Tak Bitwę Warszawską wspominał gen. Józef Haller, dowodzący Frontem Północnym

Dość dużo uwagi poświęcamy tematyce Bitwy Warszawskiej, z uwagi na fakt, że do końca nie zdajemy sobie sprawy z rangi bojów z sierpnia 1920, które tak naprawdę dopiero przypieczętowały powrót Polski niepodległej. Co bowiem byłoby z tego, że 11 listopada 1918 roku Polska ogłosiła niepodległość, gdy celem bolszewików było jej podporządkowanie. Dzisiaj przybliżymy przebieg tej bitwy okiem gen. Józefa Hallera.


O wydarzeniach z sierpnia 1920 roku gen. Józef Haller napisał w swoich pamiętnikach:

REKLAMA/Advertisement

– Dnia 9 i 10 sierpnia stanął front na Wisłą pod Warszawą, którą przygotowano do obrony dosyć nieudolnie. (…) Dnie 10 i 11 sierpnia zeszły na szczegółowej inspekcji wojsk Frontu Północnego i pozycji obronnych pod Radzyminem, Zegrzem, Serockiem i w Modlinie, gdzie znalazłem tylko szczupłą ilość ciężkiej artylerii. W końcu wydzieliłem dwie dywizje piechoty (19 i 10) jako rezerwę frontu w Jabłonowie, pod dowództwem gen. Żeligowskiego. 11 sierpnia w południe prosił mnie minister spraw wojskowych telefonicznie o przyjęcie szefów misji wojskowych alianckich i udzielenie im informacji o froncie. Przyjąłem ich o trzeciej po południu w Alejach Ujazdowskich nr 33, w sali bibliotecznej. Dziwne uczucie miałem, kiedy ze wzruszeniem ściskali moją dłoń ci generałowie i pułkownicy, jak gdyby żegnając krewnego bankruta. Na zapytanie najstarszego z nich, gen. Henrysa, czy może sytuacja się tak pogorszyła, że trzeba im będzie opuścić Warszawę, śmiejąc się odpowiedziałem:

-Comme vous boulez, ale nie widzę powodu. Za kilka dni będziecie świadkami naszego zwycięstwa.

REKLAMA/Advertisement

Z niedowierzaniem przyjęto tę moją stanowczą odpowiedź i posypały się pytania oraz zapowiedzi, choć niewielkiej pomocy ze strony Francji, która przysłała oficerów sztabu dla łączności taktycznej.

Generał Józef Haller opisując przebieg spotkania z przedstawicielami misji wojskowych wspomina chociażby o braku wyczucia przedstawiciela Rumunii.

REKLAMA/Advertisement

– Kiedy pułkownik rumuński zagalopował się w oskarżaniu Polski o naruszenie granicy rumuńskiej, przerwałem mu uwagą, że tymi sprawami się nie zajmuję.

Haller interweniował wówczas również u włoskiego generała Romei, w sprawie artykułu z gazety ,,Corriere della Sera”, która twierdziła, że 10 sierpnia Warszawa złożyła kapitulację.

– Gen. Romei, zresztą mój dobry przyjaciel, wysłał natychmiast sprostowanie.

Z uznaniem gen. Haller odniósł się natomiast wobec postawy nuncjusza apostolskiego w Polsce Achille Ratti, który jako jeden z niewielu dyplomatów pozostał w Polsce.

– Przypominam, że ówczesny nuncjusz papieski monsignor Ratti pozostał nieustraszenie w Warszawie, której nie chciał opuszczać, kiedy była zagrożona; byłem z nim w częstym kontakcie.

Nuncjusz Ratti w lutym 1922 roku został wybrany przez Konklawe na papieża i przyjął imię Piusa XI.

REKLAMA/Advertisement

– 12 sierpnia przybył do mnie szef Sztabu Głównego gen. Rozwadowski, wręczając mi przez niego napisany rozkaz nr 10 000, z żądaniem, abym go podpisał, jak to uczynili już inni, wskazując na okładce podpis Naczelnego Wodza. (…) Rozkaz nr 10 000 przewidywał na moim froncie obronę pasywna, ale nie wykluczał działań zaczepnych na poszczególnych odcinkach, natomiast przewidywał główny atak Grupy Uderzeniowej Naczelnego Wodza zza rzeki Wieprz, z kierunkiem na Mińsk Mazowiecki, w dniu 17 sierpnia.

Generał Haller najważniejsze decyzje podjął 13 sierpnia.

– Powziąłem więc decyzję z pełną wiarą, że Bóg da nam zwycięstwo w bitwie o Warszawę, którą to bitwę postanowiłem rozpocząć 14 sierpnia, w wigilię Święta Wniebowzięcia.

Rozkaz do żołnierzy rozpoczął od słów – ,,Jutro 14 sierpnia rozpoczynamy bitwę o Warszawę i o wolność Polski”.

Przebieg Bitwy Warszawskiej gen. Haller opisuje następująco:

– Dnia 15 sierpnia, w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, kontynuował Sikorski ofensywę V Armii, zmusiwszy bolszewików do odwrotu za Wkrę, ja zaś wydawszy rozkaz gen. Żeligowskiemu do natarcia na Radzymin 10 Dywizją Piechoty, pokierowałem osobiście ogniem artylerii 11 Dywizji i o dziesiątej w nocy wjechałem do palącego się Radzymina, mając u swego boku gen. Romei i mego dwunastoletniego syna, harcerza.

Łukasz Religa