Wybory po amerykańsku

Spór Partii Republikańskiej i Demokratycznej o fałszerstwa wyborcze, jakie miały miejsce w kilku kluczowych stanach staje się czymś więcej, aniżeli tylko rywalizacją dwóch partii politycznych o kluczowe stanowisko prezydenta USA. Bierze w nich udział znacząca część elektoratu przede wszystkim z przegranej Partii Republikańskiej i personalnie zwolenników Donalda Trumpa.

Rzecz cała sprowadza się do tego, że w zakresie stosowania prawa wyborczego poszczególne stany są suwerenne. I to niezależnie od tego, czy na ich terytorium miały miejsc jakiekolwiek nadużycia wyborcze. Jeżeli uznają one, że tak było, to mogą wyciągnąć z tego odpowiednie konsekwencje dla samych wyborów, jak i dla ludzi odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. Mogą jednak zalegalizować wszystkie tego rodzaju przestępstwa i przejść nad nimi do porządku dziennego. I tak właśnie postanowiły cztery stany w których wydarzenia takie miały miejsce. Są to Georgia, Michigan, Pensylwania i Wisconsin. Reprezentują oni 62 głosów w kolegium wyborczym. Prawdopodobnie fałszowania wyborów dopuszczono się też w stanach Newada i Arizona. Przyznanie ich głosów elektorskich wystarczyłoby, aby został prezydentem.

REKLAMA/Advertisement

Prawnicy Trumpa i stan Texas złożyli skargi na przebieg wyborów w tych stanach. Sądy wszystkich instancji odrzuciły je, włącznie w Sądem Najwyższym Stanów Zjednoczonych. W tej sytuacji Kolegium Elektorów reprezentujące poszczególne stany w procesie wyborczym prezydenta w dniu 14 grudnia stosunkiem głosów 232 za Trumpem do 306 za Bidenem opowiedziało się za prezydenturą tego ostatniego.

Na tym tradycyjny proces wyborczy mógłby się zakończyć. Upór i determinacja zespołu Trumpa powoduje jednak, że chwytają się oni każdej możliwości i szansy na odwrócenie tej niekorzystnej dla nich procedury. Wszyscy poprzedni przegrani kandydaci na prezydenta w tym momencie kapitulowali, ale Trump do ich nie należy. Ponieważ do 20 stycznia 2021 roku ma on jeszcze pełnię władzy prezydenckiej, jak donoszą amerykańskie media, zamierza w pełni z niej skorzystać dla odwrócenia wyników tych wyborów. Ponieważ jest on w znacznej części nieprzewidywalny, być może, że skorzysta z nadzwyczajnych praw, jakie istnieją w USA, dla rozwiązywania tego rodzaju wydarzeń wyborczych i politycznych.

REKLAMA/Advertisement

Alternatywne kolegium elektorów

Ponieważ sądy odmówiły zajęcia się fałszowaniem wyborów, władze ustawodawcze tych czterech stanów postanowiły nie uznać wynikających z wyborów nominacji elektorskich. I w to miejsce ustanowić własnych elektorów. Ich powołanie jest o tyle realne, że zarówno Senat, jak i Kongres w tych stanach opanowane są przez republikanów, którzy murem stoją za Trumpem. O tym, czy to kolegium zostanie zaakceptowane przez wspólne posiedzenie Kongresu i Senatu USA mające zatwierdzić wyniki wyborów, to się jeszcze okaże. Nie mniej, taka szansa istnieje. Byłaby ona tym bardziej prawdopodobna, gdyby w wyborach w dniu 5 stycznia dwa kolejne miejsca w Senacie przypadające stanowi Georgia, otrzymali republikanie. To jedna z alternatyw.

REKLAMA/Advertisement

Ustawa o Insurekcji

Podczas prezydentury Thomasa Jeffersona, X Kongres uchwalił Ustawę Insurrection Act z 1807 roku. Ustawa ta upoważnia prezydenta Stanów Zjednoczonych do rozmieszczenia amerykańskich żołnierzy i federalnych żołnierzy Gwardii Narodowej w celu stłumienia zamieszek, powstania i buntu. Artykuł 252 ustawy stanowi: „Ilekroć Prezydent uzna, że ​​bezprawne utrudnienia, kombinacje lub zgromadzenia lub bunt nastąpi przeciwko władzy Stanów Zjednoczonych uniemożliwiający egzekwowanie prawa Stanów Zjednoczonych w jakimkolwiek stanie w drodze zwykłego postępowania sądowego, może wezwać Służbę Federalną lub milicję dowolnego stanu i wykorzystać siły zbrojne tak, jak uważa to za konieczne do egzekwowania tych praw lub stłumienia buntu”.

Ogólnie rzecz biorąc, wojsko USA pozostaje wolne od konfliktów cywilnych na terenie kraju, ponieważ nikt nie chce, aby siły zbrojne używały siły fizycznej przeciwko cywilom.  Rzeczywiście, kiedy prezydent Donald Trump zagroził powołaniem się na Ustawę Insurrection Act i wysłaniem Gwardii Narodowej w odpowiedzi na zamieszki George’a Floyda, w tym również w mieście Seattle do przywróceniu prawa i porządku w tak zwanej „strefie autonomicznej”, wtedy – Sekretarz Obrony Mark Esper otwarcie oświadczył, że nie zgadza się z prezydentem. I natychmiast został odwołany. Ostatecznie prezydent nie powołał się wówczas na ustawę o powstaniu. Ale istnieje możliwość powołania się na nią teraz, aby zająć się „bezprawnymi przeszkodami” w próbie weryfikacji kart do głosowania oraz „powstaniem” przeciwko fałszerstwom wyborczym w 2020 r.

Na wstępie należy zauważyć dwie różnice: (1) Esper nie jest już sekretarzem obrony, ponieważ Trump zastąpił go Christopherem Millerem, dyrektorem National Counterterrorism Center, i (2) żołnierze mogą zostać rozmieszczeni, aby przejąć kontrolę nad kartami do głosowania i maszynami w stanach gdzie nastąpiły fałszerstwa wyborcze, zamiast tłumić i rozpraszać zamieszkujących cywilów. Powołanie się prezydenta na ustawę insurekcyjną, nie powoduje wprowadzenia stanu wojennego. Konstytucja nie jest zawieszona. Prezydent używałby żołnierzy do egzekwowania prawa, a nie do jego unieważniani.

Kto pod kim dołki kopie…

Dokument podpisany przez prezydenta w dniu 12. 09 2018 r., o zagranicznej ingerencji w wybory w USA, z polskiego punktu widzenia odpowiada przysłowiu „kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada”. Oto prezydent pod zmasowanym naciskiem demokratów, posądzających go o współpracę z Rosjanami podczas wyborów w 2016 r,. wydał akt karny za tego rodzaju działania na terenie USA. Nosi on nazwę „ Zarządzenie Wykonawcze” (Executive Order on Imposing Certain Sanctions in the Event of Foreign Interference in a United States Election). Zgodnie z tym dokumentem, dyrektor National Intelligence, w porozumieniu z szefami wszelkich innych odpowiednich działów wykonawczych i agencji, powinien “przeprowadzić ocenę wszelkich informacji wskazujących, że obcy rząd lub jakakolwiek osoba działająca jako przedstawiciel lub w imieniu obcego rządu działała z zamiarem lub celem ingerowania w te wybory”. Amerykańscy prawnicy uważają, że ​​dzięki temu zarządzeniu Trump ma „wszelką władzę… do robienia wszystkiego, od przejęcia aktywów po zamrożenie rzeczy i zażądania konfiskaty maszyn do głosowania”. W ramach uprawnień nadzwyczajnych mógłby nawet wyznaczyć specjalnego prokuratora, który zajmie się tą sprawą, co jest dokładnie tym, co powinno się wydarzyć. 

REKLAMA/Advertisement

„Każda maszyna do głosowania w kraju powinna zostać teraz skonfiskowana. Szczerze mówiąc, istnieje wystarczająco dużo prawdopodobnych przyczyn kryminalnych, aby to usprawiedliwić, dla każdego, kto chce odnieść się do prawa i faktów wyłącznie na podstawie prawdy, a nie polityki, chciwości korporacji lub globalnego bogactwa”. Były przewodniczący Kongresu USA Newt Gingrich uważa, że „sam pomysł, że używania automatów do głosowania, które przesyłają dane przez Barcelonę do Frankfurtu, jest szalony. W czasach, gdy wiemy, jak wyrafinowane jest hakowanie, nie ufałbym już żadnej z tych maszyn. Myślę więc, że w ciągu najbliższych kilku lat zobaczymy prawdziwy wysiłek, aby radykalnie zreformować proces wyborczy, aby powrócić do uczciwych wyborów”.

Mówi on też o chińskich wpływach na wybory w USA. Oto po wyborach prezydenckich w USA, znany chiński profesor politologii Di Dongsheng – wice dziekan Szkoły Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Renmin w Chinach w dniu 28 listopada, wygłosił odczyt o najważniejszych starych przyjaciołach Chin w USA. I mówi on mniej więcej tak: ”Mamy przyjaciół bardzo wysoko w Waszyngtonie. Wszystko szło świetnie. A potem przyszedł Trump i schrzanił sprawę. A teraz znów będziemy mieć przyjaciół bardzo wysoko”. Tych dowodów na chińską ingerencje jest znacznie więcej, które w 2019 r., zostały również zaprezentowane polskiemu czytelnikowi w książce amerykańskiego generała Roberta Spaldinga „Niewidzialna wojna” (Jak Chiny w biały dzień przejęły Wolny Zachód). Teraz te fałszywe podejrzenia o współpracę Trumpa z Rosją, mogą obrócić się przeciwko tym oskarżycielom, którzy od lat aktywnie i z korzyścią współpracują z Chinami kosztem USA,

Polska i wybory w USA

Nasze najważniejsze media podobnie, jak ich amerykańscy koledzy kibicują Bidenowi. Politycy na szczęście są bardziej powściągliwi, ale po Kolegium Elektorów 14 grudnia, jakakolwiek wiara w zwycięstwo Trumpa całkowicie zanikła. Pomimo wszystko wydaje się, że stawianie na jego porażkę, może być jeszcze przedwczesne. Jak wspomniano, Trump ma twarde dowody wyborczych oszustw. Jego nieprzewidywalność, znaczące poparcie tak polityków własnej partii, jak i jego popularność może być jeszcze politycznie wykorzystana. Doceniając niezłomność prezydenta Donalda Trumpa, trzeba  zauważyć, że jego konfrontacyjna polityka międzynarodowa nie służy polskim interesom. Nie oznacza to wcale, że za Joe Bidena będzie ona dla nas bardziej korzystna.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.