Wasiukiewicz: Patriotyzm zaszczepiony, czyli nawoływanie do nienawiści na tle pandemicznym

Uważam, że zaszczepienie się jest aktem patriotyzmu – powiedział minister zdrowia podczas spotkania z klubami “Gazety Polskiej”.

Wniosek. Nie zaszczepiłeś się, nie jesteś patriotą, nie jesteś Polakiem, a może cytując klasyka, jesteś nawet Polakiem, ale gorszego sortu. A skoro nie jesteś patriotą to jesteś zdrajcą. Tutaj nie ma nic pośrednio. Albo jedno, albo drugie. Zresztą wynika to z kolejnych słów ministra skierowanych do klubowiczów GP. Ze słów tego samego ministra, który na jesieni ubiegłego podjął się odważnie, z pobudek czysto patriotycznych, walki z “pandemią” i ta walka przyniosła patriotyczny efekt w postaci ponad 100 tys. nadmiarowych zgonów. A wiele z tych zgonów nie udało się powiązać ministerstwu zdrowia w żaden sposób z wirusem. Chociaż próbowano.

Minister jako patriota musi dzisiaj wskazać więc wroga – skoro jest jakiś “akt patriotyzmu” to musi być w kontrze “akt zaprzaństwa”, “akt zdrady”. I wskazał. Są to wszyscy ci, którzy kwestionują sens “szczepień”, czyli sens wstrzykiwania w ciało preparatu, który nie jest do końca przebadany, który dopuszczony jest warunkowo, który uznany jest cały czas więc za eksperymentalny. Ale minister nie ma wątpliwości, że ci którzy kwestionują sens wysiłków rządu, a szczególnie ministerstwa zdrowia, aby wyszczepić Polaków to są boty, sztuczne fermy trolli, które mają za zadanie deprecjonować, prowadzić do destabilizacji, wywoływać emocje, doprowadzić do tego, że na jesień będziemy mieli lockdown i wtedy postawić Polskę w defensywie. Czyli wrogowie Ojczyzny!

Minister zdrowia jest konkretny: Na samym początku procesu szczepień było 35-37 proc. chętnych. Potem, jak zorganizowaliśmy potężną akcję logistyczną, tysiące punktów szczepień, dziesiątki tysięcy personelu, sprowadziliśmy najlepsze wiarygodne preparaty, m.in. nie dopuszczając np. szczepionek chińskich i rosyjskich, które nie były dostatecznie zweryfikowane – zwróćcie uwagę, co się stało z opiniami społecznymi, jak te manipulacje okazały się skuteczne. Startując z 35 proc. chętnych, później doszliśmy do 70 proc. i od dwóch miesięcy stoi. To target, jaki wyznaczają sobie manipulatorzy, aby te 30 proc. nieprzekonanych się nie zwiększało, bo to wystarczająca siła do wywoływania niepokoju społecznego.

A że te niepokoje mogą wybuchnąć to minister zdrowia już wie. A winni będą temu ci, którzy nie są patriotami i szczepić się nie chcą: Jeżeli czwarta fala COVID-19 będzie duża – pod kątem liczby zakażeń, hospitalizacji i liczby zgonów – to oznacza konieczność wprowadzania znowu poważnych restrykcji i ograniczeń w gospodarce. (…) Będą niepokoje społeczne z tym związane, bo wszyscy już mamy tego serdecznie dosyć. Jeżeli na jesień okaże się, że będziemy musieli do tego wrócić, to przegramy gospodarczo, politycznie, bo każda nasza porażka będzie wskazywana jako wzmocnienie kapitału politycznego przeciwników.

Z nawoływaniem do nienawiści na tle “pandemicznym” mamy w praktyce do czynienia od początku “pandemii”. Ci którzy pomimo zakazów chodzili do lasu, byli nieodpowiedzialni, stanowili zagrożenie dla życia i zdrowia innych. Ci którzy brali udział w demonstracjach lub tylko chcieli miło spędzić sobie zimą kilka dni w górach zostali okrzyknięci “siewcami śmierci”. Każdy obywatel stał się niebezpieczny dla drugiego. Kolega z pracy dla kolegi z pracy, kupujący dla sprzedającego, sprzedający dla kupującego, wnuczek dla babci, babcia dla dziadka…

W ciągu roku działania podjęte przez rządzących, podsycane przez media, z uruchomieniem instytucji państwowych, w tym resortów siłowych, wywróciły do góry nogami całe dotychczasowe życie społeczne. Codzienne podsycanie strachu, nieustająco płynące komunikaty o “liczbie zachorowań”, “liczbie zgonów” płynące ze stron rządowych i “szczekaczek” medialnych, przyniosły efekt – strach i nienawiść.

W tak zbudowanym w ostatnich miesiącach “środowisku” nie ma miejsca na racjonalną dyskusję, racjonalne argumenty. W ogóle nie ma dyskusji, bo mamy tych oświeconych, którzy lepiej wiedzą i mają tą przewagę nad nami, że mają władzę! Mają władzę i nie muszą prowadzić żadnych dyskusji, konsultacji, rozmów. Może sytuacja byłaby inna, gdyby przynajmniej część mediów opiniotwórczych podjęła ten temat choćby trochę w inny sposób niż tylko w sposób zgodny z “pandemiczną” propagandą. Ale tak się nie stało, a ktoś kto stara się podejmować taką dyskusję w mediach opiniotwórczych kończy jak program “Warto rozmawiać”. Jeden krzyk rozhisteryzowanej pani polityk – która nie potrafi się kulturalnie w izbie ustawodawczej zachować – i już nie ma o czym rozmawiać. Pozostaje tylko strach i nienawiść i dalsze “nawoływanie do nienawiści”.

Jerzy Wasiukiewicz

Zdjęcie: Twitter

REKLAMA/Advertisement