REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Stanisław Grabski: Państwo narodowe – cz. III

267

Inna jest całkowicie budowa społeczna Włoch a Polski. Nie ma we Włoszech odrębnego od życia miast cywilizacyjnego życia wsi; nie ma tam w ogóle nawet podobnych do naszej wsi osad wyłącznie rolniczych. Drobni roInicy, częściowo właściciele, częściowo dzierżawcy, mieszkają w domach zbudowanych pośrodku każdej posiadłości.

Centrami ich społecznego życia są sąsiednie miasteczka. Na wskroś miejską była cywilizacja Włoch za czasów latyńskich i etruskich, gdy panowanie Rzymu rozciągało się na kilka ledwo kilometrów kwadratowych. I taką pozostała po dziś.

U nas sześćdziesiąt parę procent ludności żyje życiem wiejskim. A te nasze nieliczne miasteczka jakże się różnią od miasteczek włoskich. Każda najmniejsza mieścina włoska ma swą własną tradycję historyczną, ma pomniki swej przeszłości sprzed paru tysięcy lat, ma wspomnienia wodzów, uczonych, bohaterów, świętych, co się w nim urodzili, w nim żyli i pracowali, ma ludzi, nieraz skromnych rzemieślników historii ojczystego miasta pielegnujących a jednocześnie rozczytujących się w Dantem, Tassie, Wirgiliuszu. W przeważnej części naszych miasteczek więcej jest mieszkańców czytających Talmud niż Pana Tadeusza.

Reklama / Advertisement

Faszyzm, wytworzony przez starą, wysoce intelektualną, czystomiejską cywilizacje Włoch, przeflancowywany na nasz grunt społeczeństwa przeważnie wiejskiego, ze słabym poczuciem i słabszą jeszcze znajomością ogólno-narodowej tradycji, a bez żadnych niemal historycznych ambicji ogólnych,staje się marną karykaturą.

Faszystami zwą się u nas grupy patriotycznej, ideowej młodzieży szkół średnich i wyższych z zapałem rozprawiające o uchwyceniu siłą swych lasek dyktatury i wymieceniu wszelkiej nieprawości z Polski, a niemające naprawdę siły do rozpędzenia jednego pochodu komunistycznego, czy wymiecenia korupcji z jednego choćby magistratu prowincjonalnego miasteceka – bo nie znajdujące żadnego oddźwięku swych dążeń i ambicji w romansach ludowych.

Jest to zabawa w faszyzm, a nie praca faszystowska, zabawa szkodliwa przez to, że jałowa i odciągająca uwagę młodzieży od realnych jej zadań narodowo -politycznych. Ale jest i coś znacznie gorszego, co się również faszyzmem u nas nazywa. Dawniej fałszowanie wyborów, rozwiązywanie nie dość uległych rad miejskich, konfiskowanie dzienników, usuwanie zasłużonych pracowników państwowych, obsadzanie urzędów ludźmi bez fachowych kwalifikacji, byle swoimi, – zwało się rządami policyjnymi. Dzisiaj zwie się to faszyzmem. Nazwą faszyzmu, wytworzonego przez czysto zachodnią włoską cywilizację, uzasadnia się dzisiaj u nas na wskroś wschodnie metody rządzenia, stawiające ponad praworzadność – prawomyślność (błagonadiożność), gotowość do wszelkiego bezprawia, byle zgodnego z intencjami władzy państwowej.

Reklama / Advertisement

Naśladowanie prądów społeczno-politycznych, zrodzonych w odmiennych zgoła warunkach narodowego i państwowego życia – wyradza się z konieczności rzeczy w szermowanie gestami i pustymi frazesami. A gdy modnymi tymi frazesami przykrywa się treści liche moralnie – wprowadza się w opinii zamęt pojęć nie tylko prawnych, lecz i etycznych: gwałt przestaje być gwałtem, zbrodnia zbrodnią; wszystko staje się dozwolonym – gdy daje powodzenie.

Kryzys życia państwowego rozszerza się na całe życie cywilizacyjne narodu, wytwarza się grunt coraz bardziej podatny dIa rewolucji bolszewickiej. Wyprowadzić nas z tego kryzysu może tylko zespolenie się większości opinii patriotycznej przy konkretnym, jasnym programie nowego ustroju państwowego, dającego trwałe podstawy prawne ekspansji wszystkich twórczych sił narodu, i zdecydowana walka o urzeczywistnienie go.

Często biada się u nas na rozbicie społeczeństwa, na nadmierną ilość stronnictw, na brak większości, która aby mogla konsekwentnie rządzić państwem wedle własnego programu, bez nieustannych kompromisów z grupami o wręcz odmiennych dążeniach. Rozmaite były próby w ciągu ubiegłych 10 lat wytworzenia takiej większości. Na sam przód probowaliśmy koalicji stronnictw już to centrolewych, już to centroprawych. Wszystkie te koalicje rozpadały się po niedługim czasie. Spróbowano następnie skupić ją kultem zbawczego człowieka. A gdy większość nie chciała uwierzyć w jego zbawczość – próbuje się znów bezskutecznie, zapędzić do jedności większość spoleczenstwa strachem przed “silnym”, wymyślającym, co wlezie, wszystko i wszystkich panem Polski. Czemuż te wszystkie próby zawiodły?

Stanisław Grabski

—————
Stanisław Grabski (1871 – 1949) był politykiem, ekonomistą, posłem na Sejm Ustawodawczy oraz I kadencji w II RP, w latach 1945–1947 wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Narodowej. Od 1905 r. w Lidze Narodowej, od 1906 r. był członkiem jej władz. Od 1907r. piastował funkcję wiceprezesa Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w Galicji. W 1923 r. (rząd Wincentego Witosa – tzw. Chjenopiast) i w latach 1925–1926 – minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Był autorem ustawy tzw. Lex Grabski regulującej kwestię szkolnictwa dla mniejszości narodowych. Po przewrocie majowym w 1926 r. Grabski wycofał się z życia politycznego i poświęcił się pracy naukowej i publicystycznej. Jego bratem był Władysław Grabski – ekonomista, dwukrotny premier RP (1920, 1923-25).

Reklama / Advertisement