REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Abp Józef Teodorowicz: Fundament życia państwowego

235

Dwojaka jest historia państw i narodów. Jedna zewnętrzna; w krąg jej wchodzą wojny i pokoje, prawa i ustawy, senaty, parlamenty, wojsko i finanse, słowem: życie zewnętrzne ludów, narodów, czy państw.

Ale jest jeszcze inna, druga historia, która obok tej pierwszej się zwiera i wzajemnie z nią się spłata, a nawet tamtą przenika. Jest to historia wewnętrznego życia narodu. W niej odnajdą się pierwiastki wiedzy, kultury i sztuki; ale najwyższym jej wyrazem i najżywotniejszą siłą jest historia religijna dusz i tych duchowych wysiłków narodu, które w akcie wiary i miłości mają swoje nadprzyrodzone źródło.

Jakże to często wydyma się ponad miarę historię zewnętrzną, a jak mało przykłada się nieraz wagi do historii duszy wewnętrznej, która zwłaszcza w chrześcijaństwie ubogaca dusze i światłem nadziemskim i mocą nadziemską, wynosi je ponad siebie same, ponad zasklepiony w sobie egoizm i rozszerza ją i rozprzestrzenia w Bogu. A jednak ta właśnie historia wewnętrzna dusz jest węgłem historii zewnętrznej; jest jej natchnieniem, jest jej żywiołem, jest jej dobrym geniuszem. Gdy usychają w sercu ludów pokłady nadziemskie, wtedy więdną i schną też i dzieje narodu czy państwa. Pamięta się dziś o tym mało i nie docenia się, jak należy związku wewnętrznego życia z życiem zewnętrznym państw czy narodów, tkwimy jeszcze zanadto w materialistycznym poglądzie, który na ważkach najczulszych odmierza zewnętrzne wypadki i zdarzenia, ale dla wartości wewnętrznych, dla duszy nie posiada zupełnie zmysłu.

Reklama / Advertisement

Nikt tego nie zgłębi czym było bogactwo życia wewnętrznego dusz w Polsce dla jej życia państwoweg. Wtedy, kiedy życie państwowe skutkiem egoizmu klasowego, podobne już było do walącego się domu, którego ściany za lada silniejszym podmuchem wichru trzeszczały i rozchodziły się w swych spójniach — organizacje religijne…. stanowiły właśnie kit, który to, co było rozprzężone spajał; one to egoizmowi klas przeciwstawiały wewnętrzne wyrzeczenie, podeptanemu autorytetowi królestwa i władzy przeciwstawiały autorytet rządzącego duszą Polski Chrystusa Króla; znieczulonemu zmysłowi socjalnemu przeciwstawiały znowu zdrowe życie rodzinne, które jak zdrowe serce w organizmie, nawet gdy ten jest chory, chroni go przed ostateczną zagładą….

Dzięki wewnętrznej spójni, sprzęgającej naród w jeden obóz obrońców Marii, ostaje się Polska mimo tak strasznego rozprzężenia, jakiego w niej dokonuje potworne liberum veto. Kiedy w miejsce związków solidacyjnych wejdą związki masońskie, wtedy mimo wspaniałej, wiekopomnej konstytucji 3 maja, Polska upadnie.

Sama zaś masoneria nie tylko wyziębi i wypali ducha wewnętrznego narodu, ale – jak to dziś historia stwierdza – stanie się sprzedawczykiem jego podczas rozbiorów. Ten rzut oka na przeszłość jest wymowniejszym nad wszelkie argumenty, jeśli idzie o chwilę dzisiejszą i o naszą Przyszłość.

Reklama / Advertisement

Dziś budujemy – a budujemy wszyscy – gmach państwa polskiego. Mówimy dużo o państwowości i słusznie: bo jeśli budujemy państwo, to mówimy o tym, co jest tej budowy przedmiotem. Ale w budowie państwowej na to przede wszystkim baczyć należy, by ją wesprzeć na dobrych fundamentach. Tu się nasuwają słowa św. Pawła: “Bo fundamentu nikt innego założyć nie może krom tego, który jest założony, a którym jest Chrystus Jezus”!

Czy myślimy, iż bez tego fundamentu ostoi się gmach choćby najsilniejszej budowy tym wichrom rozkładu, które dziś po świecie gonią i całej cywilizacji i kulturze świata zagrażają? Czy sądzimy, że bez tego pionu nadprzyrodzonego zdołamy stworzyć coś trwałego, doskonałego, harmonijnego i czy zdajemy sobie z tego sprawę, że wrogom nadprzyrodzonego życia i życia wewnętrznego zespolonym w jeden w rogi obóz, jedynie przeciwstawić możemy bogate życie wewnętrzne dusz i karne wojsko związane w huty tych organizacji, które są życia wewnętrznego wyrazem i socjalnym kitem? Czy sądzimy, że fanatyzmowi nienawiści religijnej zdołamy się oprzeć przy obojętności pozbawionej wielkiego porywu duchowego. Czy nie liczymy się z tym, iż gdy będą w nas wysychać źródła nadprzyrodzonej karmy serc i dusz, to tak jak u schyłku Polski — i dziś przy jej powstaniu mnożyć się będą i tężeć w siły organiczne masońskie organizacje antyreligijne i wywrotowe, prowadzące Polskę po tych samych drogach, po jakich już raz zeszła do grobu.

Jakże zastraszające są antyreligijne przejawy wprost już fanatyzmu ślepego. Odbył się niedawno kongres w Warszawie, który sam się ochrzcił nazwą bezbożników. W samej nazwie już widać kopię marną dzisiejszej bolszewickiej Rosji; sam więc tytuł tego kongresu zdradzał jego duchowe pokrewieństwo z wschodnim nihilizmem. Może za wiele czynię mu honoru wspominając o nim; mimo szalonej propagandy wykazał on raczej w małej liczbie uczestników fiasko swych usiłowań na gruncie Polski, ale nie możemy też i nie doceniać tych pierwszych prób zwłaszcza, że duchowe przewodnictwo kongresu ujęli ludzie, swoim stanowiskiem postawieni na szczeblach kultury. Jest ten kongres symbolem poniekąd procesu, w którym zanik życia religijnego prowadzi dziś społeczeństwa do zaniku zmysłu dla praw dziw ej kultury moralnej i do jej zaprzeczenia.

Bo i na co się zdobywa ten kongres? Oto w uchwałach swoich zdobywa się na apoteozę prześladowań religijnych w Rosji, Hiszpanii, Meksyku! Ale czy twórcy tych uchwał zastanowili się nad tym, iż niewiara którą apoteozują, jest w tych krajach okupioną straszliwym gwałtem wolności a wolność wszędzie obryzgana jest krwią, przypieczętowana wandalizmem burzącym najcenniejsze pomniki architektury i sztuki. Nawet sławny niszczyciel, palący bibliotekę aleksandryjską, miał przecież jakąś choć fałszywą ideę w swym niszczycielskim dziele. Ale jaka idea przyświecała niszczeniom, które są hańbą kultury? Przecież to zjawisko tak urąga dzisiejszej cywilizacji, z której ten wiek był tak dumny, że nawet w Meksyku starają się osłonić gwałty religijne jakimiś choćby tylko pozorami słuszności.

Prześladowania chrześcijan Nerona, chyba nie więcej okrutne i wyrafinowane jak obecne prześladowanie wiary w Meksyku, Rosji czy Hiszpanii, odnalazły swój oddźwięk w literaturze pogańskiej. I nie kto inny był tym, który o męczeństwie chrześcijan przez Nerona wypowiedział swoje zdanie, jak historyk rzymski Tacyt. Znając chrześcijaństwo tylko z błędnej opinii pogan, wierzył w to, że tendencje chrześcijańskie były antypaństwowe. A jednak nienawidząc tej religii i tych prądów, napiętnował w silnych wyrazach Nerona i jego prześladowanie chrześcijan. Ten historyk stojąc u progu wyżyn kultury rzymskiej, rozróżniał doskonale pomiędzy samą religią a pomiędzy metodami jej tępienia, sprzecznymi nawet z pogańskim humanizmem i jego poczuciem i wrażliwością dla kultury moralnej.

Gdyby Tacyt żył w naszych czasach i gdyby dzisiaj miał te same przesądy przeciw chrześcijaństwu, jakie miał wówczas i gdyby mu dzisiaj przyszło mówić czy pisać o prześladowaniu religijnym w Rosji, Meksyku czy Hiszpanii — to potępiłby je niezawodnie tak samo, jak potępił prześladowanie chrześcijan za Nerona. I w takim sądzie jak sąd Tacyta odróżnia się człowiek kultury, choć niewierzący, od człowieka, któremu na poczuciu i zmyśle kultury zbywa i który ten brak zastępuje ślepym fanatyzmem nienawiści. Do jakiegoż to poniżenia myśmy doszli, już nie powiem religijnego, ale poniżenia kulturalnego, poniżenia cywilizacyjnego, skoro tam gdzie nawet z ust niewierzących wyjść powinien protest przeciwko gwałtowi dokonanemu na kulturze, tam właśnie słyszy się pienia i hymny uwielbienia zaślepionego fanatyczną nienawiścią wszelkiego nadprzyrodzonego porządku. Rozumiejmyż więc znaki czasu i ze wspomnień przeszłości…. uczyńmy program dla zasad i czynów na dziś i na jutro!

Abp Józef Teodorowicz

————————–
Józef Teofil Teodorowicz (1864 – 1938 we Lwowie) był polskim arcybiskupem lwowskim obrządku ormiańskiego, teologiem, politykiem, posłem na Sejm Ustawodawczy, a następnie senatorem I kadencji w II RP. Był członkiem Ligi Narodowej. W latach 1919–1922 był posłem niezależnym na Sejm Ustawodawczy i wiceprzewodniczącym klubu poselskiego Związku Ludowo-Narodowego. W latach 1922–1923 senatorem z ramienia Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego do chwili, gdy na polecenie Piusa XI zrezygnował z mandatu.

Reklama / Advertisement