Fedorowicz: Leworządność, czyli jak brukselska eurożulia cwaniaków wykiwała

Najpierw stary dowcip:

pewnemu cwaniakowi się zmarło.
Stanął przed sądem niezawislym – tfu! Ostatecznym, gdzie znudzony rutyną sędzia, w przypływie dobrego humoru po prostu zapytał go, czy woli pójść do piekła czy do nieba.

Cwaniak nie byłby cwaniakiem, gdyby nie poprosił sędziego o możliwość sprawdzenia towaru przed zakupem, na co sędzia (jak wspomniałem znudzony i w przypływie dobrego humoru jednocześnie) się zgodził.

Ludzkie panisko!

Cwaniak poszedł zwiedzać Niebo, a tam – kliniczna czystość, spokój, cisza, przerywana tylko anielskimi śpiewami, ciągłe modlitwy, wszyscy się do siebie uśmiechają, błogość do – pardon – wyrzygania.

No, nie jest źle, pomyślał cwaniak i dla porządku wybrał się na zwiedzanie Piekła.
 

A tam – kapela grzeje tak, że się ściany trzęsą, alkohole się leją strumieniami, dym od fajek pod sufitem, a dragi na stolikach, zaś super-laski tylko czekają, żeby je… no wiadomo co je.

Cwaniak, uradowany w te pędy wraca do sędziego i oznajmia mu, że wybrał Piekło.

Przekracza bramy piekielne, a tam na dzień dobry: w ryja, z kopa, w kajdanki i do sali, gdzie zamiast kapeli, dziwek i bufetu czekają pułkownik Różański z kamratami, obrabiający właśnie klientów.

Cwaniak, zaskomlił żałośnie do odźwiernego diabła, że podczas zwiedzania pokazali mu przecież zupełnie coś innego.
To była tylko propaganda, odpowiedział mu odźwierny diabeł, i kopniakiem wrzucił w objęcia pułkownika Humera.

***

REKLAMA/Advertisement

Każdy, kto czytał jakąkolwiek literaturę poświęconą złodziejom (albo sam ma stosowną praktykę w tej materii) wie, że wśród złodziejskich narzędzi poczesne miejsce zajmuje wytrych.

Ja na przykład przeczytałem trylogię złodziejską Sergiusza Piaseckiego, a do tego, gdy mi się nudzi, obserwuję politykę globalną, która od zawsze polega na okradaniu państw słabszych przez silniejsze, toteż się w paru słowach na powyższy temat wypowiem.
 

Czasy się na naszych oczach zmieniają, to i wyposażenie złodziejów zmienia się wraz nimi, ale stary, dobry wytrych trwa i trwa mać  (Pawlak).

Tzw. praworządność to jest właśnie słowo-wytrych, przy pomocy którego można się włamać do dowolnego parlamentu, biura premiera czy prezydenta państwa, a przede wszystkim do jego budżetu, pod warunkiem, że jest to państwo z gutaperki, jak w przypadku PRL-bis.

To się właśnie na naszych oczach dzieje, ale żeby przejść od razu przez zasłonę dymną obłudnego oburzenia, stawianą przez tych wszystkich dziennikarzy komercyjnie niepokornych (moje określenie) i dojść do sedna, uprzejmie informuję, że nie mam krzty współczucia dla pisowskich polityków lamentujących nad bezczelnością eurożulii:

nie mam, bo już Rzymianie przyznali, że chcącemu nie dzieje się krzywda, co jest wyjątkowo trafnym stwierdzeniem, gdyż ci sami Rzymianie, zapraszając do siebie tabuny dzikusów, a sami zajmując się wszelkiej maści perwersjami, na własne życzenie doprowadzili do likwidacji swojego imperium.

I dobrze im tak!

Wróćmy jednak ze starożytności do dnia dzisiejszego, czyli 16 stycznia roku 2020, bo sytuacja w Eurokołchozie podobna jest do tej w Rzymie fazy schyłkowej, co dotyczy niestety również eurokołchozowej prowincji zwanej PRL-bis.

***

Kiedy widzę, słyszę i czytam te lamenty/oburzenie pisowskich funcjonariuszy na najjawniej jawną grandę, jaką jest uchwała tzw. Europarlamentu, to nie mogę przestać podziwiać ich równie jawnego zakłamania:

jak się zachciało wejść do burdelu (ok – w wersji euro, ale burdelu), to nie ma co się dziwić, że w rezultacie k… z kasy obrały, w zamian chorobą wstydliwą obdarzyły, a alfonsy na drogę po mordzie otłukły.

Tylko wariat abo agent (cytuję Prezesa), albo ten cwaniak z cytowanego dowipu, mógł nie widzieć, że finałem wejścia do Eurokołchozu będzie ubezwłasnowolnienie (nie żadne „ograniczenie suwerenności” – ubezwłasnowolnienie) PRL-bis przez silniejsze od niej państwa europejskie, za pomocą brukselskich struktur biurokratycznych.

A każdy przytomny człowiek (wiem, mówię o mniejszości) rozumie, że ten Europarlament to zbieranina wszelkiej maści ludzi honoru, gdzie z początkiem nowej kadencji, jak w starej piosneczce „Iwany werbują – Hansy maszerują, zaciągnę się!”, następuje wymiana papierów tych z podpisem prezesa stosownego banku, na te z podpisem odpowiedniego beneficjenta.

A chronologia jest nieubłagana:

Rok 2003, do głosowania na “TAK” podczas dwudniowego wałka zwanego referendum akcesyjnym namawiał nie kto inny, jak Jarosław Kaczyński.

Owszem, sprawę tak naprawdę załatwił Roman Giertych, który namawiał eurosceptyków do pójścia na referendum i głosowania na NIE, dzięki czemu zapewnił przekroczenie progu frekwencyjnego wynoszącego 50%, który to majstersztyk opisałem ponad 7 lat temu w tekście Jak Roman Giertych Polskę do UE wprowadził i żadne płacze i żadne krzyki nie przekonają nas, że białe jest białe a czarne jest czarne (to też Prezes).

Nie muszę dodawać, że Fedorowicz na to referendum nie poszedł, swoim głosem frekwencji nie nabił, ale cóż – jeden Fedorowicz na koalicję Jarosława Kaczyńskiego z Giertychem, to rzecz jasna nie wystarczył i dziś mamy to, co mamy.

Potem, to już poszło z górki i w roku 2008, kagańcowy Traktat Lizboński podpisał Lech Kaczyński, wyposażając eurożulików nie tylko w wytrych, ale w cały zestaw złodziejskich narzędzi.

Prawda, jak to prawda, jest nieprzyjemna:

żyjący z politycznej obsługi najbardziej patriotycznego elektoratu Kaczyńscy, namawiając do wejścia do Eurokołchozu i podpisując tragiczny Traktat Lizboński popełnili błędy zupełnie koszmarne, a owoce ich politycznej ślepoty zbieramy dziś.

Mam tylko jedną korektę natury (nomem-omen) nomenklaturowej:

prosiłbym o zastąpienie w tej nawalance eurożulików z socjalistami żoliborskimi, słowa praworządność jego współczesnym odpowiednikiem – leworządność, które znacznie precyzyjniej opisuje dzisiejsze realia panujące i w Eurokołchozie i PRL-bis.

REKLAMA/Advertisement

Ewaryst Fedorowicz

Ewaryst Fedorowicz – Reklamiarz sum! Po 20 latach marketingu komercyjnego w marketingu politycznym robię.

REKLAMA/Advertisement