REKLAMA

REKLAMA

Wspomnienia z 1944 r.: “Węgierski żołnierz nigdy nie strzeli do Polaka”

260

Obecne od 1943 roku na terenach polskich wojska węgierskie pozostawały w bardzo dobrych stosunkach z miejscową ludnością i dość regularnie udzielały jej pomocy materialnej. W szpitalach polowych leczono także Polaków, węgierscy żołnierze często pojawiali się na polskich uroczystościach, a podczas niedzielnych mszy odgrywali niekiedy polski hymn. Sformułowanie mówiące o „brataniu się” powracało w meldunkach przesyłanych do wyższego dowództwa niemieckiego, a nazistowscy oficerowie nieraz zarzucali Węgrom pobłażliwą postawę. W nieco późniejszych raportach wspominano także o tym, że polskie oddziały partyzanckie – niezależnie od ich poglądów politycznych – były potajemnie wspierane amunicją i bronią przez Węgrów, którzy nie doświadczali ataków ze strony Polaków nawet wówczas, gdy wraz z jednostkami niemieckimi przebywali na określonych terenach.

Przebywająca podczas Powstania Warszawskiego w Puszczy Kampinoskiej węgierska 12 dywizja odwlekała lub po prostu sabotowała rozkazy Niemców odnoszące się do walki z polskimi powstańcami oraz całkowitego odcięcia dróg prowadzących do Warszawy. W zbiorach Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się list napisany przez dowódcę jednej z formacji węgierskich, potajemnie dostarczony polskim powstańcom: „Wysyłają nas, musimy iść, ale nie chcemy walczyć z Polakami. Przejdziemy przez las i jeśli nas nie zaatakujecie, nie chcemy o niczym wiedzieć.” Dowódca powstańców, generał Antoni Chruściel („Monter”), w meldunku z 23 sierpnia 1944 roku tak opisywał postawę Węgrów, że umiejscowione na południe od Mokotowa węgierskie formacje zachowują się przyjaźnie wobec polskich oddziałów, wysyłają ostrzeżenia i nie przeszkadzają w akcjach. Polacy otrzymali także informacje od Węgrów, że w okręgach służewskim i wilanowskim Niemcy przygotowują się do ataku. Powstańcy mieli dzięki temu czas na przegrupowanie sił, zmuszając Niemców do ciężkich walk.

Węgierscy oficerowie wychodzili z założenia, że Węgry od początku bezstronnie podchodziły do wojny polsko-niemieckiej, i nie chcieli tego zmieniać w okolicach Warszawy. Ta postawa oznaczała dla powstańców prawdziwą pomoc. Stacjonujące w pobliżu Węgrów oddziały niemieckie tworzyły zamknięty system obronny i zdecydowanie zwalczały polskich powstańców. Ponieważ linia Węgrów tworzyła wyrwę w hermetycznie zamkniętym pierścieniu, Niemcy nie pozostawali obojętni na „niezdyscyplinowanie” dziesiątków tysięcy żołnierzy węgierskich: zaczęli bezwzględnie karać tych honwedów, których złapano na gorącym uczynku „bratania się” z Polakami. Do dziś przetrwało kilka grobów rozstrzelanych węgierskich żołnierzy (np. w Konstancinie, Podkowie Leśnej) – Polacy starannie się nimi opiekują, mogiły zawsze są przystrojone kwiatami, a na Wszystkich Świętych palą się tam znicze.

REKLAMA

„Braterskie” stanowisko Węgrów wobec Powstania Warszawskiego utrwalone zostało także w polskiej literaturze i filmie. Andrzej Munk stworzył w 1958 roku uchodzącą dziś już za klasykę produkcję pt. “Eroica”, opartą na dwóch opowiadaniach Jerzego Stefana Stawińskiego, z których jedno nosi tytuł “Węgrzy”. Historia ta opowiada o tym, jak węgierskie formacje rozważały przejście na stronę polskich powstańców w 1944 roku.

Przyjacielskiemu zachowaniu się w sierpniu i wrześniu 1944 roku wojsk węgierskich polscy powstańcy niewątpliwie zawdzięczają stosunkową swobodę przemieszczania się na terenach strzeżonych przez Węgrów. Żołnierze ci umożliwili korzystanie z dróg i dostarczenie żywności, amunicji, leków, a nawet broni dla warszawskich powstańców, prowadzących walkę na śmierć i życie. Tym samym pomogli nie tylko walczącym, ale także przyczynili się do uratowania życia wielu Polaków.

REKLAMA

za: FB Węgierski Instytut Kultury – Varsói Magyar Kulturális Intézet