Uwaga, wulkany!

Globalna plaga koronawirusa zwraca naszą uwagę na wydarzenia biologiczne, przyrodnicze i fizyczne związane z Ziemią, jako planetą na której żyjemy. Powszechnie uważa się, że są to zagadnienia ciekawe, interesujące, o których warto wiedzieć, na które jednak nie mamy żadnego wpływu, dlatego związane z tym wydarzenia przyjmowane są bez żadnej refleksji.


Kluczem do jakiejkolwiek reakcji na ten temat jest popularne stwierdzenie, że póki nic się nie dzieje to trzeba zachować spokój, bo tylko on może nas uratować. Tymczasem nauka badająca te problemy wysyła do świata coraz bardziej alarmujące sygnały. I co najważniejsze nie dotyczą one wcale tak popularnego tematu, jakim jest ograniczenie spalania paliw kopalnych dla ograniczenia postępującego ocieplenia klimatu. Jednym z tych sygnałów jest sytuacja wulkanów na świecie. Te jak wiadomo wybuchają, kiedy chcą i gdzie chcą, nie zwracając żadnej uwagi na to czy komuś się to podoba, czy też nie. Na ogół ich spektakularne wybuchy budzą dreszcz emocji, trochę tak jakby działo się to na Księżycu lub na innej planecie. Ich skutki na ogół mają lokalne znaczenie i stosunkowo szybko życie w ich rejonie powraca do normy.

REKLAMA/Advertisement

Po prostu w szerszej skali, jak już wspomniano „nic się nie dzieje” i nie ma powodu, aby zajmować się tym problemem. To klasyka często pokazywana w filmach science fiction, w których dominującą rolę odgrywa pogarda dla „science”. Oto do znanej wypoczynkowej miejscowości przyjeżdża geolog. Zauważa niepokojące sygnały mikro trzęsień ziemi, wzrostu temperatury wód gruntowych, ucieczki gazów w szczelinach skalnych. O wszystkim zawiadamia władze, lokalne i centralne, media i mieszkańców. Nikt nie chce wierzyć w te informacje. Geolog zostaje wezwany przed oblicze władz, które oświadczają mu, że jeżeli zepsuje im biznes zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Teraz ma natychmiast opuścić ten teren i więcej się tu nie pokazywać, bo inaczej mogą go spotkać przykrości. Geolog nie daje za wygraną, mierzy narastanie erupcji, ostrzega, prosi o ewakuację, ale wszystko na nic. Na koniec wulkan wybucha, wszystko dookoła niszczy i pali. Geolog ratuje co się jeszcze da narażając swoje życie. Po katastrofie to on jest oskarżony, o to że nie potrafił przekonująco ostrzec wszystkich o nadciągającej katastrofie. To jakby stale powtarzająca się sekwencja, tyle tylko, że dotycząca całego globu, który choćby tylko pod względem składu atmosfery jest pewną całością.

Wielkie wymieranie

REKLAMA/Advertisement

Na portalu „Sciencing” można przeczytać, że atmosfera ziemska powstawała przynajmniej w trzech etapach. Pierwszy z nich miał miejsce ponad 4 miliardy lat temu, kiedy kształtowała się skorupa ziemska. Powstała wtedy cienka warstwa wodoru i helu otaczająca nasz glob. Drugi etap stygnięcia Ziemi to ok. 500 milionów lat później, kiedy aktywnym ruchom górotwórczym towarzyszy liczny wulkanizm. Na skutek stygnięcia lawy
wydzielane są do atmosfery gazy takie jak , H2O, CO2, H2S. HCL i inne. Na skutek chłodzenia powstają pierwsze oceany wody. W nich rozpoczynają życie pierwsze bakterie i rośliny, które dostarczają tlen do atmosfery. Trzeci obecny etap rozwoju atmosfery wiąże się z rozwojem życia biologicznego, którego kluczowym elementem jest fotosynteza dostarczająca tlen do atmosfery i umożliwiając rozwój życia biologicznego, w tym istnienie człowieka. Dzisiejsza atmosfera z różnych powodów ulega wahaniom swojego składu, który sprzyja rozwojowi jednych formacji roślinnych i zwierzęcych, a inne bezwzględnie zabija. Tego rodzaju procesy miały już kilkakrotnie miejsce w badanej historii ziemi na przestrzeni stosunkowo dobrze już zbadanych ostatnich 500 milionów lat historii naszego globu. Jedna z pierwszych dobrze już udokumentowanych katastrof biologicznych miała miejsce pod koniec ordowiku (ok. 444 miliony lat temu). Wymarło wtedy oko. 85% wszystkich gatunków organizmów żywych takich jak: ramienionogi, mszywioły, trylobity i graptolity. Kolejna katastrofa ma miejsce w późnym dewonie (ok. 359 mln lat temu) wyginęło wtedy ponad 40% organizmów morskich m.in. ryby pancerne, ramienionogi i większość koralowców. Na przełomie permu i triasu (ok. 251 mln lat temu) w historii Ziemi nastąpił jeden z największych kryzysów świata organicznego. Nastąpiło wtedy wyginięcie całych gromad i rzędów świata organicznego i drastyczne zmniejszenie populacji wszystkich grup zwierzęcych. Uważa się, że było to wydarzenie nagłe i trwające nie dłużej aniżeli 1 milion lat.

Przyczyny tego stanu upatruje się w potężnych erupcjach wulkanicznych na terenie Syberii. Powierzchnia law bazaltowych wynosi ok. 7 mln km2 (3/4 pow. Syberii) i o objętości ok. 4 mln km3. Nikiel zawarty w tych erupcjach doprowadził do wymarcia przyrody ożywionej. Pod koniec triasu kolejny wulkanizm towarzyszący strefie pacyficznej w skali globalnej doprowadził do redukcji ok. 80% gatunków morskich i lądowych. Na przełomie ery kenozoicznej (kreda – trzeciorzęd), czyli nam współczesnej nastąpiło ostanie globalne wyniszczenie dinozaurów i wielu innych gatunków organizmów żywych w nauce oznaczane skrótem KTB (Cretaceous-Tertiary Boundary). Prof. Gerta Keller paleontolog z Uniwersytetu Princeton (USA) udowadnia, że istniejący na przełomie kredy i trzeciorzędu intensywny wulkanizm Dekanu (Indie) który wystąpił na powierzchni ok. 1,5 mln km2, w kilku fazach wypływów lawy o objętości ok. 1,2 miln km3 i grubości do 3 km., jest odpowiedzialny za wyginiecie dinozaurów i powszechnej katastrofy biologicznej w tym czasie. Ta ostatnia katastrofa miała miejsce stosunkowo nie tak dawno, bo blisko 66 milionów lat temu. Biorąc pod uwagę, że tego rodzaju katastrofy biologiczne w skali globalnej przeciętnie miały miejsce, co 100 – 200 milionów lat, istnieje duże prawdopodobieństwo, że mogą one wystąpić również współcześnie.

Lekceważenie

Współcześnie w pracach naukowych pojawiają się opinie lekceważące wpływ wulkanów na skład atmosfery. Prawie wszystkie tego rodzaju prace nastawione są na ocenę wpływu wulkanów na zwartość CO2 w atmosferze. Twierdzi się, że jest to wpływ marginalny. Mieści się on w granicach ok. 1% ilości CO2 wydzielanego do atmosfery przez człowieka. Okazuje się jednak, że informacje te – choć podawane przez naukowców – nie są ani ścisłe, ani rzetelne. Przede wszystkim dlatego, że wulkany wydzielają nie tylko CO2, ale również najbardziej zabójczy dla wszystkich żywych organizmów siarkowodór (H2S), i dzieje się to w setkach tysięcy ton podczas prawie każdego wybuchu wulkanu. Z występujących na świecie ok. 1500 czynnych wulkanów monitorowanych jest zaledwie ok. 150 i na tej podstawie są formułowane wnioski. Drugie tyle jest nieczynnych, ale potencjalnie aktywnych wulkanów, którymi praktycznie nikt się nie zajmuje.

REKLAMA/Advertisement

Dlaczego? Ponieważ, jak na wstępie wspomniano „nic się nie dzieje”. Po co zatem wydawać pieniądze na jakieś abstrakcyjne badania? Być może, że ich wyniki komuś za 100, czy więcej lat do czegoś się przydadzą, ale teraz są całkowicie i nikomu niepotrzebne. Tak mniej więcej wygląda ocena badań nad wulkanami współczesnych polityków i ekonomistów. Tu trzeba zaznaczyć, że kiedy następuje ich uaktywnienie wtedy na wszelkie działania w tej sprawie jest już dokładnie za późno. Wtedy mówi się, że są to zjawiska niezależne od człowieka, i nikt nie był w stanie tego przewidzieć. Nie można tego przewidzieć, co do dnia, a nawet roku i więcej lat, co wcale nie oznacza, że na tego rodzaju wydarzenia możemy być absolutnie nie przygotowani.

Współczesne wulkany

Skutki globalne nawet pojedynczych wybuchów wulkanów są zauważalne. Wybuch wulkanu na indonezyjskiej wyspie Krakatau w 1883 roku wyrzucił ok. 18 km3 popiołów, a obiekty skalne na wysokość 25 km i odległość ok.. 40 km. Pył obiegł glob ziemski obniżając na wiele lat średnią temperaturę atmosfery ok. 0,4°C. Aktualnie obserwuje się ożywienie działalności wulkanicznej w skali całego globu. W Europie dotyczy to włoskiego stratowulkanu (super wulkanu o globalnej skali zniszczenia) Campi Flegrei oraz niemieckiego wulkanu Laacher See w górach Eifel. Wulkanolodzy twierdzą, że mogą one wybuchnąć w każdej chwili. Aby nie siać paniki zastrzegają, że ta chwila może trwać 100, 1000, a nawet więcej lat. Dając do zrozumienia, że wszystko jest możliwe. Uaktywniają się wulkany Islandii, będące północną częścią wulkanicznego grzbietu Oceanu Atlantyckiego. Podobnie zwiększa się aktywność 300 wulkanów Kamczatki.

Niedawno stwierdzono tu przebudzenie się stratowulkan Bolszaja Udina położonego w grupie Kluczewskaja Sopka. W rejonie tym odnotowano intensywne trzęsienia ziemi.

– Nie wszystkie niepokoje sejsmiczne powodują erupcje, ale wszystkie katastroficzne erupcje poprzedziły silniejsze niepokoje sejsmiczne lub aktywność ….. Ich prawdopodobieństwo katastrofalnej erupcji nie jest bardzo wysokie, ale musimy być gotowi – powiedział rosyjski wulkanolog – Iwan Kulakow.

Być gotowym

Chyba o to właśnie chodzi, aby być przygotowanym na tego rodzaju wydarzenia. Jak być przygotowanym, to już całkiem odrębna sprawa, która wymaga zastanowienia się nad naszą rolą w badaniach nad wulkanami świata.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.