Imperium Lechitów nie istniało. Dlaczego?

Często zakładamy, że ludzie w budowaniu teorii i stawianiu tez kierują się – tak jak i my – racjonalnymi pobudkami. Jednakże czasem w świecie nauki pojawiają się tzw. „kwiatki”. W latach 60. był to Erich von Däniken z teorią na temat wpływu istot pozaziemskich na życie ludzi w prehistorii. Na naszym krajowym podwórku zrodziło się równie osobliwe zjawisko, zwane potocznie przez jego krytyków „turbosłowianizmem”, a przez zwolenników „Imperium Lechitów”.

Imperium Lechitów – jak widzą je turbosłowianie?

REKLAMA/Advertisement

Polacy – według tej nowej koncepcji dziejów – pochodzą od starożytnych Lechitów. Są to oczywiście Słowianie, którzy wbrew oficjalnej narracji historycznej nie przybyli nad Wisłę w VI w. n.e., ale byli tu od zarania dziejów i tworzyli prastarą, wysoce rozwiniętą cywilizację. Zanim powstało Imperium, Prasłowianie zamieszkiwali Europę od co najmniej 10 700 lat. Zajmowali tereny ciągnące się od Renu, dorzecza Wezery i Wery, po Don i Wołgę oraz od Bałtyku po Dunaj i morza Czarne, Azowskie, Kaspijskie i Adriatyckie. Generalnie Słowianie to różne ludy (indo-irańsko-europejskie) o różnych nazwach, ale jednej rasy aryjskiej, genetycznie identyczne dzięki występowaniu haplogrupy R1a1. Pochodzą od prastarych Ariów (inaczej Indo-Irańczyków) zamieszkujących pierwotnie tereny Azji Środkowej. Wynika z tego, że nasi przodkowie byli już osiedleni i zorganizowani w Środkowej Europie w czasach, kiedy dopiero powstawały starożytne cywilizacje w Sumerze, Egipcie, Peru czy Dolinie Indusu.

Nazwę Słowianie, ew. Sławianie, nadali nam Rzymianie od sławy (Slavi, Slavini). Inna nazwa to Sarmaci, z kolei Grecy używali określenia Scytowie, Persowie zaś Scytowie i Lechici, a Bizantyjczycy Scytowie, Sklawini/Sklaweni, a jeszcze inni Wenetowie, Wenedzi czy Suewi (Suevi = Sławii = Słowianie). Warto dodać, że Wandalowie, Goci, Herulowie, Burgundowie, Hunowie czy Alanowie to również plemiona słowiańskie z haplogrupą R1a1 Y-DNA.

REKLAMA/Advertisement

Ogólnie rzec ujmując Ariowie, czyli Słowianie, byli najstarszą i najliczniejszą etnicznie i językowo indoeuropejską grupa ludnościową w Europie. Dla porównania, plemiona niemieckie powstały dużo później z wymieszania się plemion celtyckich, normańskich, skandynawskich oraz w części słowiańskich o haplogrupie R1b1 Y-DNA, zaś pierwsze państwo niemieckie zostało założone dopiero w 919 r. n.e. w Fritzlarze.

Najważniejsza dla Słowian była przynależność rodowa. Wielość nazw plemion wiąże się z działalnością sąsiadów, wrogów, kronikarzy czy historyków, którzy chcieli je wyodrębnić i przyporządkować. Członkowie danego rodu wybierali starszyznę, ona zaś dokonywała wyboru naczelnika rodu. Naczelnik miał za zadanie łagodzić i rozstrzygać spory, służył członkom rodu swoją mądrością i autorytetem. Naczelnicy wybierali z kolei naczelnika wyższego szczebla (plemienia lub okręgu plemiennego) lub księcia prowincji albo dzielnicy. Również król był wybierany na prawomocnym wiecu słowiańskim, z zastrzeżeniem że musiał on pochodzić ze znanego i zasłużonego rodu oraz mieć ukończone 25 lat. Podkreślić należy, że Słowianie najbardziej cenili demokrację, z wiodąca rola wiecu, na którym to podejmowano najważniejsze decyzje. Była to cywilizacja wolnych ludzi o dużym poczuciu wspólnoty, niestosująca niewolnictwa.

REKLAMA/Advertisement

Wyznawali wedyjski arianizm, do najważniejszych miejsc ich solarnego kultu bogów Słońca i Miesiąca (księżyca) oraz Natury należały dwie góry na południu – Łysa Góra w Górach Świętokrzyskich i Ślęża (Sobótka) w Sudetach. Słońce i Księżyc były uniwersalnymi, astralnymi bogami czczonymi przez Prasłowian od niepamiętnych czasów. Oprócz późniejszych, ojczystych bogów, na ziemiach Lechii czczono też Swaroga, Świętowita, Niję, Swarożyca, Trzygłowa itp. Trzecim ważnym miejscem kultu była Góra Lecha w Gnieźnie uważana za „Gniazdo Bogów”. Do innych miejsc kultu można zaliczyć też Wolin, Szczecin, Arkonę oraz Radagoszcz.

Wielkie, przedwieczne, Imperium Lechickie powstaje (wg. kroniki krakowskiego arcybiskupa Prokosza z X w. n.e.) w XVIII wieku p.n.e. Nazwę swa bierze od, pierwszego tego imienia, Lecha Wielkiego, Ojca Narodów Lechów, inaczej Lechitów, który panował od 1729 do 1679 roku p.n.e. Nazwa Lech pochodziła od słowa Leh, w sanskrycie i staroirańskim (awestyjskim) oznaczającym „Pan”, „Król”, „Bóg” czy „Pasterz”. Nazwa Lechia (Lehia) oznaczała zaś „królestwo”. Król według kronik był bardzo waleczny i ekspansywny, rozszerzając znacznie terytorium Lechii.

Ciekawy życiorys posiadał również król Awiłło Leszek IV Uznany (25 p.n.e. – 34 n.e.). Główny ciężar jego panowania skupił się na utrzymaniu Bawarii (wraz z miastem Lecha) w granicach Imperium. Według Kroniki Norymberskiej, w 9 roku n.e. miała miejsce bitwa pod murami i wokół miasta Lecha, między legionem rzymskimi (tzw. Marsowym Legionem) pod dowództwem Titusa Enniusa, a wojskami Lechitów. Legion w ciężkich i gwałtownych walkach został wybity, poległo także wielu Słowian. Na cześć tego zwycięstwa równina ciągnąca się od obecnego miasta Augsburg została nazwana Lechfeld, czyli Pole Lecha. Trzy lata później miasto zostało zdobyte i zniszczone przez Tyberiusza Nerona. Podczas panowania Leszka IV doszło do słynnej bitwy w Lesie Teutoburskim, gdzie koalicja Słowian oraz plemion celtycko-normańskich znad Renu wycięła w pień cztery legiony rzymskie.

Spadkobiercy wielkości

Wielu z Was czytając skrócone dzieje Słowian i Wielkiej Lechii mogło doznać wstrząsu, graniczącego z trwałym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym. Podkreślić należy, że nie jest to oficjalny i jedyny spis dziejów Prasłowian, gdyż internet pełen jest „niezależnych badaczy” i wyznawców turbosłowianizmu. Pytanie zasadnicze brzmi: jak narodziło się to zjawisko oraz dlaczego przyciąga tylu ludzi?

W psychologii istnieje pojęcie zwane kompensacją. Osoba, która nie ma żadnych własnych osiągnięć – czuje wewnętrzną pustkę, jest niedoceniana, mało interesująca, posiada jakieś braki lub defekty – musi je sobie jakoś skompensować, czyli wynagrodzić, np. utożsamiając się z pradawnym i potężnym bytem o szerokim wachlarzu dokonań. Dokonania te nie były udziałem tej osoby, ale identyfikując się z tworem w postaci Imperium Lechickiego spija ona niejako śmietankę tychże dokonań oraz liczy na to, że będzie za to utożsamianie się poważana i nagradzana przez ogół społeczeństwa.

REKLAMA/Advertisement

Turbosłowianin tworzy wokół siebie otoczkę z prastarych mitów o starożytnym pochodzeniu Słowian (czyli Polaków), bowiem bycie ludem starym musi automatycznie oznaczać wielkość, mądrość, szacunek i potęgę. W czasach dzisiejszych „potomek Lechitów” nie czuje się atrakcyjny społecznie. Nie jest ani szanowany, ani godny uwagi. Na dodatek jego kraj ma – mówiąc delikatnie – średnią pozycję i znaczenie na arenie międzynarodowej. By jakoś uratować poczucie swojej wartości, turbosłowianie tworzą metanarodowe mity o pochodzeniu Polaków od starożytnych Lechitów/Ariów. Wszystkie te zwycięskie bitwy nad Persami, Grekami, Rzymianami oraz tysiącletnia zasiedziałość na terenach Europy Środkowej daje im poczucie wyższości i specjalne przywileje do władania nad innymi nie-Słowianami i obrony prasłowiańskiej ojczyzny. Wielu za swoich głównych wrogów uważa naturalnie Żydów, ale często także Kościół katolicki.

Oczywiście nie można tego powiedzieć o każdym – wielu ludzi pada po prostu ofiarą manipulacji „niezależnych historyków” i słabej znajomości własnej historii. Ignorancja niejedno ma imię. Za przynależność do słowiańskiej braci płaci się wysoką cenę. Bezrefleksyjne zaprzedanie się jakiejkolwiek grupie zabija naszą indywidualność. W tym konkretnym przypadku, jednostka dostaje proste odpowiedzi na nurtujące ją pytania, w gratisie otrzymując poczucie przynależności do tych „znających prawdę”.

Metodyka? Wymysł wrogów!

Turbosłowianie w swoich dyskusjach posługują się argumentami ze świata genetyki populacyjnej, antropologii fizycznej, historii i archeologii, nie mając w gruncie rzeczy jakiegoś większego pojęcia o każdej z nich. Sama metodyka badań – wypracowana na przestrzeni lat przez każdą z powyższych nauk – jest przez nich uważana za błędną lub w ogóle nie biorą jej pod uwagę. Stawiają znak równości pomiędzy pojęciami „populacja”, „formacja kulturowa” i „grupa językowa”. Ich problem polega na nieznajomości realiów tamtego świata i przekalkowywaniu współczesnych pojęć takich jak „naród”, „państwo” czy „religia” do świata barbarzyńskiego. Ciekawe wnioski wypracowywane przez genetyków i językoznawców przemieniają w groteskę.

„Ojcowie duchowi” fantazmatu Wielkiej Lechii, m.in. Paweł Szydłowski czy Janusz Bieszk, opierają swoją wiedzę na odrzuceniu wszelkich dogmatów, najnowszych opracowań i autorytetów naukowych. Subiektywnie typują materiały do tworzenia swoich narracji historycznych. Poczciwy Tacyt czy Joachim Lelewel zostali wyklęci przez „niezależnych badaczy” i uznani za niewiarygodnych lub wprost za fałszerzy historii na usługach zaborcy (widać to szczególnie w przypadku drugiego historyka), Watykanu, Żydów, etc. Obce są im takie pojęcia jak zasady postępowania naukowego, proces dowodowy, krytyka zewnętrzna i wewnętrzna źródła, edycja tekstu źródłowego czy postęp badań. Zazwyczaj nie przedstawiają jakich metod naukowych oraz nienaukowych użyli w jaki sposób to zrobili. Jak zauważył Paweł Miłosz: Każdą „starą książkę” (jak to nazywa Bieszk) uważają za wiarygodną. Tak, dla Bieszków nawet książka z XIX wieku jest wiarygodnym źródłem informacji o wydarzeniach z wieku IX, bo jest stara…

Jak już wiemy, turbolechici nie uznają czegoś takiego jak „postęp badań naukowych” oraz faktu, że historiografia zaczęła się tworzyć dopiero pod koniec XVIII wieku. W dalszej części mojego tekstu postaram się zreferować najbardziej popularne argumenty wykorzystywane w „dyskusjach” przez potomków Króla Lecha. Podstawę stanowiły tu przede wszystkim publikacje na blogach „Se czytam” oraz Sigillum Authenticum, które wykonują heroiczną pracę walki z turbosłowiańską propagandą (szczegółowe odniesienia bibliograficzne znajdują się w bibliografii na ostatniej stronie tekstu).

„Prawdziwe” księgi

Za najważniejszą księgę Lechitów, niejako ich „Biblię”, uchodzi kronika krakowskiego arcybiskupa Prokosza z X wieku. Szczegółową analizę tego fałszerstwa przedstawił na swoim blogu Paweł Miłosz. Prokosz rzekomo pochodził z zakonu benedyktynów i miał umrzeć w 986 roku. Podaje on listę królów polskich od drugiego tysiąclecia przed naszą erą. Zacznijmy od samej postaci kronikarza. Po pierwsze, benedyktynów do Polski sprowadził dopiero Bolesław Chrobry. Po drugie, w Krakowie nie było żadnego arcybiskupstwa – zostało ono ustanowione dopiero w 1925 roku, wyjątkowo w 1046 roku paliuszem obdarzony został biskup krakowski Aaron. W samej kronice mamy do czynienia z przeniesieniem realiów barokowych na wczesne średniowiecze – pojawiają się tam instytucje takie jak senat, sejmy, elekcje władców, a także rycerze, heraldyka czy pisownia imion z tego okresu. Analizując treść można przyjąć, że fałszerstwo powstało w XVIII wieku. Sama kronika wydana została w 1825 roku przez Hipolita Kownackiego. Wątpliwości co do jej autentyczności miało wielu historyków. Rękopis sporządził prawdopodobnie Przybysław Dyjamentowski, znany fałszerz, który produkował falsyfikaty źródeł średniowiecznych oraz szlacheckie rodowody. Fałszerstwo wykrył Joachim Lelewel, który znalazł w Wilnie rękopis opatrzony datą 21 czerwca 1764 roku. W dyskusji o wiarygodności pojawia się jednak jeszcze jedno pytanie, postawione przez blogerów z Sigillum Authenticum – skoro Kronika Prokosza jest autentyczna, to dlaczego żaden dziejopisarz średniowieczny czy nowożytny nie wspominał o jej istnieniu?

Kolejnym źródłem, które wprawia turbolechitów w zachwyt, są Roczniki Awentyna, również przeanalizowane szczegółowo przez Mirosza. Pojawia się w nich postać księcia Polan, Wrocisława, który wraz z królem wschodniofrankijskim Arnulfem i węgierskiem księciem Kursanem mieli najechać na Wielkie Morawy. Znajdują się w niej dowody na istnienie Polski przed X wiekiem, na dodatek Polski potężnej, która uczestniczy w koalicji przeciwko księciu Świętopełkowi. Same Roczniki Awentyna pochodzą z początków XVI wieku, a więc są młodsze o sześć wieków od opisywanych wydarzeń. Kronikarz czerpał wiadomości z nieistniejących dziś źródeł, informacje te wymagają jednak weryfikacji i zestawienia ze znanymi nam źródłami z epoki, które mówią o tym wydarzeniu. Pojawia się jednak pewien problem – o ile Awentyn nie pomylił się pisząc o sojuszu „trojga” przeciw Wielkim Morawą, zrobił błąd podając postać Wrocisława polańskiego. Chodziło tutaj o Bracisława panońskiego (księcia odłamu Chorwatów żyjącego w Panonii). Pomyłka prawdopodobnie wynika z tego, że kronikarz uwspółcześnił przekaz do znanych sobie realiów. Księcia nieistniejących Słowian panońskich przerobił na księcia istniejącej Polonii – zauważa Mirosz. Dodatkowo, imiona Wrocisław/Warcisław i Bracław/Bracisław są do siebie bardzo podobne, a zamiana literki „b” na „w” i odwrotnie to typowy błąd w zapisie. Imię Warcisław było popularne wśród książąt pomorskich.

Kronika Norymberska (org. Liber chronicarum) opisuje starcie wojsk słowiańskich w 9 roku n.e. z wysłanym przez Oktawiana Augusta „Marsowym Legionem” rzymskim pod murami miasta Lechów (obecny Augsburg w Bawarii). Sama kronika została wydrukowana w 1493 roku przez Antoniego Kobergera w Norymberdze. W wyżej wymienionym roku miała miejsce bitwa, lecz nie pod Augsburgiem, a w Lesie Teutoburskim, i nie z Lechitami, a Germanami. Sigillum Authenticum zwróciło uwagę, że w piśmiennictwie średniowiecznym i nowożytnym powstało wiele teorii odnośnie miejsca rozgromienia rzymskich legionów. Koncepcja „augsburgska” lansowana przez Kronikę Norymberską pojawiła się w po raz pierwszy w XII wieku w kronice Ottona z Freising. Od wspomnianych wydarzeń dzieliło ją więc 1100 lat. Samo miasto Augsburg zostało założone przez Rzymian, a nie Lechitów, na cześć Oktawiana Augusta. Jego pierwotna nazwa to Augusta Vindelicorum.

Angielski pisarz Thomas Nugent popełnił w 1766 roku dzieło pod tytułem “The History of Vandalia. Containing the ancien and present state of the country of Mecklenburg”. W tymże „źródle” poczet królów polskich jest zbieżny z pocztem przedstawionym w kronice Prokosza. Dokładniej chodzi o pięć pokrywających się imion. Czego to dowodzi? Najprawdopodobniej korzystali z jakiegoś wspólnego „źródła” czyli literatury renesansowej lub barkowej. Tu trzeba przypomnieć, że w wiekach XIV-XVII ożywione były „kontakty” literackie między Polską, Pomorzem Zachodnim i Meklemburgią. Meklemburgia to – z grubsza rzecz biorąc – „resztówka” po słowiańskich Obodrzycach. Oczywiście zgermanizowana, ale z dynastią wywodzącą się od dawnych słowiańskich książąt. Dlatego kronikarstwo polskie, pomorskie i meklemburskie często wykorzystywało się wzajemnie, a często też polemizowało – chodziło o rywalizację między pokrewnymi ludami: który jest najważniejszy – stwierdza Mirosz. Dało to pole do popisu tamtejszym kronikarzom tworzącym bajki. Poza tym, Thomas Nugent pisał o władcach Wandalów, za których potomków uważał współczesnych jemu mieszkańców Meklemburgii, nie chodziło mu zaś o władców polskich. Skąd więc to przyrównanie Wandalów do Słowian, które nagminnie pojawia się w argumentach Lechitów? W języku staroniemieckim Słowian określano mianem Wenden, co jest podobne do Wandalen.

Czy Pismo Święte wspomina o dawnym Imperium Lechitów?

 

Ważne miejsce w „teorii” lechickiej zajmuje Kronika Mirosza/Mierzwy/Dzierzwy, o której w swojej analizie argumentów zwolenników Wielkiej Lechii pisało Sigillum Authenticum. Turbosłowianie (m.in. Janusz Bieszk) rozdzielają te trzy postacie jako tworzące niezależnie od siebie w różnych okresach. Historia tego źródła zaczyna się w XIX wieku, kiedy to wydał ją August Bielowski pod nazwą Kroniki Mirosza. Zawarł w niej kompilację fragmentów Kroniki Dzierzwy, która to obejmowała dzieje bajeczne do czasów Kazimierza Odnowiciela. Mirosz miał być mnichem obcego pochodzenia z XI wieku. Sam Bielowski we wstępie do krytycznego wydania tekstu Mirosza (na podstawie ustaleń Krzysztofa Warszewickiego) zmienił autora tekstu na Mierzwę, kronikarza z XII wieku. Jacek Banaszkiewicz w wydanej w 1979 roku pracy Kronika Dzierzwy. XIV-wieczne kompendium historii ojczystej ustalił, że Mierzwa jest tak naprawdę Dzierzwą, franciszkaninem związanym z dworem Władysława Łokietka, a więc pochodzącym z początków XIV wieku. Wniosek jest więc prosty – postać Mirosza i Mierzwy nie istniały.

Kolejną postacią znaną z lekcji historii jest Wincenty Kadłubek. Co bardziej złośliwi nazywają go pierwszym turbolechitą. Swoje dzieło Kronika Polski pisał na polecenie księcia Kazimierza II Sprawiedliwego na przełomie XIII i XIII wieku. Chcąc podnieść zasługi Polaków, nawymyślał cala listę władców panujących przed Mieszkiem I. Na tym jednak nie poprzestał, opisując m.in. walki Polaków z Aleksandrem Macedońskim czy Juliuszem Cezarem.

Prócz wyżej wymienionych „źródeł” alternatywni badacze historii wykorzystują jeszcze legendarne przekazy zawarte w kronice Galla zwanego Anonimem oraz Kronice Wielkopolskiej.

Haplogrupa to nie wszystko

W dyskusjach pada zawsze argument haplogrupy R1a1 Y-DNA, przekazywanej z ojca na syna. Haplogrupa ta odnajdywana jest wśród ok. 55% przedstawicieli narodu polskiego. Według turbosłowian, skoro najstarszy odkryty egzemplarz haplogrupy liczy około 10 000 tys. lat, to tyle samo musi liczyć nasza prasłowiańska cywilizacja, pochodząca w prostej linii od Ariów, czyli Indo-Irańczyków (którzy swe pierwotne siedziby mieli w Azji Środkowej, zasiedlając następnie tereny obecnego Iranu i Indii).

Niestety, nie zauważają oni (lub nie chcą zauważyć), że tożsamość genetyczna nie musi równać się tożsamości kulturowej. Mówiąc inaczej, kultura czy technika nie jest zakodowana w genach, ani nawet w języku. Także w obrębie samej R1a jest sporo mutacji, a ta polska jest nietożsama z mutacją obecną np. w Iranie czy Indiach. Sprawa nie jest prosta, wymaga bowiem wgłębienia się genezę Indoeuropejczyków, z których to prawdopodobnie koło połowy III tysiąclecia p.n.e. wyodrębnili się wspomnieli wyżej Indo-Irańczycy. Przedstawiona poniżej hipoteza nosi miano pontyjsko-kaspijskiej.

Około 5000-4500 lat temu część ludności indoeuropejskiej – utożsamianej ze społecznością kultury grobów jamowych, która około 5000 lat temu zajmowała ziemie dzisiejszej wschodniej Ukrainy oraz południowej Rosji – wyruszyła wraz z całymi rodzinami na zachód, a efekty tej wędrówki widoczne są po dziś dzień w postaci genów (haplogrupy R1a i R1b, które dominują w męskiej populacji wielu krajów Europy) jak i języka indoeuropejskiego (do której należą m.in. języki celtyckie, germańskie, słowiańskie i romańskie). Tak więc Słowianie genetycznie są co najwyżej biednymi kuzynami ludów, które budowały cywilizacje Elamu i doliny Indusu w III i II tyś p.n.e. O sprawie tej pisał Wojciech Pastuszka, omawiając wyniki badań badaczy anglojęzycznych

„Stare źródło prawdę Ci powie”

Źródła pisane nie są jedynymi dowodami wykorzystywanymi w procesie urzeczywistniania Wielkiej Lechii. Jednym z nich jest słynny Jasnogórski Poczet Królów i Książąt Polski. Na obrazie tym przedstawionych jest 52 portrety dawnych władców, począwszy od króla Lecha I do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Skoro ostatnią postacią jest Poniatowski, to obraz musiał zostać namalowany po roku 1764. W związku z tym jego walory poznawcze są zerowe, na co uwagę zwracał Paweł Mirosz.

Ostatnimi z argumentów turbosłowian są mapy i monety. Tutaj znowu ujawnia się bezkrytyczne przyjmowanie każdego „starego źródła”, takiego jak mapa Ptolemeusza z lat 142-147 n.e., na której to przedstawione są m.in. ziemie dzisiejszej Polski. Kolejnymi smaczkami kartograficznymi są domniemane mapy Lechii wraz z jej zasięgiem terytorialnym. W większości przypadków były one tworzone na potrzeby szkolne, do atlasów historycznych lub jako zwykłe fałszerstwa. Dziwnym trafem dostępność ich ogranicza się wyłącznie do Internetu. Lechici nie potrafią podać sygnatury ani nazwy konkretnej instytucji, w której takowe mapy są przechowywane. Czyżby były to osławione archiwa Watykanu?

Bicie przez Lechię własnych monet według turbosłowian potwierdzone jest wieloletnimi badaniami niejakiego Tadeusza Wolańskiego. Podobno zebrał on w ciągu 30 lat pracy zawodowej 2739 sztuk brakteatów – monet królów lechickich i polskich. Niestety i ten argument jest kulawy. Wolański, jak wskazuje Sigillum Authenticum, był typowym dla XIX wieku kolekcjonerem-zbieraczem. Jako amator nie posiadał stosownej wiedzy i warsztatu do pracy ze znalezionymi przez siebie monetami. Numizmatyka w tamtym okresie dopiero się rodziła. Pierwsze polskie monety wybito (być może) za panowania Mieszka I i (na pewno) Bolesława Chrobrego – te drugie przedstawiały popiersie władcy wraz z imieniem BOLEZLAVS.

Zadanie historyków

Moim zdaniem aby zwalczyć to hipersłowiańskie zjawisko należy po prostu merytorycznie dyskutować i zbijać argumenty, obnażając braki w metodologii „mistrzów” pokroju Pawła Szydłowskiego lub Janusza Bieszka. Jeśli z góry uznamy turbosłowian za głupców lub historycznych oszustów, to podtrzymamy w nich ducha walki przeciw „oficjalnej wersji historii”. Takie poczucie zagrożenia wzbudzi w nich tzw. syndrom oblężonej twierdzy. Dojdą do wniosku, że MY jesteśmy otoczeni i atakowani przez NICH. Koło się zamyka. Będą oni co prawda zawsze marginesem, jednak bardzo narzucającym się w wirtualnej (a coraz bardziej w realnej) rzeczywistości. Inną sprawą jest problem promocji historii przez naukowców w polskim społeczeństwie. Lata zaniedbań na tym polu odbijają się teraz czkawką w postaci alternatywnych wersji początków Polski.

Adrian Szostek

 

Bibliografia:
Acolitus, „Niemiec na służbie zaborców?” Skandaliczne turbosłowiańskie wyobrażenie Joachima Lelewela [w:] „Sigillum Authenticum”, 27 sierpnia 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016 roku] <http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/08/niemiec-na-suzbie-zaborcow-skandaliczne.html>.
Bieszk Janusz, Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna, Bellona, Warszawa 2015.
Callaway Ewen, European languages linked to migration from the east [w:] „Nature”, 12 lutego 2015 roku [dostęp: 11 grudnia 2016 roku] <http://www.nature.com/news/european-languages-linked-to-migration-from-the-east-1.16919>.
Janka-Więcek Ewa, Psychologia gier symulacyjnych, „Prace Naukowe Instytutu Organizacji i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej. Studia i Materiały”, vol. 74, nr 15, Wrocław 2004, s. 300-315.
Pastuszka Wojciech, Językoznawcy o ojczyźnie Indoeuropejczyków [w:] „Archeowieści”, 19 lutego 2015 roku [dostęp: 11 grudnia 2016] <https://archeowiesci.pl/2015/02/19/jezykoznawcy-o-ojczyznie-indoeuropejczykow/>.
Paweł M., Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 1) [w:] „Se czytam”, 14 lipca 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016] <http://seczytam.blogspot.com/2016/07/turbolechickie-zidiocenie-czyli-dojenie.html>.
Paweł M., Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 2): Rocznik Awentyna [w:] „Se czytam”, 18 lipca 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016] <http://seczytam.blogspot.com/2016/07/turbolechickie-zidiocenie-czyli-dojenie_18.html>.
Paweł M., Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 3): Kronika Prokosza [w:] „Se czytam”, 22 września 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016] <http://seczytam.blogspot.com/2016/09/turbolechickie-zidiocenie-czyli-dojenie.html>.
Paweł M. Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 4): inne „źródła” [w:] „Se czytam”, 27 października 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016] <https://seczytam.blogspot.com/2016/10/turbolechickie-zidiocenie-czyli-dojenie.html>.
Seredyńska Anna, Mechanizmy obronne w diagnozie psychodynamicznej i pedagogicznej, WAM, Kraków 2015.
Szczał Lechicki #3 Źródłoznawstwo, dziejopisarstwo i edytorstwo historyczne w ujęciu Pawła Szydłowskiego [w:] „Sigillum Authenticum”, 24 listopada 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016 roku] <http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/11/szcza-lechicki-3-zrodoznawstwo.html>.
W sprawie metod badawczych Janusza Bieszka. Droga dowodowa. Część 2: Przedmowa autora do książki „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna” (Warszawa 2015) [w:] „Sigillum Authenticum”, 17 września 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016 roku] <http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/09/w-sprawie-metod-badawczych-janusza_17.html>.
W sprawie metod badawczych Janusza Bieszka. Droga dowodowa. Część 3: Rozdział I: „Pochodzenie Ariów-Słowian w Europie i w Lechii” oraz rozdział II „Ariowie-Słowianie na ziemiach Lechii” [w:] „Sigillum Authenticum”, 19 września 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016 roku] <http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/09/w-sprawie-metod-badawczych-janusza_19.html>.
W sprawie metod badawczych Janusza Bieszka. Droga dowodowa. Część 6: Rozdział V: „Miasta, mapy, monety, bitwy, chrzest Lechii, dynastia Lechicka” [w:] „Sigillum Authenticum”, 24 września 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016 roku] <http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/09/w-sprawie-metod-badawczych-janusza_24.html>.
W sprawie metod badawczych Janusza Bieszka. Droga dowodowa. Część 8: Ocena książki „Słowiańscy królowie Lechii” [w:] „Sigillum Authenticum”, 27 września 2016 roku [dostęp: 11 grudnia 2016 roku] <http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/09/w-sprawie-metod-badawczych-janusza_27.html>.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska

za: Portal historyczny Histmag