REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Wskazała Komendę jako winnego gwałtu i morderstwa. Później wyjawiła, że była zastraszana

883

Trzy dni temu w tajemniczych okolicznościach zmarła Dorota P., główny świadek oskarżenia przeciwko Tomaszowi Komendzie, który w więzieniu przesiedział 18 lat.

– Ja tylko rozpoznałam go na portrecie pamięciowym, ale na portretach rozpoznałam też jego ojca i brata. Od początku uważałam, że jeżeli Tomek mógłby to zrobić, to tylko w ich towarzystwie. Był od nich bardzo zależny, sam na pewno nie zdecydowałby się na coś takiego – takie rewelacje pojawiły się w rozmowie jaką Dorota P. odbyła z dziennikarzami “Gazety Wyborczej” trzy tygodnie przed jej nagłą śmiercią.

– Policja mnie szantażowała i straszyła – dodawała.

Reklama / Advertisement

Bardzo mocno w rozmowie podkreślała, że prowadzący śledztwo policjant na nią ostro naciskał, zastraszał, groził:
– Przychodził do mnie codziennie. (…) Był wielki, groźny, bałam się go. Gdy nie chciałam zeznawać, groził, że sama skończę w więzieniu. Mówił, że mogą mnie oskarżyć o chronienie mordercy. Byłam już wykończona nerwowo i dlatego w końcu się zgodziłam.

Ale dodała również, że miała swoisty układ z policjantem i prokuratorem i miało jej “nie być w tej sprawie”:
– Taka była wstępna umowa. A policjant i prokurator powiedzieli mi, że muszą być moje zeznania, bo musi skądś wynikać, jak złapali Tomasza Komendę, ale że nie będę w tej sprawie.

Reklama / Advertisement