REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Zbigniew Siemaszko: Brygada Świętokrzyska (1945 – 1946) – cz. IV

597

Opisany przebieg wypadków w pierwszych czterech miesiącach 1945 roku wskazuje, iż taktyka dowództwa Brygady była względnie prosta. Dążyło ono do uzyskania od Niemców zezwolenia na cofanie się pieszymi marszami przed posuwającym się na zachód frontem sowieckim, przy jednoczesnym otrzymywaniu środków koniecznych do utrzymania Brygady. Za te przywileje dowództwo chciało zapłacić jak najmniejszą cenę, a w pierwszym rzędzie pragnęło uniknąć zaangażowania w walce po stronie niemieckiej przeciwko oddziałom sowieckim. Stosowało ono taktykę opóźniającą, obiecując iż po przeszkoleniu, Brygada weźmie udział w walce. Jednak z czasem zaakceptowanie dalszych ustępstw stało się konieczne. Dowództwo zgodziło się na przerzucanie do kraju niemieckimi samolotami, żołnierzy zaopatrzonych w niemiecki sprzęt i przeszkolonych przy pomocy Niemców. Jednak patrole te dostały tylko zadania wywiadowcze. Informacje otrzymane z kraju tą drogą, jeżeli w ogóle dochodziły, mogły być, przy odpowiedniej współpracy organizacji “Toma”, przekazywane władzom niemieckim, lub zatrzymywane.

W międzyczasie ci Niemcy, którzy byli zwolennikami poszukiwania współpracy ze strony Polaków, a wśród nich kpt. SS Paul Fuchs, nie byli bezczynni i w kwietniu 1945 r. uzyskali zezwolenie swych zwierzchników na podjęcie dalszych kroków w celu pozyskania Polaków. Wyraziło się to w pierwszym rzędzie w zwolnieniu z obozów koncentracyjnych Mikołajczykowej, żony ówczesnego premiera i inż. S. Kozłowskiego, oficera NSZ, aresztowanego w 1943 roku. Dnia 13 kwietnia 1945 Kozłowski został przewieziony pod eskortą SS z obozu koncentracyjnego Neuengamme do Pragi, gdzie oczekiwał go Paul Fuchs.

Później zarówno Kozłowskiego, jak i Mikołajczykową (zwolnioną z innego obozu) przewieziono do Kalina (około 60 km. na wschód od Pragi). Tutaj odbył się szereg rozmów. Najważniejszym przedstawicielem strony niemieckiej był Werner Markert (późniejszy profesor). Ppłk L. Wolff, kpt. Joseph Mueller i kpt. Paul Fuchs brali również udział w tych naradach, na skutek których Mikołajczykowa i Kozłowski zostali przekazani Brygadzie Świętokrzyskiej. Wkrótce Kozłowski został wysłany z misją do polskiego obozu jeńców w Murnau i do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie przebywało wielu Polaków/ Boguszewski komentuje te wypadki w sposób następujący:

Reklama / Advertisement

– ,,Pewne jest, że Fuchs dopomógł do uwolnienia z obozu koncentracyjnegomjra S. W. Kozłowskiego (Aleksandra), pierwszego szefa gabinetu i adiutanta d-cy NSZ, w kwietniu 1945 roku …. Fuchs miał nadzieję, jeszcze w ostatnich dniach wojny, że przy pomocy antykomunistów zwolnionych z KZ, zwerbuje ochotników polskich i innych do walki z zalewem komunistycznym.
Miał zamiar wzbogacić Brygadę, setkami i tysiącami z obozów jeńców wojennych i obozów koncentracyjnych. W kwietniu 1945 r. mjr Kozłowski został dostarczony do Oflagu w Murnau z poleceniem ‘werbowania’ oficerów do akcji przeciwsowieckiej …. W Murnau mjr Kozłowski (Aleksander), po oficjalnym zameldowaniu się u polskiego generała, starszego obozu, zetknął się z mjrem Kozłowskim (Mikołajem), dowódcą okręgu NSZ- Warszawa Miasto, który wziąwszy udział w Powstaniu Warszawskim znalazł się tu wraz z większą grupą swoich oficerów. Rozmowy z tą grupą przyczyniły się do ustalenia wspólnego stanowiska wobec propozycji niemieckich i wyraziły się w stanowczej odmowie wzięcia jakiegokolwiek udziału w akcji przeciwko Rosji po stronie niemieckiej. Stanowisko to było zgodne ze stanowiskiem naszego kierownictwa politycznego i NSZ, wraz z Brygadą Świętokrzyską”
(Zeszyt III do Historii NSZ, str. 36).

Kozłowski neguje niektóre twierdzenia Bogusławskiego:

– ,,Do Oflagu w Murnau nie byłem ‘dostarczony’ przez władze niemieckie, a delegowany przez Brygadę, za pośrednictwem kpt. Fuchsa. W Murnau meldowałem się u niemieckiego dowódcy obozu, nie rozmawiałem z żadnym polskim generałem, czy wyższym oficerem sztabowym. Skontaktowałem się jedynie z kolegami z NSZ: inż. Mieczysławem X (mjr Mikołaj), adw. Franciszkiem Tymowskim, inż. Tadeuszem Siemiątkowskim, później z wieloma innymi. Ani nikt z niemieckich władz kpt. Fuchsa, ani nikt z dowództwa Brygady nie polecał mi werbowania kogokolwiek do akcji przeciwsowieckiej.
Wysłanie mnie z Brygady do Murnau i do Dachau wywołało wiele nieporozumień. Główną przyczyną był fakt, że Brygada w styczniu 1945 straciła wszelki kontakt z zapleczem politycznym, natomiast ‘murnauowcy’ byli w kontakcie z kilkoma członkami tego zaplecza, którzy przez Wiedeń podążali na zachód”
(List do autora z 30 lipca 1971).

Natomiast relacja Siemiątkowskiego brzmi następująco:

Reklama / Advertisement

– ” Sprawa wizyty Aleksandra (mjra Kozłowskiego) w Murnau. O ile sobie przypominam, fakt ten miał miejsce gdzieś koło 20 kwietnia 1945, na parę dni przed uwolnieniem obozu przez Amerykanów. Koło południa niemiecka komenda obozu obwieściła przez głośniki, że mjr Mieczysław Kozłowski proszony jest o zgłoszenie się do komendy.
Wywołało to naturalnie ogromne podniecenie wśród nas, oficerów NSZ, bo wiedzieliśmy, że chodzi o byłego komendanta okręgu Warszawa-Miasto ZJ, a później NSZ, który nosił ten pseudonim, a był w obozie pod innym nazwiskiem i imieniem (Mikołaj). Pseudonim ‘Mieczysław Kozłowski’ nie był używany przez niego już od jakichś dwóch lat i to zwiększało zagadkę. Naturalnie postanowiliśmy zignorować ‘zaproszenie’, podejrzewając tu rękę Gestapo i rozrachunki z czasów konspiracji. Po jakiejś godzinie do bloku H, gdzie mieszkałem, przyszedł sierżant niemiecki i wywołał moje nazwisko, abym głosił się do komendy. To już wyraźnie wskazywało, że chodzi o grupę NSZ. Ponieważ Niemiec zachowywał się spokojnie i nie naglił, zdążyłem oczyścić swój ‘barłóg’ i oddawszy wszystko co było trefne kolegom, aby wynieśli z bloku, poszedłem.
W gmachu komendy, bez żadnych wyjaśnień, wprowadzono mnie do pokoju, gdzie stanąłem oko w oko z ‘Aleksandrem’, o którym myślałem, iż dawno został rozstrzelany. W pokoju obecnych było też dwóch Niemców. Jeden z nich, oficer, doskonale mówił po polsku (zdaje się szef wywiadu niemieckiego na obóz). W pierwszym momencie chciałem udać, że nie znam ‘Aleksandra’, ale zaraz uprzytomniłem sobie, że reakcja na mojej twarzy już wszystko i tak zdradziła. Zaskoczenie było dla mnie za duże. Wobec tego przywitałem się i ‘Aleksander’ rozpoczął swoją opowieść.
Najprzód krótko o swoich losach i wypuszczeniu go z ‘kacetu’, żeby pomógł w zwerbowaniu oficerów polskich do walki z bolszewikami, a potem o Brygadzie Świętokrzyskiej. Pokazał pismo Guderiana, upoważniające go do wyciągania oficerów polskich z obozów jenieckich.
Cała historia wydała mi się tak fantastyczna, że zacząłem podejrzewać, czy ‘Aleksander’ nie zwariował w więzieniu i jest teraz wykorzystywany przez Niemców. O Brygadzie Świętokrzyskiej nie miałem najmniejszego pojęcia. Sądziłem, że jest po prostu wynikiem jego urojenia. Widząc, że zachowanie się Niemców jest jak najbardziej poprawne i że chcą iść wyraźnie na rękę, zapytałem ich, czy mogę z ‘Aleksandrem’ mówić na osobności. Zgodzili się bez najmniejszego sprzeciwu i wyszli. Zadałem wówczas pytanie wprost: ‘Czy ty jesteś przy zdrowych zmysłach?’ Usiłował przekonać mnie, że tak i z jego reakcji nabrałem do niego zaufania, że ma wszystkie klepki w porządku. Naświetlił sytuację Brygady i jej grę na zwłokę. Podał, że jednym z powodów wysuwanych przez Brygadę, że nie jest jeszcze gotowa do walki na froncie, był brak oficerów. l dlatego dostał ów glejt od Guderiana.
Po chwili wrócili do pokoju Niemcy i ów oficer pokazał mi odpisy dwóch listów, pisanych przez żołnierzy AK, którzy podczas ewakuacji z Lamsdorfu dołączyli do Brygady, do ich kolegów w Murnau, opisujące historię spotkania z Brygadą. Przyprowadzili też jednego z szoferów, por. ‘Asa’, który dodatkowo opowiedział mi o Brygadzie. Umówiłem się z ‘Aleksandrem’, że porozumiem się z naszymi i że za dwie, trzy godziny dam mu odpowiedź.
Gdy wróciłem do bloku, zebraliśmy się na naradę. Byliśmy w grubej rozterce, bo nie mogłem z całą pewnością wywnioskować z rozmów z ‘Aleksandrem’, czy Brygadzie rzeczywiście zależy na nas, czy też odwrotnie – nie chcieliby nas, bo nasze przyłączenie się, mogłoby wytrącić im z ręki argument wobec Niemców, że brak oficerów nie pozwala im pójść na front. Po dłuższej dyskusji mjr ‘Mieczysław’ (Mikołaj) zdecydował, że należy dać odpowiedź odmowną, którą zaniosłem ‘Aleksandrowi’. Ponieważ niektórym z naszych trudno było uwierzyć, czy tu nie zachodzi jakaś mistyfikacja (tylko trzech z nas znało ‘Aleksandra’) przyprowadziłem go na blok H, żeby zobaczyli go na własne oczy. Było to niezbyt rozsądne, bo wielu ludzi zaczęło tłumaczyć sobie tę wizytę na różne fantastyczne sposoby. Po paru minutach odprowadziłem ‘Aleksandra’ do komendy, powiedziałem Niemcom, że nie mamy zamiaru opuszczać obozu i pożegnałem się.
Przypuszczam, że ‘Aleksander’ wkrótce odjechał. Na drugi dzień polska Dwójka obozowa wezwała mnie na spytki i cała afera została wówczas spisana. W Zeszycie III do Historii NSZ relacja o wizycie ‘Aleksandra’ w Murnau jest (według mnie) o tyle nieścisła, że, o ile sobie przypominam, ‘Aleksander’ nie meldował się u Starszego Obozu, ani nie zetknął się nawet z mjrem ‘Mikołajem’. Jedyną polską osobą, z którą rozmawiał, byłem ja. Zadawaliśmy sobie wówczas pytanie: “Czy ‘Aleksander’ reprezentował Brygadę, czy też raczej władze niemieckie?” Mój największy wysiłek był skierowany właśnie na rozwiązanie tej zagadki. I ponieważ mieliśmy wątpliwości, czy nie jest on pod naciskiem niemieckim, odpowiedzieliśmy odmownie”

(Załącznik do listu do autora z 26 marca 1972).

Ta relacja Siemiątkowskiego wyjaśnia sytuację na tyle, na ile można ją wyjaśnić. Misja S. W. Kozłowskiego nie dała żadnych wyników w Murnau. Według dostępnych danych w Dachau nie udało się też nikogo zwerbować i po kilkutygodniowych perypetiach dołączył Kozłowski wraz ze swą ekipą do Brygady.

za: Zbigniew Siemaszko [w] Zeszyty Historyczne 1976, zeszyt 38

Zbigniew Siemaszko: Brygada Świętokrzyska (1945 – 1946) – cz. IV

Reklama / Advertisement