REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Stanisław Rymar: Niepewna przyszłość

167

Gdy gdziekolwiek załamie się wiara ogółu w siłę prawą – zawsze wytworzyć się musi w duszach chaos. Nie ma na czym budować, niema na czym oprzeć logiki myślenia. Tak jest dziś w Polsce.

Gdzie indziej ten, który zamachem obala panujące dotąd prawa, sam siebie mianuje źródłem nowego prawa. Ma siłę, może wymusić posłuch. U nas stało się inaczej. Przyszedł Piłsudski, obalił parlamentaryzm, złamał Konstytucję a potem – złożył przysięgę na Konstytucję, podporządkował się i pełniącemu chwilowo obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej marszałkowi Sejmu i wybranemu potem przez Zgromadzenie Narodowe Prezydentowi, co więcej, w piśmie z dnia 8 czerwca, skierowanym do premiera dra Bartla, poddaje się i Sejmowi (z wyłączeniem Senatu).

Gdyby wierzyć można było tym, deklaracjom i przysięgom – powiedzmy inaczej, gdyby była siła, która by zmusiła wszystkich do posłuchu i poszanowania Konstytucji i prawa na przyszłość, byłby punkt wyjścia do układania programu działania na dziś i na jutro, jak w każdym normalnym państwie. Ale czy u nas jest wiara, w świętość na nowo złożonej przysięgi? Czy nowy Prezydent Rzeczypospolitej posiada moc moralną i siłę materialną do zgniecenia tych, coby przeciw prawu wystąpili? Dotąd nikt nie wystąpił z wnioskiem o amnestię dla sprawców domowej wojny, a jednak nie słyszałem, aby się znalazł w Polsce choć jeden prokurator, który by winnych zdrady stanu, winnych rozlewu krwi bratniej, pociągnął do odpowiedzialności. Dlaczego? Odpowiedź łatwa: stosunki konstytucyjne tylko pozornie powróciły. Dość popatrzyć na to, co się dzieje w armii: tam właśnie ci, co, przysiędze i honorowi wierni pozostali, teraz wyjęci zostali spod prawa.

Reklama / Advertisement

Ugięło się i Zgromadzenie Narodowe. Załamało się wiele charakterów, strach przed przyszłością skłonił wielu do oddania głosów wedle rozkazu. Dlaczego? Wszakżeż wódz buntu zabezpieczył swobodę wyboru i z góry uznał wybór. Dlatego, iż nikt nie wierzył w powrót panowania prawa, a w uszach wielu górował głos: „mam bat”…

Marszałek Sejmu, p.o. Prezydenta Rzplitej był w niewoli, Pan Prezydent Mościcki jest w niewoli…? Więc… choć formalnie powróciła Polska do stanu normalnego, choć prawnie p. Piłsudski nie tylko nie dzierży władzy, ale nawet ofiarowaną mu tekę spraw wojskowych przyjmuje warunkowo, to jednak nad wszystkim góruje to psychiczne załamanie się społeczeństwa, niewiara w moc tych, którzy by prawa bronić chcieli i mogli, niewiara w dotrzymanie złożonej przez p. Piłsudskiego przysięgi…

I dlatego ci, co rąk opuścić nie chcą, muszą mieć dwa programy działania. Pierwszy, normalny: to leczenie duszy Narodu po moralnym i psychicznym załamaniu; to wpojenie w duszę, w serca, w charaktery wszystkich, nawet tych, co sztandar Rzplitej podeptali, przekonania iż przyszłość państwa, Narodu, ich samych i ich rodzin zapewnić może tylko posłuch bezwzględny dla prawa i praworządności, iż każdy wybryk mści się i na nich i na Narodzie; to wytworzenie takich nowych form ustrojowych Polski, które by dały czynnikom narodowym, państwowotwórczym, moralnie silnym, moc i władzę do wyprowadzenia państwa z impasu; to organizowanie sił żywych Narodu przeciw zakusom zawistnych sąsiadów; to tępienie prób anarchii społecznej od wewnątrz.

Reklama / Advertisement

Drugi, nadzwyczajny, objąć musi to wszystko, co by tym którzy by chcieli lekkomyślnie powtórzyć (mówią niektórzy „dokończyć”) wypadki majowe, uniemożliwić w zarodku każdy nowy akt niekonstytucyjny. Na to potrzebna jest silna organizacja wszystkich żywych sił w Narodzie.

Czasu może i niewiele mamy przed sobą. Jesteśmy w ręku ludzi lekkomyślnych, nieobliczalnych. Na czele mamy rząd słaby, blady. Niewiara, w przyszłość w tych warunkach znaleźć może łatwy dostęp do szerokich mas — a wtedy przychodzi zło najgorsze: rozprzężenie i posłuch międzynarodówce. Ożywić serce i ducha w Narodzie może, utrzymać je musi energiczna praca stronnictw narodowych. Roman Dmowski w ostatnim swoim słowie do Narodu woła o ludzi wielkich, o wielkie charaktery. Dodajmy cło tego wołanie o ludzi szarych – ale jednej myśli i jednej dyscyplinie poddanych. Znajdziemy ich!

Stanisław Rymar

za: Trybuna Narodu, nr 003a/1926

———–
Stanisław Rymar (1886 – 1965) był pisarzem, publicystą, historykiem, posłem na Sejm RP I i III kadencji. Organizował struktury obozu narodowego na Podkarpaciu. W grudniu 1934 r. został wybrany na urząd prezydenta Łodzi. W lipcu 1945 r. po wejściu do Komitetu Legalizacyjnego Stronnictwa Narodowego, usiłował reaktywować SN. Mimo prześladowań przez NKWD, Rymar, zawieszoną w 1946 organizację prowadził w konspiracji.

Reklama / Advertisement