Defilada pokazuje siłę, lecz armii wciąż brakuje sześciu zdolności
15 sierpnia na Wisłostradzie MON pokazuje około 1800 żołnierzy, 300 pojazdów, ponad 60 statków powietrznych i ponad 20 okrętów. Za defiladą stoi realna modernizacja, ale poza kadrem zostaje sześć luk: drony, obrona przeciw dronom, tańsze pociski przeciwlotnicze, rezerwy, transport lotniczy i śmigłowce morskie.
Święto nie zwalnia z rachunku
Defilada jest potrzebna. Państwo, które wstydzi się armii, szybko zaczyna wstydzić się samego siebie. 15 sierpnia, w rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami, Polacy mają prawo zobaczyć mundur, sprzęt i żołnierzy. Defilada Wojska Polskiego 2026 ma wymiar symboliczny, ale też polityczny: pokazuje, że Polska traktuje bezpieczeństwo poważnie.
Według komunikatu Ministerstwa Obrony Narodowej, bezpośrednio w warszawskiej defiladzie bierze udział około 1800 żołnierzy, a zabezpieczenie defilady i parady morskiej obejmuje ponad 9 tysięcy wojskowych. Do tego dochodzi 300 pojazdów lądowych, ponad 60 statków powietrznych i ponad 20 okrętów. To są liczby, które robią wrażenie. Nie wolno jednak mylić defilady z audytem gotowości państwa.
Drony są dziś amunicją codzienną
Pierwsza luka to drony. Wojna na Ukrainie pokazała, że bezzałogowce nie są dodatkiem do armii, lecz podstawowym narzędziem rozpoznania, naprowadzania ognia i rażenia. Polska mówi o dronizacji wojska, ale sama zapowiedź nie zastąpi masowych zakupów, szkolenia operatorów, zapasu części i stałej produkcji.
Jeśli każdy szczebel dowodzenia ma widzieć pole walki, dron nie może być luksusem. Musi być tak zwyczajny jak radiostacja. W przeciwnym razie polski żołnierz będzie wchodził w starcie z przeciwnikiem, który widzi dalej i reaguje szybciej. To oznacza straty ludzi, których można było uniknąć.
Obrona przeciw dronom nie może być improwizacją
Druga luka to systemy antydronowe. Tu stawką są składy amunicji, elektrownie, lotniska, mosty i kolumny wojska. Tani bezzałogowiec nie może zmuszać państwa do wydawania rakiety za wielokrotność jego ceny. To prosta arytmetyka wojny.
Analiza Defence24 wskazuje na brak kompleksowego podejścia do zabezpieczenia wojska w systemy antydronowe oraz problem kosztu efektorów obrony przeciwlotniczej wobec ceny zagrożeń. To jest sedno sprawy. Obrona powietrzna musi być warstwowa, gęsta i ekonomiczna, bo przeciwnik będzie liczył właśnie na nasze przeciążenie kosztami.
Rakiety są konieczne, ale muszą być skalowalne
Trzecia luka dotyczy pocisków przeciwlotniczych i przeciwrakietowych. Polska potrzebuje Patriota, Narwi, Pilicy i Piorunów. Potrzebuje też tańszych środków do niszczenia celów, które nie zasługują na najdroższy efektor. Bez tej równowagi nawet bogate państwo szybko zaczyna strzelać portfelem zamiast systemem.
Rządowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego mówi wprost o potrzebie podniesienia modernizacji technicznej i doktrynalnej wojska tak, aby było zdolne do długotrwałego, intensywnego konfliktu. Długotrwały konflikt oznacza zapasy. Oznacza produkcję. Oznacza przemysł, który nie kończy się na umowie i konferencji prasowej.
Rezerwy są sercem obrony powszechnej
Czwarta luka to rezerwy. Sama zawodowa armia nie uniesie ciężaru wojny na wyniszczenie. Polska potrzebuje przeszkolonych rezerwistów, realnych ćwiczeń, jasnego systemu mobilizacji i procedur, które działają po pierwszym tygodniu kryzysu. Wojsko Polskie rośnie w siłę, ale liczba żołnierzy musi iść w parze z jakością przygotowania całego państwa.
To nie jest temat dla haseł. To sprawa rodzin, zakładów pracy, samorządów, transportu, medycyny i łączności. Naród, który chce przetrwać, musi wiedzieć, jak działa państwo pod presją. Bez tego nawet najlepszy sprzęt zostanie samotny.
Transport i morze nie mogą zostać na końcu listy
Piąta luka to transport lotniczy. Polska musi umieć szybko przerzucać ludzi, części, amunicję i sprzęt. Stare Herculesy są cenne, lecz nie rozwiążą problemu zdolności transportowych w państwie frontowym. Logistyka decyduje, czy jednostka walczy, czy czeka.
Szósta luka to śmigłowce pokładowe Marynarki Wojennej. Nowe fregaty bez pełnego komponentu lotniczego nie wykorzystają całego potencjału. Morze Bałtyckie jest ciasne, trudne i ważne dla zaopatrzenia. Polska nie może traktować go jak dodatku do wojsk lądowych.
Defilada ma sens, gdy prowadzi do decyzji
Duma z armii jest potrzebna, ale nie może usypiać. Defilada pokazuje to, co już stoi na kołach, gąsienicach i skrzydłach. O bezpieczeństwie Polaków rozstrzyga także to, czego na Wisłostradzie nie widać: magazyny amunicji, szkolenie rezerw, zdolności antydronowe, logistyka i przemysł.
Polska ma jeden obowiązek: budować siłę szybciej, niż Rosja odbudowuje zdolność do kolejnej agresji. Święto Wojska Polskiego jest od dumy. Polityka obronna jest od rachunku. Kto pomyli jedno z drugim, ten wystawi bezpieczeństwo narodu na kosztowną lekkomyślność.
Źródło: WP Wiadomości, Ministerstwo Obrony Narodowej, Defence24, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.
Źródło: WP Wiadomości
Czytaj też

Rutte: NATO jest silniejsze od Rosji. Poparł odpowiedź Sikorskiego
Mark Rutte oświadczył 24 września w Nowym Jorku, że Rosja nie wygra ewentualnego starcia z NATO, a pełnoskalowy atak na Sojusz jes…

Ukrainiec wydalony na wniosek ABW. Zakaz wjazdu do Schengen na 10 lat
Straż Graniczna zatrzymała 21 września 61-letniego obywatela Ukrainy, a następnie wydaliła go z Polski na wniosek szefa ABW. Mężcz…

Hiszpania bada 22 przypadki domniemanych nadużyć żołnierzy w Ceucie
Hiszpańskie Ministerstwo Obrony wszczęło wewnętrzne dochodzenie po raporcie Amnesty International dotyczącym traktowania migrantów…

Ukraina: Białoruś wspiera rosyjskie drony przy granicy Polski
Państwowa Służba Graniczna Ukrainy oceniła, że Białoruś wspiera rosyjski system dronowy używany do ataków na zachodnie regiony kra…
