Nie ustaje presja Brukseli na Polskę! Niemiecki komisarz znów straszy odebraniem funduszy.

Niemiecki komisarz unijny ds. budżetu Guenther Oettinger w aroganckim tonie stwierdził wczoraj wieczorem, że warunkiem koniecznym do otrzymywania pieniędzy z funduszy unijnych ma być przestrzeganie praworządności. Jak widać, niemieckiego eurokratę bardziej interesują wydumane problemy Polski niż zabójstwo swojego rodaka w Chemnitz dokonane przez islamskich imigrantów.

– Codziennie decydujemy o nowych projektach, w sprawie systemów kolejowych, renowacji centrów miast, programów badawczych. Czasami mamy problemy, orientujemy się, że jest korupcja i musimy prosić o zwrot pieniędzy. Jeśli jest dyskusja w tej sprawie z krajem członkowskim, regionem, czy lokalnymi władzami lub instytucją badawczą, to sprawa może trafić do sądu. Z tego powodu potrzebujemy obiektywnych, niezależnych sądów. Potrzebujemy sądów, które nie są zależne od rządu – stwierdził biurokrata w czasie spotkania z korespondentami przy UE.

Niemiecki komisarz dodał, że praworządność – która oczywiście jest określana przez nikogo innego jak samych unijnych biurokratów, ma być warunkiem wypłaty funduszy unijnych:

Z tego powodu równolegle (do projektu wieloletniego budżetu – przyp. red.) przedstawiliśmy propozycję prawną, która mówi o tym, że jeśli zobowiązanie do przestrzegania praworządności nie jest przestrzegane, musimy zablokować całkowicie lub częściowo finansowanie naszych programów – groził w typowym dla siebie, aroganckim tonie.

W maju, kiedy Jean-Claude Juncker i jego podwładni z Komisji Europejskiej ogłosili ten pomysł, wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański stwierdził, że budżet powinien być oparty na jasnych zasadach, które nie pozwalają na stosowanie politycznej presji.

– Propozycja regulacji łącząca fundusze z praworządnością wydaje się potężną siłą dla KE, ze zbyt wysoką uznaniowością w jej rękach – mówił wtedy wiceszef polskiej dyplomacji.

REKLAMA/Advertisement

Jak widać, komisarz Gunther Oettinger po raz kolejny zajmuje się Polską zamiast zastanowić się nad coraz bardziej dramatyczną sytuacją na własnym podwórku. Po zabójstwie niemieckiego obywatela przez islamskich imigrantów w Chemnitz wybuchły zamieszki przeciwko szaleńczej polityce Angeli Merkel, ale rząd w Berlinie nie ma zamiaru odstąpić od swoich działań. Protestujących określono mianem “prawicowych ekstremistów”, a demonstracje oficjalnie potępiła sama kanclerz.

za: niezalezna.pl