„Heimkehr”: Najgorszy film o „złym Polaku”

Polacy to prześladujące Niemców bestie, mordujące dzieci, kobiety i starców. Niemcy zaś kochają pokój, tęsknią do swojej ojczyzny i czekają na Hitlera-wybawiciela. Oto rzeczywistość rodem z „Heimkehr”, wychwalanego przez Josepha Goebbelsa, skrajnie antypolskiego filmu. Zagrali w nim także Polacy.

– W sensie ukazania stereotypu „złego Polaka” to najgorszy film kiedykolwiek nakręcono – podczas zorganizowanego w połowie września przez Muzeum II Wojny Światowej spotkania mówił profesor Eugeniusz Cezary Król, historyk. – Polacy w tym filmie przypominają zezwierzęconą tłuszcze, która dybie na bogobojnych Niemców i wreszcie zadaje im zbrodnie – dodawał. I zapraszał wszystkich zebranych na projekcję filmu „Heimkehr” (Powrót do rodzinnych stron).

REKLAMA/Advertisement

Minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels o „Heimkehr”: „Film jest wstrząsający i wzruszający zarazem. Stanowi wychowawczą lekcję dla całego narodu niemieckiego, a scena w piwnicy polskiego więzienia jest według mnie w ogóle najlepsza ze wszystkich, jakie kiedykolwiek nakręcono.”

Raz jeszcze profesor Król: – Mamy do czynienia z propagandą w skrajnej postaci. Wróg musiał jawić się jako obiekt kompletnie obcy i całkowicie negatywny, aby odbiorca automatycznie odczuwał w sobie pozbawione jakiejkolwiek refleksji pragnienie jego bezwzględnego unicestwienia. Wręcz rozdeptania wroga, niczym ohydne robactwo. Do osiągnięcia takiego efektu psychosocjologicznego bardzo dobrze nadawał się film.

REKLAMA/Advertisement

„Tacy są wszyscy Polacy?”
Wszyscy, którzy chcieliby zobaczyć ten jeden z najdroższych filmów III Rzeszy, kilku poniższych akapitów czytać nie powinni. Będą tak zwane spoilery.

Łuck, 1939 rok, tuż przed wojną. Ówczesna Polska jest dla mniejszości niemieckiej prawdziwym koszmarem.

REKLAMA/Advertisement

Niemcom zabiera się szkołę (potrzeby polskich urzędów są ważniejsze), na dziedzińcu pali się ich książki i meble. W akompaniamencie krzyków, wyzwisk, szyderstw patrzącego na to wszystko tłumu ktoś (oczywiście nie Niemiec) próbuje wrzucić do ognia nawet klatkę z żywymi ptakami.

Kolejne sceny są jeszcze gorsze. Niemieccy mężczyźni są bici i linczowani, niemieckie kobiety obrzucane kamieniami. Jednej z nich, mocno już zmaltretowanej, Polak o urodzie Quasimodo triumfalnie zrywa łańcuszek ze swastyką.

Jadący bryczką starszy Niemiec dostaje się pod obstrzał… polskich dzieci. Kula trafia go w twarz, mężczyzna traci wzrok.

Polskie urzędy w ogóle nie reagują. W szpitalach nie przyjmuje się rannych Niemców, policja zawsze staje po stronie polskiego tłumu.

„Nie mogę uwierzyć, że tacy są wszyscy Polacy” – mówi Niemka, główna bohaterka. „Przynajmniej dziesięć tysięcy na górze i miliony na dole” – odpowiada jej inny Niemiec.

Jakby widz miał jeszcze co do natury Polaków jakieś wątpliwości, złudzeń pozbawia go ostatnia scena. To ta, o której wspominał wyżej Goebbels. Niemców (kobiety, dzieci, mężczyzn, starców) spędza się do lochu, w absolutnym ścisku trzyma tam przez całą noc, a nad ranem pijani polscy żołnierze zaczynają do nich strzelać z karabinu maszynowego.

REKLAMA/Advertisement

Kto przerywa to szaleństwo? Oczywiście bohaterski Wehrmacht – Hitler wreszcie zdecydował się na atak na Polskę. Niemców udaje się wyzwolić z rąk polskich oprawców i wszyscy szczęśliwie mogą powrócić do ukochanej ojczyzny.

„Ten film przyniesie krwawe owoce…”
– Z propagandowego punktu widzenia „Heimkehr” miał pokazać dwa aspekty: wiekopomny exodus w kierunku ojczyzny Niemców etnicznych z Europy Środkowo-Wschodniej i przyczynę wybuchu drugiej wojny światowej. Chciano pokazać niemieckiej i światowej opinii publicznej, czemu tak naprawdę Polska została zawojowana – tłumaczył w Gdańsku profesor Król.

– Oczywiście przed wojną zdarzały się w Polsce antyniemieckie zachowania: spalenie drukarni w Łodzi, czy nieszczęsny plakat studentów, pokazujący mapę przyszłej Polski aż do Berlina. Ale to są oczywiście jakieś incydenty. Nie do porównania z tym, co widz ogląda w filmie „Heimkehr” – dodawał historyk.

Opisywany tu film, do nakręcenia którego wykorzystano setki statystów, pułk Wehrmachtu, a nawet eskadrę Luftwaffe kosztował 3,5 miliona marek i przyniósł wpływy rzędu 4,6 mln marek. Oprócz kin niemieckich, „Heimkehr” wyświetlane było m.in. we Włoszech, Holandii, Polsce (26 X 1941 roku z okazji dwulecia istnienia Generalnej Guberni film został zaprezentowany na Wawelu), a pod koniec 1944 roku nawet w Japonii.

Jak ówcześni Niemcy przyjęli „Powrót do rodzinnych stron”?

Profesor Król przyznaje, że trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. W swym artykule „Wizerunek wroga w nazistowskim filmie <> z 1941 roku. Studium antypolskiego heterostereotypu narodowego” pisze on: „(…) Heimkehr mógł spotkać się wśród Niemców etnicznych, a zapewne też wśród mieszkańców <> Rzeszy z reakcjami dwojakiej natury. Po pierwsze – niektórzy widzowie uznali, że film niepotrzebnie dotyka starych problemów, o których lepiej nie pamiętać, bo i tak stosunki niemiecko-polskie kształtują się teraz na właściwej płaszczyźnie, to znaczy dominacji i podległości. Po drugie – inni, i ci zapewne stanowili sporą reprezentację, przyjęli wydarzenia rozgrywające się na ekranie jako argument na rzecz zaostrzenia kursu wobec Polaków jako zbiorowości osobników nikczemnych, niepełnowartościowych pod względem rasowym i kulturowym, urodzonych przestępców i zwyrodnialców.”

Przedstawiciele tej drugiej opcji, jak podkreśla profesor, uciekali się niekiedy do antypolskich akcji. Tak jak w Płocku, gdzie po obejrzeniu filmu „Heimkehr” próbowano zorganizować pogrom ludności polskiej.

Reprezentantem przytoczonego wyżej „umiarkowanego poglądu” był m.in. Alexander Hohenstein, który w latach 1940-42 pełnił urząd komisarza gmin w okolicach Pabianic na terenie Kraju Warty. Profesor Król cytuje jego dziennik: „Przyjęliśmy ten film z mieszanymi uczuciami. Wydało mi się ze oto pokazano nasz przyszły los.(…) nie nazywając rzeczy po imieniu, pokazano groźbę politycznej eksplozji w przyszłości, powstania narodowe Polaków są bowiem całkowicie prawdopodobne, to wynika z polskiej historii. Jeśli nie było zamiaru wzniecenia za pomocą tego filmu uczuć nienawiści to trzeba określić jego projekcję tu, w Kraju Warty, dla niewielkiej mniejszości (niemieckiej) egzystującej pośród tak bardzo uciemiężonej ludności polskiej mianem politycznej nieodpowiedzialności, która może przynieść gorzkie, krwawe owoce.”

Chorzele przyjmuje artystów

Zdjęcia do filmu kręcono w miejscowości Chorzele koło Przasnysza. Zakończono je na krótko przed wybuchem wojny sowiecko-niemieckiej. Co ciekawe, w pierwotnej wersji filmu, którego akcja dzieje się na terytorium Wołynia, uwięzionych Niemców miała „wyzwalać” Armia Czerwona. Gdy jednak wybuchła wojna, „prawda historyczna” musiała ustąpić potrzebie dopasowania się do nowej sytuacji i w filmie Sowietów zastąpił już Wehrmacht.

W Chorzelach, przedwojennej, polskiej miejscowości, która liczyła sobie około 3 tysiące ludzi, 1/3 stanowili Żydzi. W trakcie kręcenia „Heimkehr” austriacka ekipa filmowa odnosiła się do miejscowej ludności poprawnie. Niektórzy z autochtonów za skromne wynagrodzenie dostali nawet rolę statystów. Kiedy jednak zakończono kręcenie zdjęć, a filmowcy wyjechali, na Chorzele bardzo szybko spadły kolejne prześladowania. Profesor Król przypomina, że w grudniu 1941 roku tutejszych Żydów wywieziono do getta w pobliskim Makowie Mazowieckim, a następnie do obozów zagłady. „Za środek transportu do getta posłużyły kryte wozy konne – te które zagrały w <> jako zaprzęgi Volksdeutschów powracających do starej ojczyzny” – pisze w cytowanym artykule profesor.

Reżyserem filmu był Gustav Ucicky, Austriak, syn znanego malarza Gustava Klimta, twórca m.in. „Uciekinierów”, nakręconego w latach 30-tych filmu propagandowego, opowiadającego o bohaterskiej postawie Niemców Nadwołżańskich w starciu z prześladującymi ich bolszewikami.

Główną rolę w „Heimkehr” zagrała Paula Wessely, bardzo znana wówczas austriacka autorka.

Ale co szczególnie istotne, w tak wychwalanym przez Goebbelsa, propagandowym i antypolskim filmie zagrali również Polacy.

Polacy grają w antypolskim filmie
– Reżyserowi udało się pozyskać kilkunastu aktorów z Polski. Wśród nich jedną z gwiazd kina międzywojennego, Bogusława Samborskiego. W „Heimkehr” zagrali m.in.: Józef Kondrat, stryj znanego dziś aktora Marka Kondrata, Tadeusz Żelski, wcielający się w rolę Becka, Artur Horwath, Michał Pluciński – wymieniał profesor Król.

Motywy polskich aktorów były rożne. Kondrat miał stwierdzić, że „jest aktorem i musi grać”, a jego rola i tak jest komiczna w swoim wydźwięku, więc niezbyt szkodzi sprawie polskiej. Samborski i Horwath tłumaczyli się chęcią uchronienia ich żydowskich żon/przyjaciółek od gestapowskich prześladowań. Faktem jednak pozostaje, że Samborski za rolę polskiego burmistrza zagraną po niemiecku otrzymał 20 tysięcy złotych, a po zakończeniu filmu dostawał miesięczne diety w wysokości 700 marek. Warto dla porównania podać gaże niepolskich aktorów, którzy zagrali w „Heimkehr”. Paula Wessely, o roli której Goebbels miał napisać „że przyćmiewa wszystko” zainkasowała 150 tysięcy marek, Peter Petersen – 80 tysięcy marek, Attila Hörbiger – 45 tysięcy marek.

Przy okazji opisywanego tu filmu, pojawia się jeszcze jedno znane nazwisko. Polską obsadę pomagał zorganizować Igo Sym, znany przedwojenny aktor, kolaborant, dyrektor warszawskiego teatru w czasie okupacji, zastrzelony później z wyroku polskiego podziemia. Jak podaje w swym artykule profesor Król, Sym został wpisany na listę płac osób zatrudnionych przy „Heimkehr” jako „mąż zaufania i pełnomocnik”.

Profesor Król nie jest jednak przekonany, jakoby z inspiracji Syma przy realizacji „Heimkehr” mordowano Polaków. W książce Jerzego Ślaskiego „Polska Walcząca” znaleźć można fragment, gdzie czytamy o esesmanach przebranych za polskich policjantów i żołnierzy, którzy w filmie znęcali się nad niemieckimi osadnikami. „Odtwarzali tak realistycznie, że 7 osób zatłukli na śmierć, a kilkanaście uczynili kalekami. Autorem tego diabelskiego pomysłu był Igo Sym” – pisze Ślaski. – Nie znalazłem potwierdzenia tej informacji – mówi profesor Król.

19 lutego 1943 roku polskie władze podziemne wydały obwieszczenie, w których za „czynny udział w nagrywaniu filmu niemieckiego Heimkehr o treści propagandy antypolskiej” na karę infamii skazani zostali aktorzy: Bogusław Samborski, Józef Kondrat, Michał Pluciński, Hanna Chodakowska.

Znacznie surowsze kary na grających w filmie „Heimkehr” aktorów czekały po wojnie. W 1948 roku polski sąd skazał Bogusława Szymborskiego na dożywocie. Aktor był jednak sądzony zaocznie, cztery lata wcześniej wyjechał do Austrii i słuch po nim zaginął. Inni skazani w procesie (Szczepańska, Golczewski, Łuszczewski) otrzymali kary od 5 do 12 lat więzienia.

Niedługo czeka nas więcej…propagandy
W procesie tym sądzony byłby z pewnością Tadeusz Żelski (w filmie grał Becka), ale w 1944 roku… zginął w Powstaniu Warszawskim.

Ostrze faszystowskiej propagandy stosunkowo późno – zdaniem profesora Króla stało się to latem 1939 roku – wymierzone zostało w Polaków. Wcześniej najczęściej skierowane było w kierunku Żydów, a także bolszewików. Ci ostatni pokazani byli we wspomnianym już filmie „Uciekinierzy” (Fluchtlinge), a w 1935 roku także i w innej projekcji „Niedola Fryzów” (Friesennot). Ten ostatni film został po pakcie Ribbentrop-Mołotow wycofany z kin, ale po czerwcu 1941 znów wrócił na ekrany, tym razem pod charakterystycznym tytułem: „Czerwony Atak na Wieś” (Dorf im roten Sturm).

Profesor Król wspominał także niemiecki film propagandowy, wymierzony w Brytyjczyków. „Wujaszek Krüger”” pokazywał okres wojen burskich, a więc przełom XIX i XX-wieku. Brytyjczycy byli w nim przedstawieni jako bezwzględni kolonizatorzy, którzy wymyślili pierwsze obozy koncentracyjne.

Co ciekawe, w przyszłym roku dzięki inicjatywie Muzeum II Wojny Światowej zobaczymy w Gdańsku swoisty przegląd filmów propagandowych. Zarówno wytwórni faszystowskich, jak i bolszewickich. Swój udział w tym przedsięwzięciu deklaruje już profesor Król.

Piotr Olejarczyk

za: Portal historyczny Histmag

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska