Narodowe służby geologiczne powstawały już w XIX wieku, aby dostarczać rządzącym i obywatelom obiektywnej wiedzy o surowcach mineralnych wolnej od jakiegokolwiek lobbingu. W późniejszym czasie podejmowały też inne, istotne dla funkcjonowania państwa zadania. Dlaczego po 30 latach od transformacji ustrojowej dzisiejszy Państwowy Instytut Geologiczny, posiadając liczną (ok. 930 osób) i dobrze przygotowaną kadrę, nie spełnia standardów właściwych obecnie już nie tylko zachodnim służbom geologicznym? Czy aby na pewno mamy w Polsce to czego oczekują od służby geologicznej rząd i społeczeństwo?

Nikt na świecie nie kwestionuje faktu, że merytoryczne, naukowe służby geologiczne są jedną z podstaw funkcjonowania nowoczesnego państwa. W dyskusjach polemicznych związanych z zamiarem powołania PAG prowadzonych w latach 2018-2019 na łamach Kuriera Wnet i Przeglądu Geologicznego, pomijano najistotniejsze cechy państwowych służb geologicznych, zapewne tylko częściowo z braku wiedzy. Obecna sytuacja w Państwowym Instytucie Geologicznym (skąd wywodziła się pokaźna część prasowych dyskutantów), uwidacznia, że niektórzy z dyskutantów krytykując ustawę o PAG, rzekomo powodowanych troską o dobro wspólne mogło to robić w złej wierze, myśląc wyłącznie o zabezpieczeniu swoich wąskich interesów – co w wielu przypadkach niestety się udało.

Minęły już dwa lata od stulecia Państwowego Instytutu Geologicznego – rocznicy okrojonej niestety do jedynie słusznego w tamtym czasie kształtu. Przy tej okazji decydenci informując o jej przebiegu w licznych wydawnictwach usiłowali sformatować naszą świadomość o jubilacie w sposób wybiórczy, a niekiedy wręcz przekazując nieprawdziwe informacje. Skutkowało to na przykład wydaniem księgi jubileuszowej, w której historia PIG-PIB kończy się w 2000 roku, a uwieczniona licznymi zdjęciami załoga Instytutu nie ma nazwisk i imion! Oczywiście redakcja tego wydawnictwa oraz ówczesna dyrekcja anonimowi nie są. Piszę o tym, gdyż jeden z redaktorów tamtego wydawnictwa dzisiaj odgrywa kluczową rolę w polskiej geologii (o czym niżej), a pominięcie ostatnich dwudziestu lat wydaje się o tyle nieprzypadkowe, że jest to kluczowy okres procesu formowania polskiej służby geologicznej.

Nie opadł przecież jeszcze dobrze kurz związany z legislacyjną i medialną bitwą o Polską Agencję Geologiczną (PAG), która na szczęście zakończyła się wycofaniem niesławnego projektu ustawy z procesu legislacyjnego, a znowu okazje się, że w polskiej geologii nie dzieje się najlepiej. Nie można się dziwić sromotnej porażce PAG, gdyż projektodawca przedstawił ustawę daleką od rozwiązań przyjętych w cywilizowanym świecie, proponując nam agencję bez merytorycznego nadzoru i odpowiedzialności. Jednocześnie próbując wkomponować tam prywatę, sławny artykuł umożliwiający jednoczesne piastowanie funkcji (prezesa, posła i pracownika akademickiego), o czym pisano w tamtym czasie również na łamach Kuriera Wnet. Niestety geolodzy nie doczekali się niczego w zamian, może poza pospiesznym powrotem do zamierzchłych czasów w wymiarze jeszcze bardziej partykularnym, pozostawiającym na boku interesy Polski, ignorującym konieczność posiadania przez Polskę, merytorycznej, obiektywnej służby geologicznej. Obecnie brak nadzoru Państwa skutkuje tym, że w osłabione nieudaną reformą struktury z łatwością wchodzą rozwiązania i działania o charakterze patologicznym. W imię interesów wąskiej grupy osób, przywrócono rozwiązania z późnego PRL-u, które nie istnieją już w żadnym państwie europejskim szczycącym się posiadaniem służby geologicznej. Ma to na celu bezterminowe zapewnienie korzystania z pieniędzy podatników wykładanych na zadania służby jako dóbr istotnych w generowaniu swoich aktywów w świecie akademickim.

Przy tej okazji należy przypomnieć, że we wszystkich krajach byłej sowieckiej strefy wpływów powstały narodowe służby geologiczne. Prawie wszystkie z nich w formacie agencji rządowych wyłączonych z formalnej struktury nauki, nawet jeśli zachowały w swej nazwie słowo instytut. W starej formie pozostał jedynie Rumuński Instytut Geologiczny, z którego jednak wyprowadzono do agencji rządowej (NAMR) kluczową informację geologiczną, w tym bilansowanie zasobów surowców mineralnych. Utworzony jeszcze w XIX wieku Węgierski Instytut Geologiczny połączono z częścią tamtejszej akademii nauk, tworząc narodową służbę geologiczną, oczywiście w kształcie merytorycznej agencji rządowej o szerokich uprawnieniach.  

REKLAMA/Advertisement

Należy postawić jakże proste i nasuwające się po latach obserwacji tego co dzieje się w polskiej geologii pytanie. Gdzie tkwi błąd?

Po pierwsze brak jest mechanizmów wykonawczych i nadzorczych chroniących przed lobbingiem przemysłowym i innym, przez co rząd może otrzymywać informację zmanipulowaną przez ten lobbing. Wprawdzie pracownicy PIG-PIB podpisują oświadczenie, jak w każdym innym zakładzie pracy, że nie będą prowadzić bez zgody dyrektora innej działalności zarobkowej, ani też pracy konkurencyjnej w stosunku do PIG-PIB, ale o konkurencyjności względem interesu skarbu państwa nie ma już mowy. Co więcej część zadań państwowej służby geologicznej jest podzlecana na zewnątrz do ośrodków, które na co dzień wykonują opracowania dla podmiotów prywatnych, często również ubiegających się o koncesje poszukiwawcze lub wydobywcze, które z ich punktu widzenia powinny być jak najtańsze. Ale przecież nie dla skarbu państwa! I tu pojawia się sprzeczność interesów. Nadzór głównego geologa, szeroko zaangażowanego w inne zadania rządu i nie będącego, poza dyrekcją, przełożonym pracowników PIG-PIB, to za mało. Obszar ekspertyzy geologicznej jest znacznie większy niż kompetencje któregokolwiek, nawet najbardziej wszechstronnego głównego geologa kraju.

Po drugie funkcjonowanie PIG-PIB w formalnej strukturze nauki i wymuszonej oceny parametrycznej według reguł obowiązujących w świecie akademickim. W jego obrębie pracownicy PIG-PIB awansują naukowo, a osoby kluczowe dla jego funkcjonowania ubiegają się o prestiż i pozycję w tym środowisku. Powstaje patologia i próba przekierowania aktywów związanych z wykonywaniem przez PIG-PIB zadań państwowej służby geologicznej, na zadania teoretyczne charakterystyczne dla uniwersytetów i ośrodków badawczych.  W imię chyba tylko interesów pojedynczych osób o wysokim statusie naukowym, które nie znalazły kiedyś miejsca w instytucjach akademickich, PIG-PIB zawrócił w ubiegłym roku już w pełni na drogę akademicką. Pracownikom znowu na pierwszy plan postawiono obowiązki formalne związane właśnie z funkcjonowaniem w świecie akademickim, od czego wcześniej już zaczęto odchodzić. Dziś złe praktyki wracają ze szkodą dla interesu państwa, który powinien być zabezpieczony działalnością służby geologicznej a znajduje się w obszarze interesów grupowych środowisk współzawodniczących o stanowiska i honory świata akademickiego. PIG-PIB pełniący funkcję państwowej służby geologicznej musi się z tym światem układać, co jest precedensem w skali świata.

Po trzecie PIG-PIB nie ma rady o charakterze decyzyjno-nadzorczym, co jest charakterystyczne dla narodowych służb geologicznych. Rady, w której trzon tworzą interesariusze rządowi (zazwyczaj przedstawiciele kilku ministerstw i spółek skarbu państwa). Działająca przy PIG-PIB Rada Naukowa służy głównie do prowadzenia polityki naukowej i opiniowania funkcji kierowniczych, w tym w komórkach, które wykonują wyłącznie zadania państwowej służby geologicznej, finansowanej przez NFOŚiGW. Dominują w niej funkcyjni przedstawiciele świata akademickiego (dziekani, dyrektorzy i kierownicy komórek z instytutów PAN) oraz kilka osób wybranych spośród pracowników naukowych PIG-PIB. Chyba niejako w rewanżu osoby istotne z PIG-PIB zapraszane są do rad naukowych i komitetów instytucji akademickich, w tym również do kierowania nimi. I koło się zamyka. W świecie narodowych służb geologicznych jest to niedopuszczalne.

Po czwarte normą w narodowych służbach geologicznych jest ograniczenie wiekowe związane z pełnieniem funkcji kierowniczych (np. w Niemczech i Danii jest to 65 lat) oraz zatrudnienie w służbie na normalnych warunkach. W PIG-PIB taka norma nie istnieje. Co do wygaszania zatrudnienia można znaleźć usprawiedliwienie związane z zapisami Kodeksu Pracy, jednak nie w przypadku pracowników naukowych zatrudnionych na zasadzie mianowania. Niestety w dzisiejszym PIG-PIB normą zaczyna być dalsze zatrudnianie mianowanych pracowników już po 70 roku życia, czyli po wygaśnięciu tego mianowania, co było zjawiskiem bardzo rzadkim nawet w PRL, w którym tylko Lenin był wiecznie młody. Jest to równoznaczne z fundowaniem młodszej kadrze nadzorców i „ojców chrzestnych” (Rada Naukowa, stopnie i tytuły naukowe) w postaci nobliwych akademików (znanych z dominującej pozycji tylko w sowieckim systemie nauki). Ich silna pozycja w Radzie Naukowej i środowisku akademickim pozwala w istotny sposób manipulować procesem przyznawania doktoratów i habilitacji wystraszonej młodszej kadrze, promując przy tym głównie osoby im wygodne. Nie ma drugiej takiej służby geologicznej na świecie, z takimi uwarunkowaniami awansu swoich pracowników. Co więcej w grupie mianowanych profesorów, przekraczających ustawowe 70 lat, są równi i równiejsi. Ci niepokorni nie mogą zachować stanowiska profesora po wygaśnięciu mianowania. Nie można mieć wątpliwości, że poza Polską żadna tego typu instytucja nie pełni i nie będzie pełnić funkcji narodowej służby geologicznej.

           Sprowadzenie krytyki wyrażanej przez przeciwników ustawy o PAG głównie do poziomu obrony naukowego charakteru służby geologicznej, a z drugiej strony niezrozumienie przez twórców tej ustawy potrzeby zachowania wsparcia nauki dla narodowej służby geologicznej, przysłoniło inne reguły, zasadnicze dla jej normalnego funkcjonowania. Służby geologiczne z natury mają charakter merytorycznych, naukowych agencji rządowych. Jeden przykład takiej agencji można znaleźć i w Polsce. Polska Agencja Kosmiczna ma typową strukturę i funkcjonalność merytorycznej, naukowej agencji państwowej z nadzorem rządowych interesariuszy i z ciałem dbającym o poziom naukowy. Szczytowymi przykładami naukowych agencji rządowych są amerykańska służba geologiczna USGS i amerykańska agencja kosmiczna NASA. Jak widać, łatwo o dobre praktyki nie tylko ze świata, ale można czerpać wzorce też z naszego podwórka. Nie trudno się domyślić, dlaczego nie wybrano jednak tej drogi ani w projekcie ustawy o PAG, ani po jego odrzuceniu. Z interesem państwa polskiego wygrała prywata i być może interesy części środowiska akademickiego, do którego od lat bezzasadnie trafiała część środków związanych z finansowaniem zadań państwowej służby geologicznej. Jak już wspomniano często ci sami akademicy pracujący zarówno dla biznesu byli także podwykonawcami zadań państwowej służby geologicznej. Aż dziwne, że nikt z decydentów nie widzi tutaj sprzeczności interesów. Oczywiście, skutkiem tego procederu jest między innymi zdziwienie i zakłopotanie rządzących, że na przykład koncesje znalazły się nie w tych rękach, w których by je oni widzieli, a także to, że zamiast 18 ton wydobyto 18 kg bursztynu przy przekopie Mierzei Wiślanej. A wcześniej zamiast zaufać raportowi PIG-PIB o zasobach gazu łupkowego, nasyłano nań urzędników Najwyższej Izby Kontroli.     

Dlaczego jako jedyne państwo w Europie nie możemy obecnie wyjść z tego zaklętego kręgu?

         Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż o dzisiejszym obliczu PIG-PIB w dużej mierze zadecydował profesor, który nawiasem mówiąc był także zaciekłym krytykiem ustawy o PAG. Główny twórca tej ustawy kiedyś powołał go na funkcję dyrektora PIG-PIB, nawet pomimo wyraźnie przegranego przezeń konkursu. Co więcej profesor pod koniec 2015 roku, po zmianie na stanowisku Głównego Geologa Kraju ponownie wykazywał przed tymże GGK (późniejszym niesławnym ojcem ustawy o PAG), chęć kierowania PIG-PIB, co spotkało się jednak z odmową. Nie dziwi więc późniejsza systematyczna krytyka PAG podyktowana de facto zamknięciem drzwi do dalszej kariery sędziwego profesora, gdyby ustawa zaczęła obowiązywać. Sytuacja diametralnie zmieniła się, gdy nadzór nad PIG-PIB przejął obecny Główny Geolog Kraju w Ministerstwie Klimatu i Środowiska – przypadkowo tylko były doktorant profesora. Niestety jego promotor nie mógł już zostać dyrektorem PIG-PIB, gdyż jest członkiem Rady Doskonałości Naukowej. Należy pamiętać, że nie wolno łączyć tych ról. Tym bardziej, że stanowisko dyrektora na pstrym koniu jeździ, bo jak pamiętamy w ostatnich 6 latach przez PIG-PIB przewinęło się aż 6 kierujących tą instytucją. Tak więc nasz bohater został tym kim mógł – sekretarzem naukowym PIG-PIB. Aby jednak kierowanie z tylnego siedzenia było niezagrożone, należało wybrać na dyrektora osobę w pełni sterowalną, z problemami lub bez doświadczenia i dorobku. W pierwszym rzucie wybrano więc Panią hydrogeolog, której mąż został skazany za szpiegostwo na rzecz naszego potężnego wschodniego sąsiada (o czym pisałam w Kurierze Wnet). Raban medialny obudził jednak czujność decydentów i Pani hydrogeolog zakończyła swoją jednodniową karierę dyrektorską. Kolejnym dyrektorem został i jest nim do dzisiejszego dnia trzydziestokilkuletni geolog, bez zauważalnego dorobku i doświadczenia w kierowaniu strukturami polskiej geologii, nawet najniższego rzędu. Jakby tego było mało to zastępca dyrektora PIG-PIB ds. nauki jest oskarżony o naruszenie zasad rzetelności i uczciwości w nauce, co stwierdziła Komisja ds. etyki w nauce. W efekcie zmian, już na starcie nowy sekretarz naukowy PIG-PIB przejmuje także władzę nad dwoma najważniejszymi czasopismami. Zostaje redaktorem naczelnym zarówno Geological Quarterly, jak i Przeglądu Geologicznego. Tę drugą funkcję jednak wkrótce musi oddać.

Po kilku miesiącach pobytu we władzach PIG-PIB dobiega końca mianowanie naszego bohatera (ukończone 70 lat), co nie przeszkadza dalej piastować stanowiska profesora. Należy tutaj nadmienić, że do dzisiaj szereg osób zdjętych ze stanowisk naukowych, w tym również profesorskich w latach 2017-2018, między innymi pod hasłem, że w PAG nie będzie takich stanowisk, nie doczekało się do dzisiaj powrotu na nie. Bo po co odtwarzać sobie konkurencję na stare lata. Można przecież dostać jeszcze dużo pieniędzy na zadania państwowej służby geologicznej, zarządzać nimi i zlecać na zewnątrz, nadal umacniając swoją pozycję. Powszechnie wiadomo, że obecny sekretarz naukowy PIG-PIB był i jest gorącym zwolennikiem niespotykanego na świecie akademickiego modelu służby geologicznej, czyli modelu w pełni zależnego od tego środowiska, a nie rządu finansującego zadania służby. Nie dziwi więc fakt, że wdzięczni akademicy już wcześniej zafundowali mu inną posadę – przewodniczącego rady naukowej Instytutu Nauk Geologicznych PAN.

Biorąc pod uwagę powyższe widać, że postrzeganie interesu skarbu państwa i przejrzystości funkcjonowania państwowej służby geologicznej u dzisiejszego sekretarza naukowego PIG-PIB jest dość pokrętne, co najlepiej obnaża pismo skierowane dn. 11 kwietnia 2016 roku na ręce śp. Ministra Jana Szyszko. Jednym z kilku sygnatariuszy jest właśnie profesor, a innym dzisiejszy dziekan jednego z Wydziałów AGH i jednocześnie członek dzisiejszej Rady Naukowej PIG-PIB. Możemy tam przeczytać między innymi „Niestety, w wystąpieniach publicznych Głównego Geologa Kraju przedmiotem uporczywych ataków stał się – z oczywistą szkodą dla PIG-PIB – obecny przewodniczący Rady Naukowej, który jest byłym wieloletnim dyrektorem i byłym wiceprzewodniczącym Rady Naukowej Instytutu.”Obrona ta dotyczy prof. Speczika, który pełniąc funkcję szefa Rady Naukowej PIG-PIB, był wówczas równocześnie prezesem spółek kanadyjskich, które pozyskały koncesje miedziowe konkurując z KGHM, a potem weszły w spór prawny z rządem RP. Wskazywana w piśmie obronnym strata dla PIG-PIB nie może być z pewnością rozumiana jako szkoda na rzecz służby geologicznej, ulokowanej w PIG-PIB, czy też na rzecz skarbu państwa. To właśnie typowa szkoda na rzecz konkretnej koterii, działającej w swoim interesie. Postawa dzisiejszego sekretarza naukowego PIG-PIB nie zaskakuje osób znających prawdziwą, a nie wybiórczą historię PIG-PIB, opisaną we wspomnianej na wstępie księdze jubileuszowej, może również dlatego, że w końcówce ubiegłego wieku profesor był zastępcą dyrektora PIG, prof. Speczika.

          Podsumowując nasuwa się ważne pytanie czy wobec wielkich wyzwań surowcowych, a także znaczenia dla gospodarki dziedziny mającej kluczowy wpływ na stojące obecnie przed Polską zadania (elektromobilność, energetyka jądrowa, zmiany klimatu) państwo Polskie może pozwolić sobie na utrzymywanie instytucji, która za grubo ponad 100 mln zł rocznie nie spełnia najważniejszych standardów merytorycznych funkcjonowania służb państwowych? Instytucji, w której struktura i reguły postępowania określane są przez osoby kierujące się wąskimi, partykularnymi interesami. Czy nie stać nas na dołączenie do reszty cywilizowanego świata i stworzenie w ramach tych samych środków finansowych i zasobu ludzkiego, z poszanowaniem tradycji i osiągnięć PIG-PIB, rzeczywiście propaństwowej profesjonalnej służby geologicznej? Należy jasno wyartykułować, że obecnie interes wąskiej grupy „ułożonych towarzysko” decydentów jest najważniejszy, co jawnie jest sprzeczne z interesem państwa. Nie można przejść obojętnie, wobec tego co dzieje się w geologii, chodzi przecież o interes Polski, jej bezpieczeństwo surowcowe, wiarygodną, obiektywną ekspertyzę geologiczną dla rządu RP. Rynek kopalin to nie zwykła działalność gospodarcza, ale dziedzina mająca olbrzymi wpływ na środowisko naturalne, ludzi a także gospodarkę kraju. Wystarczy tylko wspomnieć niedawne wydarzenia w kopalni Turów, aby uzmysłowić sobie znaczenie tej dziedziny. Tym bardziej dziwi bezradność decydentów, gdyż wzorców i dobrych praktyk nie brakuje.

Danuta Franczak