Św. bp Józef Sebastian Pelczar: Co religia katolicka daje rozumowi? – cz. II

Krom tego, filozofowie szukali prawdy na drodze rozumowania, co dla zwykłej rzeszy ludzkiej, nieumiejącej myśleć i zajętej troską o chleb codzienny, jest niemożebnym. Ich teorie były oderwane i dla niewielu dostępne, tak że mądrość była wówczas jakby monopolem możnych i wy­ łączną własnością uprzywilejowanej arystokracji ducha, mającej za hasło: Odi profanum vulgus. (Nienawidzę ciemnego motłochu).

“Trudno znaleźć Ojca i Twórcę wszechrzeczy – powiedział sam Platon – a niepodobna mówić o nim do wszystkich; o Arystotelesie zaś powiada historia, że umierając w r. 322 przed Chr. miał wyrzec: “Żyłem w powątpiewaniu i umieram wątpiąc. Nie wiem, dokąd idę. O Istoto Najwyższa, zmiłuj się nade mną”.

Wreszcie, filozofowie nie mieli na tyle odwagi, by już nie całej ludzkości ale jednemu tylko miastu narzucić swój system religijny, moralny i społeczny; owszem oni sami stosowali się nieraz do opinii panujących, acz za Wed błedne uznanych, kazali czcić bogi ludowe, uprawniali ohydne występki, podczas gdy ich życie nie zawsze było godne mędrców i jak świadczy Seneka, wywoływało zarzut u ludu : “Aliter vivis aliter loqueris” (Inaczej żyjesz, a inaczej mówisz). Jakże rzadkim jest filozof – utyskuje Cyceron – tak obyczajny, tak duchem i życiem swym kierujący, jak tego rozum wymaga. Jedni są tak próżnymi i chełpliwymi, że lepiej by było, gdyby nic nie umieli, inni pożą­dają pieniędzy, inni sławy, wielu hołduje zmysłowości, tak że ich życie jest w sprzeczności z ich mową. Trafnie też powiedział Voltaire, że jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby jaki filozof nawrócił przynajmniej tę ulicę, na której mieszkał. I czyliż od takich ludzi mogła wyjść cała i czysta prawda, która by była zdołała wydźwignąć ludzkość z błędu i zepsucia?

Później w wiekach już chrześcijańskich znalazła filozofia w objawieniu Bożym obfity pomoc do poszukiwania tych prawd, które leżą w jej zakresie; jakoż wtenczas lotem orlim wzbijała się do źródła wszelkiej prawdy – do Boga. Lecz jeżeli tylko kiedy pokusiła się zwalczać to objawienie, zaraz zapadała w noc zwątpienia i staczała się w przepaść czy panteizmu czy materializmu czy sceptycyzmu. Któż nie wie jak zbłądzili głośni filozofowie XIX wieku, taki Kant, Hegel, Moleschott, Schopenhauer, Comte, Hartman, Nietzsche i inni. Słusznie też żali się Goethe, że filozofowie nie rozwiązali problematów o istocie Boga, nieśmiertelności i esencji naszej duszy, o jej związku z ciałem; a sam Rousseau wyznaje, że szukał rady u filozofów, ale jej nie znalazł. I cóż stąd wypływa? Oto że rozum najbystrzejszych nawet geniuszów nie potrafił dać jasnej i pewnej odpowiedzi na wszystkie wymienione pytania; a chociaż może o własnej sile wejść do przedsionka świątyni, czyli poznać prawdy, wchodząc w skład tzw. teologii naturalnej, to jednak chcąc się dostać do przybytku prawdy, potrzebuje przewodnika, który by niósł przed nim pochodnię, torował drogę i ostrzegał przed zboczeniami.

Uznał tę potrzebę, sam książę starych filozofów Platon, “Musisz czekać – tak każe on mówić Sokratesowi do Alcybiadesa – aż ktoś cię pouczy, jak względem bogów i ludzi zachować się należy”. Kiedy indziej zaś taką daje radę: “Trzeba z tego wszystkiego, co rozum ludzki odkrył, wybrać to, co jest najlepszego i najpewniejszego, i na tym, jakby na łodzi mniej lub więcej bezpiecznej, puścić się na burzliwe morze lego życia, chyba że można znaleźć na tę podróż pewny całkowicie statek, to jest, objawienie Boże, by tę podróż szczęśliwie zakończyć. Oto przekonanie całej starożytności; a nie inny głos rozlega się w świecie chrześcijańskim. Posłuchajmy naprzód filozofa wierzącego. “Było rzeczą konieczną* – mówi Św. Tomasz z Akwinu – aby Bóg pouczył człowieka także i o tym, co on sam swoim rozumem zgłębić może, gdyż prawdziwe poznanie Boga na drodze rozumowego badania tylko dla niewielu, po długim czasie i z przymieszką błędów jest możebne, podczas gdy od posiadania tej prawdy zależy całe zbawienie ludzkości, które tylko jest w Bogu”.

Rzeczywiście, nic tylko ograniczoność rozumu, ale także krótkość życia, nawał spraw zewnętrznych, wymogi stanu, powzięte uprzedzenia i burzące się ciągle żądze przeszkadzają człowiekowi w poszukiwaniu prawdy religijnej. Posłuchajmy teraz filozofa sceptyka. “Rozum nasz – oto są słowa Bayelego – potrafi tylko wszystko powikłać i podać w wątpliwość, Zaledwie jakiś gmach zbudował, aliści zaraz wskazuje środki, jakby go zburzyć, – istna to Penelope, która podczas nocy niszczy płótno, utkane przez dzień. Tak więc najlepszy użytek, jaki można zrobić z filozofii, jest ten, by poznać, że on< jest drogą wiodącą do zboczeń, i że potrzeba szukać innego przewodnika, a tym jest światło objawione". Posłuchajmy wreszcie filozofa panteisty: "Jeżeli się wie - mówi Schelling - jakie to są prawdy, za które wielu oddaje skarby mądrości i wiedzy, ukryte w Chrystusie, tedy mimowolnie nasuwa się na myśl ów król, o którym opowiada Sancho Pansa, że sprzedał królestwo, aby sobie kupić stado gęsi". Posłuchajmy także nie filozofa, ale człowieka obdarzonego nader bystrym umysłem, Napoleona l; oto co wyrzekł na wyspie św. Heleny: "Filozofowie, metafizycy niech rozprawiają, jak im się podoba; religia jest nieodzowną potrzebą ludzi. Bez religii błąka się człowiek w ciemnościach; religia może mu jedynie podać światło pewne i nieomylne co do jego przeznaczenia". Toż samo wypowiedzieli inni myśliciele, jeżeli tylko chcieli być szczerymi. Dosyć przytoczyć słowa pogańskiego filozofa: "To tylko wiem, że nic nie wiem"; jako też znaną skargę Goethego: "Ciągle krążymy w zagadkach; - człowiek jest istotą ciemną, mało wie o świecie, a najmniej o sobie". I czyż ludzkość skazaną jest na to, by ciągle brnęła w ciemnościach? Nie; - Ten, co powiedział: "Niech się stanie światłość", dał także ludzkości światło duchowe czyli objawienie, w którym ona poznaje Boga, wszech­ świat i siebie. Zadaniem rozumu jest zatem szukać religii objawionej; lecz my jej szukać nie potrzebujemy, bo ona sama zabiega nam drogę, pełna majestatu i wdzięku, z aureolą świętości na skroni, z krzyżem w jednej ręce, a z pochodnią w drugiej. Od Boga idę, tak mówi do każdego, i przynoszę ci prawdę, drogę i żywot. Abyś zaś o tym nie wątpił, patrz, oto moje świadectwa, podpisane ręką samego Boga i zatwierdzone Jego pieczęcią. Zbadaj ich prawdziwość, a potem słuchaj nauki, jaką głosić ci będę, bo Bóg sam w ludzkim ciele przyniósł ją na ziemię i złożył w Kościele katolickim, który na kształt słońca umieścił po­śród ludzkości, by przezeń wszystkie pokolenia i wieki odbierały światło i żywot; aby zaś ta nauka nie uległa skażeniu, dał Kościołowi uczącemu i najwyższemu tegoż mistrzowi dar nieomylności. Rzeczywiście, religia katolicka wyszła z ust Mądrości wcielonej, Jezusa Chrystusa, i głosi ludziom prawdę, a prawdę całą, niezmienną nieomylną, powszechną, jedyną, takze słusznie nazwać ją można "religią prawdy'. Boski jej początek nie jest urojeniem lub mitem, ale wielkim faktem dziejowym, mającym za sobą długi szereg Boskich i ludzkich świadectw, a zwłaszcza dziewiętnastowiekowe działanie Kościoła, pełne łask i cudów, jako też wiarę tylu milionów, które życiem i śmiercią złożyły hołd tej religii. Nauka, jaką głosi Kościół, nie jest literą mai twą, ani jakąś teorią oderwaną, ale słowem żywym i życie dającym, a ogarniającym wszystkie władze ducha ludzkiego, wszystkie stosunki jednostek i społeczeństwa. Rzec można, że religia katolicka jest niejako osią, około której obracają się dzieje świata, a początki, walki, biedy, cnoty i dzieje ludzkości znajdują w niej wyjaśnienie; ona bowiem swoim wpływem przemieniła świat i wycisnęła na nim swe piętno, którego niedowiarstwo dzisiejsze, mimo ogromnych wysileń, zatrzeć nie zdoła. Ona jest matką dzisiejszej cywilizacji, mistrzynią filozofii i prawa, opiekunką innych nauk, piastunką prawdziwego postępu, podwaliną moralnego i społecznego ładu. fragm. książki “Obrona religii katolickiej”

REKLAMA/Advertisement