REKLAMA

Reklama

Władysław Grabski: Dwa lata pracy u podstaw państwowości naszej – cz. X

112

Rozdział XV.
Pierwsza rekonstrukcja gabinetu. Wejście do rządów Skrzyńskiego. Polityka zagraniczna.

Tworząc rząd w grudniu 1923 r., dobierałem ministrów pod kątem widzenia przeprowadzenia reformy walutowej bez oglądania się na kombinacje parlamentarne. Zamiana Ministra Sosnkowskiego na Sikorskiego odbyła się też nie pod kątem widzenia politycznym, a tylko rzeczowo budżetowym. Na takim stanowisku apolitycznym mogłem stać tylko do czasu przeprowadzenia reformy. Z chwilą, gdy się zdecydowałem pozostać dłużej przy władzy, musiałem stanąć na gruncie takiej polityki w stosunku do Sejmu, który by umożliwiał rządowi egzystencję i spokojną pracę.

REKLAMA

Celem, jaki sobie stawiałem było to zagwarantowanie rządowi maksimum swobody w pracy na dobro państwa i niezależności od wymagań, dążących do podporządkowania partiom aparatu rządzącego.

W metodzie podporządkowania władz i urzędów interesom partyjnym najwięcej wyrobionych tradycyj i wpływów miało stronnictwo Piasta. Jemu też mój system rządzenia najmniej dogadzał i ze mną też Piast prowadził nieustanną walkę. Z mej strony walki z Piastem nie było, gdyż go z zasiedziałych wpływów nie ruszałem, ale dla rozszerzenia się tych wpływów pola nie dawałem.

Powyższa sytuacja polityczna wymagała tego, by nie iść po linii ani centro-prawa, ani centro-lewa, a po zupełnie innej, mianowicie po linii opierania się na obydwóch skrzydłach, a właściwie na tych częściach obydwu skrzydeł, z którymi można było nawiązać najłatwiej kontakt, bez poświęcenia zasadniczego sposobu postępowania rządu, to jest bez zejścia z gruntu niezależnego od partyj stanowiska interesu państwowego. Utrzymanie się na takiej platformie było niezmiernie trudnym. Każde skrzydło ciągnęło w swoją stronę i żądało ode mnie, bym się wyraźnie deklarował, tworząc czy centro-praw, czy centro-lew. Ja zaś systematycznie prowadziłem linię godzenia dwóch skrzydeł.

Reklama

Reklama

Czy linia ta była dobra? W każdym razie po moim odejściu ta linia właśnie ustaliła się choć na krótko, a wypadki majowe nastąpiły dopiero wtedy, gdy odstąpiono od tej linii. Dla mnie było rzeczą jasną, że utrzymywanie kontaktu zarówno z częścią prawą jak lewą Sejmu było najlepszym zabezpieczeniem państwa przed kataklizmami. Dlatego też przed feriami letnimi 1924 r. robiłem usiłowania, by wciągnąć do gabinetu dwóch spośród najwybitniejszych posłów jednego z prawicy, drugiego z lewicy. Usiłowania te nie dały na razie skutków, gdyż potrzeba było jeszcze czasu, by lepiej grunt przygotować. Ale rezultatem tych nieudanych prób było podanie się Ministra Spraw Zagranicznych Zamojskiego do dymisji.

Krok Ministra Zamojskiego postawił mnie w trudnej sytuacji. Zbliżała się sesja Ligi Narodów. Wobec tego, że kombinacje parlamentarne na razie odpadły, wybór następcy nie był łatwy. Prosiłem Zamojskiego by pozostał, ale nie mogłem mu się dziwić, że na dymisję swoją nalegał, gdyż miał uzasadnione do tego moralne prawo, skoro przygotowywane kombinacje parlamentarne miały się odbyć kosztem jego portfelu. Na zastępcę po Zamojskim należało wybrać kogoś, kto by nie przechylił gabinetu na żadne skrzydło. Niestety nie mogłem tego uczynić, z powodu braku odpowiedniego kandydata. Wielu z kandydatów ze względu na swoje zabarwienie polityczne nie mogło wchodzić w grę. Jedynym kandydatem okazał się Aleksander Skrzyński. Zdecydowałem się na niego.

Wybór ten sprowadził na mnie wybuch niezadowolenia na prawicy. W tym samym czasie co nominacja Skrzyńskiego nastąpiła również i nominacja Kopczyńskiego na ministra reform rolnych. Obydwie te zmiany szły w kierunku lewicy. Już w czerwcu w czasie debat budżetowych przemówienia posłów prawicowych nie były zbyt dla rządu przychylne. Mowa Głąbińskiego była pełna krytyki, bez cienia prawdziwego za dokonane dzieło uznania. Dla prawicy, tak samo jak dla Piasta, rząd mój był nie miły z tego względu, że przyszedł po ich rządzie. Gdybym się stał powolnym w ręku prawicy lub Piasta narzędziem, miałbym ich poparcie, ale znów na to ja nie mogłem pójść, miałem bowiem zbyt jeszcze świeży dowód tego w końcu 1923 roku, że rządy prawicowe były przy istniejącym stanie umysłów niemożliwe.

Reklama

Jakkolwiek nominacje Kopczyńskiego i Skrzyńskiego miały charakter lewicowy, ale w gruncie rzeczy były one wywołane względami rzeczowymi i państwowymi, a nie taktycznymi i politycznymi. Skrzyński jako minister spraw zagranicznych położył na szalę w tej dziedzinie swoją indywidualność pełną dużego, wyższej miary talentu. — Pomimo tego, że miał przeciwko sobie od początku całą prawicę, zdołał pracą swoją zyskać sobie powszechne uznanie wśród polityków w Sejmie i w społeczeństwie, a został po mnie premierem Rządu koalicyjno-parlamentarnego. Dziś natomiast powszechne są głosy krytyczne o jego polityce zagranicznej. Dziś widzimy wyraźne niebezpieczeństwo niemieckie i ogół pragnie winić Skrzyńskiego, że on nie tylko go nie zażegnał, ale pozwalał wytwarzać się atmosferze, usypiającej nas i innych przed tym niebezpieczeństwem.

Nie ma nic bardziej charakterystycznego dla naszej opinii publicznej jak szybkość, z jaką się reakcja w sądach o ludziach dokonywuje. Niebezpieczeństwo niemieckie zawisło zupełnie wyraźnie nad Polską z chwilą, gdy tylko Francja zdecydowała się ustąpić z Zagłębia Ruhry i gdy większość narodu we Francji wyraziła się przeciwko polityce zagranicznej Poincarego. Już w czerwcu 1924 r. rząd otrzymał poważne dane, wskazujące, że Anglia gotowa jest zagwarantować bezpieczeństwo Francji tylko o tyle, o ile ta ostatnia przestanie interesować się Polską. Niebezpieczeństwo niemieckie wtedy już stało przed nami w całej nagości. U władzy był Minister Zamojski i na tę sytuację na razie nie znajdował planu działania. Skrzyński miał pewien plan. Sądzić o tym planie nie należy podług tego co mówił, ale do czego zmierzał i w jakiej mierze niebezpieczeństwa, które istniały, były przez niego paraliżowane.

Na niebezpieczeństwo niemieckie miałem osobiście stale oko otwarte. Również i Minister Sikorski czuwał nad nim nieustannie ze swego stanowiska jako minister spraw wojskowych i często stawiał wnioski, tyczące się naszej polityki zagranicznej. Starałem się doprowadzić je do uzgodnienia z planem postępowania Ministra Skrzyńskiego, co zawsze następowało. Zaraz przy pierwszym swojim wystąpieniu na terenie międzynarodowym na sesji jesiennej 1924 roku Ligi Narodów, Skrzyński dotknął spraw pretensyj niemieckich i chcąc je sparaliżować zadeklarował, że rząd polski w stosunku do pewnej kategorii Niemców, których majątki w Polsce miały podlegać likwidacji, poczyni dość poważne ustępstwa. Ta deklaracja wywołała burzę protestów polskich w dzielnicy zachodniej.

Już wówczas jasnym było dla mnie, że przed przyszłością naszą wyrasta nowe widmo: rewanżu niemieckiego. Widziałem, że jest to zagadnienie wielkie, o które będzie się odbywała gra sił na bardzo szerokiej płaszczyźnie. W tej grze sił to ustępstwo, które uczynił Skrzyński było drobiazgiem. Perswadowałem to delegatom naszych organizacyj narodowych z byłego zaboru pruskiego, jako obywatel kraju blisko ich poglądów politycznych stojący i podzielający ich zasady i obawy. Ale nie mogłem nic na ich jednostronność zapatrywań poradzić. Nienawiść do Skrzyńskiego rosła, a ponieważ tłumaczyłem jego postępowanie, ściągało to nienawiść również i przeciwko mnie.

Władysław Grabski

——————-
Władysław Grabski (1874 – 1938) był politykiem Narodowej Demokracji, ekonomistą i historykiem. Był członkiem Ligi Narodowej od 1905 r. W tym samym roku został na krótko uwięziony przez władze rosyjskie, które w ten sposób chciały go ukarać za pracę społeczną wśród chłopstwa. Krótko potem rozpoczął karierę polityczną – został wybrany w wyborach na posła do rosyjskiej Dumy. Po wybuchu I wojny światowej w listopadzie 1914 r. Władysław Grabski wszedł w skład Komitetu Narodowego Polskiego. W niepodległej Polsce wraz z bratem Stanisławem współtworzył program Związku Ludowo-Narodowego. Był ministrem rolnictwa i dóbr koronnych, trzykrotnie ministrem skarbu oraz dwukrotnie premierem. Obecna waluta – złoty – wprowadzony został do obiegu w kwietniu 1924 r, w wyniku reformy pieniężnej przeprowadzonej przez Grabskiego i zastąpił zdewaluowaną markę polską, walutę Królestwa Polskiego (regencyjnego).

REKLAMA