięty do niewoli i po wojnie przebywał na emigracji w Wielkiej Brytanii. Wydawał własne książki historyczne i publicystyczne oraz czasopismo “Opoka” (wcześniej pismo Ruch Narodowy) a także m.in. książki Feliksa Konecznego (Towarzystwo imienia Romana Dmowskiego). W 1961 r. został usunięty z emigracyjnego Stronnictwa Narodowego w wyniku konfliktu z jego ówczesnym prezesem Tadeuszem Bieleckim.