“GW”: Listy poparcia dla Jakubiaka były na masową skalę fałszowane. Zatrudniono do tego imigrantów zza wschodniej granicy

“Gazeta Wyborcza” uderza z rana z grubej rury, biorąc na cel Marka Jakubiaka. Były poseł i twórca przedsiębiorstwa Browary Regionalne Jakubiak późno zgłosił się jako kandydat w wyborach prezydenckich zaplanowanych na maj. Państwowa Komisja Wyborcza przed świętami zarejestrowała jego kandydaturę. 

Błyskawiczne tempo zebrania przeszło 100 tysięcy głosów poparcia było szeroko komentowane. Adwokat Roman Giertych opublikował na Twitterze odpowiedź, którą dostał z PKW, w której można przeczytać m.in.: „Państwowa Komisja Wyborcza informuje, że m.in. podpisy popierające zgłoszenie kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Marka Jakubiaka, dołączone do zawiadomienia o utworzeniu Komitetu Wyborczego Kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, zostaną przekazane Prokuraturze Okręgowej w Warszawie w związku ze stwierdzonymi wątpliwościami co do ich prawidłowości”.

REKLAMA/Advertisement

“Wyborcza” powołuje się na człowieka, twierdzącego że  „prace organizowane były w budynku przy ul. Kopernika 30 w Warszawie. Polegały na wypełnianiu kartek. Zgłaszającym się mówiono, że praca jest wykonywana ze względu na konieczność opracowania spisów wyborców, których nie można zrealizować w urzędach państwowych”.

– Pracowników werbowano wyłącznie w rosyjskojęzycznych grupach. Chodziło o to, by zadawali jak najmniej pytań – oświadczył ów informator. – Osoby realizujące pracę dostawały od organizatorów, Jakuba L. i Mateusza P. [podaje pełne nazwiska], wykazy ludności z imieniem i nazwiskiem, numerem PESEL i adresem, jak również karty »Komitetu wyborczego Kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Marka Jakubiaka«. Następnie przepisywały dane z wykazów na karty”.

REKLAMA/Advertisement

Imigranci ze Wschodu mieli mocno wziąć się do roboty. Podobno tylko 18 marca przepisali niemal 18 tys. nazwisk. Miejsce na podpisy zostawiali i nie wiadomo, kto je uzupełniał.

Niejaki Mateusz P., wcześniej związany z Maxem Kolonką, miał być współorganizatorem akcji. Twierdzi jednak, że oskarżenia są fałszywe. Sam Jakubiak natomiast “w rozmowie z „Wyborczą” nie zaprzecza, że fałszowanie miało miejsce. Twierdzi, że nie miał z tym nic wspólnego i zawiadamia prokuraturę”, jak czytamy na wyborcza.pl.

REKLAMA/Advertisement

Jeżeli oskarżenia by się potwierdziły, art. 248 p. 6 kk. stanowi, że kto “dopuszcza się nadużycia w sporządzaniu list z podpisami obywateli zgłaszających kandydatów w wyborach lub inicjujących referendum, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Jednak Jakubiak krytykuje artykuł w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

– Nie jestem tam podawany jako organizator, tylko, że to zbierane było dla mnie. Natomiast w całej tej sprawie pojawiają się nazwiska, które pan Czuchnowski zwyczajnie pomija. Na przykład Jacek Wilk jest wskazany jako organizator, który podobno im długopisy donosił. Gdyby nawet pan Czuchnowski miał bardzo złą wolę, to przecież musiał pomyśleć, że nie jestem w Konfederacji i jestem w kontrze do niej. Red. Czuchnowski sprytnie ominął sprawę, że pan Wilk jest współorganizatorem tego wszystkiego – powiedział kandydat na prezydenta.

Zapowiedział jednocześnie pozew w trybie wyborczym wobec redakcji.

– Zaprzeczyłem w ogóle jakiejkolwiek wiedzy na ten temat, a Czuchnowski napisał, że nie wykluczam, iż dochodziło do fałszerstw. Ręce opadają. Poziom dziennikarstwa „Gazety Wyborczej” jest poniżej wszelkiej krytyki. To jest bruk, tam nie ma z kim rozmawiać – stwierdził Marek Jakubiak.